SORKI, ALE MEGA WYPOSZCZENI BYLIŚMY.

Witamy.Przyjechaliśmy z miasta do domku.Zjedliśmy gorący obiad z domowym kompotem ze śliwek,gruszek i jabłek Nasza nie oceniona,kochana mamunia.Dobrze że ją mamy,to zawsze nas w czymś wyręczy.Po obiedzie Wojtek ubrał adidasy i kurtkę i poszedł jak zwykle na spacer po ogrodzie.Jak wrócił z dworza,to ja zaproponowałem pójście pod ciepły natrysk.Na dworzu zimno i taka barowa pogoda, jakby miało,  zaraz padać.Trochę przymarzliśmy,pomimo że my autem wszędzie prawie na miejsce.No bo i trzeba wyjść i dojść.A potem wrócić do tego auta.I tu w samochodzie ciepło a na zewnątrz ziuziu…Dobrze.Wojtek zakomunikował na głos mamie,że idziemy oboje pod natrysk,się totalnie rozgrzać.No i weszliśmy do tej łazienki.I teraz pytanie,czy wchodzimy oboje do kabiny natryskowej,czy myjemy wannę na błysk i wlewamy wodę z pachnącymi płynami do kąpieli,piankami do kąpieli i solą morską?Krótka,męska decyzja Wuwuś.Idziemy pod natrysk. Okay.No więc rozebraliśmy się na waleta.Rzeczy z nas wylądowały w wiklinowym koszu na pranie.Wojtek jeszcze usiadł na muszli,żeby zadbać o higienę intymną i zrobić małą lewke.Nie prosiłem go o to,ale szybko mu poszło.Wstawiliśmy kosmetyki rozmaite na półeczce wewnątrz kabiny natryskowej i weszliśmy oboje do środka,zasuwając za nami drzwi.Odkręciłem i ustawiłem wodę w natrysku a Wojtek najnormalniej w świecie zaczął mnie całego całować.Zwykle tak mamy podczas każdej kąpieli i z odwzajemnieniem.To nic w tym dziwnego.Ale Wojtka głowa i usta schodziły coraz niżej.Woda w natrysku się leje.Czuję jak on całuje już mój brzuch i pod brzusze. Czuję jak jego usta przechodzą niżej.Ja mam sztywnego członka i on też. W końcu czuję jak w jego ustach gości cały mój sztywny dick.Czuję jak ssie mi jądra.W końcu ja podnoszę go za głowę w górę. Wypinam jego krągłą, aczkolwiek małą pupcię,którą liżę i całuję dokładnie miejsce w miejsce.Po dłuższym czasie wstaję i nerwowo szukam prezerwatyw w łazienkowej szafce.Jednak bezskutecznie,no bo wszystkie gumki zapachowe są w szafie pomiędzy ubraniami w sypialni.Teraz nerwowo trzeba było luknąć na przedpokój,czy mama się tam gdzieś nie kręci.Słychać że siedzi w salonie na narożniku i ogląda telewizję,głośno komentując a raczej ripostując bez echa politykom.Spoko.Wyleciałem.Tak szybko wy?-zapytała przez ścianę mama.Nie.Kto nie ma w głowie,  ma w nogach.Ale w domu w środku ciepło,to możecie nago szybko przelecieć.Sami swoi.A no…-wybełkotałem lakonicznie i szybko wleciałem do sypialni,przesunąłem drzwi od szafy.Uf…Są.Przyzwyczailiśmy się już do tego,że podczas analku zakładam gumkę na penisa.Z początku,kiedy Wojtek dowiedział się w szpitalu o obecności u niego w organiźmie wirusa HIV+,był totalnie załamany.Myślał wciąż,że będę chciał zdrowego partnera do życia i do seksu.Ale nie wiedział że ja nie jestem pierwszym, lepszym dupkiem z ulicy.Takim rozrywkowym bez mózgowcem,któremu zależy tylko na fajnej dupci na jakiś czas a nie na prawdziwej miłości po grób.Taka miłość prawdziwa nas obojga zobowiązuje do odpowiedzialności i do dozgonnego słowa kocham a nawet po śmierci też. I to podczas jednej z wizyt w Poradni Nabytych Niedoborów Odporności pani doktor,specjalista chorób zakaźnych,jak weszliśmy we dwójkę jak zwykle z resztą do gabinetu lekarskiego powiedziała tak:Nie ma to znaczenia,czy są to zdrowe,czy zakażone osoby.To jest injekcja analna a co za tym idzie pupa,więc nawet ze względów czysto higienicznych,proponowała bym założyć kondom za każdym razem.To nas a szczególnie Wojtka podbudowało.A pan jak rozumiem jest partnerem tego pana?Tak.A pewnie też HIV+?Teraz w szpitalu,przy okazji wykrycia u niego wirusa, zrobiłem tam anonimowo test i wyszedł mi ujemny.Podziwiam pana,że pan potrafił się przemóc.Niewielu jest takich jak pan.Gratuluję odwagi.Ale zawsze staram się dyskretnie i szybko założyć a potem zdjąć tą gumkę,żeby nie dać mu odczuć.Nie boję się i nie brzydzę ani jego,  ani tego wirusa.Wleciałem z powrotem do łazienki.Wszedłem raz jeszcze do kabiny natryskowej.Zakręciłem wodę w natrysku.Szybko postawiłem członka na sztywno i założyłem na niego gumkę, naciągając ją aż po same jajka.Nasmarowałem żelem do włosów i pupcię mu i sobie członka i delikatnie wszedłem w niego.Mega dużo pocałunków przy tym było i przyspieszyłem ruchy,dobijając członkiem do końca.I tak po dłuższym czasie odpłynąłem w ekstazie orgazmu.Potem jeszcze objąłem w pół Wojtka i ręką doprowadziłem jego członka do wytrysku.I tak prawie godzinę bawiliśmy się swoimi ciałkami,sobą.Potem żel pod prysznic z olejkiem arganowym i olejkiem macademii i tranem i drobinkami muszelek pilingujących skórę.I oczywiście maska do włosów z wyciągiem z łopianu i pokrzywy i olejkiem arganikowym,która rewelacyjnie wzmacnia włosy i powoduje puszystość.To rosyjska SYBERICA.Naturalne,prosto z natury kosmetyki.Potem balsam, którym nasmarowaliśmy się na wzajem i odczekaliśmy aż całkiem weschnie w skórę.Naturalny colagen,który wypełnia zmarszczki i ubytki wewnątrz tkanki skórnej, kwas hialuronowy,który naciąga i uelastycznia skórę.Kwas cytrynowy i olejek migdałowy.I wyciąg z żywicy z drzew iglastych i węgiel aktywny.Zapach migdałów i zapach lasu,są obłędne.Potem założyliśmy bieliznę i t-shirty i dopieściliśmy specjalnym pumeksem nasze stopy a przede wszystkim pięty.I nasmarowaliśmy je specjalnym serum do stóp a potem kremem.No i żel do mycia twarzy z wyciągiem z korzenia mydlnicy lekarskiej,szałwi,zielonej herbaty i węgla drzewnego,który ma moc peelengującą i oczyszczającą skórę dogłębnie.A potem już tylko serum pod oczy i do twarzy i kremy pod oczy i do twarzy na dzień.A na końcu nasze łapki. I tak prawie dwie godziny nam minęły na przyjemnościach w łazience.Mama nasza już pukała do drzwi z zapytaniem,czy żyjemy i czy wszystko w porządku.Jak wyszliśmy, to mama nasza się za głowę złapała,że tyle czasu aż dwóch facetów a nie dwie baby spędziło w łazience.Rety.To jak maluje się kobieta na clowna,to nawet tyle czasu nie potrzebuje…-dodała mama.Nie mniej nie musi tego wiedzieć, że musieliśmy nadrobić przy okazji jeszcze zaległości.Za to jutro na 13-ą mamy być w trójkę u kosmetyczki na kolejnym zastrzyku i na innych tam zabiegach.Niestety nie miała wcześniejszej godziny wolnej,to już zostaliśmy przy tej.Nie dajmy się upływowi czasu.Zatrzymajmy go w miejscu a na ile się da,to wymarzmy niektóre jego nie dobre aspekty.Oczywiście z głową i nie na siłę.Dobierzmy linię kosmetyków dla siebie i stosujmy rano i wieczorem.Kiedyś zadawałem sobie pytanie, czy facet też powinien używać kosmetyków,kremów do twarzy. Odpowiedzią dla nas była przewaga facetów w salonie kosmetycznym nad laskami.Byłem tym faktem zdziwiony.No kiedyś nie było aż tylu kosmetyków co teraz.Tylu metod i sposobów na piękną i zadbaną cerę,skórę.A poza tym cieszy nas widok zadbanego,pachnącego faceta.Miło się na takiego patrzy.Wiadomo,że był taki okres w naszym życiu,kiedy brakowało nam pieniędzy i nie można było wszystkiego mieć,co się chciało.I nie można było o siebie zadbać na tyle,na ile się chciało.Mamy ten okres za sobą już.Nie mniej nie potrzeba dużych pieniędzy,żeby o siebie zadbać.Dobrej woli i chęci tylko trzeba. Wiemy, że Waldkowi nijak nie idzie wytłumaczyć.No cóż.Taki z niego typ prostolinijnego,skromnego człowieka.Spoko.Po wyjściu z łazienki usłyszeliśmy od naszej mamy:No wreszcie…Miło było.Jak bardzo miło było?-pytała mama.Miło było-odpowiedziałem jej i tyle.Poszliśmy do kuchni.Zmieliliśmy ziarna kawy do naszego ekspresu.Nie kupujemy zmielonego substytutu kawy a już tymbardziej rozpuszczalnego,kawo pochodnego produktu.Z resztą mamy porównanie z kiedyś.Czujemy różnicę,  między zmielonymi ziarnami kawy a mieloną kawą w opakowaniu.Zmieloną kawę wsypaliśmy do zaparzacza.Wlaliśmy wodę do ekspresu.Włączyłem przycisk i za kilka chwil kubek zapełnił się kawą.Potem drugi i trzeci kubek. Po troszeczku ciasta do tego każdemu i od razu się inna klima zrobiła.No i tak przy kawie piszemy notkę do naszego bloga. Jutro nie miłe dni zaczynamy,bo wietrzne i deszczowe.Ale nie mamy na to wpływu.Przeżyjemy jakoś TYLE.

NO I WRÓCILIŚMY JUŻ DO CODZIENNOŚCI W POLSCE.

Witamy serdecznie. Już powróciliśmy na wieś do siebie z Ukrainy. Marek z Błażejem na tyle, na ile umieli, to ogarnęli ten ogród. Podlewali jakoś te rośliny doniczkowe a jest ich nie mało. No i do tego w godnych warunkach a przede wszystkim w cieple spali i jedli. Chociaż to jedli,  to za duże słowo. Tak dziubali po trosze tego jedzenia i tyle. Pieniądze przelali nam na rachunek z handlu. Byli kilka razy w naszych punktach. Spoko. Jest dobrze. W święto zmarłych pojechali zapalić znicze na grobie Mariusza ojca i postawili chryzantemę w doniczce. No bo oni nie mają tu w Krakowie nikogo bliskiego,  więc poszli na nasz grób. Przynajmniej nie stoi taki bez pański nagrobek, proszący o dar serca.Oczywiście jak wysiedliśmy z mini busa, to baba zy wsi już czatowała. Mariusz podziękował jej za powitanie i poszliśmy do domu bez słowa. Trochę głupio jej się zrobiło,  ale cóż. Oczywiście Błażej z Markiem zaciągli nas pod swój dom.Chcieli pokazać nam wytynkowany już cały dom. No teraz pozwoli pogoda,  bo temperatury będą nawet do 15 stopni i bez deszczu aż do czwartku, więc już od jutra ruszają robotnicy z malowaniem elewacji dookoła domu. Kolory już chłopaki sobie wybrali, więc radość jest nie przeciętna.Wykończeniówka i te drobne pierdoły w środku pomieszczeń domu, będą musiały poczekać. Ale to będą chłodne dni i deszczowe, to akurat. Podgrzewają już chłopaki gazem cały dom. No trzeba,  żeby grzyb nie wyszedł,  bo to najgorsze z możliwych. Nie mniej ogrzewanie gazem domu, nie należy do tanich. Ale jak się ma takie pieniążki jak się ma,  to tylko taka możliwość pozostaje. Kolektory słoneczne można by jak u nas walnąć na dachu,  ale to droga impreza. I nie da się na raty,czy na spłatę zamontować ich. Trzeba od razu po zapłacić całość a na wstępie dać dużą zaliczkę. U nich odpada. No a u nas? Odbiliśmy klucze na dwa komplety. Załatwiliśmy, że to mamy mieszkanie jest już własnościowe. Na smartphone swoim Wojtek zrobił przelew na konto bankowe tamtejszej spółdzielni mieszkaniowej. Mama nasza była zszokowana, że taki mały telefon i tyle może. Fakt,że musieliśmy zapłacić więcej,  bo za przelew miedzy bankowy i za przewalutowanie złotówek na chrywny. Ale mamy już akt własności wypisany na zajutrz już. I klucze przekazaliśmy biuru pośrednictwa nieruchomości i daliśmy mu zarobić. No bo my nie mamy czasu na siedzenie tam i dawanie ogłoszeń w gazetach i czekanie na kupca i pokazywanie mieszkania. Pani z biura pośrednictwa będzie się bawić. Trochę mamie było żal. Wojtkowi też. Ale mamy domek na wsi i mieszkanie dwu pokojowe, które chłopaki nam zdadzą jak się sprowadzą,to po co tamto trzymać.Mama głupio żartowała,że teraz ją możemy oddać do domu opieki jak śmiecia.Wojtek przytulił się serdecznie tak do niej i powiedział że nigdy, prze nigdy by tego nie zrobił. Że kocha ją za bardzo i że on jest normalnym synem a nie tym z ulicy.Nie mniej codziennie byliśmy na grobie babci i taty. Jeszcze przed odjazdem, Wojtek podjechał samochodem pod sam cmentarz i położył małą doniczkę z gerberami kupionymi w kwiaciarni i zapalił trzy czerwone znicze. I pocałował atyke nagrobną. Pa babciu droga i kochana.Pa tato. Mamy wolność.Mamy dobrze wszyscy.Pomódlcie się do Pana Boga za nas i nie martwcie się o nas. Jest dobrze. Do zobaczenia kiedyś… No dziś rano już Wojtek szalał w ogrodzie.Brakowało mu tego.Za chwilę wyjdę na długi spacer po wsi z Tawariszem.Niech to psisko się wybiega totalnie.A potem bierzemy się za jedwish danie z naszej książki kucharskiej.Składniki są wszystkie,to możemy szaleć.No a potem do kościoła na mszę świętą zadrepczemy.Spoko. TYLE

Z POTRZEBY SERCA, JESTEM BABCIU.Z MIŁOŚCI.

Witamy serdecznie. No my ten okres poszukiwań mamy już za sobą. Właściwie to Mariuszek ma za sobą i nie udaną znajomość kiedyś tam z bezdomnym alkoholikiem, który wołał wrócić do swojego świata,  niż mieć lepiej w życiu. A ja jeszcze na ukrainie będąc,  wcale nie szukałem nikogo. Wiedziałem o miejscach, gdzie spotykają się geje,  czy bi seksi,  ale nie chadzałem tam. Tam tylko nagrywają się kolesie na seks i idą na seks a to mi nie potrzebne jest. A z resztą. Przyjechałem do Polski. Poznałem wyjątkowego człowieka jakim jest Mariuszek mój i tak już zostało. Głupio mi tylko było,  kiedy dowiedziałem się zupełnie przypadkiem i zupełnie nidświadomie o tym,  że mam wirus HIV+.Ale to znaczy rozsądny i kochający mnie na prawdę człowiek. Ktoś inny na jego miejscu będąc,  by się odwrócił na pięcie i sobie poszedł w swoją stronę sam, beze mnie. A on jeszcze mocniej mnie kocha i bardziej o mnie dba. Więc nie musimy szukać. Ale na pewno i w internecie i w gay klubach znajdziesz osobę,co wcale nir szuka seksu na pierwszym spotkaniu. Ale nie szukaj na już,  na siłę i szybko. Rozmawiaj z ludźmi gay a wśród nich znajdzie się ten, co złapie kontakt z tobą i pociągniecie dalej. Życzymy ci tego z całego serca. Zastanawiam się tylko,  co w tym blogu jest takiego wzruszającego? To że piszemy, pokazujemy trochę inną,  normalną stronę życia dwóch gejów? No tacy jesteśmy na co dzień i tak wygląda nasza codzienność. No dziś byliśmy już o ósmej rano na grobie babci i taty. Z resztą śniła mi się babcia uśmiechnięta z zawiązaną chustką pod brodą. Siedziała z pożółkłą gazetą i coś tam mi czytała. Zapewne był to polski tygodnik Solidarność,  który ksiądz z miejscowej parafii jej przemycał. Pamiętam tylko jak mówiłem jej:Babciu. Jestem w domu rodzinnym i jutro też będę u ciebie. Bezcenny był jej uśmiech. Obok niej siedział pan w średnim wieku, to chyba mój tato był. No ale już po ósmej rano poszliśmy pieszo na cmentarz. Kupiłem dużego kwiatka w doniczce i kilka zniczy i usiadłem na grobie przytulony głową do tablicy,  do serca. Grób nie jest opuszczony. Pewnie koledzy z pracy taty nie zapomnieli. Mama skwitowała, że koledzy od wódki. Chociaż on sobie czasem tam podpił,  czy nawet wypił, ale nigdy alkoholikiem nie był. Normalnym, zwyczajnym człowiekiem był. Ale postawiliśmy pięknego kwiata, co raczej tu na cmentarzu to rzadkością jest. No tu biedni ludzie są. A znowu ta bogata oligarchia,  to nie ma w zwyczaju odwiedzanie grobów bliskich osób. Ta podróż jest z potrzeby serca. Z miłości do babci i do taty. Oni odeszli od nas,  ale w sercu pozostali na zawsze i wciąż są żywi w naszej pamięci. Z trudem na ulicy ludzie nas rozpoznawali. Tak długo się pani przyglądała na mnie i na mamę. Uśmiechała di nas. W końcu podeszła i powiedziała nazwisko. I tak zamarła przez chwilę. Aż nie poznałam. Tacy eleganccy ludzie stoją… Pani jak modelka z pierwszych stron gazet wygląda… Proszę, proszę. No jesteśmy w innej rzeczywistości niż tutaj jest. Mieszkamy i żyjemy na polskiej wsi. Mamy swój dom z przepięknym ogrodem. Oczywiście własny samochód. Mam dobre dzieci. Nie mogę nic złego ns nich powiedzieć.-ciągła mama. Jak to? Przecież pani jsk pamiętam miała jednego syna… Ale teraz mam dwóch. Jezus rozmnożył jak chleb. Ogólnie to ns nic tam w Polsce nie możemy narzekać. A tu jak jest? Zmienia się coś ku lepszemu? Wciąż tak samo jest. Tyle że ceny większe. No bo wojna. No w Polsce w stosunku di zarobków, to ceny są też nie małe. Ale żyć trzeba. Mieszkanie będziemy chcieli to sprzedać tylko i jedziemy do siebie. Mama powiedziała to z takim wielkim uśmiechem, że pani obruszyła się i po mruczała że polska oligarchia zjechała. Wszyscy niech wyjadą, to będziemy kolejną republiką Rosji. Ukraina straci swoją tożsamość całkiem. No wie pani. Nie można siedzieć w biedzie u narzekać. Trzeba szukać rozwiązań i iść do przodu. Tak jak moje dzieci co dnia. Nie zazdroszczę im tego. Prowadzą działalność handlową. Swoją. Ale ile pracy przy tym jest. A jeszcze w ogrodzie takie piękne kwiaty rosną… I też przy nich trzeba zrobić.-ciągła mama. No i kto by pomyślał, że taki Wowka będzie miał dobrobyt. A za co pani ma mojego syna… Ob tam w Polsce przy drugim człowieku złapał wiatr w żagle dopiero. Wartościowe dzieci mam. Złego słowa nie powiem. No co tu mówić, jak dupa narosła i wykarmione to to… No w końcu mam rodzinę. A poza tym mieszkamy na wsi, to dużo jemy naturalnych produktów. I dobrze nam jest. Ksiądz proboszcz tutaj już nic nie powiedział, poza tym dobrze,  że nie zapomnieliście o rodzinie i grobie i o Panu Bogu. Chwała wam za to. Zapłaciłem mu w chrywnach za całoroczną modlitwę i niech się odczepi. Jutro z mieszkaniem załatwiamy. Dużo chodzenia będzie. Ale przynajmniej pokażemy z mamą naszemu Mariuszkowi ukrainę jakiej nie zna. Tak od kuchni. Dzięki za troskę. POZDRAWIAMY W DESZCZOWE DNI. TYLE.

MIEĆ SWÓJ WŁASNY DOM, TO RADOŚĆ WIĘKSZA NIŻ ONI SAMI.

Witamy. Błażej z Markiem dziś wcześniej zamknęli swój kiosk niż zwykle. Raz że deszcz cały czas padał i odstraszał tych klientów, których jak na lekarstwo było. A prąd i światło trzeba było palić. Nie. Dobrze zrobili. Ale i też chcieli spotkać się z księdzem proboszczem i poznać go. No i ksiądz proboszcz oczywiście powitał ich serdecznie podczas mszy. Miłe gesty. Po mszy Wojtek powiedział księdzu, że chłopaki na ziemi, na betonie śpią, leżą. Mają tylko śpiwór i koc. I że trzeba jakąś wersalkę skołować na wsi i tyle. Musi się ksiądz tutaj wykupić u nas-dodał Wojtek. No więc ksiądz proboszcz oczywiście poleciał do ludzi stojących przed kościołem i rozmawiał a to z tym a to z tamtym. I w końcu przyszedł do nas z takim starszym panem, którego córka jest na stałe już we Francji i  nie wróci. I po córce zostało mu całe kompletne umeblowanie na piętrze domu. Bo i wersalka i dwa fotele i dwie pufy. I meblościanka na całą ścianę. I szafki kuchenne. I wiele rzeczy tam jest, które chciałby dziadek popchnąć za symboliczną kwotę. A tam będą gołe ściany i  nic nie będzie. No to od razu transport się zorganizował. Facet ze wsi ma dostawcze auto i zarobiłby grosza. No więc przywieźliśmy wersalkę, dwa fotele i dwie pufy i od razu detergentami wyczyściliśmy je na total i schną. Reszta mebli przyjedzie jak już będą pomalowane ściany i będzie podłoga z paneli. Wojtek musiał szybko wsiąść w auto i podjechać pod bankomat i wypłacić kasę,  żeby im pożyczyć na zapłacenie za transport i za ten komplet wypoczynkowy. Ale okay. Mama nasza oczywiście ugościła ich dobrym jedzeniem.Wykąpali się porządnie u nas. Wygrzali totalnie. I na noc poszli do siebie. Wojtek im tylko w żartach powiedział,  że nic do tego nie mamy. Ale jak uprawiają seks,  to trochę spokojniej niech to robią,  bo dach się trzęsie. A nie potrzeba im kolejnych wydatków związanych z naprawą dachu. Śmiali się z tego. Pożyczyliśmy im czajnik bez przewodowy na ugotowanie wody na kawę i dwa kubki i trochę kawy i cukru. My się nie wypłacimy,  bo wy taką kawę ekskluziwe pijecie a my taką sklepową lurę zwykle-mowił Marek. Drobiazg. Nie musicie nawet nam oddawać. Dopowiedzcie jak ci nowobogaccy ludzie w krakowie zwykli mówić. Stać nas na to biedotoya ciebie nie. No nie powiemy tak nigdy. Zawsze jesteśmy,  potrafimy być normalnymi, zwykłymi ludźmi. To nas wyróżnia z tłumu. Spoko. Dzwoniła firma budowlana fo Błażeja,  że jutro ruszają z tynkowaniem elewacji. Wykorzystają bez deszczu dni. Okay. Ale zamartwili chłopaków,  bo mebelki będą musiały jeszcze poczekać. Ale już coś się będzie działo. To ważne. Jacy oni dumni teraz i przejęci są tym faktem,  że będą mieli swój rodzinny dom. I dwa różne bieguny kiedyś. Błażej oaza rozsądku. Siedzący kiedyś nad stertami książek. I Marek,  typ rozrywkowego i zabawnego człowieka. Błażej nie pamięta kiedy ostatnio sięgnął po książkę. Brak czasu. Marek zrobił się taki bardziej rozsądny, poważny. Czasem sobie zrobi jakieś jaja, po żartuje,  ale nie na okrągło jak kiedyś było. No i wtedy nikt by nie pomyślał, że będzie z nich udana para już kilka lat. A jednak. I miło się patrzy na takie kochające się pary,  niż na seksualne zwierzątka. Bez względu na orientację seksualną. Spakowani już prawie jesteśmy do drogi. Jutro po śniadaniu ruszamy. Podróż z potrzeby serca. Błażej dostał drugie klucze, to di łazienki sobie chłopaki wejdą i do salonu i do kuchni. I zaopiekują się na tyle na ile będą umieć roślinami  we ogrodzie i w domu. I popatrzą w telewizor. I coś zjedzą, bo w lodówce multum jedzenia jest i mogą kroić i smarować i jeść. Z  jaką dumą poszli do siebie jak to określi chłopaki. Cieszymy się z nimi. TYLE.

RODZINA, DOM RODZINNY RZECZ ŚWIĘTA.

Witam serdecznie. Przepraszamy wszystkich co zaglądają na nasz blog i widzą stare wpisy, które już czytali. Niestety prowadzić firmę i do tego o charakterze handlowym, to mieć dużo na głowie i wciąż coś. Nie da się tak jak nasz znajomy Waldek przyjść po pracy do domu i zjeść obiad i zasiąść przed telewizorem w pantofelkach. Do tego jak się ma dom na wsi, to trzeba stale coś ogarnąć, posprzątać. Wiadomo, że mieszka z nami mama i chętnie pomoże nam w tym co umie. Ale mama jest tylko człowiekiem i może mieć i ma prawo mieć zły dzień, czy źle się poczuć. Nie każdy ma taki przywilej jak my, że mieszka z nami mama poszła jednym dachem i nie powiedziała, że nie chce nas znać tylko dlatego, że jesteśmy gejami. To że jesteśmy gejami, to taka przypadłość, wada od urodzenia i nie zmieni tego nic i nikt i na pewno nie wyleczy. Nie rozumiem tej głupiej retoryki niektórych polityków PiS, że tych ludzi, czyli gejów trzeba leczyć psychiatrycznie i że gdzieś tam w Polsce jest klinika, która leczy gejów i odnosi jakieś tam sukcesy… Zgodzę się tylko z jednym, że są ludzie, którym nie udało się małżeństwo, czy mają przykre doświadczenia z kobietami i wydaje im się, że z facetem będzie inaczej, będzie lepiej. Jest tak samo u gejów, jak u osób homoseksualnych. Tak samo. Też potrafią geje się zakochać i kochać. Też potrafią geje jak kobieta zdradzać, oszukiwać partnera. I też u gejów wymagana jest wierność i odpowiedzialność w związku, czy w życiu. Nie wyobrażam sobie takiego związku, gdzie mój partner mi powie, że nie może znaleźć pracy, albo że brakuje nam pieniędzy, jest biednie,bo on takie są nieciekawe czasy. Czasy są nieciekawe, ale jest nas dwoje. Myślących, kochających się ludzi i we dwoje możemy znaleźć i znajdujemy rozwiązania na życie dla nas. Znamy doskonale siebie. Nie mamy żadnych tajemnic przed sobą. Wiemy o sobie wszystko i mówimy sobie wszystko. Nawet mama nasza w wiele spraw jest wtajemniczona. Pewnie, że są sprawy zupełnie prywatne, nasze o których ona nie wie. Ale wydaje mi się, że jakiś procent maleńki powinien pozostać dla nas. Cieszymy się, że mamy obok nas mamę. Nie każdy tak ma a przynajmniej większość tak nie ma. Nie rozumiem tych rodziców nie toolerancyjnych. Bo tu nie chodzi już o tolerowanie syna zachowań a o samego, rodzonego syna, dla którego myślę każdy rodzic chce jak najlepiej i chce, żeby był szczęśliwy w życiu i miał koło siebie osobę która da mu szczęście i miłość i będą razem żyć i mieszkać jak mąż z żoną. To że nie ma  tych uroczystych ceremoniałów ślubnych w kościele, czy potem podczas wesela, to nie znaczy że kogoś już trzeba przekreślić na całe życie. To są tylko uroczyste ceremonialły. Często na krótki czas. A uczucie i jego siła jak jest wielka i sposób podejścia do związku, to zostają raz na całe życie i do tego nie potrzeba ani ślubu kościelnego, ani tej całej otoczki, która przy nim jest. Odpowiedzialności za siebie, za związek potrzeba i siły uczyć i to naprawdę wystarczy. No jeśli komuś się wydaje, że mając męża, będzie siedział niczym gwiazda oprawiona w złote ramki i nic nie ribilzto my się tylko wydaje. No bo związek sam w sobie od nas wymaga wspólnoty każdego dnia i takiego jak mój Mariuszek mówi zgrania, zcalenia razem. U nas nic nie przychodzi za darmo. Nic nie mamy za darmo. Wszystko razem we dwoje sami wykonujemy i chce nam się. Mamy świadomość tego, że się kochamy i że miłość wymaga od nas zadbania i o ten dom i i wszystkich w nim domowników i o partnera. I o pieniądze potrzebne do życia i zadbania o sferę uczuć. Myślę że razem na tyle na ile my potrafiliśmy, to zadbaliśmy o to wszystko,tak jak myśmy potrafili najlepiej. Wiadomo że jest nas dwoje do tego. I dwie głowy mamy. Ale chęci dla nas się liczą i poczucie bycia razem jako jedną rodzina. No teraz na przykład Mariuszek poszedł w deszczu na spacer po wsi z naszym psem. Nie powiedział że nie pójdzie. Jak wrócił, to wzięliśmy po nocy gorący prysznic i zjedliśmy wspólne śniadanie. Dbamy o to, że posiłki były wspólne. A ja pościeliłem łóżko i podlałem kwiaty doniczkowe i teraz Mariuszek z mamą siedzi na narożniku w salonie i oglądają telewizję a ja mogę pobyć na internecie i poszukać tego co dla nas w handlu ważne a przy okazji wkleić kolejny wpis na naszym blogu. A przy okazji odpocząć, żeby Mariuszek bardzo nie płakał że ja schorowany, mam mało odpoczynku. Błażej z Markiem już śpią w tym swoim domku. No bo połączyli już im ogrzewanie gazowe. No podłoga jeszcze nie istnieje, bo jest beton goły. Ale  wszystko w swoim czasie będą mieć. No jak takie deszczowe dni będązto ci robotnicy będą teraz pracować w środku budynku a nie na zewnątrz. Od poniedziałku zaczną montować im podłogę z paneli. A potem zakryją ją folią i będą gruntować ściany i zabiorą się za malowanie wszystkich pomieszczeń. A potem tato Irka przez kogoś, przywiezie meble. Używane, ale w bardzo dobrym stanie i za symboliczną opłatą. Dobrze, że są tacy ludzie, którzy jeszcze w tej bezdusznej polce chcą i pomogą. W piątek wieczór wybraliśmy się wreszcie do synagogi żydowskiej na modlitwy szabatowe. Potem poszliśmy do knajpy żydowskiej na dobre jadło i powiedzieliśmy sobie, że raz na jakiś czas, możemy a nawet wypadało by tam pojechać. Dla skromnych chłopaków Błażeja i Marka, to wzruszające przeżycie, kiedy żydzi ich tak ciepło i tak serdecznie witają tam i czestują ich dobrym, koszernym winem u dodatkami. I takie ciepłe i miłe te rozmowy są. Przywykliśmy już do tego, że tak nas tam traktują. Rachel i Mark dużo nam pomogli, co nie musieli w ten sposób i pewnie nie raz na tyle, na ile będą mogli, to nam nie raz pomogą. I mamy taki dług wobec nich do spłacenia. I pobyt w synagodze na modlitwie, jest taką łącznością z nimi tam w Tel Awiwie. W poniedziałek jedziemy autem na Ukrainę. Chcemy jeszcze strikte przed świętem zmarłych dotrzeć, żeby ominąć korki na  autostradzie i kolejkę na przejściu granicznym. Ale ukochana i najdroższa moja babcia, zasługuje na to, żeby być kilka razy a nie tylko raz na jej grobie. No i tata. A chcemy pobyć cały tydzień tam i rozpoczać procedurę sprzedaży tego tam mieszkania. Wszystko omówiliśmy z naszą mamą i Rachel i Błażej jej wreszcie byli w stanie przetłumaczyć. UF… Po co płacić co miesiąc za mieszkanie w którym się nie przebywa, nie mieszka w ogole. Do tego prądu gaz też trzeba płacić nie wiem po co… Zakończymy temat raz na zawsze i tyle. Jak kiedyś tam będziemy chcieli przyjechać,to do hotelu na te kilka dni i tyle. Nie może nas w ten dzień nie być tam. Mariuszek zrozumiał, że w weekend pojedzie się na grób jego ojca. Fakt, że tu nikt poza nami nie przyjdzie na ten grób i będzie stał hg ak opuszczony. Ale nie rozdwoimy się. Niestety, ale dla nas rodzina, to rzecz święta.O naszą mamę tu na miejscu dbamy jak tylko możemy. Wczoraj pojechaliśmy na drugi koniec Krakowa zobaczyć nowo otwartą galerię SERENADA.Pochodziliśmy po tych sklepikach. Mamie kupiliśmy śliczne butki do kostek. Ocieplane takim białym misiem w środku. Takie Ala fason adidasów. A niech ma.  Niech wygląda przy nas najśliczniej. Pewnie jak by żyła babcia, to też była by kochana i szanowana i siedziała by tu w Polsce z nami.  I teraz mógłbym jej powiedzieć:Wymodliłaś babciu w tej biednej, ukraińskiej chałupie wolność a nie komunizm, to ją masz namacalnie. Wymodliłaś szczęście i miłość dla wnuka, to i je masz. Ale odwiedziliśmy w tej nowej galerii strefę jedzenia. Zasiedliśmy do stolika z mnóstwem warzyw podpiekanych w cieście. Do tegokrążki kalmarów,do tego kotlecik drobiowy. Do tego ryż. Dobre to było i smaczne. Ale do tego posiedzieliśmy i porozmawialiśmy sobie miło. Do tego mama zjadła z uśmiechem na twarzy to orientalne danie… Bezcenne. TYLE. Pozdrawiam ciepło i serdecznie wszystkich. Wojtek