JESTEŚMY DOBREJ MYŚLI.

Pozdrawiamy serdecznie Jurku ciebie i wszystkich, którzy czytają naszego bloga. Jeśli chodzi o kiosk Błażeja i Marka, to taki mały pierdolnik w ścisłym centrum Krakowa. Jakieś osiem metrów kwadratowych to to ma. I bardziej prostokąt przypomina. Napakowane tam multum towaru jest i ciasno tam. Ale za wynajem nie płacą krocie przynajmniej. Nie mniej musi tego towaru być różnorodnie,bo turyści zaglądają i różnych rzeczy poszukują. No wszystkiego się nie da tam włożyć, ale to co potrzebne i musi być, to jest. Nie mniej poukładane jedno na drugim misternie. A to, że oni są jak papużki nierozłączki,to na to nie mamy wpływu. Wcale nie musieli by siedzieć tam we dwoje. No ale jak oni się zżyli ze sobą i muszą być razem er dwoje… Tak by któryś z nich ugotował jakiś obiad w domu i przywiózł do kiosku, czy zjadł w domu i potem podmienił go a tamten pojechał by do domu na obiad i odpoczął  czy poleżał sobie trochę. A tak przepłacają na mieście za obiad, albo żyją na jakiejś kanapce, czy zapiekance,czy o kebabie. Albo jakiegoś obwarzanka zjedzą i tyle. Ale to nie jest dobre odżywianie. Nie zdrowe jedzenie. Ale im wytłumacz. Ich życie. Ich sprawa. Zawieźliśmy dzisiaj laptop do serwisu komputerowego. Niech zobaczą, czy oby coś tam nie jest uszkodzone, czy do wymiany. Oby nie. Ale skoro Błażej zadzwonił i przeprosił, że nic więcej nie jest w stanie nam pomóc i że jego pojęcie o komputerach o internecie stanęło na tym poziomie i tyle… Przeprosił żebyśmy nie myśleli sobie, że on nie chce nam pomóc, bo gdyby jego wiedza i pojęcie pozwoliły, to by nam zrobił. Ale nie wie dlaczego laptop nie czyta płyty z oryginalnym oprogramowaniem systemu Windows 7. Czy oby coś w środku, nie jest tam uszkodzone? No w sumie to jeszcze jak byłem sam, to kupiłem też nie nowy ten laptop a w komisie używkę. To trochę lat ma. Fakt, że nigdy nie był przenoszony a stoi w jednym miejscu jak komputer stacjonarny i tyle. Ale lata swoje robią i nic dzisiaj nie ma na lata. To mamie naszej się tylko tak wydaje. Ale ona mierzy czasami PRL-u, że ten telewizor pół życia był i służył. Że już się dawno znudził a chodził, to żal wymienić było na nowy. Dzisiaj już nie produkują sprzętu na lata. Na dłuższą, krótszą chwilę się robi, żeby stałę był zbyt i pieniążek wpadał. No o ciągłe zatrudnienie. Tyle tylko, że w Polsce się nie zarabia aż tyle co w krajach uni europejskiej, żeby można było co krótki czas wymieniać na nowy i kupować. No odpukać. Telewizor chodzi bez zarzutów. Wojtek chciał jakiś z promocji o dziwnej nazwie  a ja postawiłem na firmowy, markowy sprzęt. Inne urządzenia też jak na razie odpukać chodzą bezproblemowo. Nie mniej Wojtek wypłakał się wczoraj na skype do Rachela i Marka. A znając ich,żydów mentalność,to pewnie popytają pośród swoich znajomych i odkupią od kogoś używkę i za jakiś czas kurier zadzwoni z przesyłką do domu. Trochę głupio mi się zrobiło. Bo nie lubię dziadować. No ale stało się  i nie odwróci. Chociaż mama jest dobrej myśli, że nie wyniesie naprawa dużo. Dane zabezpieczyliśmy. Pliki zdjęciowe, filmy przegraliśmy na płytę CD. Spoko. Nic się nie dzieje. Korzystamy z mojego smartphone, jak chodzi o internet. Mój smartphone ma na tyle mega ekran, że dopatrzymy. Tyle tylko że ta klawiatura zajmuje pół ekranu. Ale myślę że do piątku już będzie laptop w domu. Na jedynym ze stoisk z preclami kobieta nie zapytała kierowcę z piekarni co do ilości zamówionego towaru i potem się okazało że ja zamówiłem więcej obwarzanków a ona ma mniej w pieniądzach i wpiera mi, że musiała piekarnia dać mniej. W końcu mam w notesiku zapisaną ilość zamawianego towaru na poszczególne stoiska. Piekarnia po moim telefonie, albo jeszcze w trakcie źle napisała ilość, że potem na liście u kierowcy jest mniej sztuk. Ale po zamówieniu każdorazowym ja wysyłam do osób sms z ilością sztuk i pracownik powinien być przytomny i wręcz domagać się tej ilości, którą na podaną w sms. Ja oczekuję potem kasę za tą ilość, co zamówiłem i guzik mnie to obchodzi. Ważne że naszą mamę nauczyliśmy podstawowej pielęgnacji roślin w ogrodzie, to jak my wyjedziemy na Kraków, to nas w tym wyręczy. A ma się nudzić i siedzieć bezczynnie, to ma zajęcie przynajmniej. Do tego nauczyłem ją UF… z trudem obsługi jej smartphone. Ileż ona się napłakała, że to nie dla niej jest taka zabawka. Nie mniej zdjęcia nasze by chciała mieć pod ręką i zdjęcia z naszych wypraw. Od zdjęć jest według niej album ze zdjęciami, ale skoro jest taka funkcja w telefonie, to korzysta z niej. Ale wolała by taki z guziczkami tylko strikte do dzwonienia i wysłania czasem sms. Ja jej zawsze powtarzam, że starą, nie dowodzący babcią ona nie jest, żeby nie dowiedziała literek sms. Ale mamy już problem z głowy. Ważne że mamy z nią kontakt. Taka mała, zwyczajna, podstawowa wersja smartphone a już ją nawet cieszy. A to plus tego wszystkiego. Na tym poprzestaniemy. Znowu na dworze leje deszcz… TYLE. 

NO I PADŁ LAPTOP JAK NA ZŁOŚĆ TERAZ.

No i tak trzeba było na niego długo czekać, nim się po włączeniu połączył z siecią. Potem trzeba było nie raz kwadrans odczekać, żeby wyświetlona strona mogła się otworzyć. Ale jakoś jeszcze wolno  bo wolno, ale się otwierał ten internet. Z prędkością osobowej kolejki podmiejskiej,ale chodził. A dziś już całkiem zdechł. Nie czyta bezprzewodowego LTE i nie zalogował się. W końcu jak się z trudem połączył z operatorem sieci, to znowu mieli go na zwykłej stronie startowej www.gogle.pl. Błażej siedział z nim cztery bite godziny i próbował na nowo zainstalować system Windows 7. Płytę wrzucił i obracało ją i tyle.  Wojtek z tego wszystkiego dzwonił do mnie, jak byłem na mieście, że pewnie będzie trzeba pomyśleć o nowym laptopie, albo takim z odzysku, bo ten nie chce iść. Na co ja odpowiedziałem że na tą chwilę nie mamy na tyle kasy, żeby się szarpnąć na nowego lapka. Zapomnij. Uf… Z trudem udało się po kilku godzinach Błażejowi sprawić, że na ekranie pojawił się komunikat o odczytaniu programu Windows 7 i że trzeba wpisać tam w okienko kod i odczekać i uf… Udało mu się, że oryginalny program Windows 7 przeszedł z płyty na lapka. A potem to już spoko, bo programy potrzebne do funkcjonowania internetu takie jak przeglądarka internetowa gogle chrome, Java, Windows Media Player, czy bezpłatny a program anty wirusowy, przeszły poprawnie i zainstalowały się. I na razie chodzi. Chociaż dalej wolno, co w przypadku internetu LTE nie powinno mieć miejsca, ale działa. Marek dzwonił co krótki czas, czy już Błażej jedzie. Śmialiśmy się z mamą, że mały chłopczyk Mareczek, nie może tam sobie poradzić z czymś,albo duchy tam straszą i się boi. Głos miał taki żałosny, jakby się tam na prawdę coś złego wydarzyło. Ale nie. Błażej zjadł u nas duży obiad, że potem nie mógł się pozbierać z fotela. Pierw płakał że za duża porcja, żeby połowę a nawet więcej niż połowę odjąć z tego talerza. Na co mama nasza zapytała go, czy jest mężczyzną, czy młodą kobietą, która wciąż jest na diecie? Potem odparł pod nosem coś na wzór no nic, trzeba zjeść, skoro się nic nie ma do powiedzenia… W końcu z trudem zjadł odsapnął i nie mógł się podnieść z fotela. To ja już wiem, dlaczego wy tak sobie jak pączki w maśle wyglądacie… Jak wy takie mega ilości jecie, to nic dziwnego. Na co mama nasza powtórzyła mu :Jesteś mężczyzną? Ba pewno mężczyzną? Zachowujesz się jak baba na diecie. Podziękował nam za gościnę i wyszedł do auta. Jak odjechał samochodem, to laptop znowu za strajkował i zawiesił się na stronie i nie pójdzie dalej. Tak więc Błażej stwierdził że jego możliwości już się wyczerpały. Na co Wojtek prosił go, żeby się wrócił, że mamy jeszcze deser na podwieczorek. Jezus… Ludzie… Musicie wystarać się o nowego lapka a z tym dać sobie spokój po prostu. Tyle stwierdził Błażej i pojechał do Marka do saloniku. Nie mógł się nadziwić, że my możemy osobno siedzieć w saloniku i nie brakuje nam siebie. No cóż. Ny jesteśmy na tyle rozumni ludzie, że wiemy, że druga osoba też ma coś ważnego do zrobienia i dlatego nie możemy być razem. Nadrobimy to potem. W łóżku…-zaśmiał się Błażej pod nosem. A no i też. Mamy do tego prawo. W końcu jesteśmy parą a nawet nie zalegalizowanym związkiem. -dorzucił Wojtek. No myślę, że nie tylko zarabianie pieniędzy jest u was, ale przyjemności też. A no dobrze to określił. Przyjemności. W końcu jak jest seks z pragnienia miłości, to jest przyjemny. Nie znudziliśmy się sobie jeszcze…-dodałem. A nie myślałeś Mariusz nad urozmaiceniem seksu, czy zmianą partnera do seksu? Nie mówisz, że jest taka rutyna już, monotonia… Odpowiem ci tak. Osoby, co lubią częste zmiany, albo co im się wszystko, szybko nudzi, nie powinny szukać partnera do życia, drugiej połówki. Szaleć, dopóki zdrowia i urody i seksapilu im wystarczy. A potem… Będzie Dom Pomocy Społecznej i niepotrzebny śmieć. Nas od samego początku nie bawiła seksualna rozrywka. Od samego początku poważnie podchodziliśmy do życia. I dalej tak jest. A seks jest u nas takim potrzebnym aczkolwiek miłym dodatkiem do życia. Piszemy z mojego smartphone tą notkę. Mama nasza nie może się nadziwić, że takie małe gówno i aż tyle może. No bo i wcześniej przelewy bankowe na rzecz hurtowni zrobiliśmy. Towar zamówiony. A teraz kolejna blotka się pisze. Nie mniej Wojtek powiedział że opowie o zaistniałej sytuacji Rachelowi i Markowi. Ale to zapewne będzie skutkowało paczką z laptopem. Nie! TYLE. Pozdrawiamy. 

I SKORO ZDROWI LUDZIE CUDUJĄ, TO NIEPEŁNOSPRAWNY POKAŻE JAK SIĘ PRACUJE.

Witamy bardzo serdecznie. Przede wszystkim Wojtek chciał podziękować za życzenia. Miło. No myśmy nie obchodzili imienin, no bo to już przeszłość PRL-u i słynny goździk. Urodziny, czy data poznania się, czy rocznica związku, to tak. Odpowiadamy na twoje pytania Jurek. Pani Krystyna podpowie nam zawsze coś. Nie mniej nie wpuszczamy jej na teren naszej posesji, mówiąc że nie mamy czasu. Ale przydaje się czasem. A że nie ma swoich problemów, to zajmuje się wszystkimi ludźmi, sprawami we wsi.  Jeśli chodzi o Rafała, to świetnie chłopak sobie daje radę. Jak nie może na wyższej półce dostać produktu, to po prosi klienta, żeby sobie sam wziął jedną sztukę i tyle. Dostawca gazet wszystko mu poukłada pod karą, to ma pod ręką i sobie po trochu powykłada na ladę na kupki. Spoko. Waldek dzwonił że tam w sklepie on długo nie po pracuje, bo tyle pracy jest i tyle godzin dziennie i nie ma niedzieli wolnej. No to jest urok demokracji -odpowiedziałem mu. I inaczej nie będzie  no bo są tacy biedni ludzie, co od już muszą iść do pracy i nad wszystko. Bo jakbyś miał odłożone pieniądze i nie musiał od już iść do pracy  to możesz negocjować i kwotę na godzinę i ilość godzin w pracy. I więcej takich ludzi jakby było, to ci pracodawcy by zaczęli po ludzku przyjmować i na normalnych zasadach pracowników. A tak… No u nas już pracuje człowiek młody i jak na razie jesteśmy z niego zadowoleni. No i też cały dzień tak siedzi.-pytał Waldek. No my możemy przyjąć drugą osobę. Dla nas to pikuś. Ale wtedy pracując pół dnia tylko, to co on zarobi.-odpowiedziałem mu. No ja jakbym tylko mógł, to bym zapłacił więcej pracownikowi. Ale ja też patrzę opłacalnością tego biznesu. Tu w pobliżu centrum miasta otwarliśmy ten salonik z nadzieją że ruszy z kopyta a tu deszczowa pogoda odstrasza ludzi. I mały ruch w interesie.  :-|Dzisiajpojechaliśmyminibusem do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. Mama chciała być w święto Miłosierdzia w tym miejscu. Nie pchaliśmy się autem na te tłumy. Raz, że byłby kłopot z zaparkowaniem auta a dwa płacić co godzinę za parking, to się nam nie uśmiecha. Nie mniej byliśmy na godzinie miłosierdzia a potem zostaliśmy na mszy świętej. I wielka radość dla mamy, że mogła być w tym świętym miejscu. Błażej z Markiem siedzieli dziś w tą zmienną pogodę w kiosku. Poszli do bazyliki ojców Dominikanów na studencką 19-kę na mszę świętą po pracy dopiero. Też całymi dniami tam w kiosku siedzą. A no chcący coś mieć i nie klepać biedy, to tak trzeba. I nie wynika to jak to Waldek mówi z zachłanności. Ale już nie płaczą jak na początku, jak zaczynali, że to aż tyle godzin dziennie trzeba siedzieć tam. Trudno, darmo, nie za darmo   TYLE. Ciepła w sercach życzymy. 

NO I WRÓCILIŚMY DO CODZIENNOŚCI.

Witamy serdecznie w ten zimny,zimowy dzień wiosny.Właściwie to dziś rano jak wstaliśmy,to zastanawialiśmy się,czy oby nie zapomnieliśmy ubrać choinki.I czy oby te święta co były,to nie Boże Narodzenie.No bo całą noc i dzień padał deszcz ze śniegiem.Jak wyjechaliśmy na Kraków,to widzieliśmy całe białe od śniegu samochody.Zaczęliśmy się zastanawiać,czy oby nie za wcześnie odkopaliśmy i odkryliśmy te skalniaki.Czy nic im nie będzie.Ale nasza wszechobecna pani Krystyna,podpowiedziała nam,żeby wbić w ziemię w czterech rogach badylki i na nich przytwierdzić aż do ziemi taką grubszą folię.Że jak będą miejscami małe szparki,to na dopływ powietrza a tak nie przemarzną i nie zaleją się.Skalniaki jak kaktusy podobno nie lubią dużo wody.Czasem jeszcze jest potrzebna taka typowa baba ze wsi,żeby podpowiedzieć,doradzić coś nam chłopakom jednak z miasta.Dopytuje się kiedy kupujemy tą działkę przed nami stojącą odłogiem.Ja jednak odpowiadam,że wszystko będzie po kolei.Potem i nazwę miejscowości zmienimy na nasze nazwisko i nazwę ulicy ustanowimy na ulicę Wojtka i Mariusza.Tak żartuję tylko,ale znając ją,to zaraz po wsi po rozpowiada i będziemy za jakiś czas śmiali się z jej głupoty,czy mega sensacji.Nie mniej na poważnie,to 1 czerwca będziemy obchodzić już kolejną i  nawet nie liczę którą,rocznicę przyjazdu Wojtka do Polski.No i kolejna rocznica naszej znajomości w związku z tym będzie.Tak więc jeśli byśmy się skusili na połowę tej działki,czy nawet na całość,to dopiero w tym terminie.Nie mniej od kopa trzeba by przywieżć z OBI przęsła ogrodowe,czy mówiąc po naszemu metalowe ogrodzenia i do tego takie same jak mamy.Umówić się z tymi fachowcami co stawiali to ogrodzenie,żeby przyszli na robotę i załatwili cegłę czerwoną na murki i zaprawę i betoniarkę i w ogóle.No bo nie będzie tak to stało kupione i jak teraz nie zabezpieczone,nie zagrodzone.Rachel wczoraj powiedział na skype,że pożyczy nam trochę kasy na to przedsięwzięcie,ponieważ widzi,że Wojtek dba o ten mały ogród bezbłędnie i chciałby zapewne,żeby był taki duży ten ogród pełen kwiatów i krzewów kwitnących.Ja natomiast zażartowałem,że palmę mrozoodporną się wkopie w ten nowy teren i tyle.Na co on odpowiedział,że jak po patrzymy w internet,to znajdziemy takie gatunki palm,co świetnie wytrzymują w polskim klimacie i do tego śnieg na nie pada i przymrozki i im to nie straszne.Ale nie.Na pewno jakieś drzewka owocowe byśmy posadzili tam i pomiędzy nimi wstawili byśmy tą altanę z ławą i ławką do siedzenia co mamy obecnie.Nie mniej to kwestia pzyszłości i jeszcze wielu negocjacji i rozmów na ten temat.No wczoraj przyszła już na dziesiątą rano jak uzgodniliśmy z nią do saloniku.Oglądała z niepokojem tą masę towaru która się tam znajduje.Boże?To aż tyle tego wszystkkiego?-pytała.Siedziałem z nią do dwunastej w połódnie,poczym ona sama stwierdziła,że jednak podziękuje.Bo na e-papierosach ona się w ogóle nie zna,co Marcin chciał się poznać i doskonale mu sprzedaż szła.Że ona się pogubi w tym towarze i my ją bedziemy kantowali w pieniądzach.A poza tym,to nie tyle godzin i dni.No dobrze.Nic się nie stało.Za PRL-u,to nie było tak towaru na półkach a w kioskach RUCHU był jeden,stały asortyment i niewiele go było.To więc ona w innych czasach sprzedawała w kiosku.No dzisiaj musi się ten czynsz za wynajem lokalu wypłacić.Do tego rachunek za zużycie mediów.No i do tego jej pensja.A też nie otwiera się takiego saloniku,żeby zarobić +500 a więcej.Stąd aż tyle różorodnego towaru i wciąż coś doklejamy nowego.Z różami na razie daliśmy sobie spokój,ale jak wróci taka prawdziwa wiosna,to wrócimy do tematu.I kiedy pzyjechał na czternastą Wojtek na podmiankę,to ja prowadziłem miłą rozmowę z młodym człowiekiem na wóżku inwalidzkim.Wysłuchałem jego tragedii życiowych i tego,że utrzymujue się z ubogiej renciny i jakoś daje radę,pomimo że z trudem wiąże koniec z końcem.Wojtek na to wszystko tylko dorzucił jedno:Jak tylko masz czas i chęci i nie masz rzadnych rehabilitacji,ani niczego takiego,to możesz w tym lokalu w którym jesteś od jutra zacząć pracę.Chłopak najwyrażniej wpadł w osłupienie.Zamurowało go totalnie,jak wcześniej był taki rozgadany.Świeczki stanęły mu w oczach.No…Nie sądziłem,że taka kalikatura jak ja,jeszcze do czegoś będzie komukolwiek potrzebna.U…E…UH…Zapytał go Wojtek,czy da radę jutro na szóstą rano przyjechać.Odpowiedział że tak,będzie.Już próbowaliśmy go siedzącego na wózku za ladą i mnie jako klienta.Okazało się,że zna obsługę kasy fiskalnej i portu do kart płatniczych.I głowę mu widać zza lady i rękami sięga na blat lady.Koło szesnastej zjawiła się ponownie owa starsza pani,chcąc negocjować stawkę za dniówkę u nas.Ale Wojtek powiedział jej,że już jest nieaktualna tutaj praca.Dopytywałą się,czy mamy już tutaj kogoś i kto to jest.Ale Wojtek uciął jej dyskusję że to nie jej zasrany interes,kto tu będzie pracował.A chwilę temu zadzwonił niepełnosprawny Rafał z pytaniem co ma wziąć ze sobą jutro do pracy.Odpowiedział mu Wojtek że dowód osobisty będzie mu tylko potrzebny i jakieś kanapki do pracy,czy pieniądze na to,żeby sobie mógł na chwilę zamknąć salonik i wyskoczyć coś zjeść.I dorzucił:Przyjacielu.Jutro czekam na ciebie w saloniku.Nie mamy nic do tego,że Rafał porusza się na wózku inwalidzkim.Nawet bardzo się cieszymy,że możemy pomóc takiemu człowiekowi i go dowartościować.Oczywiście czas pokaże,jak on sobie będzie tam radził.Wiadomo,że te z górnej półki gazety,czy inne produkty,to każe klientowi samemu sobie wziąć,bo nie dosięgnie.Nie mniej dopołudnia babcia kioskarka tam zagląda przez sentyment do pracy w kiosku i z nudów,to zawsze coś mu pomoże.W saloniku niedawno otwartym w centrum Marcin siedzi sobie i jest zadowolony.Jak na razie to ruch jest mały,bo pogoda daje się we znaki.Ale spoko sobie poradzi.Na obwarzankach pozmniejszaliśmy ilości sztuk,no bo trochę towaru kiedyś nam pozostawało.Waldek dzwonił,że jak nie mamy nic w sobotę ważnego,to on popołudniu mógłby do nas przyjechać na dobry obiad.Zapytałem go,czy u nas jest przypadkiem kuchnia społeczna CARITAS POLSKA?To na jaki dobry obiad,ty chłopie chcesz przyjechać?Traktujemy cię jak gościa i częstujemy jak gościa,więc i tym razem pewnie czymś cię poczęstujemy,co będziemy mieli i tyle.Na co on odpowiedział że nam się dobrze powodzi i jesteśmy wielkie państwo a on biedny,skromny żuczek.Chyba skromna kaczuszka a nie żuczek.-dorzucł Wojtek.Od kaczuszki to wy kilometr sanijcie i na baczność.Na co ja odpowiedziałem,że z honorem i radością witamy wraz z wielkim tłumem i zacną,wielką aktoką Krystyną Jandą Szefa Parlamentu Europejskiego Donalda Tuska.Właśnie wyszło w Krakowie słońce,jak on postawił swoje stopy na peronie dworca Warszawa Centralna.Dobrze,Skończmy już z polityką.Nie mniej dociekaliśmy co się stało takiego,że Waldek ma  sobotę wolną od pracy.Ale powiedział że sam wywalczył wolną sobotę.No,ale pieniędzy przez to będzie miał mniej,bo dniówka mu uciekła.Na co on odpowiedział,że pieniądze to jeszcze nie wszystko.Że on też musi odpocząć kiedyś i wyspać się a nie cały tydzień tyać na okrągło.Okay.A poza tym to żebym ja nie podskakiwał,bo to dzięki niemu poznałem Wojtka.Bo gdyby on go z Maćkiem nie zaprosił,to siedział bym sam.Odpowiedziałem mu,że już dostatecznie mu chyba podziękowaliśmy za ten fakt.I że my nie PiS i nie obchodzimy miesięcznic.6 maja będzie wielkie święto,bo dzień wolności.Dzień dla nas bardzo ważny.Bo dzięki temu możemy żyć bez pzymusu,bez kłamstwa i tak jak chcemy.No właśnie wszyscy dorobkiewicze będą się cieszyć w ten dzień,bo z nastaniem wolności,mogą zbijać interesiki na plecach biednych ludzi i sortowć ich jak odpady w koszu.Ale pomału PiS to ukróca.No oni tak będą ukrócać,że w końcu ci mali przedsiębiorcy sami sobie będą pracowali u siebie,albo rodzinę swoją po zatrudniają i na tym się skończy.No bo policzą koszta i nie będzie im się to kalulowało nijak i ie dadzą szrym,zwykłym ludzi możliwości pracy u nich.Na co Waldek mi odpowiedział że przynajmniej nie będziemy opływać w luksusach i bąki zbijać,tylko z ludżmi będziemy autobusem jechać do pracy.No jeżdzimy mini busikami do pracy,żeby nie płacić płatną strefę parkowania w mieście co godzinę.Chyba że z towarem jesteśmy jakimś,to na chwilę autem i zmykamy do domeczku szybko.A czy w luksusach opływamy?Więcej mają od nas ludzie i nie takie duże hawiery jak my mały domecek z ogródkiem i wystarczy nam taki jak mamy.Mieścimy się wszyscy w nim i nie potrzeba nam większego domu.Mamy za to świeże,wiejskie powietrze a nie smoga harmider.-dodał Wojtek mu.A ja na koniec tylko zapytałem go czy stanął dziś przed dużym lustrem.I co sobie powiedział?Bo ja z Wojtkiem stanęliśmy oboje i nie powiedzieliśmy sobie że jesteśmy bezwartościowymi ludżmi.Powiedzieliśmy przez skromność,że jesteśmy takimi samymi ludżmi jak większość spotykanych co dnia na ulicy,tyle że bardziej myślących głową i wciąż szukających nowych rozwiązań na życie.A do reszty to mama nasza się modli pod figurą nie raz nawet dwa razy dziennie,żeby Bozia,Matka Boża nam pobłogosławiła i stawiała na naszej drodze wartościowych ludzi od których wiele się możemy nauczyć.I jakoś działa mamy modlitwa.Tak zripostowałem dyaskusję Waldka.Weż się za pracę i szukaj pomysłów chłopie na życie,bo zginiesz marnie w tej Polsce.-dorzucił Wojtek.Zapraszamy.Mama jutro pojedzie z Wojtkiem na 16-ą prywatnie z Wojtkiem do dentysty.Już jutro w miejsce usuniętych tych dwóch złotych zębów,będzie miała wstawione zbliżone kolorystycznie do swoich implanty.Trochę się mama tego zabiegu boi,ale nie ma czego.Bo już nic nie będzie ani usuwał,ani borował,tylko doszlifuje je żeby pasowały i wstawi pojedynczo i tyle.A teraz Wojtek nim Rachel i Mark będą na skype,pójdzie z Tawariszem na spacer po wsi przed nocą.Mówimy już mamie,żeby nnie dawała tyle jeść psu i jeżowi też,bo zgrubli oboje.A kot,to nawet na myszy nie spojrzy,bo tylko łąsi się do mamy nogi i mruczy.A to znak,że mama na pewno jak my pojedziemy na Kraków ,to mu dogadza nieżle.Myślę że na dziś TYLE.  CIEPŁA SOBIE I WSZYSTKIM CZYTELNIKOM W SERCACH ŻYCZYMY,BO NA DWORZU NIE SZYBKO BĘDZIE.

TROCHĘ WIĘCEJ CZASU MAMY DLA RODZINY I TEŻ NA PISANIE BLOGA.SPOKO.

Witamy serdecznie.Jezus Zmartwychwstał do życia i udowodnił tym samym,że nie warto się w życiu poddawać.Że po wzlotach i upadkach dnia codziennego,trzeba a nawet warto się podnieść i z nową siłą,powerem ruszyć w drogę.A jeszcze jak się wie,że czekają i że dołączą się i że można na nich liczyć…To wartało.Tak dziś rano na mszy po procesji rezurekcyjnej mówił nasz ksiądz proboszcz.Słowa jego tak aktualne w naszej rodzinie są.U nas.Po tym wszystkim co ja przeszedłem,doświadczyłem w życiu wiem to na pewno,że jest taka osoba a nawet osoby na które mogę liczyć.Pierwszą z nich na pewno jest moja mama.Przepraszam Mariuszek,że nie ty jesteś pierwszy,ale mama znaczy dla mnie wszystko.Mogę powiedzieć dla nas.Bo tak samo jak mnie,tak i Mariusza ona przygarnia codziennie do serca.I miło mi jest,kiedy wejdę do kuchni rano a ona pocałuje mnie w policzek i zapyta jak się dziś czuję.Szacun jej wielki.Mój partner Mariusz.Bardzo odpowiedzialny człowiek i bardzo serdeczny.On jest takim schronem jak na wojnie w którym czuję się pewnie i bezpiecznie.I wiem,że żadna tragedia,nieszczęście,czy drobne niepowodzenie nie jest mu straszne.Potrafi nad wszystkim z zimną krwią zapanować i zaraz znajduje rozwiązanie.Człowiek który wciąż szuka nowych rozwiązań i pomysłów na życie.A ja na ile mogę,to mu staram się pomóc.Może trochę za bardzo dosadnie Rachel to powiedział Waldkowi.Ale zapewne jak mówi mój Mariusz,chciał mu wbić do rozsądku,że szukanie pomysłów dla siebie razem z partnerem,to dobra droga.Bo historia,wiara w Boga,to ważne elementy życia dla każdego polaka.Ale nie można cały czas narzekać i siedzieć w miejscu i mówić że samo przyjdzie,czy że rząd da.Nie liczymy na rząd,na nikogo.Na siebie na wzajem.Wiem że na Mariusza mogę liczyć zawsze i w każdej sytuacji.I wiem,że cały czas poświęcony na biznes,to czas nie stracony.Równie dobrze możemy siedzieć i oglądać w domu telewizję i nic więcej.Teraz trochę więcej telewizji oglądamy.Ale z resztą mama nasza jest na emeryturze już,to niech tam patrzy w ten telewizor,to potem nam opowie co widziała.A my przynajmniej zapracowaliśmy na ten przywilej mieszkania na wsi.Z dala od sznurka aut i hałasu i smogu.Można by retoryką Waldka powiedzieć,że lepiej jest mieszkać w bloku w Nowej Hucie,bo nie ma się tyle obowiązków co my i ma się po pracy czas na odpoczynek i po patrzenie w telewizję.A my za to że chcieliśmy mieć domek na wsi,to nie mamy czasu dla siebie i nie możemy tak jak on zasiąść wygodnie przed telewizorem a nawet się położyć.No coż.Coś za coś.Ale dzisiaj jak wracaliśmy pieszo z kościoła rano,to widzieliśmy w ogrodach takie prze piękne widoki,że aż się chce tutaj mieszkać.I dla tych widoków zrobimy wszystko,żeby ich nie stracić.W Krakowie to unikat.A z resztą Kraków,to jest taka mała konserwa.I mieszkanie w bloku też jest życiem w takiej konserwie.No bo przyjdzie lato i upały i trzeba w tym zaduchu siedzieć.W tych 4 ścianach.A my przynajmniej możemy wyjść do ogrodu i posiedzieć w cieniu pod altanką,czy pod starą śliwką.Nie musimy się dusić w czterech ścianach jak oni.   Wczoraj wszyscy razem poszliśmy do święcenia pokarmów.Bardzo miło dzień spędzony w rodzinnym gronie.Podzieliliśmy się jajkiem z wszystkimi naszymi domownikami.Nasz jeż Tuptuś też dostał kawałeczek święconego jajka od nas na miseczkę.A i ptakom kolo figurki Matki Bożej z dzieciątkiem od nas mama pokruszyła kawałek jajka i chleba.Potem ubraliśmy kurtki po śniadaniu wielkanocnym i poszliśmy sobie posiedzieć w ogrodzie i po oddychać świeżym powietrzem.A wieczór razem z mamą poszłem na uroczystości wielkiej soboty do kościoła.I tak zleciała ta sobota.Rachel i Mark zadzwonili na skype wieczorkiem i jeszcze raz podziękowali nam za gościnę w tak pięknym miejscu.Niczego nie kupili na wsi.Nikogo nie pozbawili dachu nad głową.Ale baba ze wsi musi wciąż coś komentować,bo by nie żyła.Nie mniej dziś jak wyszliśmy z kościoła,to na placu przed kościołem ksiądz proboszcz doszedł do nas z uściskiem dłoni i z życzeniami.Ludzie tak się dziwnie na nas patrzyli,że nie do nich a do nas.Witam was serdeczni moi-zaczął rozmowę.Powiedziałem mu,że teraz zaglądniemy idąc do domu,do tej starszej,samotnej pani w tej małej chałupce.Jak na swój wiek,to sobie świetnie ona radzi.Bo i krowę oprzyrządzi i nakarmi i wydoji.I masło swojskie zrobi i twarożek.Waldek stwierdził,że najlepszy twarożek jest w Carrefour i tani.A nasz ma taki dziwny,kwaśnawy smak.Nasz jest naturalny,bez chemii i nie odtłuszczony.Sernik na takim twarożku i na wiejskim maśle dziś Błażejowi i Markowi niezwykle smakował.Nawet pytali,czy mięso od szynki gotowane z ziołami i młode ziemniaczki i ćwikłą z chrzanem mogą zamienić na ów sernik.No ale w tym sama natura i zdrowie.Fakt,że od tej natuy zgrubliśmy trochę.Ale myślę że teraz,kiedy jest tyle obowiązków i tak mało czasu na pobyt w domu,to schudniemy.Wpadamy do domu na około godzinkę i uciekamy dalej.A pani Krystyna już pod pytuje i podgląda.Ale my mamy usta na kłodkę.Mariusz tylko pyta się jej,czy nakłada siatki,bądż pudła na te Kalanchoe,żeby przedłużyć im spoczynek.Na co ona mówi że tak i że liczy na to że zakwitnie u niej.Ważne że my mamy problem z głowy już.Błażej z Markiem dzisiaj mówili,że jakby nam wypaliła ta starsza pani jako sprzedawca w saloniku,to trochę luzu będziemy mieli.Zobaczymy co z tego będzie.Nie móimy pochopnie,że będzie dobrze.Jak ona już mruczy na wstępie,że nie pracuje się osiem godzin a aż tyle czasu trzeba siedzieć i sobota i niedziela też…Że ona by chciała mieć weekend wolny chociaż.Jest taka opcja,że jeden dzień z weekendu będzie miała ona wolny.Ale gdzie dzisiaj pracuje się w Polsce osiem godzin?W urzędach publicznych,to tak.Zobaczymy.Poza tym na obwarzankach zrezygnowała nam jedna pani.Stwierdziła że za mało jej płacimy i że aż tyle godzin to trzeba siedzieć…Jak się przyjmowała do pracy,to nic nie mówiła.Mariusz twierdzi,że pewnie nową,inną pracę znalazła.A dopóki nic nie miała,to siedziała tutaj.Ale mamy w notesiku namiary do osób co być może by chciały spróbować sprzedawać obwarzanki,to od kopa przyszła nowa pani i po problemie.Spotykamy ludzi chętnych do pracy.Do dorobienia sobie na emeryturze.Ale jak w saloniku siedząc rozmawialiśmy nie raz z takimi osobami,to słyszeliśmy,że ona by chętnie tak co drugi dzień chciała pracować i po osiem godzin…I płacą panowie dwa kawałki na miesiąc?Tak?Nie bądżmy śmieszni.Płacimy tyle na ile my realnie patrząc,możemy sobie pozwolić.A będą cudowac ci ludzie bardziej,to nie damy nikomu zarobić i sami sobie będziemy siedzieli.Błażej z Markiem śmieli się,że rachel też ich jak Waldka,postawili przed lustrem.Ich to uderzyło.Uderzyło z siłą,że o nich się mówi bezwartościowi ludzie.Nie!Tak nie będzie!To sobie o innych tak powiedz a nie o nas.Nawet więcej usłyszeli niż Waldek.Ale rozsądny człowiek przemyśli na ile on ma rację a na ile nie.A głupi Waldek miał potem pretensje,że taki żyd będzie mnie pouczał jak ja mam żyć,jak ja wiem.I jeszcze obrażał mnie.Ci ludzie na ulicy,którzy wyrzekają się dla pieniędzy,dla kariery Boga i patryjotyzmu są bezwartościowi.Że rząd musi wprowadzić przepisy dotyczące moralności w zachowaniu i ubiorze.Na co Mariusz zaśmiał się,że faceci będą chodzić w arafatkach na głowie a kobiety w hustach,żeby nie było porządliwości.A ząd będzie liczył na większą dzietność a ruchanie z dzietnością idzie w parze.Na czas świąt zawiesiliśmy handel całkowicie.Ludzie mają po pieczone wszystko i po kupione,więc nie było by sensu.A tak my mamy święta rodzinne.Okay.Pozdrawiamy serdecznie.Wojtek i Mariusz.