Miesięczne archiwum: Styczeń 2012

U WOJTKA NIE MA ZMIŁUJ SIĘ I PRZEPRASZAM.

Właśnie wróciłem do domu.Cały dzień spędziłem u Wójta.On zebrał siły i napisał notkę.Później przyszedł Błażej z Markiem.Marek proponował mi wypad do sauny w Katowicach.Mówił że Wojtek nie będzie nic wiedział a ja nie muszę się spowiadać ze wszystkiego.Na co Wojtek odrazu zareagował.Jaki słaby a podniósł pięść i krzyknął:Nie ma takiej możliwości!Jakby nawet się zdarzyło,to ja nie mam litości.Dostałby Mariusz strzała w pysk i wyprowadził bym się na zawsze.Nie znamy się.U mnie nie ma przebacz.Nie ma przytrafiło się.Jak się kogoś kocha,to jest się lojalnym wobec tej osoby.Tak.Tu mówisz kocham mnie a tu idziesz z kimś do łóżka.Nie!Kochasz kogoś,to jesteś z nim.Albo nie bawi cię zakładanie związku i żyjesz seksem,saunami,klubami i dobrze się bawisz.Skoro Mariusz chciał mieć żonę,to musi odejść od samotnych rozrywek.Musi liczyć się ze mną.U mnie nie ma że go poniosło.Nie ma przebacz.Odpowiedziałem że ja nie należę do takich ludzi.Przemysłę dlaczego tak się stało.Może rzeczywiście poniosło go i zapomniał o drugiej połówce.Tak.Raz przymknę oczy a ty będziesz drugi i trzeci raz i kolejny.Wtedy przymknął oczy,to teraz też.Nie.Teraz to ja się brzydzę koło niego położyć.Dotknąć go.Nawet nie chcę seksu.Głupi.Nie proponuj mu niczego.Narazie z seksem będzie trudno i Mariusz musi to zrozumieć.Ale niczego mu nie brakuje.Ma wszystko.Albo stałość uczuć i związek,albo zabawa.Dobra,to odbijam-stwierdził Marek.Błażej stwierdził że można wybaczyć.Że to sztuka jest wybaczyć umieć.Niet!Tyle.

MARIUSZ JEST EKSPERT.

Dzień dobry.Jakoś powoli może uda mi się coś napisać.Mariuszowi to ja nie wiem jak ja mam dziękować?Odpowiedzialny człowiek z niego.Wdzięczny mu jestem że mnie nie wyrzucił.Mógł.Ale jest ze mną r ma być.Wracam powoli do zdrowia.Jeszcze jak obręce się to boli,ale Mariusz mówi że to świeże rany i serce które się rusza i żyły,gdzie płynie krew.To nie rana na ręce,nodze.Lekarz mówi że tak będzie dwa tygodnie.Ale żyję.Mariusz był na operacji i po i jest teraz.Ma być!Taki człowiek to dobry kandydat na męża.Nie przystojny.Nie bogaty.Do bogactwa,to my  
spólnie razem dojdziemy.Po trochu.Narazie wiem że jest nowa pani do precli.I tu gdzie Mariusz pracował,to będzie pani z tej kamienicy,gdzie chowamy wózek.Ona stała na tym drugim wózku a teraz będzie za Mariusza.Tam na drugim wózku będą dwie panie,bo tam sobota i niedziela też praca.Jest lokal pod kiosk.Za niego wynajęcie będzie co miesiąc tylko.Już się maluje tam.W poniedziałek te regały co są,będą malowane.W piątek RUCH przywiezie towar.Jak sprzedamy,to zapłacimy im.Teraz tylko z parkingu przed sklepem odjechać naszym autem.Mam prowadzić lekki tryb życia.Dźwigać mi nie wolno.Nie wolno złościć.Mam się wysypiać.Tak powiedział lekarz.A tam na sklepie i dźwigać i układać trzeba i stale na biegu.A nikt nie zgodzi się,że będę tylko kasjer.Zresztą co ja będę się martwił.Szef pokazał ”wdzięczność”swoją.Mariusz już wie jak mi umowę o pracę napisać.Duma.To mieszkanie 2 pokoje co mieliśmy kupić,będziemy wynajmować.Myślę że 800 złotych+opłaty,to dobra cena.Kaucji nam nie policzy.A może kiedyś się przemyśli i sprzeda nam?Ekspert Mariusz ma łeb na karku.Waldek nie wie co się kroi.Dowie się w swoim czasie.Teraz muszę nabrać sił,żeby móc pomóc Mariuszowi.Będzie przeprowadzka na nowe mieszkanie wreszcie.Będzie układanie towaru w naszym kiosku.Będę musiał sprzedawać.Mariusz jak szef ręce będzie trzymał w kieszeni i zabierał pieniądze.Jestem już na sali z ludźmi.Mruczą że ja jestem nadziany.Bo wciąż ktoś wchodzi i pyta jak tam.Jak przyjdzie Mariusz,to cieszą się,bo mają spokój.Lekarz nawet nie wiedział,że Mariusz dawał mi Gerbera.Miałem nic nie jeść.Ale teraz już wie,że to,daje mi siły i zgodził się.Wiejski barszcz połowę wypiłem,druga potem.Na przybycie krwi mówi Mariusz.Był wczoraj profesor doktor u mnie.Piąty pacjent tej metody jestem.Wyjątkowy jestem przypadek.Fenomen.W trzy dni już wracać w siły,co dwa tygodnie wracali?Ciśnienie jeszcze się podnosi,ale jak się zagoją rany,to powinno być okiej.Błażej i Marek przyszedł teraz,więc kończę i wszystkich serdecznie pozdrawiam.Tak jak zmienię pozycję,to krew powoli spływa i ja to czuję.Mam kule i nimi się podpieram.A teraz Mariusz jest,to z przyjemnością wezmę go pod pachę idąc do ubikacji.14 kroplówka z cukrem.Cewnika nie mam.Pielucho majtek nie mam.Mam duży dług do spłacenia Mariuszowi.Kocham go.Wojtek.

KU ZDUMIENIU LEKARZY,WOJTEK WRACA DO ZDROWIA.

Marku.Nie bądź zazdrosny,że komuś się ciutkę lepiej żyje od ciebie.A zresztą…Jak się kogoś naprawdę kocha a nie udaje że kocha,to się wyjmie ostatnie pieniądze żeby go ratować.Takie czasy mamy i tyle.Dobrze.Dzisiaj Wojtek pierwszy raz o pożyczonych kulach powoli zaszedł do gabinetu lekarza.Lekarz przeżył lekki szok.Zwykle dwa tygodnie trwa proces rekonwalescencji a tu już?Przyznałem się że godzinę po kroplówce,Wojtek zjada dwa słoiczki Gerber.Wczoraj ugotowalem grysik kukurydziany,jarzynę i elementy z kurczaka.Przepuściłem dwukrotnie przez maszynkę do mięsa wszystko i taką papke mu dałem.Sok marchwiowy wypił.Potem kroplówka z glukozą i za godzinę banana zjadł powoli a potem Gerber dwa słoiczki.W ciągu dnia wypił pół litra swojskiego barszczu czerwonego.Maść na głębokie i trudno gojące się rany kupiłem i lekarz smaruje.Drenów i plastrów nie trzeba.Ja w ciągu dnia mu nawet przesmaruje i zostawiam odkryte.Wrócił już na salę do pacjentów.Ciśnienie lekko podwyższone.Ale pan masz cudownego kuzyna.Rzeczywiście ekspert z niego.Zaraz jadę do niego.Tyle.

BYŁ CYRK,JEST POWOLNY,DOBRY HAPPY END.

Wczoraj nie miałem czasu na to,żeby na poważnie pójść do ubikacji a co dopiero na pisanie bloga.Wszystko w biegu.Raptem trzy kromeczki z wędliną zjadłem na śniadanie i to na stojąco.Później poleciałem na jednej nodze zjeść obiad w przyszpitalnej stołówce.A na kolację to dwie mandarynki i tyle.Ale dzisiaj nadrobię zaleglosci.Błażej.W imieniu Wojtka i własnym dziękuję za odwiedziny.Sorry że tak z lekka ignorancko cię przyjąłem,ale zrozum powagę sytuacji i skupienie i życie Wojtka na szali.Ale miło że przyjechałeś.Myślę że w sobotę będziesz mógł z Markiem przyjechać na odwiedziny.Wtedy już będzie na sali z pacjentami i będzie bardziej kontaktowy.Ale chylę czoło.Dobrze.Teraz wszystko po kolei.W środę popołudniu jak zajechałem do Wojtka,to stał nad łóżkiem lekarz i dwie pielęgniarki.Dostał wysokie ciśnienie.Cały czerwony jak burak i fioletowe usta.220/120.Po kwadransie ja zmierzyłem ciśnienie i wyszło już 180/100.Lekarz chciał dać mu zastrzyk na obniżenie ciśnienia,ale żeby nie było nieprzyjemnych odruchów,to kazałem podać tabletkę,którą przekroiłem na pół.Po 40-u minutach zmierzyłem raz jeszcze i wyszło 140/85.To ekstra.Wsadziłem Wojtka w wózek inwalidzki,ubrałem mu polar z misiem i wyjechaliśmy przed oddział na papierosa.Jak wrócilismy,to doktor zapytał czy może pojechać do domu.Odpowiedziałem że tak,bo ciśnienie spadło na 140/85.Zagrały u niego bardziej emocje niż serce.To musi go pan przygotować do jutra.Panie ekspert Mariusz.Czego pan nie umie?Albo inaczej?Czy jest jakaś dziedzina na której się pan nie zna?Jestem ciekawy świata.Poprostu-odpowiedziałem.Położyłem Wojtka do łóżka i tłumaczyłem mu że można całe życie przyjmować leki i być niezdolnym do niczego a można poddać się nowoczesnej metodzie operacyjnej i wrócić do normalności.Wybrałem tą metodę,żeby powrócił do normalności.Powiedziałem mu że cała brygada lekarzy będzie czuwała nad przebiegiem operacji.Powiedziałem że walczę o to,żebym mógł być na sali operacyjnej z nim.No co miałem mu powiedzieć że będę za drzwiami?Musiałem ściemnić.Soki z banana i marchwi pił.O 20-ej pojechałem do domu.Wczoraj już o szóstej byłem na nogach.Zaraz po ósmej byłem u Wojtka.Po drodze kupiłem paczkę pielucho majtek w aptece.Kupiłem pół litrową butelkę swojskiego barszczu czerwonego na placu i maleńkie słoiczki Gerber dla dzieci i niemowląt.Jak przyszedłem,to wyjechaliśmy na papierosa.Jak wróciliśmy,to tyle co położyłem moją stokrotkę do łóżka i zdjąłem górę od pidżamy,to już drzwi się otwarły i weszła pielęgniarka i rząd lekarzy.Miała być jedenasta a to już?Pomyslalem.Trzymałem go za rękę a lekarze przeglądałi wyniki badań.Proszę zmierzyć ciśnienie!-ktoś krzyknął.Przyniesiono ciśnieniomierz taki zwykły.Założyłem mankiet i pompuję gruszką.180/95.Każdy z nich słuchał serce słuchawką.To co?Przygotowane już wszystko?Tak-odpowiedział ordynator.To ruszamy.Odbblokowałem koła od łóżka i ruszamy.Zajechałem łóżkiem do sali operacyjnej.Ustawiłem łóżko na równą wysokość stołu operacyjnego i zsunąłem Wojtka rękami na stół.Z łóżkiem wyjechałem na korytarz.Wszyscy lekarze powchodzili.Drzwi się zamkły.Na korytarzu w oddali widać kolejkę ludzi ustalających termin do przyjęcia u ordynatora oddziału.Ja próbuję coś podsłuchać przez drzwi.Słyszę jak negocjują z Wojtkiem wykonanie operacji.W końcu lekarz prowadzący krzyknął:Kuźwa!Słyszę potworny kwik,płacz.Widzę jak leci na skrzydłach ordynator.Po dwudziestu minutach na jednej nodze biegnie komendant szpitala.Siedzę na łóżku Wojtka.Tak znowu intuicją.Sprawdziłem kieszenie w spodniach.Zapalniczkę wyjąlem i włożyłem pod poduszkę.Po chwili drzwi się otwierają.Ekspert…Pan Mariusz!…Tak!Ma pan coś w kieszeniach?Nie.Zapraszam.No i jest ekspert Mariusz.Myszko!Jestem!Bogu dzięki.Ręce i twarz proszę dokładnie umyć!Ok.Fartuch!Czepek!Ok.Załóż panu ekspertowi maskę.Podeszłem pod stół operacyjny.Złapałem Wojtka dłoń i już uśmiecha się.Dziękuję-szepnął.Anestezjolog zmierzył ciśnienie tętnicze.185/100.Wojtek cały czas patrzył na mnie i rozmawialiśmy.Jest już dobrze?Tak.Teraz żeby nie bolało będzie zastrzyk.Komar ukąsi.Zadbałem żeby było bezboleśnie.Zaufaj mi.Jak jesteś ze mną,to wiem że na milion procent będzie dobrze.Wszędzie musisz być.Ale nic się nie działo.Siedziałem za drzwiami na twoim łóżku.Tak.A potem będzie igła chirurgiczna koło serca zasżyta i wszyscy ręce umyją a ty kaleką będziesz.Ty nie oglądaj telekuriera.Takiemu chujowi to odbieram dozgonnie prawo do wykonywania zawodu lekarza i 25 lat pozbawienia wolności-krzyknął jakiś lekarz.Dobra.Rozmawiajmy dalej,ale zamknij oczka całkiem.Okiej.Ja jeszcze coś mówiłem a Wojtek już nie odpowiedział.Uśpiony.Lampy włączono.Mnie przesunięto koło nóg Wojtka.54 minuty trwała operacja na otwartym sercu.Na plazmowym ekranie oglądałem z bliska Wojtka serce.Zasżyto otwór na klatce piersiowej.Założono drena i plaster.Tyle.Teraz będziesz go pan walił jak Kliczkow Adamka po pysku.Klepałem go po policzkach.Wstajemy!Wstajemy!Wojtek?Dzień dobry.No dajesz.Nie zdążymy…Jezus…A co się dzieje-szepnął Wojtek.Otwórz oczka.Popatrzył.Dobrze.Przystawiłem usta do jego ust.Oddycha.Maskę i czepek mi zdjęto.Szybko poleciałem po łóżko.Dojechałem łóżkiem i zsunąłem go ze stołu operacyjnego na łóżko.Tlen z gruszką założono.I wyjeżdżam na OJOM.Tam miała siostra być a nie było.Więc ja zakładałem rurki od tlenu do nosa.Instruktaż co i jak dostałem.Cewnik z rybką na mocz i pielucho majtki ja zakładałem z doktorem.Pierwsza kroplówka wzmacniająca.Potem glukoza.Siostra wyszła.Wszedł Błażej z sokiem w kartonie.Jesteś.Tylu lekarzy…Ty byłeś w środku?Dar gębę jak nie wiem i mnie poproszono.Jakiś lekarz krzyczał że…ekspert Mariusz idąc korytarzem.Cit…Popołudniu powróciło czucie na całym ciele.Wojtek trzymał dłonią moją dłoń.Dzisiaj zmieniono mu opatrunek.Wyjmowanie i zakładanie drena jest bardzo bolesne,ale byłem z nim.Na śniadanie zjadł słoiczek Gerber.Potem kroplówkę z glukozą.Teraz jemu wezmę barszczu pół litrową butelkę i zrobię mu grysik z mielonym drobno mięskiem,to go nakarmię.Niech wraca do zdrowia.TYLE.

WOJTEK MA NAJLEPSZĄ OPIEKĘ MEDYCZNĄ.WDZ

Wojtek ma najlepszą opiekę medyczną.Wczoraj zajechaliśmy taksówką ze szpitala do domu.Było przed 20-ą,więc wyskoczyłem piernikiem z receptą do apteki.UF.Za dwie ósma.Boże.Zdążyłem.Szybko wróciłem do domu.Okno uchylone było.Wojtek mówił że tak go szczypie i piecze w okolicy serca.Mów o wszystkich reakcjach,bo ja to powiem lekarzowi prowadzącemu.Zadzwoniłem do pani,która mieszka w kamienicy gdzie przechowuje wózek.Powiedziałemjej co zaistniało i powiedziałem że przyjadę z klubami od wózka i będzie za mnie stała.Zadzwoniłem do drugiej pani a ta krzyk że ona codziennie nie będzie stała,bo ona ma też swoje życie.Myślę że do piątku tak będzie.A potem pomyślimy-odpowiedziałem jej.UF.Zajechałem autobusem do domu.Podałem Wojtkowi lekarstwa z herbatą z cytryną.23-a była jak położyłem się obok niego.Jeść mu nie wolno było,bo dzisiaj ma być na czczo.Waldek płakał że musiał pojechać bezpłatnym autobusem do Carrefour po pidżamę dla Wojtka.W domu nie używamy pidżamy a w szpitalu trzeba.Kazałem mu kupić dwie na zmianę.Rozmiar napisałem mu na u kartce.Wrócił to nonszalancko rzucił je na stół.Masz!Wojtek długo usypiał.Kaszlał od serca,chrapał,oddychał głęboko.Usnął koło 12-ej.Ja za nim.O 02,00 obudził się z płaczem.Bardzo go piekło.Podałem lekarstwo.Po pół godzinie przeszło mu.Przytulił się do mnie,powiedział przepraszam że masz ze mną kłopot,żesię nie wyśpisz,że…wogóle żyję.Jesteś mi niezbędny.Na huju stanę że będziesz zdrowy.Procha mu dałem na ból głowy.Zaczęła go boleć.Zabandażowana,bo nieduża rana z uderzenia o słoiki z ogórkami.Jak odkryłem kołdrę,to poczułem smród kału.To po tych zastrzykach.Lekarz mówił że albo odruch wymiotny,albo żadki kał,jak popuszczą mięśnie.No to pospaliśmy.Ściągnąłem prześcieradło brudne i do miski z wodą i proszkiem.Oboje weszliśmy pod natrysk.Położyliśmy się.Usnęliśmy.06 pobudka.Zjadłem śniadanie.Zrobiłem kanapki dla Wojtka,jak mu pobiorą krew,to powoli zje.Herbata w termosie.Siatka z ekwipunkiem do szpitala zapakowana.Waldek coś głupio mruczał że się nie wyspał…No komend.Zamówiłem komem taksówkę i zajechaliśmy pod szpital.Poszliśmy na oddział.Doktor kazał wpisać w ewidencję pacjentów Wojtka.Obywatelstwo?Zerknęka w dowód.Jeszcze nam ukraińców potrzeba.Mruknęła pod nosem pielęgniarka.Doktor stał w drzwiach dyżurki pielęgniarek i krzyknął szybciej kuźwa,bo mój pacjent idzie już ze mną.Nie pierdol już pani,tylko przydzielaj salę nr.6.Mówię 6!Wojtku.Szybko rozbierać się i idziemy.Popakowałem rzeczy w reklamówkę i włożyłem do szafy i buty i resztę rzeczy też.Wyszliśmy na dyżurkę pielęgniarek.Tam Wojtka wprowadziłem na pobieranie krwi.Potem ECHO SERCA i ciśnienie tętnicze.To znowu rentgen klatki piersiowej i jeszcze dodatkowe badania związane z sercem.Tak ze skierowaniami jeździliśmy do 12-ej.Punkt 12-a odbyło się konsylium lekarskie w gabinecie ordynatora,żeby jak podsłuchałem z kilku metod operacyjnych znaleźć jedną,która zatrzyma rozwój choroby wieńcowej serca.Po pół godzinie wyszedł lekarz prowadzący do mnie.Zaprosił mnie do gabinetu swojego.Tam przedstawił metodę z NFZ i nową prywatną metodę.Nie da się część z NFZ a część prywatnie.Wybrałem najnowocześniejszą metodę amerykańskich lekarzy.5.000złotych do 15-ej mam wpłacić w kasie szpitala.I już jutro byłaby operacja.Poszedłem do banku,który mieści się 100metrów od szpitala.Pełen obaw z taką gotówką poszedłem do kasy szpitala i zapłacono.Doniosłem kwit i powiedziałem że jak jakieś recepty,to Wojtkowi dać i powiedzieć czy pilne,bardzo pilne,czy na jutro.Dobrze.Zjadł Wuwu kanapki i popił herbatą.I do jutra wieczór ma nic nie jeść.Jutro już koło 11-ej operacja.Powiedziałem Wojtkowi żeby słuchał się personelu,bo tu fachowcy są i wróci do zdrowia napewno.Zadbałem.Kiedy dziadek wyszedł z pokoju Wojtek przytulił się do mnie i mnie pocałował.Jak ja ci się odwdzięczę?Życiem-odpowiedziałem.Wojtek nie wie że taką gotówkę wpłaciłem i nie wie o tej niespodziance,która czeka na niego,na nas.Teraz obrałem ziemniaki i usmażę kotlety.Zjem obiad i zajadę do mojej stokrotki.Pocieszę ja,że będzie dobrze.Mam głowę na karku.TYLE.