W POSZUKIWANIU BUTÓW ZIMOWYCH

Witamy serdecznie.Przez cały tydzień do piątku siedzieliśmy za naszego pracownika i przyjaciela Marcina w saloniku.Marcin w piątek skończył właśnie remont całego mieszkania,który sam ogarniał i wczoraj już wrócił do saloniku.No ale to dobry był moment na to,żeby na własne oczy stwierdzić co idzie od ręki,co tak sobie i zależy kiedy a co czasem klienci kupują.A poza tym to chcieliśmy dowiedzieć się,jakiego mamy pracownika.No i myśleliśmy że klienci będą mówić dobrze,że pana widzę,bo mam panu coś do powiedzenia odnośnie tego pracownika.A tu spokojnie.I nawet nikt się nie zapytał o niego.No ale to,to jest normalka,bo on jest sam w sobie mało kontaktowy.Bo ja jak siedzę,czy Wojtek,to zagadamy z niektórym klientem o takich zupełnie trywialnych sprawach.I oczywiście uśmiech na twarzy i czasem jakiś dowcip opowiemy.Miło.No raz co trafiła mi się starsza pani,która z iście nadętą miną powiedziała:Nie wiem z czego tu się  smiać?Chyba z własnej gupoty i nic więcej.Na co ja od razu powtórzyłem wiernie i iście aktorsko jej reakcję i ludzie którzy byli w środku,zaczęli się śmiać.A tak to spoko.Nawet nie najgorzej nam poszło.A wczoraj wybraliśmy się do galerii Bonarka w poszukiwaniu butów zimowych.Wojtek stwierdził że teraz one jeszcze będą w przystępnej cenie a potem masakra sobie będą liczyć.No więc kupił,nie kupił pojechaliśmy autem.Mama chciała się z nami zabrać,więc też pojechała.Wpierw oczywiście wszystkie sprawy związane z naszym handlem a potem przyjemności.Chociaż nie wiem czy wydawanie pieniędzy można zaliczyć do przyjemniści.Ale dobrze.Zajechaliśmy na parking podziemny galerii Bonarka.Stamtąd wyjechaliśmy ruchomymi schodami wprost na Auchan.No ale wpierw mamy butiki obejść wszystkie a potem co najwyżej wejdziemy do Auchan-stwierdziłem na głos.Okay.Tak więc rozpoczęliśmy naszą wędrówkę od takiego można rzecz substytutu pączka.No bo pączkom Auchan,dużo brakuje do prawdziwych pączków,tych z cukierni na ulicy Krupniczej,czy ulicy Starowiślnej,czy Józefitów.No ale nie było w pobliżu żadnej markowej cukierni,to Wojtek wybrał stoisko gastronomiczne Auchan.Po wchodziliśmy do różnych butików,ale niestety jeszcze za wcześnie na obuwie zimowe.W niektórych sklepikach już są kozaczki zimowe,ale nie są warte tej masakra ceny.Jedyną rzecz jaką Wojtek kupił strikte nam,to ocieplane dwie kurtki.Takie ala marynarki,ale z podbiciem wewnątrz i z łatami na łokciach.Takie się teraz nosi jak pokazują kanały modowe.Do tego kilka kompletów skarpet i bokserek.No bo bielizna się u nas szybko zużywa,no bo codziennie się ją zmienia i pierze.Niestety,ale nasz CROOP był zamknięty.Napisano,że zmienia się wystrój i kolekcje i wkrótce będzie otwarcie.Wojtek już wykrzyczał,że będzie na bieżąco z otwarciem jego CROOP i jak tylko go otworzą,to przyjedziemy tutaj.No dobrze.Mama nasza przymierzała ładne bluzki i swetry.W końcu Wojtek kupił jej jedną bluzkę i jeden sweter z owczej wełny z takimi dużymi guziorami od góry do dołu,które stanowią dekorację tylko.No i oczywiście ucałował ją w buzię,wręczając jej reklamówkę z ciuchami.Ludzie się tak na nas patrzyli.Ale dobrze.Kochanie moje.A ty nic tutaj nie chcesz?Zabrzmiało.Trochę głupio,bo ludzie patrzą na nas.Ale wyszliśmy.W końcu Wojtek znalazł eksklusive sklep ZEBRA z butami i nic,tylko wchodzimy i wchodzimy.No dobrze.Wejść możemy i popatrzeć.Nie mniej on od razu widząc moją rekację,kazał mi sobie grzecznie usiąść.Mama stała nade mną zdziwiona tym co ten Wojtek jeszcze nie wymyśli.Po chwili Wojtek pojawił się z butem.Taki ala traper,ale nie do końca traper.W środku wyśielany takim kocykiem jakby,czy płócienkiem.Przymierz!No dobrze.Wziąłem w rekę tego buta,pooglądałem go dookoła i oczywiście popatrzyłem na cenę.No mieścił się w granicy rozsądnej ceny.Ubrałem go i oczywiście popatrzyłem gdzie mam palce i czy jest jakiś jeszcze luz.Pani ekspedientka nam wyjaśniła,że musi but być o numer większy,bo wtedy eksponuje się nie zdeformowany przód buta,ale i cały but.To dla mnie jakaś nowość.Ale ubrałem drugiego.Na co mama od razu: Mariusz.Te buty są na ciebie uszyte.Idealne.I ładne.Nie spraw Wojtkowi,który wciąż o ciebie dba przykrości.Proszę cię.I uśmiechnęła się do mnie.Na co Wojtek odparł,że zawsze może być szopka we wrześniu i w sklepie wielkie halo.Znam Wojtka na tyle dobrze,że wiem do czego on jest zdolny,więc zgodziłem się.Kiedy zdjąłem je z nóg,to on nie pozwolił mi ubrać tamtych,tylko poczekać.Pobiegł do kasy i po chwili wrócił i kazał mi je ubrać.No spoko są-odpowiedziałem.No widzisz…Wyszliśmy z tej ZEBRY,więc zaproponowałem już całowite wyjście z galerii,na co Wojtek przystał.No ale idąc pasażem wdepnął jeszcze szybko jak to on do jeszcze jednego butiku,bo spodobała mu się na manekinie w witrynie apaszka.Okay.Majątek ona nie kosztuje.Kupił ją i od razu mi na szyję założył.Ludzie się na nas patrzą,ale on nic sobie z tego nie robi.Ale dobrze.Odwiedziliśmy na koniec tylko jeszcze ubikację i poszliśmy do auta na parkingu.Zdegustowany jestem tym pobytem w ubikacji.Przed samymi toaletami stał młody,wychudzony chłopak i uśmiechał się do każdego przechodzącego mężczyzny i ściągał go wzrokiem.Męska prostytutka.No cóż.Nic innego w życiu nie potrafi,to tak jest.W kabinie ściany popisane seksualnymi ogłoszeniami z numerami telefonów.Aż nie miło się robi nam,którzy też jesteśmy gejami.Ale na przeciw tym seksualnym wynalazkom,to my się normalnie prowadzimy.Tak zadzwonił bym teraz na miejscu dyrekcji całej galerii pod te numery i kazał wyczyścić i umyć całą tą kabinę.Jestem za umieszczeniem kamer nad kabinami,po takich widokach i karaniem wysokimi grzywnami za niezrozumienie do czego służy toaleta publiczna.Ale okay.Potem jak przyjechaliśmy do domu,to Wojtek zabrał się za biurokrację i zamówienia netem towaru a ja z mamą rządziliśmy w kuchni.Oczywiście mama obrała po kawałku marchewki surowej i zaniosła naszym papugom.Chwilę później już na dłoni je niosła do kuchni.I one siedziały jej na ramieniu a ona sobie robiła swoje.Mamo.Nie przyzwyczajaj ich do fruwania po domu-odrzekłem.No bo one takie biedne są.Zamknięte w klatce siedzą.No i po rozmowie. Wojtka potem przy obiedzie pytam,co to za nowe maniery że papugi już fruwają,chodzą po pokojach.Na co on odrzekł: Nie przeszkadzają mi w niczym.A poza tym,to rozprostują skrzydełka sobie.No i oswoją się z nami.Same plusy.No i po meblach będą odchody ptasie.I po obgryzane rośliny doniczkowe-odpowiedziałem.Widzisz gdzieś ptasią kupę kochanie na którymś z mebli?widzisz jakąś roślinę obgryzioną?No jak na razie nie widzę.To nie panikuj.Okay.Dzisiaj całe dopołudnia siedzieliśmy w ogrodzie.Oczywiście kurtki już ciepłe muszą być,bo nie ma żartów.Ale porobiliśmy w ogrodzie to co ważne.Podlaliśmy wszystkie rośliny.Nakarmiliśmy nasze ryby w oczku wodnym.Mama oczywiście pełne miseczki warzyw i owoców poszatkowanych na drobno zaniosła jeżowi Tuptusiowi w stałe miejsce.I oczywiście wodę mineralną,niegazowaną.Zastanawiamy się tylko jak to będzie zimą z naszym jeżem.No domek drewniany ma w ogrodzie w zacisznym miejscu wstawiony.No okay.Ale nie zamarznie nam on?Mama nasza już się zamartwia,tym ze powoli idzie zima.Tak samo róże pustynne będzie trzeba zabrać z ogrodu na zimę do domu.Już przenieśliśmy je pod dach na taras na wypadek deszczów.Patrzymy na te choinki przywiezione z Izraela.I miała rację pani sąsiadka ze wsi,że zmiana strefy klimatycznej nie miała tu wpływu.Dobry,specjalny dla iglaków nawóz był potrzebny i lekka zmiana podłoża i już widać jasno zielone pędy.Błażej dzwonił co porabiamy,bo on siedzi w kiosku i handluje.Marek pojechał na mieszkanie przyrządzić coś do jedzenia.Nie przyjadą chłopaki do nas,no bo trudno zamknąć kiosk,kiedy mnóstwo ludzi się przemieszcza na rynek,czy z rynku i co jakiś czas klient dochodzi.Dobrze.Życzymy im wielu sukcesów.Może kiedyś się też tak rozwiną jak my?Czas pokaże.Rachel i Mark mówili wczoraj na skype,że może by z początkiem października na jakiś tydzień przylecieli do nas i zobaczyli nasz dom i ogród,bo bardzo są ciekawi jak to teraz wygląda.Nie mamy nic do tego.Pokój ich jest pusty.Sprzątamy tam regularnie i tyle.Kończymy ten wpis,bo mama wzywa nas na obiad.Nie oceniona jest ta nasza mama.Zjemy obiad i chwilę posiedzimy jeszcze przed telewizorem i zabieramy się za przygotowanie się do wyjścia do kościoła.U nas jest rano o ósmej masza w niedzielę i potem dopiero o 17-ej.Przy okazji powrotu z kościoła do domu,weźniemy od naszej gospodyni świeże mleko prosto od krowy,śmietankę i masło.To że ktoś powie,że nie da się smarować tym masłem chleba,to ja go wyśmieję.Bo mnie to nie przeszkadza.Trzymamy go w specjalnej masielniczce w kuchni na szafce i co jakiś czas wlewa się mu odpuszczoną,zimną wodę i tak sobie stoi.Ani grama chemii nie ma w nim.Naturalne masełko.A że nie smaruje się jak te margaryny chemiczne w plastikach,to co.Za to ma coś,czego one nie mają.Bogactwo naturalnych witamin.A to ważne.Do tego jemy grapefruity codziennie i codziennie po łyżce od zupy swojskiego,prawdziwego miodu.Lepiej zabezpieczać się w tym okresie od przeziębienia,niż męczyć się z katarem i kaszlem i temperaturą.TYLE.

ODPOWIADAMY NA KOMENTARZ MATEO PEŁNI NADZIEI ŻE JEST CORAZ LEPIEJ.

Witamy.Nie sądziliśmy,że ów nowy lek przepisany przez doktora w klinice w Tel Awiwie,przyniesie w tak krótkim czasie tak rewelacyjne efekty.No bo Wojtek pojechał no niestety dziś sam na wizytę do lekarza.Oczywiście zabrał ze sobą ów nowy lek,jak mu zasugerowałem.No bo lekarka musi w kartotece wpisać,że pacjent zażywa regularnie lek i podać jego nazwę a w tym wypadku i skład tego leku.Niestety ten lek nie jest dostępny na polskim rynku,ani jego odpowiednik występujący pod inną nazwą a mający taki sam skład.Długo lekarka czytała napisany po angielsku jego skład.I nie miało to nic wspólnego z jej znajomością języka angielskiego a po prostu wgłębiała się w składniki tych tabletek anty retro.Z ciekawości zapytała o cenę takiego jednego opakowania i doznała małego szoku.Ale to nasi przyjaciele żydzi mi wykupili te dwa opakowania i opłacili wizytę u profesora,doktora nauk medycznych,specjalisty chorób wewnętrznych II stopnia,dermatologa,specjalisty chorób zakaźnych.Wow…To musi być tam wybitna postaci w medycynie tam.No bo tak długą drogę przebył ten człowiek nim został specjalistą chorób zakaźnych…-dorzuciła pani doktor.Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny zakaźnej z pewnoscią on nie otrzyma.No bo na pewno nie stanie się cud uzdrowienia w moim przypadku.To z pewnością.-dodał Wojtek.Na co ona spojrzała z pod kąta okularów i odpowiedziała:Kto wie.Może któraś z kolejnych pielgrzymek po świętej ziemi Jezusa i Maryi doprowadzi do takiego cudu.Życzę tego panu z całego serca,żeby pan tylko tak profilaktycznie przychodził tutaj dwa razy do roku na kontrolne badania i już nie zażywał tych tabsów.-odpowiedziała pani doktor.Już możemy panie Wojciechu mówić o małym cudzie.No bo w tak krótkim czasie podniosła się pańska odporność organizmu a to jest zaskakujące dla mnie. Po raz pierwszy ja się spotykam z czymś takim w swojej dość długiej praktyce medycznej.-ciągła pani doktor dalej.Gdyby tak ministerstwo zdrowia zechciało zrefundować ów lek,to nie jednemu pacjentowi bym go zastosowała.Ale cóż…Ministerstwo jak i fundusz zdrowia,wolą luksusowe lizmuzyny dla siebie kupować,usamodzielniac rodzinę i wyjeżdżać w cudzy słowie na delegacje zagranicze-odparł Wojtek.Zostawmy ten temat w milczeniu.-dodałą pani doktor.No rewelacja wyniki.Nie mniej i tak Wojtek przyjechał do mnie do saloniku smutny.No bo sama świadomość że ten wirus jest obecny w jego organizmie i nie da się go w żaden sposób usunąć na zawsze z lekka go dobija.No ale ważne że żyje i że jest pełen życia i energii zazwyczaj. Że serce mu dość dobrze pracuje.No ale też moja i mamy w tym jest zasługa,bo odciążamy go od ciężkich obowiązków.Czasem nawet na siłę trzymam goza tłów,za ręce żeby nie poszedł,żeby usiadł w ogrodzie,czy w saloniku i odpoczął.No ale jego głupi upór czasami jest nie do przejścia dla nas.No i trudno.w końcu on też w dbałości o mnie chce,żebym się nie przemęczał w obowiązkach.A to znowu mówi że mama dość się już napracuje w ciągu dnia,więc też ma prawo do odpoczynku.Ale zdecydowanie więcej lżejszych prac spoczywa na nim.No bo o odpoczynku,to zapomnij.On już taki jest,że wciąż ma coś do zrobienia,abo coś na głowie.No cóż poradzić na to.Teraz jeszcze papużki doszły.Gdzie on stale patrzy na okolice klatki i często zamiata w okolicy jej.Do tego ogród,który jest jego bakcylem w pozytywnym słowa znaczeniu.A jeszcze tym bardziej jak ja jestem w saloniku teraz a on jest w domu.Ale w saloniku jesteśmy jeszcze jutro i w sobotę. A w niedzielę już wraca Marcin.Dzwonił nawet do mnie dziś,żebym przyszedł do nich na mieszkanie i zobaczył na ten remont i coś im po doradzał. No ale kiedy,jak ja siedzę w saloniku. Ale jutro zostawię w nim samego Wojtka i podejdę tam do niego i zobaczę na jakim etapie już z tym remontem on jest i co by dobrze było tam zrobić,albo jak inaczej można by urządzić to mieszkanie ich.Nie jestem wielkim znawcą od budowlanki,czy wykończeniówki,czy stylizacji wnętrz,ale na tyle na ile będę mógł i potrafił,to mu podpowiem.  :-|  Rzeczywiście zgadłeś Mateuszu.Wojtek ma dobre serce.Jest osobą szczerą i serdeczną i każdy biedaczyna u niego znalazł by kąt i coś do jedzenia.No on taki już jest.A że lubi zwierzęta,to dlatego jest ich aż tyle w naszym domu.Nie mniej więcej ich nam już nie potrzeba.Tyle nam wystarczyło co było.I nie wiem po diabła jeszcze jemu i mamie te skrzeczące papugi.No ale oni też mieszkają w tym domu i też mają coś do powiedzenia.Czy się złamię na obecność tych ptaków?No nie wiem.Ładne ubarwienie piór,jeśli ci o to Mateusz chodzi,to one mają.A więcej nic pozytywnego w nich ja nie dostrzegam. Są na zasadzie,że Wojtek i mama tego chcą i się nimi zajmują,to są.Neutralnie zaczynam do tego faktu podchodzić.Dzisiaj na przykład Wojtek przyniósł jak co czwartek całe kilo białego,wiejskiego sera do domu i od razu ukroił kawałek i włożył papugom do klatki.No i zdziobały cały ten ser.Zwróciłem im uwagę,że nadmierne karmienie ich i to takimi rarytasami,może doprowadzić do zapasienia ich i ociężałości. Ale Wojtkowi nie przetłumaczysz.Mają ptaki w klatce już wapno w kostce do dziubania,ale on twierdzi,że wapń na kości im trzeba i stąd ten biały ser.Owoców mnóstwo widzę w tej klatce.Ziarno kupił na kilogramy na Starym Kleparzu,więc tutaj już przynajmniej nie będzie przepłacał masakra kasę za takie małe pudełeczko karmy.A to plus.Poza tym widzę że kupił,bądź znalazł gdzieś i wyczyścił na perfekt konara,bo włożył im do klatki jeszcze.Budka lęgowa się widzę pojawiła.A to znak,że kiedyś będziemy mieli kolejny kłopot. Tym razem z z młodymi ptaszkami.Uh…  :-?  Co do twojego faceta,to muszę przyznać,że jak tak dalej będziecie na etapie dojeżdżający do siebie,to w końcu któremuś z was to się znudzi.Nie wiem czego on się rzekomo boi?Ani nic na tym nie straci,że zamieszkacie razem wreszcie i spróbujecie zbudować związek partnerski.Rodzice jego nie muszą wiedzieć prawdy o nim o was.To pozostawicie na dalszy plan,na zasadzie jak się wszystko będzie u was układało na pikuś i wasze relacje będą znakomite,to wtedy już możecie rozbić ich wątpliwości,albo ich zagadkę rozwiązać.Chociaż też nie widzę takiej konieczności,jak oni nie wyjdą pierwsi z tym gay.Ważne że wy będziecie wiedzieli kim dla siebie jesteście i ile dla siebie znaczycie.Ale trzeba się o tym przekonać na własnym przykładzie,na byciu razem w codzienności a nie na odległość.Tak to nie wiele widać.  :-|  Handel nam nawet ruszył dość dobrze.Szału nie ma,ale więcej klientów się już powoli odczuwa.To cieszy.Kończymy pisanie tej notki powoli i czekamy na skype  na Rachela i Marka.TYLE.

NO I PRACOWITY PONIEDZIAŁEK MAMY JUŻ ZA SOBĄ.

Witamy.Już wszystko w domu porobione,nikt głodny już nie jest to możemy sobie pozwolić na posiedzenie z lapkiem i kubkiem kompotu jabłokowego.Trochę prze słodziła mama ten kompot.No bo takie drętwe i kwaśne jabłka dostałem od osoby z naszej wsi i to cały wór jak na ziemniaki.No głupio mi było nie dać mu symboliczne dziesięć złotych za to.Pomimo że on nie chciał za to nic.Po prostu obrodziły mu jabłonie i ma tych jabłek masakra dużo,więc rozdaje po wsi ludziom i dał nam też pełen wór.No to mama od razu gar 5 litrów i skroiła część  jabłek na kompot razem z Wojtkiem.Jeszcze jest tego dużo w tym worku,ale to planujemy upiec szarlotkę z jabłkami.Ludzie jak wychodzimy z kościoła,to sami pytają się,czy nie chcemy tego,czy tego.I przynoszą nam do domu ręcznie napisane przepisy odnośnie produktów które nam dali.Mamy przepis na wino,ale musielibyśmy przywlec z komórki i umyć dymion i odnaleźć te rureczki do niego,to może i by był domowy jabcok.A no musimy wykorzystać te jabłka jakoś.No jutro przewidzieliśmy na obiad racuszki z jabłkami,polane gęstą,swojską śmietanką i posypane cukrem.Pycha.Chociaż chodzi za mną kaczka nadziewana jabłkami i śliwkami,ale to musieli byśmy udac się do takiej starszej pani na wsi i poprosić o podanie nam przepisu na nią.Ale to myślę już na sobotę,albo na niedzielę by się zrobiło.No takie jest życie na wsi.Mama za to codziennie rano jak zje śniadanie i naszykuje Tuptusiowi i zaniesie mu tam w stałe miejsce do ogrodu i oprzyrządzi papużki,to idzie pod figurę Matki Bożej z dzieciątkiem i tam wokół niej wyplewi chwasty,podleje tuje i od czasu do czasu da im nawóz w ziemię.Ale i o pnącą różę zadba.No bo Wojtek jak kupował do nas do ogrodu pnącą różę,to i kupił drugą do kapliczki przydrożnej i posadził obydwie.Jedną posadził tuż za oknem naszej sypialni a drugą przed cokołem z figurą Matki Bożej z dzieciątkiem na ręku.Mama jak tam porobi co trzeba,to odstawia konewkę na bok i żegna się krzyżem swiętym i długo modli.Nie mniej ludzie to widzą i zaraz pozytywnie odbierają.Sam fakt,że po niedzielnej mszy swiętej ksiądz proboszcz wychodzi na plac przy kościelny i wita się z ludźmi i nieomal pierwsze swoje kroki stawia do nas i nam podaje rękę i pyta co słychać u nas i czego potrzebujemy.Zawsze odpowiadamy,ze nic nam nie potrzeba i że dziękujemy wszystkim ludziom za to,że wciąż jakies płody rolne nam przynoszą.Nie staramy się pokazywać tej strony gay publicznie.To że kochamy inaczej,to jest nasze.Ale ważne że się kochamy,że tworzymy rodzinę i że razem jest nam ze sobą dobrze.A ciekawscy ludzie na wsi nie muszą wszystkiego wiedzieć.Po piekarni,która u nas w domu wynajmowała lokal nie ma już śladu.Teraz jest sklep ogólno spożywczy.Według nas to jeden wielki niewypał,ale co nam do tego.Ważne że do końca  roku z góry nam zapłacili za czynsz.A oni niech się resztą martwią. Dniówkę dziś w saloniku zaliczyliśmy.Już przed szóstą zamiatałem chodnik przed salonikiem,potem przyjmowałem dostawy gazet i papierosów a koło południa chemii gospodarczej.Pani babcia kioskarka koło ósmej rano wpadła się przywitać serdecznie.Potem jak zaniosła zakupy do domu,to przyszła sobie posiedzieć.Chciałem jej pokazać zdjęcia jak mamy w domu urządzone i jak wygląda nasz ogród,ale nie miałem ze sobą lapka,więc te co były w smartphone,to zobaczyła.Nie ma złego zdania o Marcinie.Trochę się mota z tym wszystkim chłopak jak mówiła,ale daje jakoś radę i tylko trochę jest nerwowy,jak przyjdzie klient w sprawie e-papierosa.No ja dzisiaj nie jednej osobie zaprezentowałem e-papierosa.Nie miało to dla mnie znaczenia,czy kupi,czy też nie.Od tak nalałem odrobinę liquidu do zbiorniczka i proszę spróbować i poczuć różnicę.Mało jest takich miejsc gdzie klient może spróbować na pierwszy raz smaku e-papierosa.Nie wiem,ale ja tak mam,że nigdy nie kupuję w ciemno żadnego towaru.Musi być sprawdzony przez kogoś że działa i jest dobry,albo osobiście przeze mnie.W przypadku e-papierosa to zawsze jest tak,że któryś z klientów wróci zakupić właśnie u nas komplet e-papierosa plus liquid.Tylko dlatego,że mógł spróbować,czy da radę zamienić zwykłe papierosy z filtrem na e-papierosa.Wiem że rząd nawet i na to szykuje akcyzę,ale co znaczy polskie kombinatorstwo…Już duży odsetek ludzi kupuje tytoń i gizele i sami sobie ludzie kręcą papierosy.Ma to plus taki,że taniej go to wychodzi i że nie zawsze ma narobione tyle papierosów,co na cały dzień.I nie zawsze ma czas na zrobienie tego papierosa,albo warunki na zrobienie go,więc przez to mniej wypali w ciągu dnia.Nie mniej nie raz przy niektórych klientach to ja wysiadam kompletnie.Mówi się do kobiety,że nie ma tego co ona chce a ona jeszcze pyta gdzie ona to może dostać.Boże.Ja wszystkiego nie muszę ogarniać.Są rzeczy i tematy,które nie są mi do niczego potrzebne.I tyle.Koło drugiej Wojtek przyjechał.Ja myślałem że zamienić mnie i ja sobie już pojadę do domu a on z garnkiem z obiadem przyleciał i siedzieliśmy aż do zamknięcia saloniku.Śmialiśmy się z takiego klienta erotomana,co to chodził tak koło tych regałów z prasą i chodził i czerwony jak burak.W końcu wziął tą erotyczną gazetkę i obrócił się plecami do mnie.A ja,żeby nie rozerwał tej folii,to wyszedłem na salonik i patrzę na niego co on dalej zrobi.W końcu zabrał się do rozbezpieczenia folii,na co ja wyrwałem mu z ręki tą gazetkę i z powrotem wstawiłem na swojue miejsce w regale.Ale ja chciałem ją obejrzeć całą-mruczał.Tam nie ma nic do oglądania.Wszystko takie same.A poza tym już takiej otwartej gazety mi nikt nie kupi,więc nie można rozerwać tej folii.Mała sprzeczka słowna z nim była,po czym już ja się nie odzywałem nic na to co on mówił.Po czym weszła starsza pani z mężem a ja mówię:Tutaj pan się chciał masturbować przy erotycznej gazetce i tu w kiosku,ale nie ma chętnych żeby popatrzyli jak mu to idzie.Tak szybko ów pan wyleciał z kiosku.Starsze państwo skwitowało,że jak go nikt nie chce,to musi mieć na obrazku.A pewnie kasy też na tyle nie ma żeby zapłacić za panią do towarzystwa…-dodałem.I na tym pozostało.Zawsze u nas w oknie witryny było wiaderko z ciętymi różami,ale tak z babcią kioskarką rozmawiałem rano a ten temat i sama mi przyznała rację,że to musi się rozpocząć na dobre rok akademicki.No bo teraz jeszcze na ten upał i skwar,to one szybko się będą rozwijały i aż tak szybko się ich nie sprzeda.Spoko.Wojtek jak wstał rano,to od razu poszedł do ogrodu podlać rośliny.A po śniadaniu zabrał się za porządki w domu.On stale jak nie kurze ściera,to mopem wilgotnym jedzie po całym domu.To kiedyś mokrą szmatkę sobie wziął i wiadereczko z wodą z detergentem i przecierał na mokro ogrodzenie całe.Chciałem mu pomóc,ale gdzie tam ja pomóc.Nie pozwoilił mi.Kazał mi sobie usiąść na ławie w ogrodzie i popatrzeć na przyrodę.No to Tawarisz przyleciał żeby go pogłaskać a za nim kot Bonifacy.Teraz to pilnują z mamą,żebym nie zobaczył brudu,czy że jest naśmiecone od tych papużek,bo wiedzą,że wcale nie jestem zadowolony z ich obecności.Taki skrzeczą obie i trochę więcej hałasu jest w domu i nic nadto.No ale Wojtuś z mamą się nimi zachwycają jak nie wiem.Niech im będzie.No jeszcze Wojtek przyniósł po kawałeczku placka ze śliwkami i kubek herbaty JERBA MATE.Bardzo dobra i zdrowa ta herbata jest.Taka oczyszczająca organizm i pozytywnie wpływająca na przemianę materii i jednocześnie zwiększająca układ odpornościowy a tego Wojtkowi potrzeba.W czwartek Wuwuś ma wizytę lekarską.Po raz pierwszy pojedzie tam sam.No bo nie zamkniemy saloniku,jak nie wymagana jest tam moja obecność.Krew pobrał z końcem sierpnia na CD4 i wiremię i teraz lekarka ma mu powiedzieć czy wszystko się poprawia,czy nie.Leki ma w zapasie jeszcze z kliniki w Tel  Awiwie,to nie potrzeba mu nic innego.Czuje się nawet dobrze.Jeśli chodzi o serce,to też się uspokoiło na razie.No ale teraz albo mama,albo ja ogarniamy te ciężkie prace i sama mama nakazuje mu częściej odpoczywać przez kwadrans,albo dłużej po wykonanych pracach.Jest spoko jak na razie.TYLE.

NO I JEDNO ZASTĘPSTWO SKOŃCZYLIŚMY I TERAZ DRUGIE BĘDZIE.

Witamy serdecznie.Dawno nic nie wkleiliśmy na naszego bloga i pewnie czekacie na informację co z nami się dzieje.No późno wracaliśmy do domu.A znowu jak któryś z nas był w domu,to też dużo pracy było.Domek na wsi,to nie mieszkanie w bloku w mieście.A to że jest mama z nami wiele nam porobi,to dziękujemy jej za to co dnia,ale też trzeba jej pomóc w wielu pracach.Ona nie może paść z przemęczenia,czy prze pracowania.Szacun dla niej wielki za to co dla nas,dla tego domu robi.Ale oki.  :-? :-|  Błażej i Marek chwilę temu od nas pojechali do siebie do domu.Kazali sobie dziś wcześniej zamknąć kiosk,pomimo że ludzi dużo szło na krakowski rynek i z rynku.Ale ich wóż i ich koń a nie nasz.Rozliczyliśmy się z nimi z faktur z zamówień.Kasę też tak pi razy oko podliczyliśmy.Dowody wpłat i przelewów mają.Więc wszystko jak na dłoni jest.Bardzo im się podobały te papużki nierozłączki.Papużki.Bo wczoraj pojechałem z mamą po drugą do pary do prywatnej hodowli a nie do sklepu.Nam taniej i do tego tak jak mama chciała,to od małego nauczona jedzenia z ręki i chodzenia z człowiekiem po mieszkaniu i bycia na mieszkaniu i fruwania po nim.Jest po prostu oswojona.A Roco mama próbuje codziennie oswoić z nami.I myślę że będzie brała z Hilary przykład i jest to kwestia krótkiego czasu.  :-o :-?  Nie rozumiem Mariusza.W końcu jak sam mówił,to od dziecka miał jakieś zwierzątko w domu i papużki faliste też miał i nawet młode papużki były.Denerwowało go to,że śmiecą.Ale to mamy już za sobą,bo drutami przytwierdziłem dookoła dolnej części klatki do prętów sklejkę.I teraz jak jedzą ziarenka,to wszystko zostaje w klatce.No…Prawie wszystko.Ale to mama tam wkoło klatki i przy papużkach oprzyżądza.Karmi je z ręki warzywami i owocami.Wszystko przy nich zrobi i taką wielką radość ma z tego.I chociażby dla tej radości jej niech pozostaną u nas.Ale przyznacie,że są prześliczne.I jak na razie to się nie dziobią a zapoznają ze sobą.Jest dobrze.W końcu my jako związek gejów nie możemy tutaj w Polsce mieć dzieci,czy zaadoptować je.Jakbyśmy żyli w jakimś kraju uni europejskiej,to i na legalu poszlibyśmy do ślubu cywilnego,czego w Polsce która jest członkiem Uni Europejskiem nie możemy.I później na pewno zmieściło by się w naszej rodzinie dziecko,albo nawet dwoje dzieci.A przy nich i zwierzęta.Niestety żyjemy i odprowadzamy podatki w Polsce.I są to nie małe pieniądze co roku.I co?I nic nie mamy w zamian.Poza tym że oglądamy w telewizji sceny,które znamy z czasów PRL-u,gdzie też wszystko jest upartyjnione.Zgadzamy się do końca z prof.Andrzejem Zollem.Dużo zdrowia panu,jak i panu sędziemu Rzeplińskiemu,która dla milionów Polaków,ale i dla nas jest bohaterem narodowym i naszym sędzią.Bo teraz my,społeczeństwo jesteśmy Trybunałem Konstytucyjnym.I za każdym razem jak tylko będą osoby zbierali podpisy przeciwko ustawie PiS na ulicach,to za każdym razem będziemy się podpisywali.I myślę że tyle nam pozostało.Wtedy myślę większość społeczna,podpisana przeciw będzie się liczyła dla pana Kuchcińskiego.Bo tak gadają,gadają i opozycyjni posłowie i ludzie na ulicy.I nic sobie z tego ani ten rząd,ani prezydent nie robią.Fakt że teraz para prezydencka się ładnie prezentuje do kamery i jest bardziej żywa niż poprzednicy.Ale ładna wizytówka to za mało jeszcze.Podpisała się pani Szydło pod europejską konwencją przestrzegania tolerancji w Polsce.Teraz trzeba,żeby unia europejska poprosiła polskę o zrównanie uprawnień wszystkich obywateli krajów uni a tym samym wprowadzenie w Polsce ustawy o związkach partnerskich,jak nieomal w całej uni.A jak na razie to oglądamy w kolejnych już aktach Smoleńsk.Ważna jest pamięć o tych ludziach,którzy zginęli w tej tragedii,ale ileż można o tym mówić.No jak się nie ma projektów ustaw dotyczących gospodarki w kraju,czy zmniejszających obszary biedy i bezrobocia w Polsce,to się wałkuje o jednym i tym samym.Aż się żygać już chce.Ale jak to zaśpiewał kiedyś Piotr Szczepanik…Nigdy więcej… :-?  Jutro będziemy siedzieli w saloniku do niedzieli,no bo Marcin bierze wolne na cały tydzień.Nie pojedzie nigdzie,bo Michał rozpoczął pracę z nowym rokiem szkolnym.Ale mały remont na mieszkaniu zrobi.Wiec nie będzie próżnował i nie odpocznie.My za to przypomnimy sobie jak się sprzedaje w saloniku i na co dzień będziemy widzieli co jeszcze by dobrze było zamówić.I pani babcia kioskarka wreszcie będzie mogła z nami na spokojnie porozmawiać,bo tak to ona była rano a my koło południa.Albo nie mieliśmy dużo czasu na to,żeby usiąść i porozmawiać na spokojnie.Mariusz jutro rano otworzy salonik a ja potem dojade do niego.Upieczony placek ze śliwkami na cały piekarnik jest.Sałatki są zrobione.Leczo z dyni jest w lodówce.Trochę przetworów na zimę porobione też jest.Więc w te upalne dni na koniec lata możemy posiedzieć w saloniku.Na razie idziemy ogtlądać kabaret z mamą na POLSAT.A i zaraz po dziewiątej będą na skype dzwonić Rachel i Mark,więc porozmawiamy dłuższą chwilę razem.Dużo dla nas zrobili nasi przyjaciele żydzi.Warto mieć takich przyjaciół.TYLE.

NO I MAMY NOWEGO LOKATORA.

Witamy serdecznie.Teraz do późna na zmianę siedzimy i handlujemy w kiosku RUCHU za Błażeja i Marka,którzy odpoczywają w Zakopanem.Nawet wybrali się na Giewont przez Kużnice i Kalatówki.Pani gospodyni pyta się o nas,ale myśmy już aż za nadto wykorzystali swój limit i teraz musimy odpracować ten wolny aż miesiąc.Nie ma lekko.U nas w handlu nawet to ruszyło w nowym roku szkolnym.U Błażeja i Marka też zyski są nie małe.Ale u nich to blisko centrum jest kiosk,więc wszyscy co idą na rynek główny,to koło tego kiosku i jak im tam czegoś brakuje,to przystają przy nim.Małe gówno z napchanym po zęby towarem.Ale opłacalne.Uf… :-|  Wczoraj Wojtek po 14-ej pojechał do domu a ja za niego wskoczyłem do tego kiosku.Samochód na tą chwilę pozostawiłem przed kioskiem na chodniku i minuta dziesięć i odjechał.No bo Straż Miejska się czai tylko,żeby ino wlepić mandat.Kiedy zajechał do domu,to mama od razu zaciągła do ogrodu i prowadziłą za rękę pomiędzy rosliny.Posmotri Wowka.Wot tam coś jest.Tak smotrje i smotrie i coś tam się rusza.A no to wieś,to i pośród roślin nie raz jakiś ptaszek się w ogrodzie przybłąka.No jak to na wsi.Ili niet.Wot takuja krasiwaja ptica.Takuju w Polsku na drzewie nie spotkasz.Kiedy  podeszli bliżej,to zobaczyli papużkę.Główka czarna.Skrzydełka zielone.Upierzenie żółte.No dawaj Wowka.Podumaj kak nużna go sabrat domoj.Ale po co nam papuga jeszcze.No wot nie ostawisz takuju krasiwuju i ładnu pticu wot tak,bo inne pticu po dziubią go i zadziubią.Komuś zwiała ta papuga.Po prostu.No dumaj kak ju sabrat,żeby nie uciekła nam.A niech ucieknie nam.Co tam.No wot ty Wowka zawtra miał takije horosze sierdce…A my nie mamy czasu na opiekę nad taką papugą.A ty dla mnie ją złąpiesz.Podumaj kak.Wojtek poleciał po pierwszą,lepszą kurtkę i przyleciał z nią i narzucił na tuje i następnie wyjął z pod niej kolorową papużkę nierozłączkę czarnogową,jak się później okazało w sklepie zoologicznym.Kiedy ja siedziałem w kiosku RUCHU i sprzedawałem,Wojtek pojechał z mamą do sklepu zoologicznego po klatkę z wyposażeniem i karmę dla owej papugi.Kiedy wróciłem do domu po handlu,to zobaczyłem w salonie koło drzwi wyjściowych na taras taki rekwizyt.Co to jest?-zapytałem.Na stoliku koło wersalki w pokoju mamy siedziała papuga.A to co?-zapytałem.Mama opowiedziała jak z dobrego serca przygarnęli małą papużkę.Komuś uciekła i trzeba ogłoszenie dać o znalezieniu papużki w naszym ogrodzie i po rozwieszać po słupach na wsi-zaleciłem.A skąd ty wiesz,że uciekła a nie ktoś wyrzucił ją jadąc na wakacje?Ludzie dzisiaj są bezduszni i nie mają serca.Jadą na wakacje,to przywiązują do drzewa wiernego przyjaciela psa,albo go wypuszczają na chodniku i odjeżdżają na wakacje-ciągnął Wojtek.No chyba kochanie nie dopisujesz się do tych ludzi?Nie wierzę w to,że ty i nie masz serca i też jesteś bezduszny-ciągnął dalej.No ale mamy już dość swoich obowiązków na głowie.Kiedy ja jestem w kiosku,ty jak nie pracujesz w ogrodzie,to siedzisz przy laptopie ze stertą biurokracji i jak nie uzupełniasz księgi podatkowe,to znowu sprawdzasz wszystkie faktury,to znowu zamawiasz towar przez internet.A do tego jeszcze pomagasz mamie w przyrządzeniu obiadu.A z resztą mamy już dość zwierząt.Jest nasz wierny przyjaciel i członek rodziny labrador Tawarisz.Jest do łapania mysz czarny kot Bonifacy.Jeszcze jeż się przyplątał,ale to mamy działka i ona go tam dokarmia.Z resztą niewiele czasu to i niewiele pracy kosztuje.A do tego nam śmiecąca papuga potrzebna jeszcze?Z resztą kiedyś w moim dzieciństwie,ten asortyment dla zwierząt był dużo tańszy.A dziś to masakra dużo kasy kosztuje.  :-?  No nie wiem co o tym myśleć…Rano dziś wstałem po ósmej a mama już tam kręciła się w kuchni,szatkując i krojąc warzywa i owoce dla Tuptusia i dla papugi Roko.Usłyszałem tylko,że ta papuga to samica i Wojtek planuje jej kupić partnera.Pamiętam że jak byłem chłopcem w wieku szkolnym to miałem papużki faliste i wiem jak strasznie one śmieciły i skrzeczały już skoro świt.No tam one były ze mną w pokoju,więc zasłaniałem klatkę kocem na noc,żeby przedłużyć im noc,żebym mógł się na spokojnie wyspać.Na szczęście tutaj nie jest to aż tak bardzo słyszalne.Wojtek tłumaczył mi dziś,że można ją oswoić,bo czytał o tym w internecie już.I że można nauczyć ją mówić pojedyncze słowa.Po prosiłem mamę tylko,żeby raczej nie puszczała ją z klatki na mieszkanie,bo raz po dziubie nam rośliny w salonie a dwa,to pogryzie meble.I byle gdzie pozostawi swoje odchody.No jak na razie to papużka siedzi w klatce i mama siedzi koło niej i patrzy na nią i z nią rozmawia.I karmi ją nawet przez pręty w klatce.No ma mama nowe zajęcie.Błażej chwilę temu dzwonił czy wszystko w porządku a ja mu na to powiedziałem,że w handlu tak.A w domu to mamy nowego lokatora a właściwie lokatorkę.Ma czarną głowę.Skrzydełka ciemno zielone.Resztę piór żółtą.Ma czerwony dziubek.Jest mała i wabi się Roko.Niech zgadnę-ciągnął z uśmiechem w głosie Błażej.Czy to jest może papuga?Tak.Klasnął z radości w dłonie.Słonia chodzącego po ogrodzie wam tylko brakuje…Kto wpadł na taki pomysł,żeby kupić papugę?Odpowiedziałem że nie kupić a przyplątała się do naszego ogrodu skądś i Wojtek z mamą ją złapali i kupili jej taką mega klatę i wstawili klatę w salonie przy drzwiach wyjściowych na taras i na ogród.No to macie teraz atrakcje.I skrzeczy wam teraz jak nie wiem i śmieci-dorzucił Błażej.A no…Ale ja w tym domu widać nic nie mam do powiedzenia,bo Wojtek z mamą za moimi plecami ustalają wszystko i tak ma być i nie próbuj inaczej.No wiesz.Taka papużka kolorowa nie miała by szans na przeżycie na wolności.Zaraz by ją inne ptaki za dziobały.Tylko dlatego,że jest kolorowa.A poza tym noce są już chłodne a nawet zimne,więc ona by nie przeżyła.W sumie dobrze że Wojtek ma takie dobre serce.Takie samo jak ma dla zwierzątek,ma i dla ciebie.A was na zatrzymanie takiej papużki w domu nawet na zawsze stać i zawsze ktoś jest,co zadba i oprzyrządzi przy niej-ciągnął Błażej.Ale wyobraź sobie,że on z mamą planuje dokupić do niej samca jeszcze-dorzuciłem.No istny dom wariatów.I podpowiedz Wojtkowi,że na Starym Kleparzu jest kiosk,gdzie kobieta ma owoce i warzywa,ale też i rozmaite ziarna.Może nie będzie trzeba przepłacać w sklepie zoologicznym za takie małe opakowanie pokarmu w kartoniku,tylko kupicie na kilogramy i będzie na dłuższy czas-dodał Błażej.Posłałem mu MMS na jego smartphone zdjęcie tej papużki.Po chwili dostałem sms odpowiedź:Ale ona jest śliczna.Boziu…Niech już ona zostanie u was i dokupcie jej samczyka i budkę lęgową.Będziecie mieć jak ci bogaci państwo w domu wizytówkę.My już mamy wizytówkę-odpisałem mu.To nasz biały labrador,pies Tawarisz.Po chwili Błażej odpisał,że to znaczy Ukraińskie,dobre serce Wojtka.No nie wiem co o tym wszystkim myśleć mam.Z jednej strony,to już aż za dość obowiązków my mamy na głowie co dnia a z drugiej strony,to trochę żal mi jest tego ptaszka.Sam nie wiem co o tym myśleć.Nie mniej jak na razie,to nie widać,żeby owa papuga śmieciła.Teraz to Wojtek z mamą siedzą wpatrzeni w klatkę z papugą.Istne IDŹ NA CAŁOŚĆ.TYLE.  :-D