Miesięczne archiwum: Wrzesień 2010

SZARA CODZIENNOŚĆ.

Rano na dzień dobry właśnie Jurek podniósł temat braku czasu dla nas,na wyłączność.Trzeba niestety poczekać na następne kilka dni urlopu.Ale to dopiero w połowie października.W pracy od rana dostawy,że nawet nie ma czasu na kawę i na śniadanie.To dopiero koło 10-ej.A to znowu ktoś chciałby pójść na chwilę oddechu/papierosa/,psi,psi,czy skorzystać z przerwy.A znowu nie zamknę stoiska,że ktoś poszedł na przerwę.To więc kroję sobie wędlinki krajalnicą,według zamówienia klienta.To znowu ser żółty.To innym razem paplam się w nakładaniu i ważeniu sałatek.To trochę księgowania faktur.To znowu Marka szukam na wydrukowanie cen i powsuwanie w listewki.To jakaś interwencja na kasie,czy na sklepie.To znowu mój kotek wdepnie,to rozbroi ponurą atmosferę i coś przypomni,gdybym czasem…Jurek jak przyjdzie,to zaraz jest coś do zjedzenia.Czy chcesz,czy nie i bez dyskusji.Pytam ileż można?Odpowiada że tyle ile ustawa przewiduje.No dobrze.Mówią na to nadopiekunczość?Po pracy zawiozłem wiejski nabiał do domku.Praktycznie to kobieta zamiast na plac,to do nas do sklepu z trzema torbami wchodzi do sklepu i za kwadrans jest wolna.Mleko w butelkach 1,5L,serwatkę,śmietanki w słoiczkach,prawdziwy wiejski ser,ten ser co się brzydko nazywa,jajka,kaszankę,kiełbaskę.Zawsze ubijam cenę na niższą niż na placu,za to że nie musi stać na placu i czekać na klienta.Co czwartek jest koło 9-ej.Szef kiedyś płakał,że to sklep a nie plac,ale odpowiedziałem mu że ludzie z rannej zmiany wyjdą o 14-ej i kiedy mają coś kupić,tymbardziej że obiad do przyżądzenia czeka i rodzina i porządki.To trwa zaledwie kwadrans i odbywa się na parapecie za kasami.A to że ludzie z pobliskich bloków przychodzą,to nie musi wiedzieć.Ludzie z popołudniówki wcześniej dają kasę i zapisuję co komu trzeba.Wkładam do lodówki na zapleczu a potem zgodnie z zamówieniem wydaję na koniec pracy.Tak więc nabiał zawiozłem na mieszkanie i pojechałem na kleparz popatrzeć na owoce.Śliwek ci tego roku urodzaj.Obżeramy się nimi ile wejdzie.Brzoskwinie takie dojrzałe były,mega kalafiora na jutro.

NIE CZUJESZ TEGO,ŹE BRAKUJE NAM CZASU DLA SIEBIE?

Nie czujesz,że brakuje nam czasu dla siebie?Tak wspólnie przyżądzić obiad.Potem położyć się i porozmawiać o wszystkim i o niczym.Nawet wspólnie filmu w telewizji nie mamy kiedy obejżeć,tak jak kiedyś.Obiad w niedzielę był wspólny.Zawsze Błażej z Markiem byli,to się wspólnie porozmawiało,pośmiało.Miło było.A teraz praca–dom i zakupy i tyle.Nie mamy na tn wpływu odpowiedziałem.I tak mamy dobrze,bo możemy siebie zapytać,kto idzie na rano a kto popołudniu.Inni tego nie mają.Muszą kombinować w przypadku załatwienia jakiegoś,albo zamianę z kimś,albo dzień urlopu.Poza tym jesteśmy razem na codzień.Inni tego komfortu nie mają a to że nie możemy,kiedy mamy ochotę na to,się do siebie przytulić,czy pocałować,to już nic na to nie poradzimy.Żyjemy w Polsce.Miło było mieć chociaż wekend wolny,no ale troszku większa kasa jest.Odpowiedzialność też.No ale coś za coś.W sobotę tylko do 20-ej.W niedzielę do 18-ej.Jest urlop.Tylko co.Jeden z nas pójdzie na urlop,to drugi swoje i moje,bo musi być nadzór.Ale jest papier na przyszłą emeryturę,umowa o pracę.Zawsze można poszukać innej pracwy,ale czy będzie taka simpaticos atmosferos?Czy tylu życzliwych i stałych klientów?Handel jest czasochłonny.Może kiedyś uda nam się na swoim coś niedużego otworzyć,to chociaż większy pieniądz i zawsze to jesteś u siebie.Ale co.Byłby większy pieniądz,to zapewne większe obrzarstwo z twojej strony by było.Ale nie pozwolił bym ci na to.Kupilibyśmy pokój z jasną kuchnią i balkonem,albo dwa pokoje z kuchnią i balkonem na spłatę i liczyli jak tu szybciej spłacić.A jak byśmy się pokłucili,rozstali…–zapytał Jurek.Nie wiem,ale ja bym kupił na ciebie,więc ja byłbym wtedy bezdomny–odpowiedziałem.Pierdol tak głupio dalej a wypłacę ci kopa na gołą dupę.Już kolejny etap w Metro drukują planu Balcerowicza.Jak nie daj boże tego gostka wpuszczą,to ubustwo.Więc musimy się razem trzymać.Razem nam łatwiej.I tyle.

WSZYSTKO JEST OKI.

Jurek nie ma umiaru w jedzeniu.Nie dość że był obiad,to jeszcze tabliczka czekolady z orzechami i dość spory kawałek placka ze śliwkami,to jeszcze na mieszkaniu wcisnął we mnie dużą brzoskwinię.Właściwie to chciałem umyć już ząbki i położyć się do łóżeczka,ale on na prędce pokroił na ćwiartki dwie duże brzoskwinie i wkładał mi do ust.Protestowałem że zadużo,na co on że brzoskwinie nie tuczą a są bardzo zdrowe.Nie wiem,czy mam mu paczkę gum kupić,żeby tak na okrągło nie mlaskał?Dobrze że chociaż w nocy nie podjada.Marek to zawsze mówi że ja zamiast się cieszyć,że ma apetyt,że to oznaka zdrowia,to ja się jeszcze się niepokoje.Jurek jakby mógł,to by ci gwiazdkę z nieba dał.Ponakładał na talerz,co tylko się da.A tobie źle.Położyliśmy się razem i tak romantycznie rozmawiali,że nawet nie wiem kiedy usnąłem.Rano Adam Lambert w telefonie oznajmił pobudkę.Słodki buziak Jurka potwierdził.Jeszcze chwilę poleżeliśmy sobie i sklejaliśmy mój urwany film.Parę zdań zamieniłem z nim,poczym on zapytał czy ma rację.W odpowiedzi było moje milczenie.Więc podobno Juruś pocałował mnie w policzek na dobranoc.Ni zareagowałem.Poprawił kołdrę na co też nie zareagowałem.Przytulił głowę do mojej.Objął mnie ręką w pół i też usnął.No nie każdy może coś takiego przeżywać.Niektórym ludziom lepiej jest się ukrywać przed rodzicami,niź wykonać coming–out.Albo trzeba zmienić nastawienie do życia.Tak często zdarza mi się czytać na blogach,taką nostalgiczną retorykę.Że bardzo by chciał mieć kogoś,ale nie wiedzą rodzice i nie mogą się dowiedzieć,bo będzie zrób to sam a tak jest na gotowo.A jak się nie uda?Ja też tej pewności nie miałem,ale byłem dobrej myśli.Często też wyimaginowane gusta,pozostawiają nas na etapie poszukiwaczy.Ale nie może do niektórych dotrzeć że jak jest przystojny,to nie koniecznie ma dobrze poukładane w głowie.Jak jest wykształcony,to może być pępkiem świata i milczeć.Jak ma dużego członka i jest lekko umięśniony,to może być facet wizytówka i tylko tyle.Nie wiem.Może ja jestem staromodny a teraz inne trędy panują?HEJKA!

W PRACY?PRZY LUDZIACH?CAŁOWAĆ NIE WYPADA!

Ubiłem kotleciki schabowe i usmażyłem.Do tego mini ziemniaczki sałatka z papryki różnokolorowej i pomidora.Zaszedłem z tym do pracy.Rozłożyłem na trzy osoby.Jurek popatrzył że zmniejszyłem rację i odrazu wyśpiewał:Daję całą wypłatę i przychodzi mi głodować…No to się doczekałem.Chciałem odkroić mu ze swojego kawałka,ale nie ma mowy.Marek jeden,co powiedział że w sam raz.To już tak restauracyjnie a nie domowo–dodał Jurek.Ja po 14-ej zacząłem zmianę od obejścia sali sklepowej.Zamieniłem na stoisku p.Jadzię,która poszła na 20 minut przerwy.Jak wróciła Jurka już nie było.Zabrał rondelki do umycia i poszedł do domu.Na klawiaturze do kompa położył tabliczkę czekolady z okienkiem i napisał:ZJEDZ W CAŁOŚCI SAM!No nic.Trzeba będzie.Jak poszedł na mieszkanie,tak za ok.godzinę wrócił.Żeby było mało słodyczy,to jeszcze kupił kawałek placka ze śliwkami i zaraz zparzy pyszną kawę.Jak przyszedł,tak odrazu pytał mnie ile dałem.Chodzi rzecz jasna o nordicki.Nie 300 złotych–odpowiedziałem.To ile?Nie ważne.Odwiedziłem Galerię Bonarka a to ma być niespodzianka.Ustawić trzeba tylko je do wzrostu i tyle.W pracy?Przy ludziach?Całować nie wypada!Zmusiłeś mnie do tego,żebym i tobie też kupił.Poleciał Jurek zaraz do Marka na kasę,pochwalić się.Marek dotknął dłonią jego czoła i odpowiedział:Jurek.Ty mierzyłeś sobie dziś temperaturę?Bo wydaje mi się że masz gorączkę.Ja napewno z wami się nie wybiorę.Błażeja też nie wyślę,bo zabliska mi osoba.Zresztą on sam jest na tyle rozsądny,że nie da się przekonać.Na razie mamy deszcze.Na taką pogodę,to i ja bym się w góry nie wybrał.W górach zimno,mokro.Pełno błota i wysoko w górach mokrego śniegu.Paskudnie i niebezpiecznie.Liczymy że do połowy października się wyleje i będzie złota polska jesień,której powiemy dzień dobry.Narazie jak ręką odjął Jurek zdrów jak ryba.Pobyt w górach mu służy.Mnie też.Właśnie mój kotek postawił koło mnie kawę,pokrojony placek ze śliwkami.Pocałował mnie w policzek i powiedział:Pozdrów dziewczyny odemnie i Dominika i kończ,bo podwieczorek czeka.A co będzie na mieszkaniu..

KRÓTKIE SPIĘCIE (2)

Przed kantorkiem stał funkcjonariusz,żeby nikt nie podsłuchiwał.i pojedynczo wpuszczał.Akurat do pracy przyszedł Marek.Zapytał co się stało.Jurek jako kierownik zapytał czy protokoły drukować z przesłuchań,bo jest osoba,która biegle na komputerze włada.Marek nawet się nie przebrał,jak został ławnikiem.Matka moja pierwsza.Powiedziała że płaciła za zakupy przy kasie a syn naubliżał jej przy ludziach od kurwy,szmaty i chciał ją pobić.Pytała jakim prawem pedały pracują przy żywności.Ludzie zahivieni jak mówi nasz przyjaciel Wojtek Cejrowski?Przecież prezydent Kaczyńskh wprowadził ustawę zakazującą pedałów przyjmować do żywności.Policjant:Nie ma takiej ustawy.Kurwa platforma odrzuciła.Potem ja ze znałem.Moją wersję wydarzeń potwierdziła p.Juzia i monitoring,który Marek przewinął do początku.Na koniec wszystkiego,policjant zapytał mnie czy jestem gejem.Odpowiedziałem że tak.Zapytał czy składam wniosek do sądu cywilnego.Odpowiedziałem że nie.Powiedziałem że j sobie nie życzę takich klimatów i poprosiłem żeby upomnieli matkę,że następnym razem już oddam sprawę do sądu.Potem Jurka czy jako przedstawiciel firmy,oddaje do sądu sprawę.Powiedział nie,bo nie ma żadnych szkód.Tylko proszę powiedzieć tej pani że nie ma wstępu tutaj do sklepu.Takie też postanowienie policji przyszło do domu.W pracy nie odbiło się to jakoś źle na nas.Bo że!Wariatów narobiła demokracja z ludzi–mówiły panie na sklepie.Po pracy Jurek w domu się tak do mnie przytulił i powiedział żebym się nie przejmował.Tylko współczuć takiej matki.Ale ją tu więcej nie zobaczysz.To mnie motywuje żeby cię jeszcze bardziej kochać,dać dużo ciepła.Osoba,która nigdy nie zaznała ciepła,musi stanąć na wysokości zadania i dać dużo ciepła.Jakto nie zaznała?–zapytałem.A ja daję,kiedy tylko mogę i jak najwięcej mogę.Ja teź.Potem matkę jakoś widziałem w tramwaju,ale już nic nie mówiła.To tyle tego.Teraz przejdę naprawdę do codzienności mojej i Jurka.Właśnie chwilę temu dzwonił kotek z zapytaniem jak się czuję i napomniał żebym nie wracał do tego na blogu co było.Rób obiad!Idę!