Miesięczne archiwum: Marzec 2012

ODPOCZĘLIŚMY W GÓRACH,TO TERAZ DO PRACY.

Odpoczęliśmy w górach porządnie.Może dla niektórych to nie jest odpoczynek,wyprawa w góry,ale my podczas takiej wędrówki odpoczywamy.Były pierogi z mięsem i skwarkami.Pycha.Wojtek siedział taki przejęty,że on i że w takim dostojnym lokalu,gdzie wielcy ludzie sztuki tu zaglądali i wpadają na bardzo dobry obiad.Zresztą wszystko bym dał,żeby Wuwuś był traktowany i miał to co nie każdemu jest dane.A tymbardziej że zjadł ze smakiem porcję pierogów i kiedy zamówiłem jeszcze jedną porcję,to również ze smakiem zjadł.Gdzie mu to weszło.Marek się śmiał,że już moje kolana nie wytrzymają.Spoko.Wytrzymają.A nawet,to jakoś to zniosę.Wart jest nie takiego obiadu.Zresztą,on też.Kiedy w niedzielę wszyscy zeszli do kuchni a ja poszedłem jeszcze do ubikacji,to nie rozpoczął beze mnie śniadania,tylko kazał wszystkim czekać na mnie.Jak wróciłem,to zapytał czy wszystko w porządku.Tak.Teraz wróciliśmy do naszej codzienności.Tak się pewnie komuś wydaje,co to jest praca w takim saloniku.Ano,jak się jest szefem i pracownikiem w jednym,to jest obowiązków,ale ogarniamy je wspólnie.Rozmawiałem już z takim nawet nie drogim stolarzem,co do przeróbki regału.Jutro ma wpaść i pomierzyć i powie ile by to kosztowało.Chwilę temu zjadłem schabowego z ziemniaczkami i pomidorem.Wójtuś sam przyrządził,przywiózł i podał mi do stolika.Takie pytanie w górach Błażej zadał.Co by było,gdyby Wojtek mnie zostawił?Nikt nigdy więcej by mnie nie zobaczył i o mnie nie usłyszał.Nie.Przecież FAKTY na tvn rozpoczęliby od wstrząsającego odkrycia w Wiśle.Zwłok mężczyzny wyłowionych na zakolu wisły z kartką:Wojtek!Kocham Cię nad życie!Ale nie.Nie wchodzi to w rachubę-odpowiedział Wojtek.Nigdy.Za bardzo na serio to przyjął i był zdenerwowany.Ale ja odpowiedziałem że,gdyby tragicznie zginął tu w Polsce,to pochował bym go w jednym grobie z ojcem i posadził piękne kwiaty i codziennie siedział na nagrobku.Nie mógł bym strzelić samobuja,bo on by czekał,że przyjdę.Rodziców jego nie stać by było na sprowadzenie zwłok na Ukrainę.Nie wiem czy na przyjazd na pogrzeb by mieli.Byłbym do końca życia już wdowcem.Tyle.Stokrotka moja wiele dla mnie znaczy.Moje życie,ale i jego nabrało barw.To że Marek czasem się z nas a raczej z Wojtka ponabija,to co tam.On taki jest,że dłuższy mój pobyt np.w ubikacji,to już go niepokoi i myśli,czy nie potrzebuje jego pomocy.Lottomat już mamy.Trochę więcej klientów.Dobrze.W sobotę będziemy a właściwie Wojtek bedzie rozmawiał przez chwilę z rodzicami.On już myśli o tej rozmowie.Nawet myśli,czy kurwa nie mielibyśmy kasy na zaproszenie ich do nas na święta.Ja ekspert mam się dowiedzieć ile idzie przelew do banku na Ukrainę i jaka jest prowizja.Fakt,że oni tam mają nijakie święta.Prawie wogóle jedzenia.Nie ma tylu obrzędów,co w Polsce..Wielkie dla nich to przeżycie by było.Jak dla Waldka,kiedy zobaczył idącego z celebrą obok niego do ołtarza kardynała Dziwisza.Był głośny płacz i ręka ks.kardynała na jego głowie.To jest ten od Ojca Świętego.Jestem w wolnym kraju!Boże!Wszystkim nam było głupio,bo ludzie się na nas patrzyli.Potem zamienił kilka słów z ks.kardynałem po mszy.Niesamowite wzruszenie.Wojtek też.Tak patrzył w tego kard.Dziwisza jak w Jezusa Miłosiernego.I te tłumy ludzi.Waldek namawia nas na pójście na Akademicką Drogę Krzyżową ulicami Krakowa.Tam na Ukrainie,by zaraz "nielegalną"manifestację rozgromiła milicja i aresztowała ludzi.Wojtek też nie widział nigdy w życiu prawie całego Krakowa idącego za krzyżem,stacja po stacji.Zobaczymy jak się będziemy czuli i jaka bedzie pogoda.Narazie to ja pójdę wpłacić kasę do banku,póki nie zamknęli.Najważniejsze,że wszyscy zdrowi w rodzinie.TYLE.

TO SIĘ NAZYWA PRZYGODA.

Wróciliśmy wczoraj z Zakopca.Wyjazd zaliczany jest do bardzo udanych.Była i kwaśnica w karczmie,co już chyba jest tradycją.Żeby wiedzieć że jest się w Zakopanem.Błażejowi i Markowi też smakowała z plastrem wędzonego boczku.Wypiliśmy jeszcze po lanym browcu,który tam w górach smakuje inaczej.Wcześniej jeszcze gospodyni uraczyła nas zupą jarzynową z dobrym,wiejskim chlebem.Potem jak wróciliśmy spacerkiem z karczmy,to poskrecałem kijki NORDICK na sobotnią wyprawę i razem z Markiem poszliśmy do kuchni naszykować kanapki na poranne,szybkie śniadanie i na drogę.Nasypać kawę do kubków i termosów.Potem rano tylko zalać wrzątkiem i tyle.Wojtek i Błażej pakowali plecaki na wyprawę w góry.Później ja tylko ustawiłem i skręciłem kije i poszliśmy spać.Cel wyprawy określony.Idziemy na Kalatówki,pod schronisko.Tam obejrzymy polanę pełną krokusów.Odpoczniemy.Potem wyjdziemy szlakiem czerwonym na Kondracką Kopę.Z tamtąd czerwonym szlakiem,słowacką stroną tatr do Kasprowego Wierchu.A z tamtąd zejdziemy na Pięć Stawów Gąsienicowych i dojdziemy do schroniska w Murowańcu a z niego szlakiem do Kuźnic.Marek musiał swoje Jezus…Ale nie bedzie przepaści?Nie bedzie przełęczy.Nazajutrz Wojtek wstał pierwszy.Co zwykle ja wstawałem pierwszy i stawiałem do pionu zaspanego Wojtka.Okazało się że Wojtek nie mógł spać,bo myślał,żył już tym wyjazdem.Wyrobiliśmy się tak,że przed szóstą wyszliśmy z kwatery.Koło siódmej już byliśmy w Kuźnicach.A koło ósmej na Kalatówkach.To co zobaczyliśmy,cud natury,bo nikt nie sadzi,ani nie sieje tych kwiatów.Matka natura,co roku wybija z ziemi te tysiące krokusów.Wojtek stanął i nie wiedział,co ma powiedzieć.Mina jak na pogrzebie bliskiej osoby.Podszedłem do niego a on płakał.Marek zaczął żartować,ale on nie zareagował.Popatrz Mariuszek.Śliczna ta przyroda w tatrach.Prześliczna.Kucnęliśmy sobie tuż przed krokusami.Wojtek kucnął przede mną.Akurat nie było tak ludzi,więc oparłem brodę na jego głowie a on położył ręce na moich kolanach.Potem drugie ujęcie.Odchylił głowę do tyłu a ja go pocałowałem.Za nami krokusy.Tam w schronisku odpoczęliśmy 20 minut z zegarkiem w ręku i wyszliśmy znowu na polanę pełną krokusów.Jeszcze raz spoglądamy na nią.W dali lasy i maleńki prostokacik,kolejka linowa,zmierzająca na Kasprowy Wierch.Ruszyliśmy dalej.Śniegu już resztki,więc dobrze się szło.Następne schronisko na Hali Kondratowej.Zamknięte jeszcze.Dopiero w kwietniu je otworzą.Ale posiedzieliśmy przed schroniskiem wpatrzeni w Giewont,który był na wyciągnięcie ręki.Zjedliśmy kilka bułek z kiełbasą i tabliczkę czekolady.Napiliśmy się.Spaliliśmy po papierosie i ruszyliśmy wąskim,czerwonym szlakiem pod Kondracką Kopę.Marek jak siedzieliśmy na skale z Wojtkiem,to żartował,że teraz owce będą śpiewać FUN PACK…Piękne widoki słowackich tatr i lasów i idziemy.Na Kasprowym wierchu zjedliśmy wszystkie bułki.Odpoczęliśmy godzinę i ruszyliśmy wąskim,ośnieżonym szlakiem do Doliny Pięciu Stawów a z tamtąd do schroniska w Murowańcu.Tam zjedliśmy obiad.Miło,jak wchodzi się do schroniska i jest się serdecznie witamym już od progu i zapraszanym.O 21-ej byliśmy na kwaterze.To jest przygoda.TYLE.

JESTEŚMY TROCHĘ BARDZIEJ ROZGARNIĘCI I TYLE.

No tak sobie właśnie rozmawialiśmy pod kątem Waldka głupich docinek.Nie wiem,czy przemawia przez niego zazdrość,czy myślenie,że wykształcenie Maćka,to więcej niż własna działalność?Bo jeżeli tak myśli,to jest w błędzie.Dzisiaj pieniądz rządzi wszędzie.A pracownik?To czy ma wykształcenie,czy go nie ma,to i tak nie może dobrze zarabiać.No.Maciek dobrze zarabia,jak na dzisiejszą rzeczywistość.Trafiło mu się jak nielicznym.Ale jeśli przemawia przez niego zazdrość,że Wojtek trafił na zwyczajnego człowieka,tyle że myślącego głową,rozsądnego i powoli dochodzi do czegoś więcej niż przeciętna krajowa,to nie bierze pod uwagę,jakim kosztem.Że on siedzi po pracy w kapciuszkach we fotelu i ogląda telewizję a potem jedzie na miasto,żeby pójść z Maćkiem do jakieś knajpy na obiad i tyle.A my od samego rana już na nogach.Tu codzienną prasę policzyć i wyłożyć.Tu dodatki do gazet.To umyć posadzkę,to przetrzeć na mokro rękamy,regały.To znowu klienci przychodzą i trzeba patrzeć.Odkąd Wojtek kazał przenieść erotyczną prasę koło kasy i Wojtek stoi z boku i patrzy na klienta co on robi,to nie ma już erotomanów.Czasami zdarza się,że jakiś chłopak,facet wejdzie,przejedzie wyrokiem po regałach z gazetami.Zobaczy że Wojtek już po nim patrzy i wychodzi.Chociaż zdarzają się tacy klienci,co wykorzystują ten czas,co nie ma nikogo i wtedy szybko kupują świerszczyka i momentalnie chowają za kurtkę i uciekają.Ale trzeba mieć oko na wszystko.To znowu patrzeć,co trzeba zamówić na listę zamówień a co jeszcze jest i tak od ręki nie schodzi.To sprawdzić faktury.To znowu papierosy przywiozą,to trzeba podokładać.Resztę wagonów ułożyć na zapleczu tak,żeby nie było bałaganu i można było dojść do ubikacji.To znowu te bądziewie.Środki przeciw bólowe, anty lokomocyjne.gumy do żucia,dropsy,prezerwatywy..I takie tam..To znowu tygodniki,miesięczniki przyjdą.To segregatory i wkładki do nich.To filmy DVD z jakiejś kolekcji.To trzeba spisać gazety na zwroty.To spisać zamówienie na to,na tamto.Waldek mówi że sam chciałem,więc do kogo pretensje.Ja nie mam pretensji do nikogo.Taki jest handel.Ale dla mnie kluczowe było mieszkanie.Swoje mieszkanie.No jeszcze nie swoje,ale za każdym razem,kiedy przychodzi pani właścicielka tych dwóch pokojów po kasę i sprawdzić książeczki opłat,ale i stan techniczny mieszkania,to rozmawiam z nią.Próbuję użyć dość przekonywujących argumentów,dzięki którym przemyśli temat i może kiedyś odważy się na ten krok,żeby sprzedać mi,nam to mieszkanko.Ale i tak na dzień dzisiejszy nie mamy na tyle kasy,żeby odrazu wyłożyć taką dużą gotówkę na stół a raczej wykonać przelew na jej konto.Więc nie ma nic w tym złego.Ale jest przynajmniej normalność w tym życiu.To,czego mi i myślę Wojtkowi brakowało.I jest wreszcie prawdziwa miłość i olbrzymi szacunek do siebie nawzajem.No i taki pomysł na życie.Wojtek stwierdził,że najlepiej założyć ręce przed telewizorem i nic więcej.Ale oboje pomyśleli by nad swoją przyszłością.Pokazali by że stać ich na otwarcie czegoś,nawet maleńkiego,ale swojego.Że sami są dla siebie szefami.Jest obowiązków,ale i jest komfort.Na spokojnie możemy zamknąć w piątek salonik o 16-ej a w wekend wogóle nie otworzyć w związku z naszym wyjazdem na wekend do Zakopanego.Marek musiał tak jak i Błażej wcześniej zgłosić,że potrzebuje wolne.Jeszcze dość niechętnie dano,bo wekend.Przerabialiśmy to.Teraz na spokojnie jutro kończymy wcześniej a w wekend salonik bedzie zamknięty.Dlatego dzisiaj już koło południa będą goście z lottomatem.Będziemy uczyć się jego obsługi,bo ma być z nimi jakiś facet,który bedzie nas instruował.A do reszty,to już na bierzaco.Ale w koĂącu bedzie do niego instrukcja obsługi,więc spoko.Szukamy rozwiązań,które pozwolą na zwiększenie ruchu w naszym saloniku.Może lottomat coś da?Po świętach wielkanocnych będziemy zamawiać już różne rodzaje tytoniów i te dodatki do nich i więcej rodzajów papierosów.Narazie szukamy stolarza w przystępnej cenie do przerobienia tego regału a raczej dorobienia mu szuflad.Jeszcze będę musiał po internecie pochodzić za hurtowniami opakowań foliowych.Chodzi o porównanie cen woreczków i siatek na precle.Może gdzieś taniej da się kupić,niż Wojtek przywozi?Porównać ceny taśm do kasy fiskalnej.Spisać tele i zadzwonić.Jest samochód i jest kierowca,to się go wyśle.Wytłumaczyć mu tylko dokładnie trzeba jak tam dojechać,albo napisać pokolei na kartce całą trasę.Dać gotówkę do zapłaty.Myślę nad upoważnieniem Wojtka,do mojego rachunku bankowego i wyrobienia kart płatniczych,wtedy bedzie mógł kartą zapłacić za towar a nie brać ze sobą dużej gotówki.Błażej jest najbardziej rozsądny z Markiem.Nie zazdroszczą.Wręcz współczują.Nawet Błażej kiedyś powiedział,że Wojtek nawet nie widział dobrze Krakowa,zabytków odkąd przyjechał.Że napewno by chciał zobaczyć niejedno.Ale Wojtek stwierdził,że nie płacze z tego powodu.Powtórzył za mną a raczej za Markiem Kondratem.Coś za coś.Ale po chwili namysłu dodał,że jeszcze zaprosi mnie do żydowskiej restauracji na Kazimierzu na dobry,koszerny obiad przy żydowskim świecznikujako dług wdzięczności.A przy okazji zwiedzimy stary,żydowski Kazimierz i pójdziemy do rondla po prosto z ubojni mięso i pachnące wędliny.Nie mamy czasu zawiele dla siebie.Ale wartało.Tymbardziej że jest mądry i rozsądny człowiek.Pomyśleć,że przyjechał z Ukrainy,taki mały człowieczek i wszystkiego jest ciekaw.Wszystkiego się uczy i jaka pracowita mrówka z niego.TYLE.DOBREGO DNIA I SŁOŃCA NA TWARZY.

IDZIE WIOSNA,ALE NÓG JEJ NIE WIDAĆ.

Podobno idzie do nas wiosna.Podobno,bo nóg to jej nie widać.Poranek zimny.Jakieś słońce się próbuje przedrzeć przez chmury,trochę nieudolnie.No,ale rano już ptaszki cwierkają.Ale dzisiaj rano powiedziałem Wojtkowi,że sam polarek,to mało.I poprostu ubrałem na niego kurtkę i tyle.Nie protestował za wiele,bo pamięta co było w górach.Nie bierz swetra z golfem,bo idąc w góry,się rozgrzejemy i będziemy cieknąć potem i bedzie nam zagorąco.Trudno,żebym ok.szóstej rano się z nim kłócił,więc przystałem.Efektem tego był potem kaszel,katar i ręka w kieszeni.No ale ubrał kurtkę na polar z misiem.Otworzyliśmy nawet przed czasem salonik.Przyjęliśmy dostawę prasy i te dodatki do gazet.Wojtek jakoś potrafi się połapać,co do czego a mnie jakoś trudno.Zawsze muszę popatrzeć na nagłówek gazety,żeby przeczytać,jaki dodatek jest z daną gazetą a Wojtek jak układa pod ladą te dodatki,to zapamiętuje i potem odrazu podaje gazetę plus dodatek.I zapyta co jeszcze..A ja to wybiję na kasie cenę,powiem głośno ile klient ma zapłacić i tyle.A widzę,że Wojtka metoda nieraz działa,bo klient jeszcze sobie o czymś przypomni i zapyta czy jest.Ale dobrze.Wczoraj przed zamknięciem saloniku,Wuwu umył całą posadzkę mopem,więc dzisiaj mamy z głowy.Chciałem ja umyć,ale on kazał mi wziąść wszystkie rzeczy i poczekać na zewnątrz.Potem tylko wylał wodę z wiaderka i postawił je za drzwiami,żeby już nie wchodzić.Potem ja pozamykałem dokładnie drzwi a Wuwuś poszedł odpalić naszego,jak to Marek określa dżaguara i podjechał pode mnie.Wsiadłem szybko i ruszyliśmy w kierunku domu.Pochowaliśmy papiery wszystkie.Podliczyliśmy kasę i wreszcie to,na co oboje czekamy.Pocałunek a raczej pocałunki.Wuwuś przytuli się do mnie.Obejmie mnie w pół.Głowę oprze na mnie.Ja pogładzę mu włosy.Potrzebują już fryzjera,tak jak moje.Trzeba by..Podniesie głowę w górę.Patrzy na mnie.Ja na niego.Schylę się,żeby go pocałować.Zassamy się tak przez dłuższą chwilę,że aż wzbraknie nam tchu.Pozderzamy się czubkami nosów.Znowu pocałujemy się.Popatrzymy sobie głęboko w oczy i znowu pocałunek.To wezmę i uniosę go za pośladki w górę.On obejmie mnie rękami za szyję.Przytuli głowę do mojej.Pocałuje go w kark,szyję,za uchem w samo ucho w policzek i idziemy się tooples rozebrać i wskakujemy razem pod natrysk.Trochę już ciężka ta moja myszka.Już nie to,co przyjechał wybiedzony,wychudzony z Ukrainy,że nawet wystawały mu kości policzkowe.Teraz i rumieniec się na jego ślicznej buźce pojawił i wzrost wagi o jakieś 5,6 kilo.Dobrze.I już nie jest taki wystraszony,pełen obaw i niepokojów.Już idziemy od auta do bloku,to sobie podśpiewuje.Zupełnie inny człowiek.Pytałem go wczoraj przed snem,co bedzie,jak go mama nie pozna.Już ostatnio patrzyła,jak jest ładnie ostrzyżony.Że jest ślicznie ubrany..No..Niewiele widać przez ten obraz kamerki internetowej.Taki mały, objętość monitora obraz.Ale chociaż przez chwilę,się zobaczą-zamienią kilka zdań..Przynajmniej Wojtek jest spokojny że mama żyje.Ale i mama też,że on żyje,że ma się dobrze.Że jest wszystko w porządku.Zawsze mi się podoba ten tekst końcowy mamy.Trzymaj się zawsze druga Mariusza a bedzie ci dobrze.To jest prawdziwy mężczyzna.Wszystko potrafi.Wiele się od niego nauczysz.No bo przy każdej rozmowie siedzimy obok siebie,jak dwaj koledzy.Mama Wojtka zawsze prosi mnie,żebym zadbał o niego jak najlepiej potrafię.Że pomodli się za mnie.Ostatnio powiedziała,że modli się za nas.To już dobrze.Może jej szczera,serdeczna modlitwa była jakimś przyczynkiem do poprawy stanu rzeczy?Ale teraz jak powie mamie,że śpi pod wełnianą kołdrą i głowę kładzie na wełnianej poduszce,to wprawi mamę w stan osłupienia.Ale bedzie płakać ze wzruszenia.Ale kiedy nie płacze.Zawsze.kiedy nastaje połączenie i pojawia się obraz i Wojtek powie Szczęść Boże,bo tak u nich w domu zawsze się mówiło.Babcia to wypesfadowała,to nastaje cisza i łzy płyną mamie po policzkach.Jest obok mnie mój dobry drug Mariusz-mówi po chwili Wojtek i odrazu pojawia się uśmiech na jej twarzy i dwa złote zęby na przodzie.Kiedyś to synonim bogactwa,bo nie każdego na takie było stać.U nas to odrazu rzuca się w oczy,że ze wschodu.Waldka przekonałem,żeby poszedł do dentysty i zamienił te złote zęby na białe implanty.Maciek wziął wolne,na dni wizyt u stomatologa.Nie wymawiam mu tego,ale to ja dałem mu namiary do dobrego stomatologa z NFZ.Za robociznę nie płacił a tylko za załatwione od jego mamy z prywatnego gabinetu implanty,wysokiej jakości materiału.Teraz mówię Wojtkowi,że nie może powiedzieć mamie,że właściwie współprowadzimy małą działalność handlową,ale że po operacji na otwartym sercu,po której czuje się dobrze a wręcz fenomenalnie i chodzi po górach,nie może dźwigać i zmienił pracę na sprzedawcę w kiosku z gazetami u druga Mariusza,który sobie otworzył taką działalność,bo tam w sklepie nie mógłby pracować,przez to,że jemu nie wolno więcej jak pół kilograma dźwigać.Na co Wojtek odpowiedział że powie,że ja jestem wszędzie z nim i dzięki mnie wrócił do zdrowia i dzięki mnie pracuje i dzięki mnie,mieszkamy sami w wynajętych dwóch pokojach.Posłuchamy,co mama powie na koniec.Trzymaj się druga Mariusza..Czy może trochę więcej.Ale to za dwa tygodnie dopiero.Narazie to Marek pyta o Zakopane.Że dawno nie był i że z przyjemnością pojedzie odpocząć.Ale gdzie tam odpocząć..-dodaje.Mariusz zaraz wymyśli wczesne wstawanie..A potem drogę krzyżową szlakiem..I taki to bedzie odpoczynek..Ale jakoś nie bawi mnie chodzenie po Krupówkach i oglądanie tych samych sklepików,co u nas w Galeri Krakowskiej.Wolę w to miejsce pójść pooddychać świeżym,górskim powietrzem i tymi tatrzańskimi lasami.Podglądnąć tą przyrodę budzącą się z wiosną do życia.Zobaczyć piękne krajobrazy.Z dala od zgiełku i cywilizacji.Marek teraz się nabija z nas,pod kontem tej reklamy FUNPACK.Ale patrz,patrz..Jaki poruszony siedzi Wojtek na tym szczycie z Mariuszem.Rozum i Serce.Wczoraj nawet nam przyniósł ulotkę nimi.Ale popatrz jakie podobieństwo-mówił do Błażeją.Ja się śmiałem,że tam na szlaku dopiero bedzie się śmiał..Jezus..Ale jakiś łagodny szlak wybierz..I nie do nocy..No nie.Tak 17,30-18,00 musimy już zejść ze szlaku na Kuźnice.No bo ciemno się robi.Mamy dobrą latarkę ale na nas czworo,to może być za mało,więc lepiej przed zmierzchem być już na dole.Co?Dopiero?Jezus..Dawno nie byłeś,więc musisz skorzystać jak najwięcej.Jak wytrzymam.Ale macie zdrowie,kondychę..Gdzie tam.Na spokojnie,nie na wariackich papierach,sobie idziemy.Patrzymy na prawo,na lewo..Patrzymy za siebie,jakie widoki mamy..To szukamy żywicy na drzewach do żucia.Dobra na układ oddechowy i na gardło.Odświeża oddech zarazem.To pochlapiemy się w potoku i chwilkę odpoczniemy,odsapniemy.Wsłuchamy się w szum potoku.Posłuchamy śpiewu i treli ptaków i spróbujemy rozpoznać,azyl to głos.Ten szum wiatru.To jakieś zdjęcie.I idziemy dalej.I tak nam schodzi.Tylko nie nad przepaścią,bo ja mam klaustrofobię.W lekkim stopniu,ale mam.Pół godziny temu był Waldek u nas.Tak patrzył z zazdrością na Wojtka.Ale ten Mariusz cię prześlicznie ubiera.Łoj..Wspólnie na to pracujemy,że nas stać na to,żeby wyglądać elegancko.Łoj..Jakie zapachy.Dobrze to Marek mówi że wy to elita.A cały czas płaczecie,jak wam potrzeba pieniędzy.Że to wypłacić,tamto..A tu markowa odzież,markowe perfumy..No nie markowe.Zwyczajne podróby.No ale nie zazdroszczę wam,tak cały dzień siedzieć tutaj.No coś za coś-odpowiedziałem.Ale jesteśmy razem.Poukładamy sobie wszystko.Dostawy przyjmiemy..I spokojniej.No pewnie..Jak przyjdzie klient,to trzeba wstać,żeby nie nabałaganił i nic nie ukradł.A tak siedzimy sobie i czytamy coś.To w radiu coś ciekawego mówią..To pani kioskarka na emeryturze przyjdzie i posiedzi i coś opowie.To Mariusz coś na blogu napisze.To ja zobaczę nasze precle..Potem podjąde jakieś zakupy zrobić i pojadę przyrządzić obiad..No i potem sobie już siedzimy-wyjaśnił Wojtek.Źle nie mamy.TYLE.

TROCHĘ PRACY I OBOWIĄZKÓW BYŁO..

Trochę pracy i obowiązków było,więc i nie było kiedy napisać notki na blogu.Ale dzisiaj już więcej luzu i mogę sobie pozwolić na napisanie.Zresztą jak zawsze zapytałem Wojtka,czy nie będę potrzebny,albo czy nie ma dla mnie nic.Odpowiedział że mogę sobie usiąść i wejść na bloga.Położył koło mnie talerzyk z ciastkami michałkami i szklankę soku wieloowocowego.Poczułem się miło.Buziaczka nie było,ale wiadomo,że to miejsce publiczne a do tego jeszcze Wojtka make-up.To już w domu.W piątek stałem na preclach,gdyż nic nie wynegocjowalem z paniami.Ale pogoda iście wiosenna i słoneczko świeciło,więc dobrze mi się siedziało.Tyle że trzeba było wcześniej wstać i Wuwuś się trochę przeze mnie nie wyspał,no bo on był by chory,jakby nie wstał ze mną.Nie zapakował mi torby do pracy i nie przyrządził mi kawy do kubka i do termosu.Ale i też buziaczek i kilka chwil w oknie.Nic na to nie poradzę,że on tak się przyzwyczaił do mnie i tak kocha.swoim małym serduszkiem.Potem w pracy zobaczyłem,że oprócz termosu z kawą i kanapek były jeszcze dwa banany.Trochę wyszedłem z wprawy przeciąganiu woreczka na preclu.Porozrywałem trochę woreczków,nim wszelem w rytm.Ale nawet dobrze mi się siedziało.Koło dziewiątej rano,pani kioskarka przyszła na prośbę Wojtka i przyniosła mi jogurt i dwie drożdżowki.I tak szła na zakupy,to przy okazji wdepła.Podziękowałem jej i Wojtkowi i kazałem przekazać mu,że jest wszystko w porządku.Ona potem siedziała z Wojtkiem i rozplanowywała zmiany w urządzeniu saloniku.Wojtek uparł się na ten pół automatyczny regał na papierosy.Taki,jaki widzi się nad kasjerem w hipermarkecie.No cóż.Nie będę się z nim kłócił,kiedy zwolnione miejsce na regale chce wykorzystać na tytonie,cygaretki zapachowe,maszynki do skręcania papierosów.No bo wypłaciliśmy już RUCH całkowicie i jesteśmy już zupełnie na swoim,więc nie musimy stosować się do zaleceń firmy RUCH,tylko możemy zamawiać towar po swojemu i urządzać według własnych pomysłów salonik.Teraz nikt niczego nam nie narzuca.Pani kioskarka stwierdziła,że jeśli mają być różne rodzaje tytoni jeszcze i cygaretki i fajki i pozostaje rzeczy,to potrzeba zwolnić miejsce na regale i przenieść z dołu,do góry rzeczy a dolnej części dorobić szuflady i tam powkładać ten asortyment.Na regale tylko zrobić wystawkę że jest.Może i Wojtek ma rację,że więcej ludzi bedzie u nas w saloniku.Ale dużo bezdomnych zacznie się pojawiać.Cóż.Przeżyjemy to jakoś..Zamówiłem już na środę panów do montażu tego pół automatyka.Teraz pytanie,czy do ściany montujemy i przesuwamy kasę fiskalną też do ściany,czy do sufitu i będą dwa takie długie pałąki.Po drugie,to będziemy już w piątek mieli lottomat.Tak że bedzie można u nas nadać kupon.A nuż ktoś wygra szóstkę w dużym lotku i potem napiszą w gazecie i pokażą w telewizji,że w tym saloniku padła rekordowa wygrana i potem będą stały kilometrowe kolejki,do "szczęśliwej"kolektury.W piątek jak stałem na preclach,to Wojtek praktycznie co godzinę dzwonił do mnie.Koło trzynastej pojawił się Marek z dużym kebabem w cieście.Jesteś..Wojtek dał kasę i kazał ci kupić i zanieść.Jednak w Katowicach są pycha kebaby.W kraku takie sobie.Ale zjadłem.W sobotę znowu dostawy,za dostawami.Później,to już zmęczeni wróciliśmy do domu,że tylko wziąść prysznic,zjeść kolację i położyć się spać.W niedzielę,to znowu ja poszedłem odebrać pieniądze za precle a potem pojechałem do domku i zająłem się przyrządzaniem,patroszeniem pstrąga a miałem dużo pracy przy nim.Potem jeszcze składniki i potem smażenie.Tak że jak Wojtek przyjechał z Markiem i Błażejem,to już się ziemniaki gotowały.Ryby się kończyły smażyć.Sałatka z pomidorów zrobiona.I ten zapach smażonej ryby i płatków migdałów,który unosił się w powietrzu.UUH..Później zadzwonił Maciek,co porabiamy i że może by przyjechali do nas w odwiedziny,jak nic nie mamy przeciw.Odpowiedziałem że nic nie mamy przeciw i zapraszamy.Wojtek się dziwnie na mnie patrzył,ale wyjaśniłem mu,że musi się umówić z Maćkiem na video skypa z rodzicami.Wcześniej Waldek musi napisać sms do księdza proboszcza tam,na ukraińską parafię.No i za dwa tygodnie dopiero,bo w ten wekend jedziemy w nasze ukochane góry.Błażej z Markiem też z nami jadą.Już dzwoniliśmy do naszej pani gospodyni z rezerwacją dwóch pokoików dwu osobowych.My będziemy mieć swój pokoik z podwójnym,drewnianym łóżkiem i dużym balkonem z widokiem na góry,natomiast chłopacy piętro niżej i tylko z malutkim okienkiem i łazienką na korytarzu.Jedziemy w poszukiwaniu krokusów i powitania wiosny.Pierwszy stopień zagrożenia lawinowego,mówiła osoba z TPN w radio RMF.fm,więc spoko możemy iść w góry.Wojtek stwierdził,że ja wybiorę bezpieczny szlak i bedzie dobrze.Tak.Mariuszek to ekspert i wogóle..Bóstwo-dodał Marek.Dlaczego?Ostatnio dobra była trasa.Trochę ślisko było na początku,ale my mamy kije a potem te zaspy śnieżne w których grzęźliśmy i powoli przemieszczaliśmy piewy przód.Nogi bardzo bolały,ale to są góry.Im większe zmęczenie,tym więcej jodu wdychasz i świeżego powietrza.Wiem..Ekspert Mariusz tak powiedział.O popatrz..Właśnie jesteście.Mariusz to rozum a Wojtek serce.I siedzą na szczycie tatr z dala od zgiełku i cywilizacji.Ale nie polećcie w przepaść,jak będą owce śpiewały funpack.Z tabletem funpack..To tylko reklama orange.No,ale jacy podobni.Ryba wszystkim smakowała.Waldek jak przyszedł,to powiedział że ja umię a że oni nie potrafią.Najwyższa pora się nauczyć-krzyknął Wojtek.Milczenie.Ale dobrze.Oglądali tak to nasze mieszkanko Waldek z Maćkiem.Oglądali,macali,te wełniane wyroby.Marek odrazu zdjął spodnie i się pod kołdra położył.Wojtek już krzywo się patrzył.Ale Marek dalej swoje.Super.Takie to mięciutkie,delikatne..No proszę,jak śpi elita..Nie,to oligarchia-żartował Marek.No..Ten obrus też Tatry..Jesteś.To tak ręcznie tkane?Mają ludzie talent..Niesamowity-podziwiał Marek.No i wszędzie zdjęcia z tatr z wypraw.Maniacy.No widzisz Wojtek?To dzięki mnie tak masz dobrze-mówił Waldek.No nie będę klękał na kolana przed tobą za to-odpowiedział mu Wojtek.Mariusz i tak i tak przychodził do was,to i tak byśmy się poznali i tak.Napisz ty lepiej sms do księdza proboszcza,żeby za dwa tygodnie ja mógł złożyć świąteczne życzenia rodzicom osobiście.Dobrze.Ale wy działacie.Wy już nie wiecie,co z pieniądzami zrobić.Wiemy,wiemy.Jakbyśmy tak dużo ich mieli,to kupili byśmy już mieszkanie.A tak..No proszę,jaki śliczny ten kwiatek..No..Dostałem od Wojtka mojego,drogiego na walentynki.To przecież Wojtek jak niósł tego kwiata,to go widać nie było.Sam kwiat szedł..-żartował Marek.Nie.Razem byliśmy bardzo wcześnie rano na giełdzie kwiatowej po róże na walentynki i Wojtek zapłacił za tego kwiata i mnie zawołał,żebym wziął go do samochodu.Jak wsiedliśmy do auta i jechaliśmy już w kierunku saloniku,to powiedział mi,że to jest moja walentynka.I co?To przekwitnie i tyle..I znowu na Walentynki wypuści tylko jeden pączek a z niego takie ala serce kwiat.W saloniku na witrynie jest cyklament,czy inaczej fiołek alpejski.To znane a to niespotykana roślina-mówił Waldek.Spotkałem w kwiaciarni cięte takie kwiaty.No proszę..Ale jak są pieniądze,to można sobie pozwolić.I pomyśleć,że Maciek jest po studiach a oni nie są i już tyle za tak krótko-mówił Waldek.Błażej odpowiedział za nas,że ciężką pracą i też nie wszystko mamy.Wiele trzeba by..Ale ważne,że Wojtka nikt nie wykorzystał tu w polsce i że trafił właśnie na Mariusza.Że trzeba pracować?No trzeba.Ale są efekty tego.Bożego świata nie widzą.A wy osiem godzinek i do domu.Nad wszystkim czuwaj,patrz,licz..Pilnuj dostaw prasy i tych filmów i tego tam..Podziwiam Wojtka,za to,że jest taki pracowity.Że chce się uczyć wszystkiego i wszystkiego jest ciekaw.Że i obiad cały zrobi..-mówił Błażej.Nad wyraz.Taki mały,niepozorny chłopak i do tego jeszcze z ukrainy i tyle już sukcesów.A i kochają się.Nie masz co zazdrościć im.Dają sobie jakoś radę.Jerzy teraz przechodzi i zatrzymuje się przy wystawie i patrzy co stracił.To się nazywają mądrzy ludzie.Zamiast siedzieć na dupie,to byście też pomyśleli nad czymś swoim.Ale gdzie tam.Trochę własnych środków,do reszty leasing,albo kredyt w banku i już..-kontynuował Błażej.Dzisiaj nie liczy się wykształcenie a tani pracownik.Jak najtańszy.Albo własny,nawet mały biznes.Pieniądz dzisiaj bierze górę.Wiem to na swoim i Marka przykładzie.I co?Nie żal ci,że tak jest-pytał Maciek.Nie.Myślę jak z tego sensownie wybrnąć.Tyle.Potem jak oni poszli,to umyliśmy naczynia i poszliśmy spać.Wojtek dzisiaj pojedzie do domku i ugotuje makaron i da ser biały na to i poleje śmietanką i posypie cukrem.Musimy odpocząć od mięsa i zjeść coś na słodko.TYLE.