Miesięczne archiwum: Czerwiec 2012

ZMIENNA POGODA, ŁZY RADOŚCI I SMUTKU.

Cały tydzien dominowała zmienna pogoda.To zapowiadano przelotne opady deszczu a w efekcie nie padało.To znowu ponury,deszczowy dzień i do tego śpiący.Niemniej na tyle,na ile pogoda pozwoliła nam,to pokazaliśmy Kraków i zabytkowe miejsca,które oni chcieli zobaczyć.No przede wszystkim onyksowy sarkofag w podziemiach katedry wawelskiej Lecha i Mari Kaczyńskich.Dla nich to priorytet.Ze łzami wzruszenia klęczeli przed sarkofagiem i modlili się.To Wojtek siedział w saloniku a ja ich oprowadzałem po Krakowie.To znowu ja siedziałem a Wojtek z nimi poszedł.W zeszłą sobotę pojechaliśmy na noc synagog na Krakowski Kazimierz.Oczywiście my panowie dostaliśmy na wejście jarmułkę na głowę.Mama Wojtka wzięła moją czapkę z daszkiem i ubrała ją.Obejrzeliśmy cenne eksponaty kultury żydowskiej w kilku synagogach byliśmy i zwiedziliśmy.Potem poszliśmy na małą przekąskę do żydowskiego lakalu,gdzie grała z głośników żydowska muzyka i utrzymane stare wnętrze,jak wtedy przed wojną.Wojtek jako prowadzący samochód nie mógł sobie pozwolić na browar lany,ale my sobie wypiliśmy.Przyjechaliśmy na 01.00,to tylko umyć się i do spania.Bardzo podobał się rodzicom Wojtka Kraków.Pierwszy raz byli.Tradycyjnie nakarmiliśmy goląbki w niedzielę na Krakowskim rynku i zjedliśmy po obwarzanku z naszego stoiska,bo mamy gwarancję świeżości a na rynku to różnie.W poniedziałek poszliśmy na Wawel.Wojtek handlował w saloniku a ja poszedłem z nimi zwiedzać wawelskie komnaty i jeszcze raz musieliśmy zejść pod ziemię przed sarkofag pary prezydenckiej.Rosjanie was najdrożsi zabili.Oni nie lubią solidarności i prawdy-mówiła dość głośno mama Wojtka.Ale co im to dało?Solidarnośc i tak żyje i tak żyje-dodała.Wzruszający pobyt na wawelu.Potem poszliśmy do nas do saloniku.Mama wzruszona patrzyła na Wojtka,który nadawał komuś lotka i wybijał kwotę na kasie fiskalnej.Wowka!Masz się trzymać Mariusza za rękę mocno!To jest mądry i rozsadny człowiek.Słicznie tu macie..I już dlieńgi wpadają..No proszę.Wziąłem od Wojtka na bilet i pojechaliśmy do domku i razem z mamą przygotowywałem obiad.Póżniej pojechaliśmy z powrotem do saloniku z obiadkiem dla Wowki.Mamusia płakała,że Wowka tam głodny siedzi..No jak każda dobra matka.Zajechaliśmy do saloniku i w nim przeczekaliśmy deszcz a potem poszliśmy przez rynek na Krakowskie błonia.Miejsce pamiętnych mszy z papieżem.Byliśmy w ciągu tygodnia w sanktuarium w Łagiewnikach.Chodziliśmy po całym ogrodzie.Byliśmy w Centrum Jana Pawła II.Byliśmy w słynnym z czasów PRL-u kościele Arka Pana w Nowej Hucie.Byliśmy na grobie mojego ojca.Dla nich wielkie przeżycie,że tyle ludzi odwiedza groby.Że palą się znicze.Że tyle kwiatów.Że takie śliczne nagrobki.Powiedziałem im że taki jak mój nagrobek chce postawić Wojtek babci najdroższej.Pytali mnie ile pieniędzy trzeba by..U nas jakieś 3,5 tysiąca a na Ukrainie to nie wiem ile kosztuje. hahaha Łzy radości mama miąła,widząc jak Wojtek to to zrobi,to tamto.Że wygląda lepeiej.Że ma taką ciekawą fryzure na trójkąt.Że tyle przy mnie się nauczył i chce.W czwartek byliśmy na procesji Bożego Ciała na rynku.Nie wiarygodne dla nich,że tyle zgromadzeń zakonnych,księży,biskupów i tyle wiernych.Na Ukrainie nie ma tak.Milicja potraktowałą by jako nielegalne zgromadzenie.Wczoraj poszedłem z nimi do Galeri Krakowskiej.Wojtek dał dość sporą sumę pieniędzy na zakupy i pokupiliśmy im i koszule i bieliznę i kurtki.I zjedliśmy dobre lody.Pytałem tylko,czy nie trzeba cła płacić na granicy,za przewóz rzeczy nowych,ale nie. mucha  mucha Wogóle dla nich pod wielkim wrażeniem był ten pobyt.Dzisiaj dopołudnia pojechałem z nimi pokazać nowe mieszkanie.Stoi w nim już cykliniarka i od poniedziałku pan rusza z robotą.Jest miejsce dla nich,bo są dwa pokoje,ale oni tak jakoś przywiąxzani do swojej ziemi a po drugie,to pracują jeszcze.Jak przejdą na emeryturę,to wtedy będą mogli częściej przyjechać.Chcieli zobaczyć Wadima/Waldka/,to dziś był z nami odprowadzić ich na dworzec.Ukochaliśmy ich mocno.Łzy gromkie mieli i oni i my.Jeszcze chwila w przedziale i wyszliśmy na peron.Mama stała w oknie i płakała.Myśmy podciągli się na oknie i przytulili do jej twarzy.Mamo.Nie płacz.Emerytką jak będziesz,to będziesz siedzieć u nas na stałe.Będzie ci dobrze-mówił Wojtek.Ja znowu mówiłem,że na święta może wygospodarować urlop i przyjadą do nas.Najedli siętruskawek z wiejską śmietanką.Dużo owoców.Wiejską kiełbasę wzięli ze sobą na Ukrainę.Jakieś 2,5 kilo.Kiedy konduktor zagwizdał do odjazdu,to ryk był nie przeciętnyNIEEEEEET!Wojtek zdołał powiedzieć mamie,żeby sprawdziła te gele z rossmana,czy nie przeciekają.Ale kocham was,jak synów i będę myśleć o was.Ale..ty już zapominasz ukraiński język Wowka..To musisz przyjechać na stałe,to będziemy mamuś razem po ukraińsku rozmawiać,to nie zapomnę.Mama i tata Wojtka nie mają nic przeciw,że mają syna geja.Zaskoczenie dla nich tylko,ale widzą normalność i tak samo jak u nich,tak u nas,więc zaakceptowali nas.Często trzymała mnie na mieście mama za rękę.Mariuszek..-mówiła.Jest dobrze. hehehe TYLE.

MAŁO CZASU NA COKOLWIEK,ZAKUP NOWEGO LAPTOPA,1 ROCZNICA NASZEJ ZNAJOMOŚCI Z WOJTKIEM I WIZYTA JEGO RODZICÓW.

Na początku chciałem w imieniu Wojtka i własnym przeprosić za to,że tak długo nic nie napisałem na naszym blogu,co zwykle regularnie było.Teraz jest mało czasu na cokolwiek,bo i salonik i wózki z precelkami i mieszkanie nowe do remontu,ale to nie spieszno nam.Powoli z głową,jak to Wojtek mawia się pomyśli i powoli będzie planowało,kupowało i robiło.Mieszkanie jest w Nowej Hucie,to jest na drugim końcu krakowa.Blok pamięta lata 70-te.Mieszkała tam staruszka,która przez bardzo długie lata nie remontowała,nie malowała ścian.Więc okna są do wymiany na plastikowe.Nie wypadają jeszcze,ale są szczeliny pomiędzy ościernicą a oknem i podwiewa,jak się przyłoży palec.Czuć.Podłoga do cyklinowania i lakierowania.Stan techniczny podłogi jest dobry.Jest to parkiet,więc był fachowiec oglądnąć i powiedział że nie ma konieczności wymiany jej,tylko wycyklinować ją i podwójnie wylakierować i będzie jak nowa.największa robota będzie w kuchni i łazience.Tam stare lamperie na ścianach trzeba będzie skrobać i opalać,żeby przygotować ściany pod flizy.Na ziemi była wykładzina PCV,ale zdarłem ją i beton jest dobry.Narazie na środę pan od podłogi,którego poleciła nam babcia kioskarka,ma załatwić cykliniarkę i mamy się dogadać w kwesti ceny zaczął by robotę powoli.Potem powie jaki lakier i ile mam kupić do lakierowania podłogi i wylakieruje ją.Drugi etap to flizy i terakota w łazience i kuchni.W przedpokoju damy na ziemię terakotę a na ściany chciałem dać boazerię drewnianą.Wojtek myślał o tapetach zmywalnych,ale ja jakoś nie mam przekonania do nich.Ale jak będzie chciał,to będą w przedpokoju.Niech ma też swój udział w aranżacji naszego mieszkania.Po kafelkach wymiana okien w małym i dużym pokoju i kuchni.Sanitariaty w łazience i kuchni.Potem malowanie ścian i sufitów i na samym końcu zakup mebli.Tak przeglądaliśmy gazetę Dziennik Polski i ogłoszenia i zadzwoniłem pod numer.Cena dość przystępna i na naszą kieszeń.Pojechaliśmy obejrzeć po pracy i nazajutrz już,po wspólnej dyskusji i naradzie z Wojtkiem i Błażejem,zadzwoniliśmy do właściciela,który po swojej matce sprzedaje to mieszkanie,gdyż buduje się pod Krakowem i to w którym obecnie mieszka,dwa piętra wyżej,myśli wynajmować kiedyś,że kupimy je.Poprosiłem tylko,żeby przygotował akty własności i wszystkie papiery dot.tego mieszkania i pojechaliśmy przeglądnąć papiery i on po kilku dniach zadzwonił do mnie na koma,że nagrał wizytę u notariusz i że przepisujemy prawnie mieszkanie na mnie.Kasę przelałem z mojego konta na jego konto.Teraz czekamy na akta własności i na cykliniarza.Marcin znalazł pracę w restauracji,dzięki Błażejowi.Nieoceniony jest.Jak narazie,to jest zadowolony.Jest na dwu tygodniowym okresie próbnym i jak się sprawdzi,to jest szansa,że podpiszą z nim umowę.Przynajmniej nie ma czasu na myślenie o tym,co było i co zakończył definitywnie.Dobrze.Wczoraj Wojtek koło południa pojechał odebrać z dworca Kraków Główny swoich rodziców.Kazałem mu stanąć autem,tam gdzie zawsze parkujemy,jak idziemy do galeri krakowskiej.Żeby nie płacił za parkowanie w strefie.Było dla niego wielkie przeżycie.Zadzwonił odrazu,że zawiezie ich do domu z bagażami,żeby odpoczęli.Zrobi jakiś obiad.Potem przyjechał z nimi do saloniku.Bardzo serdeczne powitanie z mamą Wuwu.Odrazu na pierwszy raz,poszli do katedry wawelskiej na grób Lecha i Mari Kaczyńskiej.Takie bylo ich życzenie.Byli wzruszeni.Wogóle są przejęci tym,że świetnie sobie radzimy.Samochód,mieszkanie już jest.Własna działalnoś.Wojtek wygląda nie do poznania.PO ewropejsku,jak to mama określiła.Dzisiaj była długa chwila prawdy.Kiedyś trzeba było ten coming-out wykonać.Nie było niepokoju.Nie bylo płaczu.Przyjęli to nawet dość ciepło.W sumie,jak miało by ci być dobrze w życiu i nie mógłbyś mieć  dziewczyny i być sam,to niech tak pozostanie między nami.Wojtek po kilkakroć pytał czy się zgadza mama na to,żebyśmy byli parą,związkiem..W końcu mama powiedziała,że jeśli jest to miłość,to zgadza się.Więc Wojtek przynióśł srebrne obrączki i założył mi a ja jemu na palec i ukochaliśmy się.Mariusz..Nie opuszczę cię aż do śmierci.Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący i wszyscy święci w niebie.Ukochaliśmy mamę i tatę.Mama tylko powiedziała,że jak będziemy sobie żyli zgodnie i wiernie,to to ma sens.Kochali siebie nawzajem i szacunek będzie,to by chciała.Wartościowy człowiek jest Mariusz.Trzymaj się go.Wojtek zabrał ich na rynek w Krakowie i zaraz powinni być z powrotem.Pójdę przygotować kolację,bo potem jedziemy na Krakowski Kazimierz,gdzie jest organizowana Noc Synagog,gdzie wstępy są gratis i można pooglądać żydowskie pamiątki,eksponaty i wszystko to,co wiąże się z Judaizmem.Myślę że dobry pomysł opracowałem.Póżniej wrócimy do domku,to tylko położyć się spać.Jutro nieczynny mamy salonik.Pójdziemy pokazać im Kraków.Jest oki.Tyle że myślę sobie,że nie musiał kupować w galeri krakowskiej w sieci APART tych obrączek.Byłoby taniej.Ale kup[ił,to kupił.Grawer od spodu jest.Szeroka trochę i gruba,ale spisał się na medal.TYLE.