Miesięczne archiwum: Lipiec 2012

ALE TEN MARIUSZEK MNIE OSZCZEDZA..

Dzień dobry.Wczoraj się źle czułem,ale to nie serce a zmęczenie.Wyspałem się za wszystkie czasy.Dzisiaj rano,co Mariusz nie napisał,chandryczyłem się z nim,bo on chciał mnie i Tawarisza pozostawić w domu i że jak się wyśpimy porządnie i odpoczniemy,to przyjedziemy.Ja nie umię nic nie robić a jeszcze wiedząc że mój drogi ma pełne rece roboty a ja sobie leżę.Niet.Niet.Niet.Właśnie od 2-ej,kiedy zjedliśmy mini obiad,nie pozwolił mi obsługiwać klientów,tylko siedzieć i czytać gazety.Ja w sumie lubię czytać gazety,bo uczę się języka polskiego a trudne słowa czytam na głos a Mariuszek tłumaczy mi ich znaczenie.Bardzo mało już tych słów jest.Cieszę się z tego.Wogóle cieszę się,że poznałem takisgo odpowiedzialnego faceta z ktorym możemy razem coś w tym życiu mieć.Mariuszek cieszy się,że wreszcie zakończyła się jego,nasza tułaczka po wynajętych mieszkaniach.Że wreszcie on jest główny lokator tego mieszkania.Nie jest to wlasnościowe mieszkanie,ale niedaleko przystanku autobusowego i tramwaju.Beauty.Kuchnia z oknem.Mały balkonik na powieszenie prania do słońca,czy na papierosa.Mamy już wszystko.Nie wiem dlaczego Mariuszek wciąż płacze i narzeka,że tylko tyle.Dla mnie aż za dużo.Ja nigdy tak nie miałem w życiu.Jak ja patrzył na moją mamę,która po śniadaniu będąc u nas patrzyła na mnie,rozglądała się dookoła pokoju i łzy płynęły jej po policzkach.Ale ty to masz dobrze.Ty. masz dobrobyt dziecko.Mamo.każdy może tak mieć.Niech pomyśli głową,co mógłby robić dla siebie.Policzy pieniądze.Może jest ktoś,kto poda mu rękę,podpowie,poradzi albo, spyta się w jego imieniu?Potrochu się rozwinie,coś się pomyśli,co jeszcze by do tego dołożył i liczy dobrze pieniądze.Boże.Ty teraz wyglądasz jak europejczyk.Mama patrzyła na mnie.Na to oboje pracujemy od rana,do wieczora.Pewnie.Ktoś taki jak Waldek powie kto wam karze.Nikt.Alejak tylko możemy mieć większe pieniądze i dajemy sobie radę,to czemu nie.Poznałem siłę złotówki.Poznałem polska rzeczywistość.Dzisiaj pieniądze są najważniejsze tu w polsce i mądre wydawanie ich.Pewnie.Można pójść do lokalu,als po co przepłacać,jak można w domu.Ja lubię jak mój facet zrobi.Wyjątkowo smaczne i zdrowe.Ja stanę koło niego,to mu pomogę.Powie co i jak,to pokroję,ubiję.Jemu lekko a ja się uczę przy okazji.Mały laptop.Ostatnio Marek tak mnie nazwał.Nie ma przesady w tym.Tam nie miałem warunków do niczego.Tutaj mam koło siebie faceta,który wiele w życiu krzywdy zaznał i biedy.I wciąż szukał człowieka,który dołoży się do tego wspólnego i razem coś zdobędą w życiu.Ja na ile mógł i na ile mogę,to mu pomagam.Zawsze może na mnie liczyć.Jak coś niewiem,to dzwonię do Błażeja i jego pytam.Dobrze że są tacy ludzie jak oni.Jacy skromni,ale zawsze możemy na nich liczyć.Kiedyś miałem przed oczami obraz ten sprzed kilku lat.Ja siedzący nad talerzem wody zupy z jakimś małym kawałkiem mięska.Trzeba było się policzyć,że mama i tata,też będą chcieli zjeść.Wiem,że moje największe marzenie było,żeby mieć faceta,który zgodzi się z tym,że nie dość że małego wzrostu,to jeszcze ukrainiec.Przestawałem marzyć.Zapomnij.Takichjjak ty,to nie biorą.Duży członek,przystojny,bogaty.Dzisiaj po ponad roku ciężkiej pracy i szczęścia,powiem że wartało marzyć tak.Spełniło się moje marzenie.Mariuszek mówi zawsze,że seksualne towarzystwo tak patrzy,ale urodę można poprawić zawsze a dobrze poukładane w głowie jak ktoś nie ma,to nic nie zrobisz.Pytam nieraz Mariuszka,czy akceptuje mnie takiego jakim jestem?Zawsze odpowiada mi że nie akceptuje,tylko chce.Czekamy już na ten długi wypoczynek.Przemęczeni już tym wszystkim jesteśmy.Nad morze polskie innym razem pojedziemy a teraz tatry na nas czekają.Myślimy jak rozwiązać problem z jedzeniem dla Tawarisza. Sucha karma jest.Może jakieś miesko mu tam na miejscu się ugotuje.Puszkę z konserwą dla psa kupiłem,ale on nie ruszył nawet.Wyniosłem przed blok dla biednych zwierząt.Wedlinę zje,ale nie każdą.Podobno pies jest testerem na zawartość konserwantów w wędlini.Mięska z kaszą,mleko wiejskie,wiejską kaszankę zje.Dajemy mu wszystko to,co my jemy.Fakt,że jest dużo obowiązków,ale zawsze się czas i miejsce znajdzie dla naszego przyjaciela.Jutro będzie upał na dworzu,to go wykąpię.Niech ma śnieżnobiałe futerko.Kupiłem już dla psa szampon,bo na początku nie miałem,to dałem loreal.Ale jest nasz.Tak samo ważny jak mój Mariuszek.I tak samo trzeba o niego dbac,jak dbamy o siebie nawzajem.Mądrość i rozsądek i dobrze poukładane w głowie.Jak ktoś stracił już nadzieję na znalezienie drugiej połowy,albo już nie szuka,bo mówi że to nie ma sensu,to ja też tak myślałem kiedyś.Nie wolno tak myśleć.Bo nie dość że kochają,to dokarmiają coraz lepiej i na rękach noszą.Nie raz aż mi głupio.Nigdy tak nie miałem.Sen się spełnił.Sen o kochającym,dobrym człowieku.Sen o większej wolności.Sen o złożeniu rodziny.Wszystkiego co najlepsze w wakacyjny czas.Wojtek.

JUŻ CZEKAMY NA TE WOLNE DNI,JAK NA ZBAWIENIE.

Już czekamy na te wolne dni,jak na zbawienie.Wczoraj koło czternastej Wojtek pojechał do domu.Cały dzień był taki słaby jak mucba.Ciężko oddychał,sapal,ale nie dawał po sobie poznać,że coś jest nie tak.Ewidentnie widać po nim było,że źle się czuje,ale on,za kazdym razem odpowiadał,że wszystko okay.Nawet mniej palił,ale wszystko okay.W końcu sznycelki wyjąłem na talerzyk i kromki chleba z masłem i zrobiłem herbatę tytułem obiadu.Ja zjadłem połowę z tego i jednego pomidora,drugą połowę zostawiłem jemu.Ugryzł kilka razy i powiedział dokończ.Tawarisz wyczuł że coś jest nie tak i kręcił się koło niego i lizał go po ręce.W końcu usiadł cały zmięty we fotelu i ciężko odsapnął.Obslużysz klientkę?Klientka kupiła co miała kupić i wyszla a ja podszedłem do Wojtka i przytuliłem go do siebie.Myszko moja droga.Co się dzieje?Serce?Nie.Przemęczenie.To weź Tawarisza i pojedżcie do domu.Położysz się i zdrzemniesz.Po dłuższym zastanowieniu Wojtek powiedział że posłucha mnie i pojedzie do domu i się położy.Zabrał Tawarisza,dokumenty i klucze i pojechał do domu.Jak juz był w domu,to tylko zadzwonił, że odebrał pieniądze za precle na stoiskach i że ruch słaby na preclach i że się położy i prześpi.Jak się obudzi,to da znać.Oki.Telefon do wieczora milczał.Myślałem czy śpi,czy zasłabł.Myślałem zadzwonić,ale bałem się,że go obudzę.O 20-ej zamkłem salonik i poszedlem na tramwaj.W tramwaju odebrałem telefon od Wojtka z pytaniem gdzie już jestem.Odpowiedziałemże za pół godziny,będę w domu.Jak ja dawno nie jechałem tramwajem..Bilet od.siebie wziąłem i.skasowałem.Jak.wysiadłem z trama,Wojtek z Tawariszem już czekali.na przystanku.Tawarisz odrazu podleciał i łasił się i merdał ogonem.Trzeba było go pogłaskać.Wuwuś wcale nie przejmował się tym,że na przystanku stoją ludzie,tylko podniósł się na palcach i pocałował mnie w policzek.Dobrze.Chodźmy z tąd.W niedzielę spaliśmy do dziesiątej.Efekt oglądania kina nocnego.Jak chlopacy wyszli było koło 22-ej.Pomyliśmy naczynia.Ja jeszcze przdd nocą wyszedłem na dwór z Tawariszem.Później rozsiedliśmy sie wygodnie na wersalce w dużym pokoju a że telewizor był włączony,więc leciał film.Wciągliśmy się w jego fabułę i tak zleciało do po pierwszej w nocy.Potem odruchowo wyłączyłem telewizor pilotem i tak ja pokracznie siedziałem a pomiedzy moimi nogami,oparty o mnie Wuwuś.Pocałunki,pieszczoty i dalej.Lekko spoceni usunęliśmy.Drzwi od balkonu były uchylone,bo ciepło było w nocy na dworzu.W srodku nocy zrobiło mi się lekko zimno,więc poszedłem do małego pokoju po kołdrę.Zakryłem nas kołdrą i usnąłem z powrotem.I tak rano obudziliśmy się koło dziesiątej z pytaniem, czemu tu a nie w pokoju sypialnym.Tawarisz spał w kącie dużego pokoju na podłodze..No oki.Wyjście po nocy z Tawariszem,poranna toaleta,śniadanie i obieranie ziemniaków.Potem poszliśmy na mszę niedzielną.Jak wrociliśmy,to Wojtek wyszedł na dłuższy spacer z psem a ja nastawiłem na gotowanie ziemniaki.Filety z kurczaka mielismh już usmażone,więc tylko dołożyłem do garnka z ugotowanymi ziemniakami,żeby się zagrzały.Zjedliśmy obiad i co dalej?Zaproponowałem,żebyśmy się przejechali do miasta.Pytanie czy brać Tawarisza,czy nie.No jeśli będziemy chodzić tylko po rynku,po plantach,to możemy,ale jak będziemy chcieli wejść do Galeri Krakowskiej,to co zrobimy z psem?Lepiej niech on zostanie w domu.Drzwi od balkonu otworzyliśmy mu.Wojtek przebrał jeansy na flanelowe rybaczki.Kolor lekko różowy.Do tego obcisły t-shirt różowy.Chciał nałożyć klapki japonki,ale lepsze czucie ma w nogach w adidasach,prowadząc samochód,wiec ubrał adidasy a klapki wziął na przebranie,jak dojedziemy na miejsce.Na rynku chciałem zaprosić Wuwu na kawę pod parasol.Nawet chcialem iść do lokalu tam,gdzie Błażej pracuje,ale Wojtek niet.Chciałem zaprosić go na pizzę do pizzeri Dominium, ale on też niet.Nie masz na co pieniędzy wydać?Tyle rzeczy trzeba nam jeszcze..Tyle wydatków teraz mamy..Mariuszek?Wiem że chciałeś zrobić mi przyjemność,ale to już w Zakopanem,zaprosisz mnie na kwaśnicę.Okay?Doszliśmy do Galeri Krakowskiej.Tak chodziliśmy po pasażu i patrzyliśmy na tą wyprzedaż lata.Tak na zasadzie,że może coś nas urzeknie,albo będzie warte uwagi.Myślałem zaprosić na lody.Wart jest nawet nie takich lodów i nie takiej kawy.Wojtek nerwowo pociągnął mnie za rękę.Jakiś bezdomny mruknął że pedały przyszly.Nerwowo szukał sklepu TCHIBO.Jest.Wleciał do srodka.Zamówił 20 deko mielonej africany do torebki i świecę koloru czerwonego.Przy okazji wziąłem katalog.Potem poleciał do Carrefour. Tam kupił dużą,zamrożoną pizzę i jakieś ciastka pakowane.Przeszliśmy jeszcze po poziomie +1,weszliśmy do house.Nic ciekawego nie bylo.I tak zjechaliśmy schodami do wyjścia.Jeszcze trochę posiedzieliśmy na odcinku plant,gdzie spotykają się geje.Kilku pijanych bezdomnych tylko pytało,czy mogą sie coś zapytać..Czy poczęstują mnie panowie papierosem..Tak wyszło..Nie.Odpowiedziałem stanowczo.Musielibyśmy Wojtek mieć przy sobie wagon cygaretów tutaj,bo zaaz by nastepny przyszedł i kolejny..Doszlismy do samochodu i pojechaliśmy do domu.Tam odrazu zabrałem Tawarisza na dwór a Wojtek przyrządzał aromatyczną kawę TCHIBO.Czerwona świeca paliła się na ławie w duzym pokoju.Pizzę wlozyle na patelnię i podpiekłem z obydwóch stron.Talerze już czekały na kawałki pizzy.No i co?Taniej masz,jak już tak chciałeś i więcej swobody kotuś-wyjasnił mi Wuwu.Złapał swoją dłonią moją dłoń.Pocałował mnie i przeprosił za małą scenkę na mieście.Teraz w Zakopanem pójdą pieniądze.A nawet dywanu w dużym pokoju nie ma.A miksera nie ma..A głupie nawet żelazko by się przydało nam..Nie obraź się.Ten żelowy zegarek nie musi już być.Nie gniewaj się.TYLE.

UFF..CAŁA SOBOTA PRZY KUCHNI.

W sobotę zaraz po śniadaniu,podjechaliśmy do marketu na wieksze zakupy.Zapakowaliśmy tylnie siedzenie totalnie.Jeszcze ja chciałem zapłacić kartą a tu i zbliżeniowo i normalnie z wklepaniem przeze mnie kodu nie przyjmuje mojej karty.Jakaś lewa ta karta-powiedziała kasjerka.Jak to dobrze,że nie posłuchałem Wuwu i wziąłem cały portfel.U nich jakieś wadliwe urządzenie a nie lewa karta.To pani jest jakaś wadliwa-dopowiedział kasjerce lekko poddenerwowany Wojtek.Powrzucałem resztę zakupów do wózka i pociagłem go za rękę.Po co niepotrzebna awantura.No co kochanie.Chyba mogę zaprotestować?-krzyknął Wuwu.Dobra.Pociagłem go silniej i koszyk z zakupami.Zapakowaliśmy na parkingu zakupy do auta i pojechaliśmy do domu.Jerzy krążył koło koszów na śmieci w poszukiwaniu petów.Nawet schludnie ubrany.Odrazu jak zajechaliśmy do domu,to Wojtek zajął się wypakowywaniem zakupów a ja wyszedłem z Tawariszem na dwór,na dlugi spacer.Podchodziłem z nim ponad czterdzieści minut,że aż Wojtek dzwonił,co się z nami dzieje.A Tawarisz znalazł gruby patyk i przynosił mi pod nogi,żebym mu rzucił.I tak zleciało na bieganiu psa.Jak wrociliśmy,to przetarłem łapy mu,umyłem rece i zabrałem się do pomocy na kuchni.Pierwsze co,to placek ze śliwkami.Na kuchennej szafce stała już torebka mąki,siatka ze sliwkami i oczywiście blacha na ciasto.Tak wielką ochotę miał Wojtek na placka ze śliwkami,że aż tulił się do mnie.Mój drogi placuszku śliwkowy.Mój kochany placuszku śliwkowy.W czym mam ci pomóc?W końcu Tawarisz też przyszedł do mnie się przytulić.Polizał mnie po ręce.Oki.Ja robiłem ciasto a Wojtek drelował i kroił na pół śliwki.Przepis mamy od naszej pani gospodyni z Zakopca,bo Wojtek w piątek wieczorem zadzwonił do.niej,z potwierdzeniem że będziemy już w piątek i prośbą o przepis na placka ze śliwkami.Na głośno mówiącym była rozmowa,więc spisywałem a właściwie bazgroliłem na szybko na kawałku kartki.Wykorzystałem łyżkę od zupy,jak nie mamy miksera jeszcze.Nasmarowałem blachę masłem.Wysyłałem bułkę tartą na ścianki.Wylalałem masę do brytfanki i równomiernie rozkladałem śliwki.Następnie powbijałem je do srodka do ciasta i na wierzchu ponakładałem kolejną warstwę.Posyłałem obficie cukrem i włożyłem do zapalonego przez Wojtka wcześniej piekarnika.Palnik w piekarniku ustawiony tak jak ma być.Oki.Ciasto się piecze.Poszliśmy zapalić papierosa na balkon.Tawarisz chodził za nami krok w krok.Potem gotowaliśmy mięso na gulasz.Smażyliśmy sznycle z dwóch kilogramów mielonego mięsa.Później Wojtek kroił schab na plastry a ja ubijałem kotlety.Później. jeszze filety z kurczaka i tyle.Co chwilę Wuwu patrzył przez szybę piekarnika,jak tam ciasto.Tawarisz też podchodził i też patrzył.W telefonie ustawiłem czasowy przypominacz.Bardzo przydatna aplikacja mojego smartfonu.Jak zadzwonił przypominacz, to Wojtek otworzył drzwi piekarnika i wolał na mnie,żebym sprawdził zapałką,czy nie surowe ciasto.Jeszcze trochę mu. brakuje.Po kwadransie odłączyłem piekarnik.Tu już ostatni filet z kurczaka się smaży.Kużwa..Ile tych naczyń do mycia.Lubię gotować,ale jak przyjdzie mi te rzędy naczyń myć,to mam dość i trochę.Ale myślałem co tu zjemy na ten obiad,ale jak wyjęliśmy z piekarnika blachę z ciastem,to już było po obiedzie.Wojtek kroił już duże kawałki i nakładał na talerzyki.Jeszcze gorące,paruje..Zjedliśmypo trochu ciasta tytułem obiadu.Trochę opadl nam wierzch ciasta,ale ogólnie to smaczny ten placek.Tawarisz kłapnął kawałek i czekał na kolejny.Myśmy degustowali po trochu a nie tak szybko.Obiad zjedliśmy jak Błażej z Markiem przyjechali.Podziwiają Wojtka,że jemu się chce tak szaleć przy kuchni ze mną.Tu caly dzień w saloniku..Niejeden młody w jego wieku,by pożegnał takie coś.Ani imprezki ani swobody,wolności..-mówił Błażej.I tak szybko wszystko chłonie..Chce mu się.I jeszcze jaki szacunek ma do ciebie..

TAK MYŚLIMY,CO TU ROBIĆ PRZEZ WEEKEND.

Tak właśnie myślimy,co tu robić przez weekend.Salonik będziemy mieli zamknięty.Wyśpimy się za wszystkie czasy i co dalej?Pięknej,słonecznej pogody nie zapowiadają,tylko przelotne opady deszczu i możliwe burze.Marcin i Michałka będą w pracy.Marek i Błażej też.Napewno zabierzemy się za wieksze gotowanie.Myślałem o gulaszu.Zrobić go więcej i potem można go wykorzystać na różne sposoby.W sobotę można by usmażyć do.tego placki ziemniaczane np.Wojtek znowu zjadłby placka ze śliwkami.Nigdy nie piekłem ciasta ze śliwkami.No,ale od czego mamy internet?Wojtek podsunął pomysła,żeby wieczorkiem zadzwonić do naszej pani gospodyni do Zakopca,to ona przez telefon nam powie,jak ona robi placek ze śliwkami,bo napewno piecze.Blachy nie mamy,wiec trzeba by kupić.Ale też liczę,ile to gazu poleci na ten piekarnik?Niemniej trzeba by sprawdzić piekarnik w naszej nowej kuchence.Roboty dużo przy tym jest.Jeszze jak nie mamy robota,miksera..W sumie to ja też bym zjadł. Wojtek stwierdził,że jak będzie szedł po kasę za precle,to wdepnie do Carrefour w galeri krakowskiej i kupi blachę do ciasta.Tam to groszowa sprawa będzie.Tak ze praktycznie cała sobota upłynie nam zapewne w kuchni.Niedziela,no to wiadomo kościół,obiad a potem zobaczymy co z pogodą.Pewnie.Jakby była ładna,słoneczna pogoda,to wybraliśmy się nad wodę do Kryspinowa.A tak..Siedzenie w domu nas czeka.Ale nie ma tego złego,bo ugotujemy na zapas i będzie jak znalazł.Zupełnie jak ten bigos.Właśnie dzisiaj rano,nałożyłem do rondelka i zabraliśmy do pracy.Koło drugiej powiemy naszej babci kioskarce,żeby nam w domu podgrzała i ze smakiem się zje.Wojtek dał na miskę Tawariszowi,ale ten wyżarł mięska a kapustę zostawił.Oki.Mówiono o ²8°C a tu jak narazie mrzawka i wcale nie zaciepło.Zapowiada się ponury,brzydki i senny dzień.I to ma być lato?Nad morzem teraz wynagradza pogoda za te zimne i deszczowe dni,co były.TYLE.

JEST PROJEKT USTAWY O ZWIĄZKACH PARTNERSKICH?

Właśnie odebraliśmy prasę i te różne dodatki do niej.Powykładaliśmy na ladę.I chciałem,żeby Wojtek sobie usiadł,odpoczął,ale on mnie kazał sobie usiąść i odpocząć przy lalpku.Wlał mi soku z kartonu i położył mały talerzyk z krajanką orzechową obok.Zawsze jakoś dziwnie się wtedy czuję.Zawsze sobie w duchu mówię,że przecież ja sam bym też to zrobił.Przy pisaniu bloga zawsze odpoczywam a przy okazji uczę się szybkiego pisania na klawiaturze.Buziaczek też był w policzek po podaniu słodkości,ale tylko w policzek,bo Wojtka make-up i lada moment ktoś wejdzie i co sobie o nas pomyśli.W końcu to polska a nie europa.Niemniej dobrze że nakkadam na jego śliczną buźkę podkład,krem a potem jeszcze puder.Wojtek sam potrafi wykonać całą kosmetykę,ale woli,jak ja mu to zrobię.Zawsze sobie jeszcze porozmawiamy o bierzących sprawach.Nie zamykamy drzwi do łazienki podczas porannej toalety,bo Tawarisz co jakiś czas wchodzi i patrzy na nas.Wiec nie ma tevi złego z tym make-upem,bo to go ogranicza przed częstymi buziaczkami w miejscu publicznym.I dobrze.Babcia kioskarka już wdepła powiedzieć dzień dobry i zapytać,czy czegoś nie potrzebujemy,bo idzie na poranne zakupy.Wojtek zażartował,że myślał,że na poranne nabożeństwo..Odpowiedziała że jeszze jej dupa nie śmierdzi cmentarzem a po drugie, to ona miała jednego męża i zgodnie żyła w małżeństwie a nie kurwiła się całe życie, żeby teraz codziennie chodzić na ranną mszę.Jakieś 6 kajzerek prosimy.Do tego jakieś 20deko wiejskiej kiełbasy,dwa jogurty duże,owocowe Bakoma.Jakieś ciastka pakowane np.te z cukrem.Karteczkę z listą produktów dałem jej.Za kwadrans się pojawi.Pozagląda i tu i tam i zawsze coś podpowie,doradzi.W końcu tyle lat prowadziła kjosk,sprzedawała w nim,to ma doświadczenie.Później,jak zje śniadanie i porobi sobie w domu,co ma porobić,to przyjdzie do nas sobie posiedzieć.Jej jest milo i nam też.Dobrze.Mamy trzy projekty ustawy legalizujące związki partnerskie.Sejm odwlekł ten punkt posiedzenia na po wakacjach,ale jak to mówią,co ma wisieć,nie utonie.Nie mniej zastanawia mnie burza wokół tego projektu PiS-u.Jest konkubinat.Można prawnie zapisać majątek,dobra różne.Wiec po co ustawa o związkach partnerskich.Ale konkubinat,to zgodnie z literą prawa,to dwoje obcych sobie ludzi.I uniemozliwiona jest informacja dotycząca pobytu w szpitalu,czy policyjnej izbie zatrzymań,zwanej dołkiem.Ale po co ja mam płacić za wizytę u notariusza,chcąc zapisać różne dobtra na Wojtka.Ja chcę mieć to zagwarantowane przez państwo polskie w związku z tym,że prawnie nazywamy się związkiem partnerskim i po zawarciu związku,będzie przysługiwało nam prawo do wspólnoty majątkowej.Nie zgadzamy się na zawarcie związku partnerskiego u notariusza. To takie określenie osób homoseksualnych,ludźmi drugiej kategorii.To są tacy sami ludzie,jak heteroseksualni i tak samo mają prawo do szczęścia,do milosci i do dostojeństwa w tak podniosłej dla nich chwili w urzędzie stanu cywilnego.Chwili,która na zawsze pozostanie na fotografiach,na płycie DVD. A przede wszystkim zaproszeni goście.Po roku czasu naszego wspólnego mieszkania,nie widzę przeszkód do tego,żebyśmy mogli z Wojtkiem wstąpić w związek partnerski.Jedyną przeszkodą w jego przypadku jest obywatelstwo,ale już za rok,będzie miał podwójne.Czekamy.TYLE.