TŁUSTY CZWARTEK I OBŻARSTWO LEKKIE.

Witamy.Ileż tych pączków można zjeść.Dajcie se ludzie siana.No fakt,że domowej roboty pączki a nie kupne są wyśmienite.No Wojtek już od samego rana zabrał się za wyrabianie ciasta na pączki.jak zaszedłem do kuchni,to masakra.Cała kuchnia pełna pączków.Juz na szafkach i na ławie brakło mu miejsca.A mówiłem mu,żeby tam zagniótł ciasto wg.przepisu na dwadzieścia sztuk pączków.Ale jemu mów a on i tak swoje zrobi.Ale pomimo że palcem robił dziurkę na marmoladę a potem ręcznie sklejał jak pierogi,to udały się.Mama mu we wszystkim pomagała i uczyła się od niego.Na początku wykładał je z mamą na talerze a potem już do dużego garnka układał i na blachę do pieczenia ciasta do piekarnika.No i po obiedzie wyjechaliśmy autem z pączkami.Wpierw do staruszki sąsiadki,która sama sobie siedzi w chałupce.Bardzo poruszona była naszymi odwiedzinami.Daliśmy jej dwa pączki,posiedzieliśmy z pół godzinki i pojechaliśmy na Kraków.Każdy pracownik u nas pracujący dostał od nas pączka.Wszystkie sprawy związane z handlem rozwiązaliśmy i zawitaliśmy w kiosku u Błażeja i Marka z pączkami.Chłopaki nawet dają sobie radę we dwójkę.Ale po co tam siedzieć we dwójkę w takim małym kiosku,to ja nie wiem.Jeden by przyjechał w ciągu dnia z domku z obiadem.Tak jak u nas w saloniku kiedyś to było.Ale nie wytłumaczysz im,bo oni mało jadają i chcą sobie razem być i tyle.No to daliśmy im całą papierową torebkę pełną pączków.Boże.Marek zaglądnął do środka i oniemiał że aż tyle tego,że oni tego wszystkiego nie zjedzą.Raz do roku można.Codziennie się tak nie je w końcu.Postaliśmy za okienkiem dłuższą chwilę i porozmawialiśmy.Ruch nawet mają,to dobrze.Niech się chłopaki rozwijają.Mówili że w niedzielę deszczowo ma być,to by do trzeciej siedzieli tam w kiosku a potem by wpadli do nas na dobry Uf…obiad.Dużo dla nas dobrego zrobili i w wielu rzeczach nam pomogli i nie raz będą nam potrzebni,to nie sposób im odmówić.Mama nakarmiła Tawarisza pączkiem przed chwilą i kota.Smakowaly im.Ja już nic nie jem.A te co zostały pączki,to będą na niedzielę jak przyjadą chłopaki.Basta.TYLE.

ŚWIĘTO ZAKOCHANYCH MAMY CO DNIA,ALE MIŁY TEN DZIEŃ I POTRZEBNY.

Witamy.Przepraszamy że przez tak długi czas nic nie napisaliśmy,ale dużo pracy mieliśmy i w handlu,no bo wszystko ruszyło ze zwiększoną siłą.Poza tym nasz ogród wymaga pielęgnacji,żeby późną wiosną i latem potem cieszył nasze oko pięknymi kwiatami,paletą barw która jak się z daleka popatrzy przyciąga pięknem.No i zapachami,które czuć jak się siedzi blisko altany i blisko kwiatów.Zaczniemy jednak od 14 lutego,czyli dnia zakochanych.Rano w ten dzień już o czwatej byliśmy na nogach.No bo trzeba było odwiedzić giełdę kwiatowąach drugiego końca Krakowa i po kupić cięte tulipanki i róże i trochę kwiatów doniczkowych.No i zajechać do saloniku i do kiosku i po wkładać w wiadereczka z wodą.Oczywiście wstążki czerwone i folie ozdobne też musiały być.A potem znowu w ciągu dnia trzeba było nam tam Marcinowi towarzyszyć,bo ruch miał dość duży.A tu gazety a tu kanapki.Tu papierosy z filtrem.Tu ktoś coś do e-papierosa potrzebuje.Totalna niewyróba by była dla niego.I jeszcze kwiaty.Ale daliśmy razem radę.Był dzień na pełnych obrotach,ale opłacało się.Do tego wizyta straży miejskiej z zapytaniem czy mamy pozwolenie na sprzedaż kwiatów i żywności pakowanej.Ale mamy ryczaut i wpis do działalności gospodarczej o różnej działalności handlowej,więc spoko.I tak patrzyliśmy na tych chłopaków,którzy swoim laskom kupowali tego tulipana,czy różę i myśleliśmy czy oby to jest miłość na całe życie,czy jak teraz powszechne przejściowa,pozytywna znajomość i w ten dzień tak wypada tego kwiatka kupić.No ale z punktu widzenia nas handlowców,to co to nas obchodzi.Ważne że interes się kręci i tyle.Nie mniej świeże,cięte kwiaty robią większe wrażenie niż te zdechnięte prawie przy kasach marketów.Jednak w pamięci na zawsze pozostanie zdarzenie z przed kilku lat,kiedy pojechaliśmy po kwiaty w dzień zakochanych na giełdę kwiatową.I Wojtek,który dał mi wytłoczki z doniczkowymi kwiatkami wiosennymi i kazał mi iść do samochodu,że on już zapłaci i w ogóle.Za chwilę patrzę a tu sam kwiatek w doniczce zmierza do samochodu.Jeszcze on nie wysoki,to go zza tego kwiatka widać nie było.W saloniku stanęło owo prze piękne Anturium w doniczce.Ludzie gigantyczne kwoty dawali za nie.Istna aukcja.Patrzyłem na Wojtka a on w końcu wyjął mały kartonik i nakleił na doniczkę z lekka zdenerwowany i napisał drukowanymi literami czarnym flamastrem na owym kartoniku:DEKORACJA.Więcej o nic nie zapytałem już.Po pracy,bo wtedy jeszcze sami sobie siedzieliśmy w saloniku,pojechaliśmy do domu.Oczywiście owe Anturium delikatnie wcisnął pomiędzy siedzeniami,żeby nic mu się nie stało i w domu mi wręczył z wyrazami wielkiej miłości i mega pocałunkiem.Jak stałem,tak aż sobie usiadłem.I dziś już stoi o wiele większa roślina niż wtedy w glinianej donicy i zawsze z początkiem lutego wypuszcza trzy badylki z których wychodzą trzy czerwone serca.Kiedyś była taka mała roślinka z dwoma kwiatami a teraz są już trzy i rozrosła się nam trochę.Wiem.Pewnie wszystkim się ono jak i kalia kojarzy z wieńcem pogrzebowym.A ja widzę trzy kochające serca i zawsze miło się na nie patrzy.A tego roku to handlowaliśmy do godziny dwudziestej.Jeszcze mama zadzwoniła zaniepokojona o nas,czy wszystko w porządku.No ale efekt taki,że trochę róż nam zostało.A Wojtek w związku z tym podjechał do kwiaciarni w ciągu dnia i dokupił wszystko co potrzebne do zrobienia ślicznego bukiety.Pomimo że nie ma kursów florystycznych ukończonych,to jednak ładnie mu to wyszło.Nie staram się policzyć ile tych róż w tym koszu wiklinowym jest,ale mega piękne i oby jak najdłużej się utrzymało.A nawet,to ten kosz i kokarda zostaną na zawsze i posłużą do czegoś.Mama dostała taką tandetny jasiek w kolorze czerwonym z białym napisem I’LOVE i masę buziaków i przytulasów.Bardzo poruszona była.Bo nikt wcześniej,nawet nie żyjący mąż nie kupił jej niczego w prezencie.No ale tam na Ukrainie inna rzeczywistość i bieda,to zrozumiałe.Ale i tam też można coś niewielkiego i niedrogiego wymyśleć i sprawić bliskiej osobie niespodziankę.Oczywiście jak się chce i ruszy głową choć trochę.Tak na prawdę to Walentynki my mamy co dnia.Co dnia mówimy sobie kocham.Co dnia w rozmaity sposób wyrażamy miłość sobie na wzajem.I trochę nie pasujemy do dzisiejszej rzeczywistości,bo już trochę czasu upłynęło a my dalej jesteśmy razem i nie myślimy o zmianach,kiedy społeczeństwo nasze jak rękawiczki zmienia tych partnerów,czy partnerki,bo znudziło się,po monotonia już wdarła się,bo czas na coś nowego.U nas stale jest coś nowego,więc o monotonii nie ma mowy.Ale zapisano na czerwono ów dzień,to jest i uczciliśmy go na swój sposób.Miło było.Waldek tydzień temu odjechał z Maćkiem od nas trochę zniesmaczony.No bo Wojtek nie dał sobie narugać.Jak on nie ma pomysłu na życie i siedzi i myśli że samo do niego przyjdzie i zapuka i powie weź mnie,to nie dziwota że potem mówi że my to już zwariowaliśmy na punkcie pieniędzy,bogactwa.Że już sami nie wiemy co byśmy chcieli.I tylko wożą dupy po Izraelu a nie jedni ludzie głodują i na chcleb nie mają.Ale co to kogo dziś obchodzi?Na co Wojtek odpowiedział,że już za niedługo będziemy 24 karatowym złotem jak oligarchowie na Ukrainie,czy bw Rosji wykładać mieszkanie i malować i ozdabiać.I złote klamki i żyrandole.A banknotami 500 złotowymi będziemy elewację domu tapetować,żeby było zgodnie z programem rządowym 500+.Ale jak odjechali busem,to ja Wojtkowi powiedziałem tylko tyle.Jakby na prawdę chcieli,to dawno by znaleźli jakiś pomysł na życie.Żyjemy,jesteśmy,więc na ile by nam czas pozwolił i na ile byśmy potrafili,to byśmy im pomogli,doradzili a nawet dołożyli od siebie cegiełkę.Tacy jesteśmy serdeczni ludzie.No ale oni wolą zazdrościć i dalej żyć swoim scenariuszem praca-dom i dom-praca.Też taki scenariusz mieliśmy,ale myśleliśmy oboje głowami jak wyjść z tego planu filmowego na inny plan.I z obawami i niewielkimi pieniędzmi wtedy zrobiliśmy ten krok do przodu.Po Walentynkach na zajutrz pojechalismy na giełdę kwiatową ponownie i kupiliśmy cięte róże i tulipanki,ale już w mniejszych ilosciach i powoli one schodzą. Po tym całym walentynkowym wariactwie,pojechaliśmy kilka wsi dalej do Centrum Ogrodniczego z sąsiadką z naszej wsi.Pozytywna kobieta,bo nie raz jak szła do siebie koło naszego domu,to zadzwoniła gongiem i weszła na ogród i nam po doradzała co do tuji,choinek,ale i podpowiedziała jakie kwitnące kwiaty kupić,żeby wiele lat były i ładnie kwitły.Więc ona nam doradziła do spryskania preparat firmy BAYER o nazwie Decis.Ona go już kilka lat stosuje i mówi że nawet mucha nie siędzie.Poza tym kupiliśmy rozmaite nawozy.Firma SUBSTRAL jest znana z nawozu do kwiatów doniczkowych i sprawdziła się u nas w domu.Dlatego widząc tam tej firmy nawozy do roślin i krzewów ogrodowych,to od razu kupiliśmy po kilka wiaderekDo tego kila worków nawozu siarczanowo-magnezowegoDo tego nawóz do Iglaków kilka opakowań na razie.Oczywiście kory kila dużych worów.Oczywiście jak największy zraszacz do roślin mieli,to kupiliśmy.Do tego Wojtek kupił kilkanaście torebeczek nasionek różnych roślin kwitnących,które były przy kasie dostępne.No i pani oczywiście swoje produkty tam wzięła.I już w czwartek od rana zabraliśmy się do pracy.Mama się tylko zamartwiła,że w samych polarkach tylko wyszliśmy na dwór.Ale inaczej jest jak się siedzi na łąwce a inaczej jak się jest w ruchu cały czas.Tak że po pryskaliśmy rośliny wszystkie tym preparatem rozcieńczonym z wodą.Potem rozrobiliśmy nawózy do kwiatów i wlewaliśmy w konewkę i bardzo obficie podlaliśmy wszystko,że niewiele tego nawozu zostało nam,że musieliśmy w internecie znaleźć takie same produkty żeby pokazać co kupiliśmy.I jeszcze na raz nam zostało tego preparatu.No w zeszły weekend już po odkrywaliśmy po zimie rośliny i różę pnącą za oknem sypialni.Oczywiście te nie zniszczone folie i papiery zostawiliśmy do kolejnej zimy.Po przycinał Wojtek w choinkach i tujach te martwe gałązki.Zasiał już te nasionka z torebek i wbił patyki z nazwą rośliny,żeby wiedzieć co to jest.Z resztą u nas jak w ogrodzie botanicznym,przy większości roślin są małe tabliczki z nazwą roślin,czy drzewka.Trochę zmarniły się naskalniaki i nie atrakcyjnie ziółka wyglądają.Ale monitorujemy je codziennie.Jak nie,to się je wykopie i coś innego da w to miejsce.Dwie róże pustynne nie wkopujemy jeszcze do ziemi,no bo one ciepło lubne a noce i ranki są jeszcze cimne,więc nie za ryzykujemy.Na pracowaliśmy się.Woda w oczku wodnym odmarzła.Też kupiliśmy specjalny nawóz do niej i wlaliśmy.Oczywiście wcześniej 1/3 wody odpuściliśmy do ogrodu wężem i uzupełniliśmy świeżą.Na razie to pusto wygląda.Na dworze cały dzień dziś drobny deszczyk padał i ponury dzień. W tygodniu odwiedziliśmy starszą sąsiadkę,bo nabiał nam się skończył.Ale pani się dość dobrze trzyma jak na swój wiek.Do kościoła nie zajdzie,bo za daleko,ale ogląda mszę świętą w telewizji i to jej wystarczy.A my do środy teraz będziemy siedzieli w saloniku sami,bo Marcin potrzebuje mieć trzy dni wolnego.Ale nie płaczemy z tego powodu.Będzie dobrze.Na razie tyle,bo omlet z pieczakami,szyneczką,oliwkami i żółtym serem już Wojtek zrobił,bo czuję zapach.Po małym piweczku do tego strzelimy i git.POZDRAWIAMY SERDECZNIE.Wojtek i Mariusz.

PRZEPIS NA PUSZYSTE CIASTO DROŻDŻOWE I NIE TYLKO.

Witamy.Pozdrawiamy serdecznie wszystkich czytelników naszego bloga.No niestety Jurku,ale nie dane nam było nauczyć się jeździć na rowerze,dlatego pozostają tylko spacerki po wsi.A teraz podobno będzie już powoli coraz cieplej w ciągu dnia,to będziemy mogli sobie iść na spacer po ogarnięciu wszystkich domowych obowiązków i firmowych.Na razie siedzimy i rozmawiamy z Waldkiem i Maćkiem.Oni twierdzą że jesteśmy wielcy państwo nowo bogaccy i sami nie wiemy co z tymi pieniędzmi zrobić,to jedziemy do Izraela.A tyle biednych,chorych dzieci czeka na dar serca.Otóż dużo ludzi z Polski już nie siedzi w czterech ścianach a wyrusza w piękne zakątki Polski,czy świata.Zmieniło się trochę podejście do życia,kiedy wylecieliśmy z tej komunistycznej klatki PRL.No my nie jesteśmy gorsi od innych.Dorównujemy większości i nie odbiegamy od nich.Może tylko z tym wyjątkiem,że nie jedziemy za granicę strikte leżeć na plaży i potem chwalić się opalenizną a zwiedzać,podglądać życie innych ludzi.Ich kulturę,zachowania.A przede wszystkim zabytki i piękno tamtego kraju.To nas odróżnia od reszty.Jedziemy niczym podróżnicy.Mama zrobiła UF…bo męczący ten wyjazd trochę dla niej był.Ale zobaczyła trochę świata dzięki temu.A tak co by widziała?Lotnisko,mieszkanie i plażę i morze i rzeczywistość z za okna pojazdu?Nudne to jak dla nas.A to że mamy przyjaciół w Tel Avivie,to plus,bo już nie płacimy za hotel i zawsze jesteśmy tam mile widziani.Wyznania nie mamy zamiaru zmienić,ale jak tylko możemy iść śladami Jezusa,to czemu nie.I też tak nie możemy sobie pozwolić na częste wyjazdy tam,bo też mamy tutaj mega płatności.Przede wszystkim to wypłacenie do końca roku tego domu.To najważniejsze dla nas.A potem będziemy myśleli co dalej.Chociaż w trakcie już nie brakuje nam pomysłów na to dalej.A zdarza nam się czasem oglądając jakiś reportaż w telewizji o chorym na rzadką chorobę dziecku zrobić fotkę numerowi konta na dole ekranu telewizora i zrobić potem przelew internetowy bezpośrednio na jego konto,na konto tej konkretnej operacji,którą musi przejść za granicą.Nie mamy zaufania do rozmaitych fundacji i mamy prawo.Nie mniej każdy z rodziców powinien się zastanowić dzisiaj,czy stać go na posiadanie dzieci,czy tylko na założenie prezerwatywy i wzięcia tabletki przed.Po co potem ma dziecko przechodzić koszmary,czy nędzę.Dzisiaj są niestety takie niemiłosierne czasy,że wszystko srodze kosztuje.I raczej nikt się dziś cudzym losem nie przejmuje aż tak za nadto.A trudno że ktoś przepraszam za brzydkie słowo naprodukuje dzieci a my je mamy za niego i za jego brak odpowiedzialności chować.My też nie mieli byśmy tego co mamy,gdybyśmy nie ruszyli gowami oboje i nie poszli na leasing z towarem w saloniku i nie zaciskali nie raz pasa.Był w naszym życiu taki okres biedy,totalnej biedy.Ale walczyliśmy o to,żeby się to wszystko wypłaciło.A potem jak się wypłaciło i wyszliśmy na zero,to nie siedzieliśmy z założonymi rękami,że to już mamy i to nam wystarczy.Cały czas myśleliśmy co jeszcze w tym saloniku by się mogło znaleźć z asortymentu.A potem pomysł na kolejne wózki z obwarzankami krakowskimi.A potem przypadkiem Błażej natrafił na stojący,pusty kiosk RUCHU.I też zasadnicze pytanie,czy oby dlatego stoi on pusty,bo tu kijowa lokalizacja jest i mały ruch i mały utarg?Też prawie miesiąc chadzaliśmy w różnych porach dnia i obserwowaliśmy przepływ ludzi.Nie że tak od razu porwaliśmy się na niego.A jakby się okazał martwym punktem,to co?Zainwestujesz kasę w wynajem i w towar a okaże się że musisz do niego tylko dokłądać i nic więcej?Więc to nie jest tak,że siedliśmy z założonymi rękoma mówiąc że tyle tylko możemy i że państwo polskie ma nam dać z urzędu kasę.Nigdy,nikt nam nie dał ani jednego grosza.Wszystko sami zapracowaliśmy i mamy.Nie rozumię ludzi,którzy uważają,że od tego są instytucje pomocy w państwie,żeby od tak,za darmo dawały kasę.Instytucje te powinny dawać kasę,ale tytułem na start.Na zasadzie,że ktoś rzeczywiście chce wyjść na prostą i tylko trzeba mu podać rękę przez kilka miesięcy a potem to jak stanie na nogach,to zapewnić pracę i w miarę tanie mieszkanko na wynajmie.A potem już zabrać mu pomoc finansową i kazać mu samemu pod swoim kątem szukać rozwiązań na życie,na to dalej.Bo teraz jak widzę PiS staje się być taką świecką Matką Teresą z Kalkuty.I będzie tworzyć się patologia społeczna,kolejna już,bo ludzie oduczą się chodzić do pracy.No bo po co chodzić do pracy,kiedy państwo daje kasę za darmo.Nikt nam złamanego grosza nie dał.Rachel i Mark 30% że nam umożyli długu?Wcale nie musieli.Ale widzieli jak dużo płatności jeszcze mamy przed sobą i widzieli naszą pracowitość i zaangarzowanie.No bo kiedy widzi się zaangarzowanie i pracowitość i widzi się,że nie wszystko komuś się udaje a chciałby,to aż chce się pomóc.Nie darmozjadom takim jak Ferdynad Kiepski z serialu.Najlepiej jest zasiąść w fotelu z browarem w ręku i pwoiedzieć że wszystko mnie boli i że z moim wykształceniem nie ma dla mnie pracy.A czy nie lepiej znając siebie i swoje możliwości,pomyśleć co ja w życiu mogę robić.Albo na czym ja,konkretnie ja,mogę zbić pieniążek?Nas cieszyło jak wspólnie razem odnosiliśmy sukcesy.Jak stanęliśmy jako sprzedawcy w naszym saloniku.Potem jak remontował się dom na wsi,też nas cieszyło,że wreszcie nie będziemy wynajmować tego mieszkania w bloku od kogoś a będziemy mieli coś swojego.W trakcie też kupiliśmy za okazyjną cenę te dwa pokoje w bloku,które wynajmowaliśmy.Teraz tam Błażej z Markiem mieszkają.Będzie ich kiedyś stać na wypłacenie tego mieszkania na swoje,to zakomunikują nam o tym.Nie mówimy nie.Pewnie że równie dobrze mogli byśmy powiedzieć że nie,że wolimy wynajmować i mieć stale kasę za wynajem.Ale nie jesteśmy zachłanni na pieniądze.Powiedzą że stac ich na ratalne wypłacanie tego mieszkania,to się dogadamy z ceną.No na pewno za bezcen nie sprzedamy tego mieszkania.Ale na korzystnych warunkach dla nich,to na pewno.A czy jesteśmy nowo bogaccy?Nie czujemy się takowymi.Czujemy się normalnymi ludźmi.Dzisiaj dużo ludzi ma swoje biznesy.Mniejsze,większe,ale ma.Więc nie uważamy tego za synonim bogactwa.Po prostu.Jesteśmy na swoim i tyle.Dzisiaj każdy jak pomyśli rozsądnie głową,to może mieć coś swojego.Każdy.Z resztą każdy rozsądny człowiek widząc jaki wyzysk jest totalny na rynku pracy,powinien pomyśleć o czymś swoim.Po śmierci taty,też myśleliśmy długo nad tym,czy możemy sobie pozwolić na przyjęcie naszej mamy u nas w domu.Kwestie czasowe to marginalna sprawa,bo nawet jak wyjeżdżamy na Kraków,to ona sobie zostanie w domku sama i zajmie się tam czymś.Pomoże nam w przyrządzeniu obiadu a nie rzadko nas wyręczy z obiadem.To miłe z jej strony.Szacun wielki dla niej.Dla nas finanse były tym głównym wyznacznikiem.To czy stać nas będzie na utrzymanie naszej mamy.Będąc na Ukrainie w święto zmarłych,poszliśmy po święcie w zwykły dzień do banku i tam zlikwidowaliśmy jej konto.Byliśmy w urzędzie takim jak nasz ZUS,który wypłaca jej emeryturę,żeby złożyć dyspozycję przelewu na konto w banku w Polsce.Śmieszna kwota jest przeliczana z Chrywny,bo 256 złotych i ileś tam groszy.Taką emeryturę ma nasza mama.Nie wymiawiamy jej tego i śmiejemy się tylko że za internet i telewizję cyfrową zapłaciła ze swoich,to może oglądać ile chce telewiozor.No i ogląda telewizor na rozmaitych kanałach a my jak mamy tylko czas,to dołączamy się do niej,jak ogląda coś ciekawego.Ale też ciebie Waldek stać by było na taki luksus sprowadzenia rodziców do Polski,jak już będą na emeryturze.Tylko ty wolisz iść do pracy i po pracy wrócić do domu i tyle.Rachel w Tel Avivie miałby etat pracy za na pewno inne pieniądze niż tu w Polsce.Ale musiał byś być z zawodu fryzjerem i do tego pracującym w swoim zawodzie i znającym fach i znającym język angielski.Angielski to dziś podstawa.I jak tylko możemy,to mówimy ludziom o nauce tego języka.W poniedziałek popołudniu już zaczynamy intensywne konwersacje z angielskiego u naszego znajomego Michała.Co to nam daje?A no to,że pojedziemy choćby do Izraela i możemy swobodnie się dogadać ze wszystkim.Nawet u lekarza w klinice,też no prawie na spokojnie się dogadaliśmy.Utknąłeś chłopie w jednym,martwym punkcie i masz wielkie pretensje i żale,że inni się rozwijają i nie chcą być tacy sami jak ty i klepać biedę wciąż.Pomyśl,prze analizuj w czym mogli byście się rozwinąć bardziej.Twój facet jest inżynierem architektem przecież.Może w tym kierunku mogli byście spróbować na swoim coś?No nie wiem co wam powiedzieć mam.Działalność handlowa pochłania u nas mnóstwo czasu.Też ktoś mógłby powiedzieć,że nie chce tak,bo mało czasu dla siebie jest.Mógłby.Ale my nie narzekamy na to.No może na początku było nam przykro.Ale mieliśmy cele i bardzo silną motywację.Cele to mamy i dziś kolejne.I one są dla nas tą siłą napędową wszystkiego.To dlatego że mamy mało czasu dla siebie,na zupełne pierdoły,to co jakiś czas sprawiamy sobie tą przyjemność wyjazdu do ziemi świętej.No nie wiem,ale myślę że lepiej chyba zrezygnować z codziennych pierdołek na rzecz tegop co dochodowe i potem chodzić i zwiedzać ciekawe miejsca,niż siedzieć po pracy bezczynnie i narzekać,że jest źle i nie dobrze.Może kiedyś tak będzie,że będziemy mogli sobie bezczynnie siedzieć i nic nie wykonywać a reszta sama będzie bezbłędnie szła.Ale gdzie tam.Znając nas,to my nie potrafimy bezczynnie siedzieć.Nawet w domu a zawsze coś musimy zrobić.Za to mama może sobie na spokojnie siedzieć na narożniku w salonie i patrzeć na telewizję,albo na ptaszki.Z resztą ona się nimi zajmuje,co widać.Karmi je tak od serca.Bo potrzebne wam jeszcze te papugi na nieszczęście-stwierdził Waldek.No wiesz.Przy błąkała się do ogrodu jedna papużka nierozłączka czarnogłowa.Mogliśmy ją zostawić tam i nie zwracać na nią uwagi.Ale ja mam dobre serce,więc przygarnąłem ją.Kurtką nakryłem,żeby nie uciekła i potem sprytnie złapałem w ręce.I dobrze że mamy ten samochód,bo co byśmy zrobili.A tak fruwała po domu papużka a myśmy pojechali do Centrum Zoologicznego pzy Centrum Zakopianka i tam kupiliśmy i dużą wolierę i całe wyposażenie do niej.No i ziarna na początek.Teraz to my kupiliśmy na wagę na Starym Kleparzu w kiosku karmę dla papug i taniej nas to wynosi.Wsypaliśmy do wiadra i będzie na długo.A do tego dostają i ćwiartkę pomarańczy,połówkę jabłka,małą marchewkę obraną,surówą,sałatę zieloną.Raz w tygodniu zgniata widelcem im mama żółtko z jajka i daje na spodeczek.No ale sama jedna,to czuła by się samotna i pewnie niebawem by zdechła,to dokupiliśmy z prywatnej hodowli papug samca do niej.Wolierę związaliśmy sznurkiem na dachu auta,bo do auta,to nie weszła nam.Za duża.Mogliśmy kupić mniejszą klatkę,ale one też muszą się wybiegać a nie tylko stać w jednym miejscu.Czasem je puszczamy na pokoje,ale mamy tak piękne egzotyczne rośliny,że boimy się,że po obgryzają im liście i co?Dolną część zabezpieczyliśmy pleksą,żeby nie sypały się tak ziarna na dywan.No bo mamy z Jerozolimy przywiezione dywany,więc nie takie za piątkę z marketu.A poza tym,to i tak się codziennie odkurza w całym domu,bo tutaj się z pola nosi wszystko.I myślę że jakby się jakieś zwierzątko przybłąkało do nas jeszcze kiedyś,to znalazło by miejsce u nas.No może nie na stałę,ale pzez jakiś czas by było u nas i szukali byśmy dla nich dobrego domu.Tutaj na wsi,to jak patrzę,to takie kundle mają i przypięte na krótkim łańcuchu do budy i nikt się nie rozczula nad zwierzęciem.To tylko u nas tak Tawarisz chodzi sobie po ogrodzie luzem.Jak zmarznie,to zaszczeka pod drzwiami i się go wpuści i łapki mu powyciera wilgotną szmatką i siedzi sobie.Co?U nas jest taki dom,że w święta bezdomny jakiś przyszedł,to ugościliśmy go nie wymawiając mu tego w kuchni.Łzy chłopina miał w oczach jak odchodził.No ale to on sam musi się podnieść z letargu i sam szukać rozwiązań na teraz maleńkich,drobnych a potem większych i coaz większych i rozwijać się i dorównywać tym ludziom.Z dobrego serca u nas jest wszystko.I jak czytamy w bibli?Módl się do Boga,który jest w ukryciu.A Bóg który jest w ukryciu,odda tobie.I naszą modlitwą jest dostrzeżeniepotrzebującej istoty.A Bóg który jest w ukryciu,nam oddaje.No jak na razie,to zdrowie jest.Z pieniędzmi po wyjeździe to trochę krucho,ale na normalny obiad,na placek drożdżowy jest.W lodówce też tochu jedzenia jest.Kwaśnego mleka nam nie brakuje.Pzyjedziesz jutro,to będzie już gotowe,bo postawiliśmy na kwaśne,resztkę wiejskiego mleka.A tak wczoraj wieczór nas naszło na placek drożdżowy.Kiedyś po kościele jak wyszliśmy,to nam taka pani od nas ze wsi powiedziała przrepis.Mariusz nagrał na smartphone jej głos z przepisem.Potem się w domu na papier spisało i tak zrobiliśmy no dość dobre Puszyste ciasto drożdżowe.700g mąki pszennej,6 łyżek cukru,2 łyżeczki cukru waniliowego,3 jajka L,12g suszonych drożdży,albo 40g świeżych,500ml mleka,6 łyżek oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia,szczypta soli.Kruszonka:150g mąki pszennej,4 łyżki cukru,120g masła,pokrojone w drobniusią kosteczkę suszone owoce mix.Rozkruszone owoce wymieszaj z łyżką cukru,lekko ciepłym mlekiem i paroma łyżkami mąki.Ma to wyglądać jak kupa gęstej śmietany i tyle.Całość przykryj bawełnianą,białą ściereczką i postaw w ciepłym miejscu na 10-15 minut do wyrośnięcia.Resztkę mąki wsyp do dużej glinianej miski.Dodaj resztę cukru,cukier waniliowy,jajka,szczyptę soli,oliwę z oliwek i ów wyrośnietą kluchę z drożdży.Wyrób ciasto dokładnie,żeby nie było ani jednej grudki mikserem z mieszadłami.Ciasto ma być takie bardzo klejące i luźne.Potem przykryj całość w glinianej misce białą,bawełnianą ściereczką i postaw w najcieplejszym miejscu,aż podwójnie urośnie wszystko,co będzie widać.W tym czasie szybko zagnieść wszystkie składniki na kruszonkę i wstawić na czas wyrośnięcia całej masy w misce glinianej do lodówki na pierwszą półkę.Blachę do ciasta wysmarować masłem,lub margaryną i posypać idealnie miejsce w miejsce grysikiem,albo bułką tartą.Nadmiar wysypać z powrotem z blachy.Wyłożyć z miski ciasto na blachę.Packą do przekładania kotletów na patelni równomiernie rozłożyć na całą objętość blachy ciasto.Na nim poukładać suszone owoce rozmaite tak na przemian(śliwki,gruszki,bananki,morele,anasa kostkę,daktyle,figi,płatki migdałów).Całość pokryć wiórkami kokosowymi i trzymając palcem górę kieliszka,zrosić od góry całość rumem i posypać kruszonką.Rozgrzać piekarnik do temperatury 180 stopni i wstawić do niego całość.Po 45 minutach otworzyć mega szybko i włożyć w ciasto zapałkę.Jak na wyjętej zapałce będzie jeszcze ciasto,to jeszcze potrzymać 5 minut z zegarkiem w ręku.A potem wyłączyć piekarnik i pozostawić w nim na 20 minut jeszcze,żeby doszło ciasto całkiem.I taka filozofia.Waldek mówi,że nie widziała dupa słońca.Nowa nazwa tego placka będzie?No bo nasze dupcie już nie takie słońce widziały.Nawet Błażej z Markiem doświadczyli innego klimatu i słońca z nami.No,ale Waldek z Maćkiem nie mają pomysła na siebie a pzynajmniej nie chce im się go szukać.No nic.Obiad zjedliśmy,placka tutłem podwieczorku też,to możemy na chwilę iść do ogrodu w poszukiwaniu jeża.No bo zaraz na 17 idziemy do kościoła na mszę świętą.A to jest 3 kilosy w jedną stronę.Tak że jest trochę marszu.Ale spacer jest nam wskazany.Jak najbardziej.POZDRAWIAM SERDECZNIE I CIEPŁO WSZYSATKICH.Wojtek.TYLE.        

ODPOWIADAMY NA KOMENTARZ I CZEKAMY NA KOLEJNE.

Witamy serdecznie.Odpowiadamy Jurku na twój komentarz.Ksiądz proboszcz jest nadal na parafii.Prowadzi znajomości z tego co wiemy z ludźmi interesu z których może coś on osiągnąć.Na co mu skłanianie się ku biednym,czy skromnie żyjącym parafianom,jak on z nich nic nie będzie miał?To jest podejście księdza,który podobno dostał kiedyś tam powołanie do służenia ludziom.Ale to jego powołanie,to jest fikcja.Pzykre to że jego podwładni,czyli Kuria Metropolitarna w Krakowie tego nie widzą,albo nie chcą widzieć.My właśnie wróciliśmy z Wojtkiem od staruszki ze wsi.Pomimo tego że on oficjalnie powiedział o tym,że na naszej parafii żyją geje,to nie powiedział o nas z nazwiska.Ale nawet jakby to zrobił,to myślę że prędzej jego by na taczkach wywieźli ludzie,niż nas.Bo pomimo że nie wiedzą o nas ludzie na wsi,to mają do nas szacunek i gdzie nie pójdziemy to z za płotu się nam kłaniają,porozmawiają chwilkę o bieżącym życiu o pogodzie zmiennej o roślinach ogrodowych.Nie raz jakiś przepis kulinarny na jakieś warzywo,czy mięso Wojtek komuś powie.Poza tym rozmaite inicjtywy na wsi są,pod którymi my się podpisaliśmy już i w miarę możliwości czasowych patrzymy na ich realizację.Wymiana nawierzchni asfaltowej na głównej drodze będzie już z wiosną zrealizowana.Teraz tylko osoba we wsi zbiera mieszkańców bocznych uliczek ziemnych,którzy chcieli by asfalt mieć a nie błota.I jak tylko wystarczy wójtowi i burmistrzowi kasy,to im też asfalt a raczej lepik się położy.Nie mniej większość z tych ludzi mówi że dobrze jest jak jest i nie trzeba nic zmieniać.To jak nie trzeba,to niech mają ziemną drogę,która po deszczu zamienia się w błoto i muszą chodzić poboczem.Jest Koło Gospodyń Wiejskich.Babeczki nie młode,ale kultywują tradycje które od wieków były na tej wsi.Do tego gotują wiejskie,zdrowe jedzenie i jeżdżą do wielkich miast z prezentacjami.W różnych konkursach biorą udział i mają osiągnięcia tam jakieś.Jest ludowy zespół.Więc dlaczego to miało by zniknąć,tylko dlatego że podobno nie ma na to pieniędzy.Wywalczyliśmy Ja,Wojtek i jeszcze dwie sąsiadki z tupetem pieniądze.Wymiana starych rur doprowadzających centralne ogrzewanie będzie latem zrobiona.Może i udało by się nam podłączyć do węzła ciepła i zamienić drogie ogrzewanie słoneczne na kaloryfery z ogrzewaniem miejskim z MPEC w Krakowie.Z tego co wiem,to ludzie walczą zajadle o to.Do tego szukają jak trochę ominąć prawo i nam podłączyć rury.Tylko pani ze wsi powiedziała nam,że z bólem serca część tego pięknego metalowego ogrodzenia musiała by na czas remontu zniknąć i murek przy nim i rozkopany musiał by być ogród i te piękne kwiaty.No cóż.Odpowiedziałem jej.Coś za coś.Ale jak już rury podłączą i zespawają ze sobą,to zasypią ziemię i ten fragment ogrodzenia,bo na pewno nie całe sobie na nowo dostawimy do całości i nie problem w tym.A ziemia jak się ją wykopie i na nowo wsypie,to się użyźni tochę i nie ma w tym nic złego.Tak że nawet,jakby ludzie wiedzieli że to my jesteśmy geje,to nie było by z tym myślę żadnego kłopotu.No może kilka tam rodzin by psioczyło że zboczeńcy mieszkają,że zaraza…Ale większość mieszkańców tej wsi i sąsiedniej wsi jest po naszej stronie.U nas nie zobaczą codziennie innych facetów wchodzących,czy wychodzących od nas z domu ze spotkania seksualnego.U nas jest normalna rodzina.Więc ludzie też na to patrzą.Z resztą sami ludzie tutaj  nie mogą się nadziwić,że osoby mieszkające całe życie w mieście,tak szybko się zaadoptowali we wsi i znają na pielęgnacji ogrodu i na życiu na wsi.I kupili dom z odzysku ruinę i jak szybko uwinęli się z nim.I ze straszaka domu,powstało takie cudo.I tak latem wyglądał nasz ogród i taras przed wejściem do domu z ogrodu.Wiadomo że nie stało by się to bez pomocy naszych nieocenionych przyjaciół Rachela i Marka i ich pomocy finansowej,częściowo tylko bez zwrotnej.Ale też sami poszukaliśmy ludzi na wsi,co się znają na budowlance i na remontach,którzy przyszli obejrzeć dokładnie ten dom i powiedzieli co tu trzeba na już,co potem zrobić i już podesłali nam fachowców,którzy chcieli zarobić grosza.Tak że z sąsiednich firm na fuchę ludzie u nas pacowali.Mieli dostęp do niezbędnego sprzętu i narzędzi i znali fach.Ale też my sami przeliczyliśmy nasze wpływy miesięczne i realnie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie,czy będzie nas stać wypłącać co miesiąc raty poprzednim właścicielom za ten dom,czy nie.Oczywiście pełna mobilizacja była u nas i oszczędzanie na czym się tylko dało,żeby być wypłacalnym.A potem jak już dom pokryliśmy kamiennymi płytkami.Ogrodzenie metalowe w OBI kupione założyliśmy,to dalej zaciskaliśmy pasa,żeby wypłacić Rachela i Marka.No bo oni pożyczyli nam tylko dość sporą sumkę w dolcach na zasadzie jak już wykonamy wszystko co niezbędne,to powolutku im będziemy spłacać.Małą część z tego nam umorzyli,ale 70% musieliśmy im w ratach oddać.I oddaliśmy im te pieniądze.Uf…No jak wszystko dobrze pójdzie,to do końca tego roku,ten dom wypłacimy już w całości.Chcieli byśmy,żeby tak się stało.No walczymy o pieniądze i o klienta w tym trudnym dla drobnych handlowców czasie.Nie mniej zachowaliśmy twarz jako pracodawcy a nie dorobkiewicze.No bno właśnie czytaliśmy na stronach wyborcza.pl artykuł o tym jak dziś w Polsce się zatrudnia pracownika.Artukuł nosi tytuł:Mobbing, brak urlopu, zamiast pensji napiwki od klientów. Jak pracodawcy traktują młodych pracowników.Włos nam się na głowie jeży,że tak można.U nas zatrudniamy na umowę o dzieło ludzi na stoiskach z obwarzankami.I wcale nie mówimy jak większość właścicieli stoisk z preclami,że nie mogą wypisać umowy,tylko muszą na czarno zatrudniać pracowników,bo im się to nie opłaca.Też nie mamy z tego kokosów,ale jakoś potrafimy być lojalni wobec pacownika.Wiadomo że na umowę oo dzieło i do tego pracę na dworzu,mogą sobie pozwolić osoby mające już emeryturę wypracowaną a do sprzedaży obwarzanków idą albo dla zabicia czasu i nudy,albo dla przysłowiowego dorobienia sobie.Nie mniej u nas nie pracują jak w większości stoisk z preclami ludzie bez uumowy o pracę,po 12 godzin dziennie na mrozie,bez dnia wolnego i za 45 złotych dziennie.Nie mniej znajdują takich,co nie mają na chleb,na opłaty i nie ma rodziców,co by im dołożyli.No bo stoiska z obwarzankami narosły po całym Krakowie jak grzyby po deszczu.0,90 groszy na jednym obwarzanku a nie raz nawet 1,10.No ale oni muszą się na chapać jak się to mówi a nie małą łyżeczką na początku nabierać.Tak myśmy nabierali małą łyżeczką.Teraz jest łyżka od zupy i dalej się rozwijamy i nie stoimy w miejscu.I też stać nas na więcej niż kiedyś.A że nie musimy mieć od razu dwóch domów i kilkunastu mieszkań na wynajmie i kilku samochodów i sarkofagu na alei zasłużonych cmentarza Rakowice,to dlatego u nas ludzie pracują na normalnych warunkach i traktujemy każdego pracownika z szacunkiem i z godnością.Wiem.Nie pasujemy do polskich realiów.Ale miło jest nam,jak osoba jest zadowolona z pracy u nas i kiedy przyjeżdżamy,to wylicza ile już u nas czasu ona pracuje.Do saloniku przyjęliśmy naszego kolegę,niedoszłego księdza katolickiego Marcina.Właściwie to nam się dobrze siedziało w saloniku z Wojtkiem i mogliśmy sobie tam dalej siedzieć sami i nie zatrudniać nikogo.Ale to sam Marcin się wprosił.No bo jak jechaliśmy do Zakopanego na weekend,to jego zostawialiśmy przez sobotę i niedzielę w saloniku samego.A on też tak trochę popracował w knajpie jako barman za parę groszy.Potem tak zwana redukcja etatów i został się bez pracy.A Wojtek ma takie dobre serce,że przemyślał głośno temat i postanowił nawet poza mną przeciwnym przyjąć go na próbę na miesiąc bez umowy a potem jak się sprawdzi,to wypisać mu umowę-zlecenie z odprowadzanie wszelkich składek w tym tej najważniejszej dla każdego składki na NFZ.Salonik prasowy,to nie jest to już jak kiedyś kokosowy interes.Dlatego nie możemy sobie pozwolić na umowę czasową,czy stałą.Nie mniej jak on potrzebuje coś załatwić w urzędzie,to mówi wcześniej z wyprzedzeniem i wtedy dostaje dzień wolny a my sobie za niego siedzimy.Będzie latem chciał pojechać gdzieś z Michałem,to też dużo wcześniej powie,to zorganizujemy sobie z Wojtkiem grafik tak,że on dostanie nawet dwa tygodnie wolnego a przez ten czas my sobie będziemy wymiennie siedzieli z Wojtkiem i sprzedawali.Bardzo wielką radość sprawimy przez to babci kioskarce,która przychodzi do Marcina do saloniku codziennie z rana sobie posiedzieć i pyta wciąż o nas i każe pozdrowić.Nie mniej żeby ten salonik prasowy utrzymał się przy życiu i wypłacił,to trzeba do niego włożyć nie tylko gazety i papierosy,ale i rozmaite zabawki dla dzieci,pakowane próżniowo kanapki,czy drożdżówki,wszelakie napoje.No i kwiatki cięte i doniczkowe,które ludzie często biorą na prezent dla kogoś.We wtorek 14 lutego szarpniemy trochę więcej kasy,bo Walentynki.Nie mniej u nas w rodzinie są one codziennością a nie tylko jeden raz do roku.Ale dobrze że są.Do tego cały asortyment związany z e-papierosem,który się przyjął i dość dobrze sprzedaje.Tymbardziej że dużo ludzi w Krakowie już wie,że u nas do prawie każdego e-papierosa dokupi czy to grzałkę,czy nowy zbiornik,czy sam ustnik.I że za 18 złotych u nas są dość dobrej jakości olejki do e-papierosów o różnych smakach i różnej mocy dostępne 7 dni w tygodniu do godziny 20,00.Wiadomo że wszystkim ludziom nie dogodzi,ale przetestowaliśmy już różne olejki i wiemy z doświadczenia,że te tańsze to sama woda i szybko się spalają.A nasze niemieckie MILDktóre polecamy są gęściejsze i do tego ładnie pachną niczym cygaretki.W kiosku też dołądowaliśmy roizmaitego towaru ile się dało.No musi się to wypłacać.A tymbardziej jak mamy na legalu zatrudniać u nas ludzi.Dla mnie nie zrozumiałe jest,że pacownik nie ma prawa do nawet dnia wolnego.U nas którakolwiek osoba nie zadzwoni wcześniej,czy wcześniej nie powie,to takie wolne dostanie.Nam ani nie ubliża,że my jako szefowie będziemy musieli na przykład sprzedawać obwarzanki przez kilka dni i marznąć.Będzie taka konieczność,to wyjedziemy z wózeczkiem i staniemy z preclami.U nas jest normalność.My mamy zdrowe też podejście do życia.A poza tym dużo słuchamy mądrych naszych przyjaciół żydów.I dużo się od nich uczymy.Oni dają zawsze nam tak zwanego kopa i motywują do tego dalej i wciąż pytają,czy utknęliśmy w martwym punkcie,czy rozwijamy się i jak.Rozwijamy się.Mamy rozmaite pomysły na to dalej.A czas pokaże,co nam z tego wyjdzie.Miał Waldek z Maćkiem do nas przyjechać,ale dzwonili,że jutro będą na bank. To takim razie idziemy do kuchni placka piec.Bo dopołudnia sprzątaliśmy generalka w całym domu i wszystkie kąty omietliśmy i umyliśmy na pikuś.CIEPŁA I MIŁOŚCI życzymy.TYLE.

NO I WRÓCILIŚMY NA NOWO DO OBOWIĄZKÓW.

No niestety.Wszystko co dobre,ma swój początek i swoje zakończenie.Ten początek był dość ciepły.Natomiast zakończenie Brrr…Przywitała nas pochmurna,Polska aura z temperaturą -3*C.Ale cóż.Wreszcie trzeba było powrócić do obowiązków.No bo przecież owe obowiązki pozwolą nam kiedyś na kolejny odlot.Z jednej strony nasza mama jest zadowolona z tego,że mogła nam towarzyszyć przy zwiedzaniu ziemi świętej.A z drugiej strony,toi zmęczona tym wyjazdem a głównie tym ciągłym byciem na nogach i przemierzaniem różnych ciekawych zakątków Tel Avivu,Jerozolimy,ale i też samego Izraela.Dla nas zawsze było i będzie wielkim,mega wielkim i mega wzruszającym pobyt na terenie dawnej Świątyni Jerozolimskiej i pod Murem Herodiańskim.Mowa oczywiście o Ścianie Płaczu.Zawsze kiedy tam jesteśmy na tym placu,to robi na nas olbrzymie wrażenie sama ta atmosfera prywatnych modlitw i śpiewów żydów,ale i to monstrum Ściana Płaczu.Wpierw kilometrowa kolejka i mega tłumy w oczekiwaniu na dojście do bramki wejściowej.I tablice z informacyjne traktujące o tym co wolno wnieść ze sobą na teren placu.I jak się należy tam zachować.Potem kontrola i wejście na teren placu przed samą ścianą płaczu.Rachel i Mark od razu po wejściu na plac podlecieli pod kamienne sadzawki,żeby umyć ręce i twarze,celem oczyszczenia.My poszliśmy za nimi.I wykonaliśmy to samo.Kiedyś podczas jednej z naszych wizyt w Izraelu,chłopaki tytułem prezentu kupili nam w starej,Jerozolimskiej synagodze od ręki od żyda,który wpuszczał ludzi tam do środka przepiękne jarmułki ręcznie tkane i tałesy.Założyliśmy je tytułem nakrycia głowy.Mama miała na głowie zwyczajny kapelusz damski.I udaliśmy się placem pod same monstrum.Trochę się mama za nami zapędziła,bo panowie idą w osobnym kierunku a panie na swoją stronę.Baliśmy się tylko tego,że się zgubimy a ona nie zna tylko język polski i ukraiński.Ale od czego są telefony?Pan modlący się przy stoliku delikatnie nas trącił i w grzecznej formie przeprosił.Umówiliśmy się z mamą za pół godziny pod sadzawkami blisko wejścia.Zdziwiona mama była,że aż pół godziny potrzebujemy na modlitwę.Ale pokierowałem ją na stronę dla kobiet a my poszliśmy pod samą ścianę.Modlitwa przykutym do ściany a na koniec prośba do Boga zapisana na małej karteczce i wciśnięta między kamienie.Po upływie pi razy oko pół godziny pstryknęliśmy jeszcze smartphone fotkę i powoli przesuwaliśmy się placem w kierunku sadzawek i bramek.Rachel przy sadzawkach opowiedział po krótce historię tego miejsca.Ja przetłumaczyłem z angielskiego na polski mamie.Pozostaje niezatarte wspomnienie.I król Dawid patrzący na turystów z pomnika.A dla naszej mamy jednak jest to przepiękny Ogród Oliwny z widokiem na Jerusalem.No i kręte i wąskie uliczki Via Dolorosa,czyli tradycyjnej drogi krzyżowej Jezusa.I bazylika agonii postawiona na miejscu,gdzie klęczał Jezus podczas modlitwy w ogrodzie oliwnym.I kamień przy którym klęczał Jezus i ołtarz przy którym odprawiano podczas naszego pobytu po włosku mszę świętą w której uczestniczyliśmy.Wielkie przeżycie być na mszy świętej w tym miejscu.Pozostały wspomnienia przelane na papierowe zdjęcia.I dzisiaj mama od razu jak tylko przyjechaliśmy z Krakowa z wieścią,że mamy już kolejne albumy ze zdjęciami usiadła i z płaczem oglądała,te miejsca w których dane jej było na żywo być.Zastanawiała się tylko na głos,czy my jako chrześcijanie,możemy ubrać atrybuty żydowskie na siebie i nie kłóci się to z byciem katolikiem?Odpowiedziałem jej,że to zależy od osobistego sposobu podejścia do tego.Jeśli dla nas to niewiele znaczy a chemy tylko uszanować ich religię,to nie jest grzechem. Nie mniej odpowiednio i po swojemu podlaliśmy wszystkie rośliny doniczkowe.No bo z deka zaniedbane były,ale chłopaki nie wiedzieli do końca jak to trzeba.I nie mamy im tego za złe.Tak samo jak dopilnowanie roślin w ogrodzie.Papugi odżyły,bo zobaczyły już nas i oczywiście mama już z owocami wszelakimi poszalała.Kot kręci się teraz koło mojej nogi i łasi.Dawno nas nie widział.Jeża w ogrodzie nie dopatrzyliśmy,ale po zjedzonym jedzeniu widać że jest i zapewne ma się dobrze.Natomiast sprzedaż obwarzanków teraz stanęła,no bo raz że zima wróciła i przymrozki.A dwa to ferie w Krakowie i małopolsce,to i ludzi jest mało.Trzeba uzbroić się w cierpliwość i przeczekać ten tudny okres.Już nie długo będzie cieplej jak patrzymy na mapy z pogodą.W saloniku pozamawialiśmy już na maxxa asortyment do e-papierosów,bo już nie za wiele go było.A widać że zapotrzebowanie na niego jest duże.I dobrze.Marcin nam zazdrości,takich znajomych.Że możemy sobie pojechać do nich.Ale nie za free.Bilety na samolot w dwie strony musieliśmy kupić za swoje pieniądze a to wcale nie tani interes.Podatek za psa zapłacić.Wszystkie wstępy i zakupy na mieście i posiłki w restauracji u Brodetzkiego też.A to nie tanie rzeczy.Tak się jemu tylko wydaje.A też nie przyjedziemy i nie będziemy żerowali na nich i im mówili żeby nam dali.To co dali i zapłacili z dobrego serca,to skorzystaliśmy.A reszta wszystko za swoje.Tak się jemu tylko wydaje,że co to jest.Że super.Za nocleg tylko nie płaciliśmy.Ale wrażenia niezapomniane na całe życie-powiada mama ze łzami w oczach.Przerosło to jej wyobaźnię.W sobotę Waldek z Maćkiem przyjadą do nas w odwiedziny.A jutro idziemy z Wojtkiem do salonu sieci komórkowej,bo dzwoniła pani w kwestii przedłużenia mojego abonamentu i możliwości wzięcia nowego smartphone.Ja jak widać na zamieszczonych wyżej fotografiach mam dobry smartphone,więc nie wiem czy wezmę nowy.Zależy za ile…TYLE.Na koniec miły filmik ludzi,na których z przyjemnością się zawsze patrzy i podziwiamy ich za pokazanie twarzy i wizerunku na youtube. 13:55 Odtwórz jako następny Odtwórz teraz          Q&A KaDo #3 – Czas trwania: 13:55. KaDo