WIOSNA JUŻ JEST WSZĘDZIE,CHOCIAŻ Z TYM SŁOŃCEM JEST TAK RÓŻNIE.

Witamy serdecznie wszystkich tych,którzy czytają naszego bloga i serdecznie pozdrawiamy.Witamy naszych internetowych przyjaciół-czytelników,ale i naszych wrogów,bo na pewno tacy się znajdą,co nasz blog jest dla nich czymś świńskim i niemoralnym.Pewnie bardziej niemoralne byłoby wtedy,kiedy pisalibyśmy o naszych przeżyciach seksualnych,opisując punkt po punkcie całe nasze spotkanie w łóżku.I z pewnością liczba osób odwiedzających naszego bloga,byłaby nieco większa niż jest.Ale nie.Szanujmy się i sfera niezwykle intymna,jaką jest seks,niech pozostanie naszą sferą taboo.Ten blog broń Boże nie jest absolutnie promocją homoseksualizmu.Jest takim pamiętnikiem pisanym na co dzień i opisującym nasze codzienne życie.Ktoś powie,że wszystko jest w tym związku,poza tym,że nie ma tu kobiety i mężczyzny a dwóch facetów.I do tego z różnicą wieku jeszcze.I do tego gejów.Nie ma tutaj kobiety i mężczyzny w tym związku i nigdy nie będzie.Oszczędzimy wam historii z cyklu:Przemoc w rodzinie z dzieckiem w tle.Takich historii tutaj nie przeczytasz.A z resztą codziennie telewizja karmi nas takimi historiami.Aż żal się robi tego niewinnego,maleńkiego,zakatowanego,czy zabitego dzieciątka.No ale tak to jest,jak ma być zachowany tylko ten stereotyp,który utarł się od wieków,że jest mąż i żona i mama i tata.Tylko jakoś kompletnie ani ona,ani on niejednokrotnie nie pasuje do bycia nie tylko partnerem,ale rodzicem.I niejedną z tych rozrywkowych dziewcząt bym wykastrował jak kotkę i niech się dalej dobrze bawi a nie tworzy piekło na ziemi jej małemu dziecku.Ale lepiej jest o takich sytuacjach mówić i pokazywać je,niż takie osoby jak my.Szczęśliwe i pełne miłości i rodzinnego ciepła.Tego rodzinnego ciepła i miłości życzymy przede wszystkim tym,którzy boją się wykonać coming out wobec swojej rodziny i bliskich i wolą żyć w ukryciu i w masce.I jak teraz ktoś taki jak oni zębami zgrzyta z zazdrości,to możemy mu powiedzieć,że warto to zrobić.Pomimo wszystko.Chociażby dla samego siebie.Dla takiego wewnętrznego spokoju,głębokiego oddechu i zdjęcia tej maski heteroseksualnej i życia wreszcie po swojemu.Wiele razy w życiu słyszeliśmy takie zdanie:Ja sobie sam w życiu nie poradzę.Ta rzeczywistość jest brutalna i nie ludzka.Ta rzeczywistość jest brutalna i nie ludzka.Ale wcale dla ciebie ona nie musi taka być.Przepis naszego przyjaciela,młodego żyda Rachela jest taki.Weź czystą kartkę papieru i długopis.I wygodnie usiądź we fotelu.Kawa,ciasteczka.Takie tam dla odpowiedniej klimy rzeczy.I znając doskonale siebie i swoje zdolności i predyspozycje napisz na tej kartce konspekt,plan działania dla ciebie,dla poprawy jakości,standardu twojego życia.Czyli czym mógłbyś się zajmować sam,na własny rachunek,bez szefa nad tobą,co sprawiało by ci przyjemność każdego dnia?Co umiesz w życiu wykonywać dobrze?Od kiedy zaczniesz na poważnie zabierać się już za to?Wiesz.Zawsze możesz napisać:Nic w życiu nie osiągnąłem i nie osiągnę.Albo to drugie:Jestem głupi.Nasi przyjaciele z Krakowa Marek i Błażej taką kartkę wypełniali już i ruszyli.Zaczęli od przysłowiowego zera.A teraz nawet jakoś im to idzie nie najgorzej.Nie jest to to,co chcieli by wykonywać w życiu.Bo handel detaliczny,to nie ich pasja.Ale nie muszą się martwić o to,czy będą pracować dalej,czy nie.Czy dostaną wypłatę,czy nie.Poświęcają swój czas i całą energię swoją w to wkładają.A reszta jak to w handlu,zależy do klienta i od lokalizacji.W niedzielę przyjechał do nas Waldek ze swoim Maćkiem i Marek ten od Błażeja.No co się stało,że nie płakał,że jest sam.Ale dobrze.Nasza mama jak to ona,zaraz pytała się Waldka jak tam nowa praca.Jak na razie,to jest zadowolony,bo często go dają na stoisko alkohole,ciasta,które jest jednocześnie i kasą też.Poza tym niedzielę dostał wolną.Ale mama nasza się dziwiła,że dwóch facetów jest w domu i chociażby jeden był mądrzejszy i znalazł receptę na te trudne czasy.Ale jak to Waldek.Od razu pytał nas,czy my mamy czas na posiedzenie sobie na kanapie przed telewizorem,na porozmawianie ot tak?Na co Mariusz mu odpowiedział,że można siedzieć i patrzeć ten szklany ekran i co.Z tego pieniędzy nie przybędzie.Na co ja dodałem,że już nasza mama ogląda telewizję tutaj,to nam zda relację,co się tam wydarzyło w kraju,czy na świecie.I to nam wystarczy.To wy już zwariowaliście na punkcie tych pieniędzy-dorzucił Waldemar.Na co mama mu powiedziała,że wszędzie gdzie nie pojawisz się,to trzeba pieniądze mieć.Nic dziś nie ma gratis.Na co Mariusz dodał,że nawet żeby wpierdol ci ktoś puścił,to trzeba mafiozów opłacić a nie tak gratis.Na co mama mu powiedziała,że zęby dwa na przodzie górnej szczęki wprawiła i też nie ma na ubezpieczenie implantów.A Waldek na to,że jak się trzymały te złote i nic się nie działo,to trzeba było je zostawić przecież.No ale estetyka i wygląd są ważne.A poza tym,dlaczego inne mamy mogą nie tyle co nasza mieć a nasza mama nie może?-zapytałem go.Bo co?Bo ma nieudaczników synów?A tamte matki mają niezwykle zaradne dzieci i dlatego mają?-dodałem mu.Na co on swoją retorykę.A kto dzisiaj ma luksusy?Handlarze narkotyków,ci co robią lewe interesy i okradają i ludzi i skarb państwa i prostytutki.Na co mama nasza dorzuciła podniesionym tonem:Ty nie obrażaj moich dzieci!Ciężką pracą doszli do tego co mają!Wciąż szukają nowych rozwiązań na życie,na biznes!I wcale nie handlują narkotykami,dopalaczami!Wcale nie uprawiają prostytucji!Chociaż znając ich zacięcie do handlu,to pewnie i z sukcesem otwarli by klub GO-GO,czy agencję towarzyską!I też pewnie odnosili by sukcesy i tutaj!Nie podkreślaj wszystkich pod tą samą kreskę!Są tacy jak mówisz też,ale dziś ciężką pracą ludzie dochodzą do lepszego poziomu!Całymi dniami ich nie ma w domu!A to to a to tamto!I stale coś mają!No i gdzie tutaj czas na rodzinę,na dom?-pytał Waldek.No takie czasy nastały-odpowiedziała mama.I dodała zaraz.Jakoś oni mają czas i na pielęgnację roślin w ogrodzie.Popatrz,jaka piękna wiosna zza tarasu się wyłania…Popatrz.Nie tak dawno w OBI markecie kupili dwa nieduże krzewy magnolii.I co?Jak to prześlicznie zakwitło.I jeszcze jak się rozrośnie na wysoki i rozłożysty krzak za kilka lat,to dopiero będzie pięknie wyglądać.I jak oni pojadą,to ja z kotem na kolanach siedzę sobie w ogrodzie i pies obok nas siedzi i patrzymy na te pięknie kwitnące rośliny.Jak Bozia da to za rok,będziemy mieli pierwsze swoje borówki.Na drzewka owocowe,to trzeba dużo lat poczekać,nim dadzą jakieś owoce.Ale jak pączki wypuszczą i potem z nich kwiaty będą,to też piękny widok.A tutaj po patrzcie.Jakie piękne hortensje…No na ile ja się znam.Albo na ile oni mi wytłumaczą,to im coś zrobię w ogrodzie.Chociaż boję się cokolwiek ruszać,żeby nie zmarnować ich pracy i tych prze ślicznych widoków.Jeszcze kiedyś jeżyk Tuptuś przeszedł koło moich nóg.zatrzymał się i powąchał mi pantofle i poszedł dalej.samo się nie zrobi.Trzeba włożyć w to masę pracy.I pomyśl sobie malcik,ze ani Wojtek,ani Mariusz,nie mieli styczności z ogrodem,z wsią.Malciki są z miasta przecież.I jeszcze nie widziałeś wszystkiego.Proszę,pozwólcie do ich sypialni na moment.Podczas pobytu u nas Rachel i Mark w miejsce tych chabeździ /Kalanchoe/,wsadzili w tą rynienkę kamienną takie egzotyczne liście /Calathea/I po patrz jak się ładnie przyjęły.Z takich niewielkich roślinek i co się stało?Jak one się rozrosły.Hm…Ale one są śliczne…Dali byście mi taką maleńką szczepkę.Taką jedną chociaż łodyżkę z listkiem.Zacznijmy od tego,że tą roślinę się dzieli nożem w zdłuż z korzeniem.I albo na dwie równe części.Albo na krzyż.Ale też nie przy takiej a większej roślinie.-odpowiedział Mariusz.W taki sposób jak mówisz,to ani ty byś nie miał pożytku.A ta roślina,została by okaleczona tylko.-dodał Mariusz.Poza tym to nie jest roślina że ją tak tylko posadzisz w doniczce z ziemią i będziesz podlewał i koniec.Tutaj trzeba palcem sprawdzać wciąż wilgotność ziemi.Zraszać liście dwa razy dziennie spryskiwaczem.Do tego co dwa tygodnie nawóz dodać do wody w mniejszym stężeniu niż innym roślinom.-dorzuciłem mu.Jejciu.To aż tyle zabiegów tu trzeba?No ale przyznam się wam do czegoś malciki.Kiedy was nie ma i jesteście tam w Krakowie,to lubię sobie posiedzieć w ciszy tak na waszym łóżku i po patrzeć na te przepięknie pomalowane przez naturę i Pana Boga liście.Dzieła sztuki to są.-wygadała się mama.Jak będziesz chciała,czy miała ochotę mamusia,to możesz się na tym łóżku nawet położyć.-dorzuciłem mamie.No ale samo się w tym domu nie porobi,jak ja będę leżała.Ja to dopiero jak się ziemniaki gotują,czy pranie pierze w pralce,posiedzę.A tak.To zawsze jest coś do zrobienia tutaj w domu.Boże.To jednak lepiej Maciek nam mieszkać w tym bloku jest-dopowiedział Waldek.No ale ty jesz śniadanie w kuchni,czy w dużym pokoju.Tak?-ciągnął Mariusz.No a gdzie mam jeść-pytał Waldek.No my jemy na tarasie przed domem na świeżym powietrzu.A jak jest tak jak teraz chłodno i ma się na deszcz,to wstawiamy ławę i ławkę do altanki drewnianej i tam sobie zjemy posiłek,potem posiedzimy,porozmawiamy,po oddychamy świeżym powietrzem,po patrzymy na przyrodę.-dorzucił Mariusz.No tak.Ale jakim kosztem?-dodał Maciek.Marek zaśmiał się,że jak my tej działki przed ogrodem nie łykniemy,to kto wie,czy on z Błażejem nie szarpną się na nią.Poza tym teraz gotowe domki kanadyjskie stawiają w krótkim czasie.W Ameryce często je porywają jakieś tajfuny,tornada a u nas takich nie ma,to wytrzyma kilkadziesiąt lat taki i będziemy sąsiadami razem.A tamto mieszkanie gdzie mieszkacie?A tamto mieszkanie,to wynajmujemy u nich te dwa pokoje z kuchnią i mini balkonikiem.A kiedyś,to oni sobie wynajmą za lepsze pieniążki plus jednorazowo kaucja.I spoko.Moglibyśmy wziąć na przykład kredyt,czy tą słynną wy pożyczkę w Euro Banku…Maciek?Co my biedni tutaj robimy,jak tu sama elita mieszka.-pytał Waldek.Na co mama nasza powiedziała:Wojtek tak samo jak ty w biedzie na Ukraińskiej ziemi dorastał w bloku z czasów komunizmu.Ma tak samo dwie ręce i dwie nogi jak ty.I tak samo ma głowę.I co?On potrafi a ty nie?Jest coś za coś.Ale oboje wciąż myślą nad rozwojem.Dbają o to co już mają.Potrafią pieniądze zrobić.A tu was dwoje i choćby jeden był mądrzejszy od drugiego,to niet.I całe życie tak wam przeleci?Na siedzeniu w miejscu i wiecznym narzekaniu?-pytała nasza mama.Oni teraz wyczuli dobry moment na te elektroniczne papierosy.I dołożyli asortymentu do jednego z saloników.Podpisali umowę z firmą,która się zajmuje tymi rzeczami ma do tego wszystkie rodzaje,cały asortyment i schodzi im to nawet nie najgorzej.I jeszcze nie jest salonik zlokalizowany przy ruchliwym,wielkim rondzie,czy ruchliwym przystanku tramwajowym a bardziej na uboczu.I co?Chłopak na wózku inwalidzkim tam pracuje i z tego co ja wiem,to jest dobrym sprzedawcą i znawcą od elektronicznych papierosów.No i do czego to doszło…Jezu…Ciężko chory człowiek na wózku inwalidzkim i musi wcześnie rano wstawać do pracy.Na co Mariusz mu odpowiedział:Ileż można oglądać wciąż te cztery ściany mieszkania?Chłopak się cieszy,że on jest komuś potrzebny na coś.Że ma kontakt z ludźmi.Chcieliśmy mu za tak krótki okres czasu już umowę o pracę wypisać,bo tak dobry sprzedawca z niego.Ale on powiedział,że do niczego mu nie jest potrzebna umowa o pracę,ponieważ on ma rentę socjalną i zasiłek pielęgnacyjny do tego.880 złotych ma razem.I do pięt a nie tak wyżej mu nie możesz doskoczyć nawet Waldek.I już nowe oszklone regały przywieźli i wstawili.Trochę po przestawialiśmy tam,ale dobrze jest.Do tego mnóstwo rodzajów e-papierosów,liquidów do nich i części.Plakaty reklamowe ładne nam pozawieszali na ścianie.Proszę.Logo naszego partnera.Proszę.Logo producenta nowej marki e-papierosów.Proszę.Sprzęt na lata.190 złotych kosztuje takie cudo z baterią li-on 5000 mAh,co daje 2,5-3 deni palenia bez konieczności podłączania ładowarki.Do tego zmienia bateria oporność pod kątem różnych grzałek i volimizerów.Do tego pod spodem ma gniazdo do podłączenia kabla do telefonu komórkowego,że może być power bankiem dla smartphone.Daliśmy Markowi na próbę taką baterię w kolorze brązowym.Do tego zbiorniczek o pojemności 3,8 ml za 51 złotych,co pozwoli mu na długie palenie bez konieczności ciągłego dolewania olejku.Zapłaci nam przy okazji jak będziemy się widzieć,A prawie codziennie przechodzimy koło ich kiosku.Waldek aż po patrzył na swojego Maćka i oniemiał.Jesteś…Mają ludzie kasę…Potem zjedliśmy wspólny obiad.Oczywiście chłopaki od razu mnie mało wykrzyczeli.A potem pojechaliśmy do kościoła autem.Jedna osoba musiała niestety pójść pieszo,bo tylko pięć osób wejdzie.No i nie spodziewaliśmy się reakcji naszego księdza proboszcza.No a dziś to trochę luzu mieliśmy,bo towar po zamawiany wszędzie jest i się sprzedaje.Tylko precle nam zostały na głowie.Ale z nimi to zupełna loteria.Raz zejdzie wszystko do zera a raz zostanie odrobina.A jeszcze innym razem o 15-ej pani jedzie już do domu.Zmienna pogoda ma na to wpływ i tyle.POZDRAWIAMY SERDECZNIE I CIEPŁA I MIŁOŚCI ŻYCZYMY.Wojtek i Mariusz.

KOKOSÓW U NAS NIE MA,ALE ANANASY MAMY,

Witamy serdecznie.Kokosów u nas nie ma,ale ananasy takie dorodne mamy.Preferujemy naturalność.Nie całą puszkę jakiejś chemicznej zalewy i raptem pięć cieniutkich plasterków ananasa w środku.Zajęło mi to tylko 20 minut i na talerzu płaskim jest pokrojony w plasterki ananas i kto ma ochotę,to sobie na mały talerzyk weźmie plasterek,czy dwa i zje dla naturalnej witaminki C i dla smaku.Tylko zielone liście odciąć zaraz przy owocu.pokroić ananasa w plasterki według uznania grubość.A potem tylko obrać z brązowej skóry dookoła i tyle zachodu.truskawki te zagraniczne nam się przejadły już,więc zmieniliśmy na ananasa.Jest jeszcze kilka sztuk grapefruitów bardzo soczystych i pełnych witamin.Wojtek musi mieć dużo składników odżywczych i witamin.A szczególności jeść te produkty,co wzmacniają odporność organizmu jego.Z resztą zgodził się ze mną profesor medycyny zakaźnej w klinice w Tel Avivie,że regularne przyjmowanie anty retro wirusa to jedno a odżywianie to drugie.Ananasy w piątek na bazarze Stary Kleparz w Krakowie kupiliśmy,tak samo jak inne warzywa.Preferujemy świeże warzywa a nie przetrzymywane w komorach z ciekłym azotem,co ma zatrzymać rozwój owocu,czy warzywa,czy trzymane w mega chłodniach.Stąd cotygodniowa wizyta na placu targowym.Przy okazji pozałatwialiśmy to co dla nas ważne i po zaglądaliśmy na nasze biznesy.Wojtkowi się przypomniały z dawnych lat ciasteczka na wagę w piekarni AWITEX,to trochę wzięliśmy do domu do kawy.Po drodze jadąc autem podjedliśmy trochę.Musiałem karmić Wuwu prowadzącego samochód.Ale też nie mogliśmy wszystkich ich zjeść,bo raz to nasza waga,która musi być mniejsza i mama która jest i też jej trzeba coś zostawić.Warzyw nakupiliśmy wszelakich,że teraz Wojtek robi z mamą sałatkę z nich a ja mogę odpocząć na narożniku i coś tu wkleić.Rzodkiewek mamy całe wiaderko pełne od ludzi z naszej wsi,to też je trzeba zużyć a nie wyrzucić.Chcieliśmy Waldkowi dać trochę do siatki,to Maciek jego powiedział że po rzodkiewce śmierdzi z ust.A Waldek zadał pytanie czy to się je?Boże.Ludzie.Gdzie wy żyjecie?To się je i jest bardzo zdrowe.-skomentował nerwowo Wojtek.Ale cóż.Są tacy ludzie,którym się nic wybitnie nie chce i nic sami nie zrobią.I dobrze że są tacy ludzie,bo producenci tych gotowców też chcą żyć.A że nie rzadko nafaszerowane to jest konserwantami,to inna bajka.Nadali się oboje. A myśmy dzisiaj rano dopieścili się na maxxa.Trochę pupcia Wojtka jeszcze bolała potem,bo trochę za ostro dojechałem.Ale w miłości się wszystko wybacza.Nawet takie niuanse drobne.Ważne,że seks był z uczuciem i z miłością i w stałym związku a nie gdzieś na boku.U nas z resztą nie ma tego na boku.Jest stały partner i tyle.Potem uchyliliśmy okno od góry dla przewietrzenia po nocy i szybko cali goli polecieliśmy do łazienki w której się zamknęliśmy na dobrą godzinę.Mama aż pukała do nas,czy wsjo w parjadkie.No ale trzeba było wziąć wspólny prysznic a potem balsamy i kremy poszły w ruch.I od razu po patrzyliśmy co z kosmetyków trzeba by kupić.Co się kończy nam.No i nadzy potem z łazienki wlecieliśmy do naszej sypialni.Od razu po buszowaliśmy po szafie.A tam tyle tej bielizny mamy,że sami nie wiemy już którą ubrać.Już powiedziałem:Wojtek.Majtek u nas dostatek.Nie kupuj już więcej.Koniec.Kropka.No ale jakoś UF…ubraliśmy się do śniadania wspólnego,które zjedliśmy na tarasie w ogrodzie.Było tak ciepło na dworze i słoneczko przyświecało,że aż żal było siedzieć w tym domu.A potem Wojtek poszedł się przebrać w gorsze ciuchy i zabrał się za pracę w ogrodzie.Chciałem mu pomóc,ale wylądowałem w kuchni z mamą,dzieląc ugotowane wątróbki i żołądki drobiowe z kaszą dla Tawarisza i dla Bonifacego.Mama kazała kotu też dać,bo on taki biedny.A brzuch i boki mu narosły że hej.No ale trzeba,to trzeba.Wojtek porobił co trzeba w ogrodzie.Ja nakarmiłem nasze zwierzątka i pomogłem mamie przygotować coś na potem do obiadu.No i pojechaliśmy autem wprost do Centrum Jana Pawła II Nie lękajcie się na mszę świętą.Mama strasznie chciała pomodlić się przy płycie nagrobnej z pierwszego grobu Jana Pawła II w Watykanie i dotknąć choć na moment jej a może ucałować się uda…W efekcie udało się i jedno i drugie pomimo licznie zebranych ludzi w kościele.Ale i tak planowaliśmy zrobić takie większe zakupy,więc było nam po drodze do Centrum Zakopianka stamtąd.Pochodziliśmy pasażem i po patrzyliśmy na ciuchy,no bo Wuwu byłby chory,jakby nie.No a potem weszliśmy do Carrefour na zakupy.My szliśmy prawie objęci w pół a mama dreptała za nami.Nie wzbudzaliśmy sensacji swoim zachowaniem.Nie słyszeliśmy żadnych docinek pod naszym adresem.Uważamy że to coś normalnego i naturalnego,że para zakochanych ludzi idzie bardzo blisko siebie.W markecie karmiliśmy się na przemian poczęstunkami z promocji.No i cały wózek wypełniliśmy rozmaitościami.Oczywiście składniki a właściwie dodatki do sałatek kupiliśmy.Oczywiście Wojtek po zaglądał na odzież,bo jakby inaczej.Mamie kupił tam takie letnie półbuty i kilka par stopek.I tak zajechaliśmy do samoobsługowej kasy z ponad 300 złotowym paragonem.No cóż.Żyć trzeba.Jeść tak samo.A to co kupiliśmy,to będzie na jakiś dłuższy czas.Przyjechaliśmy do domu,to od razu poszedłem na spacer z Tawariszem.Potem poszperałem w internecie na stronach różnych hurtowni.Wszelkie płatności uregulowałem przelewem.No a Wojtek zajął się z mamą przyrządzeniem obiadu a potem zrobił pyszną sałatkę.Duża gliniana micha,jest pełna po brzegi.No i tak zleciała nam niedziela.Jutro siedzę na zmianę z Wojtkiem w saloniku za Rafała.Potrzebował chłopak coś ważnego sobie załatwić i powiedział wcześniej nam o tym,to czemu nie.Włos nam z głowy nie spadnie.A choćby jeden spadł,czy dwa,to dla rewitalizacji potrzebne nawet. Dzisiaj przyszła paczka z Tel Awiwu.Paczka,to chyba za mało powiedziane,bo pudło dość sobie pan wyjął oburącz z samochodu.Tu czytelnie data i podpis elektroniczny na małym ekraniku ala tabletu.I proszę bardzo…zaniosłem pudło do domu i otwieramy.Kilka opakowań ciasteczek wypiekanych w Jerozolimie,oryginalna żydowska maca,torebeczka z nasionkami jakiś kwiatów do ogrodu,które Wojtek zasadził już,kilka par T-shirtów z nadrukiem w języku jidysz,dwa opakowania leku dla Wojtka,cztery komplety soczewek kontaktowych,butelka koszernej wódki,butelka białego,koszernego wina.Dla naszej mamy ładna koszula nocna.I już myślałem,że to tyle.A tu Wojtek stuka delikatnie o dno i głucho.Znak że coś tam jeszcze jest.Podniosłem całe pudło w górę i nie jest ono takie zupełnie lekkie.Tak więc kartę kartonową uniosłem za kanty w górę i oczom nie wierzę.Zapakowany w oryginalne pudełko,nowiutki laptop firmy ORACLE.Oczywiście nie omieszkaliśmy od razu go włączyć i uruchomić.Wgrany system Windows 7 w nim i podstawowe programy.Do tego ustawione polskie menu.No mama jak stała,tak usiadła.Ja się tylko śmiałem,że wypłakał Wojtek tego laptopa,bo rozżalał się na SKYPE do nich,że zepsuł się laptop i nie da się z nim nic już zrobić.Tragedia…A tu wgrała osoba w serwisie na nowo Windowsa 7 i programy i działa.No ale schowaliśmy tamten nasz i teraz testujemy tego z mega ekranem.Oczywiście na tapecie na ekranie Ich biały apartamentowiec widziany od strony ulicy.To i wspomnienie,że tam mieszkaliśmy przez miesiąc i tym chodnikiem codziennie szliśmy. Waldek zadzwonił dzisiaj jak już wypakowaliśmy wszystko z pudła.Pochwalił się,że znalazł kolejną pracę w sklepie Lewiatan.Powiedział mu Wojtek,że jak będzie siedział cicho i morda w kubeł i nie bulgotać,to po pracuje dość sobie.A jak dalej będzie bulgotał że to źle,tamto  nie tak ma być.No i wolny weekend ma on mieć,to szybko wyjadą z nim znowu i będzie przykrość.Oczywiście pochwalił się mu,że rozpakowaliśmy paczkę i że zapraszamy go na dobre,koszerne,białe,wytrawne winko z Maćkiem.Na co on od razu skomentował,że tyle jest biednych ludzi,chorych dzieci a elita się rozwala i sama nie wie4,co do tej pupy mogła by jeszcze włożyć.No w końcu mamy serdecznych przyjaciół żydów.-odpowiedział Wojtek.Jeszcze nam tu  żydów do rozgrabienia i zawłaszczenia polskiego majątku narodowego potrzeba.-dołożył Waldek po chwili.Mama biadoliła o tym jak oni się wykosztowali.No ale co to dla nich.Bułka z masłem.TYLE. ZDROWIA.

NIESTETY NIEODWRACALNIE ZMIENIŁA SIĘ TA POLSKA RZECZYWISTOŚĆ.

No niestety nie odwracalnie już zmieniła się ta polska rzeczywistość. Dla jednych to wciąż nostalgia za minioną epoką komunizmu. Dla drugich, to lepsze zło, niż zniewolenie komunistyczne. A dla trzecich to super czasy. No cie, którzy nie bardzo sobie umią poradzić sami w zuciut, to płaczą, że ciężkie i nie ludzkie czasy. Tak jak nasz kolega Waldemar, czy Wadim po ukraińsku. Kilka dni temu zadzwonił zapłaksny, że sklep w którym pracował, nie przedłużył z nim umowy o pracę. No niestety, ale on był nie wygodny dla nich. Wciąż miał o coś pretensje. Wymusić chciał wolny weekend, kiedy w weekend sklep musi być czynny i ktoś musi  tam pracować. Dzisiaj nie on, nie pracownik ustala warunki a szef. I z pewnością woli takich pracowników, co nic nie mówią a przychodzą grzecznie do pracy. I mają takich na kopy. On ma mieć weekend wolny i nie tyle godzin być w pracy a mniej. No i sztandarowe 12 złotych na godzinę on ma mieć. No to teraz szuka pracy na nowo. Dobrze że jego Maciek dobrze zarabia, bo około trzy tysiące na miesiąc, to z głodu nie umrą. Ale my na ich miejscu poszukali byśmy wspólnego rozwiązania na poprawę stanu rzeczy a nawet zmianę na lepsze a nie siedzieli w miejscu na dupie i narzekali tylko. Ale to ich problem. Oni mają swój świat tam, więc nie będziemy z butami im wchodzić. My jakoś funkcjonujemy w tej nowej rzeczywistości. Fakt, że ja znam tylko z opowiadań komunizm w Polsce a nie na żywo, więc trudno mi o porównanie. Mariuszek mój dorastał w komuniźmie, to wie jak było. Ale oboje nie chcieli byśmy powrotu do tamtych czasów. Wiele nie ludzkich zachowań nam się dziś nie podoba. My nie  odcięliśmy się od ludzi. Żyjemy pośród ludzi, rozmawiamy z ludźmi. My nie tak jak większość dziś, że nie zna tak ludzi. Codziennie znajdujemy czas na odwiedzenie starszej panieu nas na wsi. I wcale nie mowimyu, że za gratis, to nie chodzimy. Gratis chodzimy. Jak my nie mamy czasu, to nasza mamunia droga i przekochana tam do niej pójdzie. Jutro zabierzemy ją do nas na dobry obiad i posiedzi sobiez nami. Kobieta łzy z oczu wyciera na nasz widok. Miło jest jej. Bo tak wszyscy izolują się i swojego pilnują -mówi. Nie wszyscy. My nie. My trochę inaczej żyjemy niż większość ludzi dziś. Trochę więcej to to zarobi i już wielka dama, czy pan. Mamy więcej niż trochę więcej i zwyczajni z nas ludzie są. Normalni. A to, że dziś młode chłopaki i dziewczyny też seksualnie zarabiają, to wynika z tego, że wszystko dziś jest i oni też chcą i tak samo te produkty z najwyższej półki i markowe. A że w pracy nie płacą aż tyle, to w ten sposób zarabiają. To jest niebezpieczne, bo z czasem wejdą już w rutynę i jak bułka z masłem poleci. I wyzbędą się do końca życia prawdziwej miłości. I tylko klient i nawet dziadzia. I tylko zrób co chesz i spierdalaj. I wciąż dbanie o siebie. I podglądanie trendów mody. I życie chwilą. A pytanie o starość? Kiedyś przyjdzie i co? Dom Pomocy Społecznej i zakonnice i dopisek niepotrzebne skreślić… My przynajmniej stanowimy dla siebie rodzinę. Mamy siebie na wzajem. Jest mama, która może zapomnieć o tym skrócie DPS, czy Dom Starców. Ile Bozia jej pozwoli żyć, to będzie żyła. A potem, to jeszcze są kliniki medyczne na zachodzie i nowoczesne metody leczenia, innowacyjne metody, bo medycyna na świecie się rozwija wciąż. Są przeszczepy narządów. Jest chirurgia estetyczna i plastyczna. Będziemy się martwić za długo a nie za wczasu. Na razie, to zadbałem o jej zęby. Wyleczone ma wszystkie już. Kamień na zębny usunięty. A te złote zęby zastąpione normalnymi implantami. Do tego zaliczył salon kosmetyczno -fryzjerski w nagrodę za odważny pobyteu dentysty. Do tego ładną, modną bieliznę jej kupiłem nie wymawiając jej tego. Powiedziała mi mama, że ona jest porządną kobietą a nie kurwicu, blać. Ale udało mi się ją przekonać,że teraz wiele kobiet w jej wieku, taką bieliznę nosi. Stać je na to. Ma wiedzieć, że ma dbającego, kochającego syna a nie zwyrodne dziecko, jakich dziś pełno. Nie rozumiem ludzi, że nie ma już w ich życiu, domu miejsca dla rodziców. Mogli dokonać kiedyś aborcji a nie zrobili tego. Gdzie ludzie mają wdzięczność im za dar życia. Szacun jakiś by  wypadało mieć. Waldek też. List tylko napisze i zadowolony. A że oni tam biedę mają, to co? On sam nie ma na tyle… Mają rodzice jedynaka syna na odległość. Ja przynajmniej nie muszę się martwić, jak tam mama żyje i czy w ogóle żyje. Mam ją na co dzień. I chodzi codziennie pod figurkę Maryji z dzieciątkiem i modli się o pokój na Ukrainie, za naszych przyjaciół żydów, za nasze zwierzęta i za nas. I nas nie rzadko zabiera ze sobą. Ona jakby mogła, to by ze szczęścia tam wyszła po tym słupie do góry i ucałowała by tą Matkę Bożą i małego Jezuska. Nawet księdzu powiedziała z płaczem, że siłą jest modlitwa. Że niewidzialny Bóg zsyła za to dobro, rodzinę kochającą i daje nowe, lepsze życie. Działa Bóg z zakoczenia i posyła Jezusa Miłosiernego, który z tego chodnika w Łagiewwnikach skręca na ukraińską nierówną i wybitą od starości drogę i obejmuje ręką i prowadzi do polski w lepszy świat i milcząc sadza we fotelu tu na wsi pośród swoich. Ksiądz przed kościołem stał obok nas i łzy wycierał. Pani to jak ten papież Franciszek mówi obrazowo -mówił proboszcz. Ludzie wilkiem patrzą, że do nas z radością dochodzi po mszy niedzielnej i chętnie rozmawia z nami. Może i wie że my rodzina gay, ale on patrzy na nas, jako serdecznych ludzi, parafian. Dobra zmiana w parafii nastąpiła. Dzwoniła babcia z Zakopanego, że dawno nie byliśmy w górach. Ale na te góry musi być pogoda. A nie deszcz i błoto. Będzie już wiosna pełną gębą, to się wybierzemy nawet na tydzień. Błażeja i Marka wyciągamy z tego kiosku. Pieniądze i biznes, to nie wszystko. Jakiś odpoczynek też się im należy. Naładowanie akumulatorów i nabranie sił na to dalej. Mama nasza mowi, że nam szczególnie potrzebny taki wyjazd nawet na dwa tygodnie a nie tak na tydzień. Zobaczymy. Na razie to Mariuszek sprzedawał precle, bo osoba zrezygnowała nam na jednym stoisku. Ale tylko dwa dni stał i już mamy panią. Spoko. Trzeba było, to wyjechał rano wózkiem Mariuszek. My nie ci wielcy szefowie dorobkiewicze. Normalni ludzie. Markowi sprzedaliśmy nową baterię 2600 mA do e-papierosa, czyli silniejszą od tej co miał. Do tego nowy atomizer na liquid. Taki do płucny. Co daje efekt normalnego papierosa z filtrem. Teraz już nie płacze, że się rozładował mu  w ciągu dnia ten papieros, tylko wytrzymuje od rana do wieczora. I 4,5 ml pojemność zbiornika. Zadowolony jest jak nie wiem. I kolor różowy atomizera. Ale inne kolory nam zeszły i musiałby poczekać a on już potrzebował mieć. No jest taki gay trendy… Marcin siedzi w tym saloniku przy rynku do 21 od siódmej rano i nie płacze jakoś. A też, żeby się to wypłacało, to dokładamy mu rozmaitego towaru. I w weekend też do wieczora jest salonik prasowy otwarty. Na wózku Rafał pracuje też u nas w saloniku i cieszy się że jest pomiędzy ludźmi i że ktoś taki jak on, jest potrzebny komuś. Dobry pracownik z niego. W dupie ma docinki ludzi panie kalika, albo panie na taxi, albo eunuch. Ludzie zrobili się straszni dla drugich. Ale nie umysłowy eunuch a to ważne -odpowiada Rafał i śmieje się ludziom w oczy. I mówi:Pani Profesor Prostytutka. Po patrz ile ma tytułów naukowych. I odznaczona w publicznym kiblu medalem męskiego chuja w ustach. I wielka dama klozetowa z niej. POZDRAWIAMY SERDECZNIE I ŻYCZYMY CIEPŁA I MIŁOŚCI. Wojtek. 

ZMIENIŁ SIĘ USTRÓJ,ZMIENILI SIĘ LUDZIE,ZMIENIA SIĘ POWOLI SZARA RZECZYWISTOŚĆ NA BARDZIEJ TOLERANCYJNĄ.

Witamy serdecznie.Cieszy nas,że w ogóle ktoś komentuje jeszcze naszego bloga i w ogóle czyta.Pozdrawiamy serdecznie Jurku.Fajnie że tak się wybrałeś w taką podróż.Szkoda tylko że tak samotnie.Ale pewnie do kogoś z rodziny…No my o Zakopanem nie zapomnieliśmy,ale raz to pogody nie ma na górskie wyprawy.A my się nie wypuszczamy na ryzyko.A po drugie to kwestia finansów.Pobyty w Ziemi Świętej zeżarły masę kasy nam.Ale chcieliśmy zobaczyć te najciekawsze naszym zdaniem miejsca,znane z biblii i wyczytane podczas mszy w kościele na żywo.Poza tym naszej kochanej i cudownej mamie chcieliśmy sprawić niezapomnianą myślę do końca życia przyjemność,czy możliwość postawienia stóp na ziemi,po której 2 tysiące z górą lat temu chodził Jezus ze swoimi uczniami i jego matka Maryja.Biedna kobieta świata nie widziała.Żyła w biedzie.To niech pozna jakiego ma kochającego syna i zięcia.Ale o tym zięciu trochę później napiszę.No i inwestycja-salonik prasowy.Ale myślę,że jak się odbudujemy finansowo,to pojedziemy jeszcze.Nadrobimy zaległości.A i pogoda będzie ładniejsza od tej jesiennej aury wiosną.Spoko. Zmienił się ustrój w Polsce.I nie ciekawe czasy nastały.Na tyle nie ciekawe,że dużo ludzi pozostało bez pracy.Masa ludzi mało zarabia.I w efekcie duży odsetek ludzi wy emigrował za granice kraju.A tam jest wolność pełną parą.I na patrzyli się rozmaitych scen i sytuacji na co dzień,że teraz w Polsce będąc ich to wcale nie dziwi.Poza tym duży odsetek ludzi się po dorabiał i stać ich na wczasy za granicą i zwiedzanie świata.Po prostu ludzie się obyli z tą europejską wolnością,która niczym nie przypomina obecnego ustroju panującego w Polsce.Ten ustrój to Kaczyzm.Polega on na tym,że członkowie PiS i sam prezes,na siłę wciskają polskiemu społeczeństwu swoją ideologię,nie zwracając uwagi na fakt,że zdecydowana większość,większość większa niż wynik wyborczy PiS i samego prezydenta Dudy tych ideologii nie chce i nigdy nie zaakceptuje.Ale na szczęście,albo na nie szczęście ludzie robią po swojemu i izolują się od szarej masy ulicznej,jak to nazwała pewna,znana,wielka aktorka.I ta izolacja od społeczeństwa wynika z faktu,że coraz więcej ludzi ma duże pieniądze i stałe nie małe wpływy na konto.Więc na co im kontakt z szarymi ludźmi,jak oni mają na wszystko i wszystko bez pomocy innych załatwiają?No i to też stanowi o tym,że coraz większa jest tolerancja a raczej rzekł bym obojętność na innych ludzi i sytuacje,które ich nie dotyczą.Ale co ma zrobić człowiek w nagłym zdarzeniu,nagłej potrzebie?Zdany jest sam na siebie.A czasem te drobne pytanie czy w czymś mogę pani,panu pomóc,czy wykręcenie numeru na pogotowie ratunkowe,czy nawet straż miejską,może uratować komuś życie.To nie kosztuje a w jedną chwilę stajesz się bohaterem,nawet większym niż śp.para prezydencka.Warto się nad tym zastanowić czasem.To jest taka izolacja od ludzi,od świata,taka sama jak ta scenka podczas drogi krzyżowej na Krakowskich Błoniach z papieżem Franciszkiem,kiedy ten młody chłopak ze słuchawkami na uszach,jest zamknięty w tej szklanej gablocie i puka osoba w potrzebie a on jest jak ten telefon poza zasięgiem.Abonent czasowo niedostępny.No i stąd coraz częściej widzimy też i my takie obrazki a to dwóch chłopaków a dwie dziewczyny idą przez miasto trzymając się za rękę…Ktoś powie.Czemuż ci geje aż tak się obnoszą?No bo oni się kochają i jak każda para zakochanych,tak i oni mają do tego prawo.Ale na szczęście coraz mniej ludzi tak mówi.Jednostki,które jak dzieci i ryby głosu nie mają.A jeszcze więcej ludzi wyjedzie za granicę i większa będzie prywata,to coraz mnie to będzie ludzi obchodziło,co oni robią.Ustawa o legalizacji związków partnerskich już wisi na maleńkim włosku.Wszyscy tylko czekają,kiedy ten Kaczyzm się zakończy.Spodziewali się ludzie nowej jakości rządzenia a wyszło tylko kuku i brzydko śmierdzi i gówno z tego jest.Tylko bałagan w kraju i na świecie.I zepsucie polskiej marki z którą już tak wielu się liczyło i brało pod uwagę.Dzisiejszy polak oczekuje od rządu i prezydenta możliwości budowania po swojemu swojego życia.Tak jak on chce i bez żadnych ograniczników.Niestety.A to że chce budować swoje zaplecze na przyszłość nie po myśli pana prezesa obecnego ustroju.No cóż…Ma takie prawo.Jego rodzice,dziadkowie z ruchem robotniczym NSZZ.SOLIDARNOŚĆ to dla niego wywalczyli.My też nie ograniczamy się będąc w Krakowie i idziemy sobie za rękę przez Centrum Krakowa,czy galerię handlową.I nie zwracamy uwagi na to,jak nas postrzegają inni ludzie.Za plecami nie słyszymy nie miłych epitetów.Każdy zapierdala byle szybko w swoją stronę dziś i nie pyta i nie patrzy,tylko leci na przełaj przez ulicę pomiędzy autami i na czerwonym świetle biegnie do tramwaju.Albo słuchawki na uszach i muzyczka i nic go więcej nie obchodzi.Więc na co dzień idziemy za rękę.Pod pachę mnie Wojtek złapał na bazarze Stary Kleparz i tak szliśmy pomiedzy straganami.I nikt nic nie mówił.A przynajmniej nie słyszeliśmy.Każdy dziś odizolowany jest od świata i zajęty sobą.Oglądamy filmiki na youtube KaDo,czy Piotr i Paweł,czy na stronach TVN wycinki o gejach z programu: DZIEŃ DOBRY TVN.Ostatnio oglądaliśmy:http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/slub-partnerski-pierwszy-w-polsce,140672.html i kolejną odsłonę tej pary młodych chłopaków z Krakowa,którym życzymy wielu lat w miłości.http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/slub-partnerski-pierwszy-w-polsce,140672.html Rzecz dotyczy spisania u notariusza umowy-cywilno prawnej.No my taką umowę cywilno prawną z zapisaniem nawet wspólnoty majątkowej mamy już za sobą.Kopię tej umowy mamy zalaminowaną i położoną w widocznym miejscu w regale z dokumentami wszelakimi na wypadek czegokolwiek.Teraz będziemy na dniach składali kolejny wniosek o nadanie naszej mamie podwójnego obywatelstwa.Uszanujemy mamy wolę.A z resztą Wojtek też ma podwójne obywatelstwo i dwa dowody osobiste.I nic się nie dzieje w związku z tym i mnie to nie przeszkadza.Potem umówimy się z notariuszem na spotkanie na którym upoważnimy mamę naszą,do bycia współwłaścicielem mieszkania w którym mieszkają teraz Błażej z Markiem a które jest do spółki nasze.I do bycia współwłaścicielem domku jednorodzinnego wraz z działką.A co do działalności gospodarczej,to już na miejscu będziemy rozmawiali z notariuszem.Nic ten akt notarialny,zwany umową cywilno-prawną wiele nie zmienia w naszym życiu,ale jest taką namiastką związku partnerskiego.Nie mniej jest. Jak pojechaliśmy dziś na Kraków,to nasza mama zabrała psa i poszła na długi spacer,wykorzystując dość pogodną chwilę.Do siatki zawinęła spory kawałek domowego ciasta z galaretką i słoik litrowy kompotu z truskawek i jabłek i w drodze powrotnej już do domu wpadła na pogaduchy,do owej samotnej,starszej pani.Położyła jej na szafce w kuchni małe co nieco od nas.W zamian dostała dwa jajka,to sobie je w domu ugotowała na miękko i zjadła ze smakiem.Ale się kobieta wzruszyła.Modli się do obrazu ze świętą rodziną nad łóżkiem wiszącego za naszą rodzinę.Posiedziały sobie,pogadały i mama po dłuższym czasie wyszła.I idąc w kierunku domu asfaltem,spotkała wszechobecną panią Krystynę.A co to pani z psem wyszła na spacer?No tak.Wszyscy by psa chcieli a potem nie ma kto z nim wychodzić.-zagadała pani Krystyna.Na co nasza mama odpowiedziała:A no syn z zięciem pojechali na Kraków a psu się chciało i wyszłam ja.Ale na razie nie pada,to mogę się przejść po wsi.Pogoda akurat na spacer.Syn z zięciem?-zapytała pod nosem baba zy wsi.A no co w tym dziwnego?Teraz są inne czasy niż kiedyś.To pani tak żyje na tej wsi taka zacofana.I tak chodzi pani od domu do domu jak ten kolędnik na Boże Narodzenie.No ale tak to jest,jak się nie ma rodziny,nikogo.Ja mam rodzinę.Dobrą rodzinę.-odpowiedziała mama i dumnie wypięła pierś i podniosła głowę do góry.Baba zy wsi.Natychmiast poleciała po wsi z nowymi wiadomościami.Ino się kurzyło.Potem opowiadała nam to mama przy obiedzie a my mieliśmy pełno śmiechu.Ja tylko skomentowałem,że nie żyje już gaduła Hanka Bielicka i Krystyna Czubaszek,to jest Krystyna zy wsi. W czwartek popołudniu Wojtek jedzie z mamą do stomatologa prywatnie już założyć implanty tych dwóch zębów.Odcisk już wziął,zdjęcie tym dwóm zębom też wykonał i dał termin na 11.05.na godzinę 16-ą.Teraz już będzie myślę bezboleśnie.To TYLE od nas.POZDRAWIAMY SERDECZNIE.

POTRZEBNY TAKI DZIEŃ WOLNY.JEST CZAS WYŁĄCZNIE DLA RODZINY.

Witamy bardzo serdecznie.Szkoda że za pomocą internetu nie da się przenieść tego wszech obecnego w domu zapachu pieczonego ciasta…UH…Nawet nasz pies chodzi po domu i wącha.Dochodzi do piekarnika i przystawia pysk i parzy…Ale czuć że pachnie.No w końcu kiedyś trzeba znaleźć czas na coś domowego.I jak to Wojtek mówi zaakcentować ten fakt,że mieszkamy na wsi.No ale to tak jest,jak chodzimy z Tawariszem po wsi.Zaraz ktoś jak nas dopatrzy,to nas pyta,czy nie chcemy tego,czy tego,bo nie ma co z tym zrobić a zerwała z pola i leży.Rzodkiewka już nam się przejadła.No bo ileż można,Całe salaterki świeżo z ziemi wyrwanych rzodkiewek na śniadanie wsuwaliśmy.Teraz mamy buraków młodych całe wiadro i też trzeba coś z nimi zrobić.Błażej z Markiem nie chcą,bo nie mają kiedy.No cóż…Lepszy ten gorący kubek Knorr niż talerz,czy kubek domowego barszczu.Waldka pytałem,to on nie umie tak gotować…A Maćkowi też się tak nie chce…A to nic trudnego,jak odnaleźć przepis w internecie i przepisać na czystą kartkę papieru i krok po kroku robić i dodawać składniki.Tak myśmy się uczyli.Teraz to już na pamięć przyrządzamy danie.No.Czasem zdarza się nam tam luknąć w kartkę z przepisem.Ale tak,to sami na pamięć gotujemy.Mamę naszą podszkalamy w kuchni.No bo tam na Ukrainie,to tak nie miała pieniędzy,żeby coś lepszego zrobić,to takie byle co ugotowała.Byle szybko i byle tanio.Ale ugotujemy jutro barszczu czerwonego 5 litrów garnek,to czy z jajkiem,czy z fasolką się zje.Czy tak wleje do kubka i wypije…Spoko.Zużyć trzeba w miarę szybko je,żeby nam nie zgniły.Kalarepki młode mamy,selerki.Marcheweczki młode to Tawarisz na surowo chrupie i Bonifacy.A my zrobiliśmy surówkę z marchewki z jabłkiem,selerem i kawałkami ananasa i posypaliśmy rodzynkami i wiórkami kokosowymi z osobiście ucieranego kokosa.I jest cały,duży półmisek w lodówce i można nakładać sobie za pouważaniem.A chwilę temu takie cudo wyjął  Wojtek z mamą z lodówki.UH…No i takiego ładnego MMS posłałem chłopakom do kiosku,Marcinowi w saloniku i biednemu Waldkowi.Ale Waldek jak to on,zaraz odpisał,że nowobogaccy się nażerają i już sami nie wiedzą co w siebie włożyć a tu w Polsce wiele biednych rodzin nic nie je,bo na to nie ma.Odpisał mu Wojtek,że przecież mamy Kaczyzm tak bardzo pomocny rodzinie,to nie powinno tak już być.A +500 co?Przepili?Dobrze że ten jego kom złom odbiera jeszcze MMS.Ale zapraszamy ich do nas na dobrego myślę placka.Marcin odpisał:Mniam.I nie mówcie mi,że zgrubliście.He,he,he…Raz na jakiś czas sobie możemy pozwolić.Nie stale i nie codziennie.Od po obiedzie Wojtek ino przyszedł z psem ze spaceru to z mamą działał.A teraz ja będę zaraz działał jak skosztuję go,bo będę tą całą stertę naczyń mył sam.No cóż.Oni się napracowali,to teraz ja.Ale nie jest skomplikowany przepis i składniki są dostępne w sklepie.I nie takie masakra kosztowne ciasto.Na pewno lepsze od tego w markecie.Mogę się o to założyć.A nawet od tego w cukierni.Takie domowej roboty KRUCHE CIASTO Z TRUSKAWKAMI.Składniki:1 cała i 1/3 szklanki mąki,1/4 łyżeczki proszku do pieczenia,1/2 szklanki cukru pudru,1 żółtko,szczypta soli,15dag zimnego masła.I bierzemy się za robotę. Składniki mieszamy i ugniatamy na masę. Wyrobione ciasto zawinięte w folię aluminiową chowamy do lodówki na 30 minut. Blachę tortową smarujemy pozostałościami masła na papierze. Obsypujemy bułką tartą by ciasto nam się nie spiekło i było chrupkie. W międzyczasie przygotowujemy galaretkę i truskawki.60 dag świeżych truskawek.No my użyliśmy te zagraniczne,bo wszech obecne i nie takie drogie,bo 6-6,50 za kilogram.2 galaretki czerwone,3 szklanki ciepłej wody.Owoce kroimy na połówki a galaretki w proszku rozrabiamy w 3 szklankach ciepłej wody. Odstawiamy ją by trochę stężała. Wyjęte z lodówki ciasto rozkładamy w blasze i nakłuwamy gęsto widelcem. Ciasto pieczemy w piekarniku o temperaturze 200 stopni przez  20 minut. Potem nakłuwamy po tym czasie zapałką,czy nie przywiera.Jak nie,to odłączamy piekarnik i pozostawiamy tam na dłuższą chwilę je tam.Na ostygnięte ciasto układamy równomiernie truskawki i całość zalewamy galaretką. Odkładamy gotowe kruche z truskawkami do lodówki.No go galaretka ma się zsiąść na baczność.Teraz dobrą kawę wprost z ziemi świętej mamy do tego i możemy po patrzeć w szkiełko,co tam wydarzyło się w kraju i na świecie.Teraz jest coraz więcej nowalijek i można prze rozmaite pasty na chlebek smarowane po robić.I wcale to nie taki drogi interes.Sałatki prze rozmaite można.No jakby ktoś miał dość truskawek,to jeszcze się duży gar kompotu z truskawek gotuje i trzeba go mieć na oku.Samo zdrowie.No ale fakt,że przybraliśmy trochę na wadze.Myślimy już bardzo poważnie o jakiejś siłowni z trenerem,czy fitness club.No coś z tym trzeba zrobić.Ale znowu jak to mama mówi,że za życia się głodować?I 33 lata i do grobu chowają jak siostrę Faustynę.No ale jak chopy no ślunsku to godoja?Nic na P?Prawdziwy mężczyzna to P jak piwo.P jak pieprzenie.P jak papieros.A my dodamy jeszcze P2 jak Pyszny Placek.TYLE.