Miesięczne archiwum: Wrzesień 2009

WYCHODZĘ!Z SIEBIE!

Wracam na pokój.Uruchamiam laptopa na bloga i drżącymi rękami piszę.Jerzy próbuje się do mnie przytulić.Nie mam ochoty na żadne umizgiwania.A tymbardziej od niego.Odpycham go.On szykuje sobie śniadanie i kawę do kubka.Ma prawo,kupione za wspólną kasę.Po nim ja zjadam kilka kromek z wędliną i wypijam kawę.Ubieram się.Nie interesuje pana gdzie idę-odpowĂ­adam na jego pytanie.Do widzenia.Wychodzę.Jest 10.00Dzwonię do chłopaków że jadę do nich.No problems.Marek czeka na mnie na przystanku,jak na swojego Błażeja.Siadam u nich na kanapie z głową opartą o ścianę.Marek pyta czy coś jadłem.Na siłę wcisnąłem w siebie kilka kromek z wędliną i wypiłem kawę-odpowiedziałem.Przyniósł mi kilka kromek z serem żółtym i pomidorem i zieloną herbatę.Błażej pytał jak tam pijacyna.Czy rozmawiałem z nim?Nie mam ochoty nawet patrzeć na niego a nie tak rozmawiać z nim.Wiem tylko że pił z kolegą i że ja nie podnoszę pieniÄ?zy na ulicy.Cztery stówy poszło.Z uwagą słucha tego co mówię.Ciekawi go co wstąpiło w Jurka,lub dlaczego nie szanuje mnie i mojej pracy.Nie zrozumiałe to dla mnie jest,że ot tak poszedł…Może rzeczywiście ten nasz związek mu się przejadł już.Albo na siłę robię z niego pożądnego człowieka a chce być lumpem…Niech powie.Ja się wymażę z jego życiorysu na zawsze.Właśnie.Niech to powie.Odpowiedział Błażej.Dzwoni domofon.Na zegarze 11,30 Błażej otwiera drzwi w których pojawia się pan Jerzy.Marek blokuje mnie.Trzyma za ręce,żebym nie ubrał się i nie wyszedł.Taką mam ochotę.Wkurwiająco wkurwiony jestem totalnie!

ECE HOMO.OBRAZ NĘDZY I ROZPACZY.

Wstałem o 06.00 Poszedłem na korytarz na papierosa a kiedy wróciłem,położyłem się,ale już nie usnąłem.Spłakanym wzrokiem patrzyłem w sufit.O 07.00 zadzwonił Błażej.Prosił żebym na dzień dobry go nie połamał.Wytłumaczył mu wiele kwesti i szukał woli porozumienia.Trudno mi będzie na niego spojżeć a nie tak rozmawiać.Potraktował mnie jak śmiecia,jak osobę,która w jego życiu nic nie znaczy,jest nikim i ja mam teraz z nim rozmawiać?Jest 08.00 na korytarzu słychać charakterystyczny dla Jerzego kaszel.Łomot pięściami do drzwi.Otwieram.Obraz nędzy i rozpaczy.Ece Homo.Oko podbite,czoło zakrwawione,nos odrapany,koszula bez guzików,dziura na kolanie spodni.Lekki uśmiech na jego twarzy,symbolizujący przepraszam.Nie ma nic do śmiechu.Tyle nerwów zżarłem,tyle telefonówWielki niepokuj o jego zdrowie a ten się jeszcze uśmĂ­echa.Załącza wodę na kawę i nasypuje do kubka.Stojąc obok mnie,wyczuwam zapach wódki.Pytam czemu nie odbiera telefonu.Odpowiedział że miał wyłączony telefon.Nerwowo kazuję mu wyjąć telefon i położyć na stole.W odpowiedzi słyszę że zostawił u kolegi.Wyłączam czajnik.Nie będzie kawy.Wysyłam go po telefon od razu.Jerzy prosi o papierosa.Odpowiadam że w koszu są pety.Szczelam drzwiami za nim.Po godzinie wraca.Telefonu nie ma,bo nikt nie otwiera.Po pracy,po 22-ej pójdzie jeszcze raz z nadzieją że będzie.Telefon spisany na straty.Albo Jerzy dał na przelew za namową kolegi,albo żeczywiście zostawił u kolegi i teraz ten ukrywa się,żeby za jakiś czas powiedzieć że u niego nie zostawił.Jerzy pyta się co musiałby zrobić żeby zostało mu to przebaczone?Teraz już po ptokach-odpowiadam.Nerwowo siedzi i obgryza paznokcie.Wychodzę na korytarz zapalić.Błażej dzwoni jak tam.Mówię mu że przyszedł pijocyna poobijany,bez koma.Patrzeć na niego nie mogę.SE z aparatem 5.0,zadbana obudowa,uszanowany.Wart 400 zeta poszedł od tak.Za ciężko pracuję na wszystko,żeby ot tak poszło.Staram się żeby Jerzy miał to samo co ludzie.Nie na wszystko sobie możemy pozwolić,ale wiele osiągnęliśmy,nie po to aby w jedną noc przechlać.Naco temoje starania?

NERWY,NERWY I PUSTKA.

Zajeżdźam do domu a tu pustka.Próbuję dodzwonić się do Jerzego.W telefonie słyszę to samo że abonent jest poza zasięgiem.Dzwonię raz jeszcze na informację szpitali w małopolsce.Jego nazwisko nie figuruje w bazie danych.Na zegarze 23.00 Nerwowo palę na korytarzu papierosa.Wracam na pokój cały roztrzęsiony.Jak się tylko pojawi,to podziękuję mu za całokształt,wezmę dwa dni wolne w pracy i załatwiam przeprowadzkę i koniec.Po 6,5 latach?Trudno.Jest 00.15 Próbuję znowu dodzwonić się do Jerzego,ale bez efektu.Dzwoni Błażej.Przedstawiam mu moje plany.Odpowiedział że musimy porozmawiać razem,że muszę mu wytłumaczyć.O ile będzie się dało z nim rozmawiać.Jak mam głupie myśli,to mam nocnym przyjechać do nich na noc a jak nie to mam kurwa rozebrać się i kurwa zamknąć drzwi od środka i spierdalać do łóżka.Wypaliłem nerwowo papierosa na korytarzu i poszedłem spać.Nie może człowiek pożyć spokojnie.Wypruwa z siebie wszystko.Daje z siebie wszystko i dostaje w zamian podziękowanie.No cóż.Pozostanie mi samemu być i mieć święty spokój.

WSZYSTKO OD POCZĄTKU.

W niedzielę wyszliśmy z pracy po 16-ej a że Marek zapraszał nas do nich,nie odmówiliśmy.W domu też żadnych zajęć nie mieliśmy,więc bez przeszkód.Jurek przypomniał sobie,że na ostatni dzwonek możemy jeszcze w blaszaku na placu,taniej papierosy kupić.Pół godziny drogi,więc nie będziemy wszyscy szli.Marek powiedzĂ­ał jakie jemu kupić i ustaliliśmy że jak kupi,to do nas dojedzie.Minęło ponad godzinę,od czasu kiedy rozstaliśmy się.Marek żartował,że Jurek wziął maszynkę i skręca a to trochę potrwa.Między czasem Błażej wrócił do domu i pytał gdzie mam Jurka.Powiedziałem mu że przeszło godzinę temu się rozstalĂ­śmy się.Miał kupić papierosy na placu i dotrzeć do nas.Minęło 1,5 godziny.Dzwonię na jego koma.Kom odpowiada:Abonent jest poza zasięgiem sieci…Może potrącił go samochód?Może wpadł pod tramwaj?A może poprostu zasłabł i R wzięła go na sygnale z ulicy?Nie należy do zdrowych ludzi.Znalazłem w swoim komie numer na informację o szpitalach.Wykręciłem numer.W bazie danych osób przebywających,przywiezionych karetką nie ma jego nazwiska.Pani kazała zadzwonić za kolejne 1,5 godziny.Marek śmiał się że Jurek jak Harry Poter przyleci na miotle.Zachodziłem z Błażejem co się mogło stać.Do załatwienia nic nie miał.Znajomi z kiedyś tam,ci od blowala nie mają z nĂ­m kontaktu.Co jakiś czas podchodziłem do okna,patrząc czy nie idzie.Próbowałem się do niego dodzwonić,ale bez skutecznie.Siadłem u chłopaków na kanapie.głową oparty o ścianę.Zamknąłem oczy i zacząłem potwornie ryczeć.Niczym facet,którego powoli,na żywca zażynają.Marek śmiał się że wrócę do domu a on będzie czekał.Nic mnie nie cieszyło.Wstałem gotowy do wyjścia.Błażej z Markiem przytrzymali mnie na siłę i posadzili na kanapie z powrotem.Marek poszedł do kuchni i zrobił kanapki i zapażył mi zieloną herbatę.Jeść mi się odniechciało.Marek usiadł na moich kolanach i wcisnął mi na siłę 4-y kromki z kiełbasą.Błażej dopowiedział tylko że rewanżują się za nasze obiadki.Wypiłem herbatę do dna,ubrałem się i wyszedłem.Błażej powiedział że potem tyrknie.J

CZUJĘ SIĘ PODLE.JAK NIC NIEZNACZĄCY ŚMIEĆ.

Tak pan Jerzy wygląda dziś.Po ponad 6,5 roku naszego związku.Jak się poznaliśmy ważył 54 kilo.Starałem się nad wszystko żeby przypominał człowieka.Wypruwałem z siebie wnętrzności,żeby to czego w życiu nie dostał,miał.Ile razy było tak że ja nie zjadłem jakiegoś owoca,żeby on miał.Ile razy mając ochotę na kebab,nie kupiłem.Odmówiłem sobie,bo jemu trzeba kupić jego ulubioną sałatkę rybną.Ma dużo fosforu.Pamiętam na początku naszej znajomości,jak odciągałem go od meneli z tanim piwem.Jak jeden z nich walnął mnie z pięści w pysk i powiedział żebym się od ich kumpla odpierdolił.Goście po pięćdziesiątce i kumpla…Był wtedy po dwóch browcach.Wyciągnąłem go z pod bloków,tylko dlatego że z radiowozu patrzyli policjanci na moją walkę za wszelką cenę przeobrażenia go w człowieka.To był ten jego ostatni eksces.Później poinstruowałem go co ma mówić.A to że chrzestna matka czeka na niego na mieście i idą coś w urzędzie załatwić.Jak załatwi,to o 12-ej będzie.W efekcie to były ściemy,żeby odciągnąć owe towarzystwo,spotkane gdzieś na ulicy.Potem już sam się pilnował.O wszystko mnie pytał jak dziecko.Pokazałem mu kulturę picia.Czasem pojawiał się alkohol,ale zawsze pytałem go czy nie wpadnie,ale nie.6,5 roku minęło szczęśliwie,bez przykrych niespodzianek a tu wczoraj po pracy doczekałem się wypłaty za całokształt.Tak jak by mi ktoś w pysk dał.Tak się czuję.Dostanie może ostatnią szansę ode mnie i nie będzie następnej.Jeżeli już dostanie.Narazie nie mam ochoty patrzeć na niego,słuchać jego przeprosin i opowieści a nie mówiąc o pocałunkach z przeproszeniem.Idę na spacer a potem na popołudnie do pracy.Jak on będzie pracował po nieprzespanej nocy,na kacu.Oko i czoło sine.Mam tego dość.Za skurwysyna tego nie chcę!