Miesięczne archiwum: Styczeń 2011

JEDNAK WSPÓLNY POBYT W SAUNIE WIELE SPRAW WYJAŚNIŁ.

Jednak pobyt w saunie wiele spraw wyjaśnił.Maciek wytłumaczył Jurkowi że jest pełen podziwu dla mnie,że z takich pieniędzy potrafię i ugotować codziennie obiad i zorganizować wyjazd w góry i święta z pompą.Że w niejednym domu nie mają tego co u nas.Jedzą jedną zupę kilka dni i czasem tylko jest mięsko na talerzu.Nazwał mnie czarodziejem,jeśli chodzi o budżet domowy.I na prywatne wizyty u lekarza jest kasa.No niestety.Takie mamy czasy,że wszystkiego się nie da.Z czegoś trzeba zrezygnować na rzecz czegoś.Można czasem sobie wypić,ale też można czasem nie pójść do sauny,bo browary zjadły 28 zeta.Można czasem nie zjeść,bo albo wypić,albo zapalić,albo zjeść,albo inaczej zarabiać.Usłyszałem od Jerzego słowo PRZEPRASZAM.Takie wymuszone przez Maćka,ale było.No niestety,ale ja powiedziałem że to nie mierzę w kategoriach gniewam,czy nie,ale Jurek musi teraz przejść samego siebie o 360*i udowodnić że jemu zależy.Wie że dla powiedzieć do widzenia,nie znamy się to kwestia chwili.Że tak ja muszę siedzieć przy nim,bo nie mam wyjścia.Ja zawsze znajdę rozwiązanie.Maciek z Waldkiem siedzieli sobie razem a ja nie mialem odwagi,zeby zrobić to samo.Głupio mu było.Pozniej pytal mnie co by się musiało stac,żeby wróciło to co kiedyś.Musi na to zapracować.Niestety.Staruszkowie jak zwykle natrętnie próbowali któregoś z nas zwabić swoim zachowaniem.Jednak bez skutecznie.W końcu któryś z nich nie wytrzymał i zapytał drugiego dziadka:Poco tacy przychodzą?I dalej mamy nudę…No cóż.Później poszedłem koło baru na neta.Oglądałem na youtube filmiki z życia Dannego.Tego,który wylansował przebój IF ONLY YOU.Fragmenty jego koncertów,fragmenty jego występu podczas sylwestra 2010 w Katowickim Spodku.Jego udział w szwedzkiej edycji YOU CAN DANCE i piorunujące zwycięstwo.Aż trudno pomyśleć,że gwiazda dyskotek,może tak świetnie tańczyć taniec towarzyski.Potem oglądałem choreografię do teledysków LADY GAGA.Pokaz w zwolnionym tempie układu tanecznego,kroków w wykonaniu tancerzy z grupy LADY GAGA.Mistrzostwo.Dosiadł się do mnie facet w moim wieku.Ksiądz z r

JAK PIES Z KOTEM.

Jak pies z kotem żyjemy.Nic w tej kwesti się nie zmieni.Przynajmniej narazie.Jerzy musi odczuć to,że w każdej chwili może być sam i nie będzie odwrotu.Zapytał mnie rano czy dalej się gniewam na niego.Każdy z nas śpi osobno.Odpowiedziałem w że nie mogę nazwać to gniewem.Poprostu trzymałem go krótko jak rostwailera,nid dając mu okazji do wypicia.Źle mu z tym było?Mógł powiedzieć że on tak żyć nie chce.Że chce inaczej,to ja bym zobaczył jak to inaczej wygląda i wiedział bym,czy mogę się pod tym podpisać,czy nie.Ja jestem szczery facet.Ja nie owijam w bawełnę,albo wstydzę się otwarcie powiedzieć nie.Mówię to co myślę,czuję i tyle.Pewnie nie trwało by to aż tyle lat.Miałby wolność i swobodę i tyle.Waldek teraz przyszedł z pytaniem czy idziemy z nim do spartakusa.Odpowiedziałem że ja mogę iść.A Jerzy jak będzie miał kasę i ochotę,to pójdzie.Oj!Wystrzelił ty-odpowiedział.Zresztą Jerzy miał saunę alkoholową i spierdalać mu z drogi-dodałem.Kobieta czasem musi wydać trochę kasy na kosmetyki,ciuszki i wtedy jest zadowolona a mężczyzna przepić ileś-Waldka retoryka-Taki święty jesteś a do kościoła nie chodzisz.Pana boga z błogosławieństwem do domu nie wpuszczasz.I co ty dalej planujesz?Tak żyć jak pies z kotem?Chodźcie razem do spartakusa.Będzie dobrze.No nic.Mam kończyć pisanie na blogu i zbierać się z Jurkiem.Najchętniej to niech oni idą a ja zostanę w domu.Ale mam też iść z nimi i biez goworjenia glupiego.DOBRZE.

SMUTNO MI.PRZYKRO MI.NIJAK MI.

Nie mogę go zrozumieć.Niestety nie zarabiamy jak wzięty inżynier,doktor,czy dobry fachowiec budowlaniec.Musimy jak większość polaków z czegoś zrezygnować na rzecz czegoś.Ja mogę dać przyzwolenie na alkohol,ale kosztem tego że nie wiele będzie na tależu.To znowu mi Jurek powie,że on zarabia na to żeby mieć co zjeść.Za to że kiedyś ważył 54 kilo a dzisiaj 70.Za to że z kloszarda stał się człowiek,dostałem pięknie mi podziękował.Zostałem bucem,skurwysynem,hujem.Mam się wyprowadzić,wymeldować.Ktoś inny na moim miejscu będąc,nawet by się nie zastanawiał,tylko posłusznie spełnił jego życzenie.Ułożył by życie po swojemu ale już nie ma przepraszam i nie ma odwrotu.Wczoraj przed spaniem Jurek wywołał rozmowę.Ja mu powiedziałem,że następny raz wiąże się z założeniem osobnego rachunku bankowego.Wtedy pozostawię mu wszystkie te rzeczy kupione za jego kasę.Zabiorę to co moje i rzeczywiście nie znamy się.jak dalej tego chce,to ja mogę w każdej chwili.Powiadomię wszystkich że ja nie odpowiadam za pana Jerzego i tyle.Odpowiedział że nie chce tego.Na pytanie co go skłoniło do alkoholu i takiego zachowania,odpowiedział że tak jakoś…To tak jakoś ja mu dziękuję za szacunek do mojej osoby.Należało mi się.Jerzy się mnie pytał,czy nic mu nie wolno już.Za tą kasę jestem w stanie tyle,czy aż tyle.Jeżeli jemu się wydaje,że może więcej,to ja się odłączę a on udowodni wszem i wobec że da się.Co z nami będzie?Będziemy jak dwaj koledzy.Jak osiem lat temu.A dalej,to już czekam na ten ostatni raz.Ja patrzę realnie na życie.A on jak chce inaczej patrzeć,to beze mnie.Narazie jesteśmy na stopie koleżeńskiej i nie zamierzam w tej kwesti czegoś zmienić.To nie jest pierwszy raz.Mało przekonywujące są argumenty Waldka,czy chłopaków.To już nie jest rana,tylko otwarte złamanie z powikłaniami i długo będzie się goić.Nawet przepraszam nie usłyszałem od niego…Nie oczekuję.TYLE.

WCZORAJSZY DZIEŃ TAK JAK DZISIEJSZY,PEŁEN MELANCHOLI.

Wczoraj wstaliśmy rano o ósmej,bo Błażej na 10-ą do pracy.Włączyłem koma a na nim mnóstwo nieodebranych połączeń od Jerzego.Nie oddzwaniałem.Umyłem się,zjadłem z chłopakami śniadanie.Błażej poszedł do pracy.Powiedział że będzie dobrze.Że na całokształt naszego związku muszę spojżeć.Że więcej dobra i miłych chwil w naszym związku było niż takich wpadek.Że mam to rozważyć.On poszedł a Jerzy zadzwonił ze słowem przepraszam i pytaniem jakie są szanse na 1 dzień urlopu.Odpowiedziałem że żadne i że na 14-ą widzę go w pracy.Za chwilę zadzwonił drugi raz,że w kostce noga go boli i że prosi mnie o wolne.Odpowiedziałem mu żeby dzwonił do szefa.On mi na to że ma jeszcze osiem dni urlopu wypoczynkowego i że to jest jego urlop i może wziąść go kiedy chce.Odpowiedziałem mu żeby dzwonił do szefa.Po kwadransie szef zadzwonił żeby skurwysynowi,mamlokowi dać dzień wolnego i tyle.Ok.Na sklep kilka krotnie Jerzy przychodził z chęcią rozmowy.Jednak ja oddzielam pracę od domu a po drugie to nie miałem ochoty z nim rozmawiać.Jak wróciłem,to zjadłem coś i poszedłem spać.Jerzy chciał ze mną rozmawiać.Dziś też kilka krotnie próbował wbić się do mojego kantorka,ale ja służbowo panu Jerzemu dałem następne zadania i tyle.Jednego papierosa mu dałem,bo podobno dwa dni nie palił.Wypił,to zapaliłJak tak dalej będzie sobie Jurek popijać,to niestety ale zostanie sam.Wyprowadzę się i nie znamy się.Nie będzie dla mnie interesującym ani stan zdrowia jego,ani to czy ma na chleb,czy nie ma.Ani to że mieszka z powrotem na ulicy.Będzie dla mnie nikim.To,że więcej pozytywnego było,to dlatego że ja tym wszystkim kierowałem.Słuchał mnie.Podsuwał pomysły.Ale jak on chce przepijać kasę.Ciężko zapracowaną i do tego nie taką jak mają inżynierowie,czy budowlańcy.Moja zasada jest wpierw zarób odpowiednio a potem wypij.Nie wiadomo co za miesiąc powie EEG.Nie życzę mu najgorszego,ale jak tak lekarz stwierdzi guza mózgu?Leczenie onkologiczne jest bardzo drogie.Usiłuję trochę odłożyć grosza,na ile to możliwe.Jak będzie trzeba,to się zapłaci,przyspieszy terminNIE WIEM

DŁUGA ROZMOWA Z CHŁOPAKAMI I POTWORNA ZŁOŚĆ NA SIEBIE I NA JURKA.

Stojąc na przystanku tyrknąłem do Marka,czy mogę wpaść do nich.Po tonie mojego głosu już wiedział źe jest coś nie tak,więc zapytał co się dzieje.Powiedziałem mu źe mam kurewsko tego wszystkiego dość.Żyć mi się nie chce.Ale to nie jest rozmowa na telefon.Trochę mi głupio,że zawracam im głowę.Po drugie to pewnie mieli na mieszkaniu zaplanowane,albo chcieli poprostu być sami dla siebie a ja im w drogę wchodzdę.Tyrknąłem do Waldka,że jakby czasem podpity Jerzy dzwonił do nich,to żeby nie wpuszczali go.Waldek odrazu kochany,jak nie masz gdzie być,to chodź do nas.Ale powiedziałem mu że jadę do chłopaków.Postawiłem Markowi na szafce produkty żywnościowe.Rozebrałem się.Wszedłem do pokoju.Usiadłem na wersalce i rozpłakałem się.Marek swoją wesołkowością próbował poprawić mi nastrój,ale na próżno.Po ośmiu latach starań o to żeby wyszedł na ludzi,dorównał ludziom na ulicy,otrzymałem śliczną zapłatę,że mam się wynieść,wyprowadzić,wymeldować.I tyle.Marek stwierdził że to normalne stany u alkoholika.Że wie to po swoich rodzicach.U nich jest jeszcze duża agresja.Że jak mi się wydawało osiem lat temu,że te stany mu miną,to się myliłem,bo one w nim są i zbierają się jak sperma w członku,by co jakiś czas dać o sobie znać.I że to już tak na zawsze będzie.On wie że raz na jakiś czas musi się napić i tyle.Tyle dobrze że raz na jakiś czas.Że muszę się do tego przyzwyczaić.Nie przyzwyczaję się.Prędzej się wyprowadzę i poszukam sobie inną osobę,bez takich stanów a z Jerzym nie znamy się i tyle.Co mi z tego że on mi na zajutrz powie przepraszam i że to był ostatni jego raz.Ja już w to nie wierzę poprostu i tyle.Błażej jak przyszedł z pracy stwierdził że muszę krok w krok z nim chodzić a wtedy nie będzie miał jak i kiedy wypić.Marek dodał że pewnie mu dupa ożyła i chce grać pana.Teraz trzeba mu pokazać że nie ma chleba i do chleba,to inaczej zacznie śpiewać.Zjedliśmy ser biały z chlebem i herbatą na kolację.Rozścielono mi spanie i ok.22-ej poszliśmy spać.Wyłączyłem koma.Chłopakom też kazałem to samo zrobić.Długo nie mogłem usnąć.Łzy do pod