Miesięczne archiwum: Sierpień 2012

NIE JEST ŹLE.

Trochę luzu mam,bo to co najważniejsze,to już zrobiłem.Zresztą Wojtek powiedział mi żebym sobie siadł i odpoczął.Nie bardzo wiem po czym mam odpoczywać.Tylko policzyłem i powykładałem codzienną prasę i dodatki i tyle.Wojtek zamiótł chodnik przed salonikiem.Ale dobrze.Jak znam życie,to zaraz Wuwuś postawi koło lapka talerzyk z kanapkami i mega kubek z herbatą.Przewietrzyliśmy po nocy salonik,ale i tak zaraz otworzymy na ościerz drzwi,bo zaczyna być ciepło jeszcze.Oby było jak najdłużej.Ale wczoraj w prognozie pogody mówiono o 18°C i deszczu na weekend,więc nie skorzystamy z wolnej niedzieli.Rano Wojtek chciał ubrać krótkie spodenki i tak dziwnie się na mnie popatrzył,że ja wyszarpałem mu z rąk je i włożyłem z powrotem do szafy.Trochę nie wypada w saloniku sprzedawać w krótkich spodenkach a poza tym rano jeszcze jest chłodno.Wyjąłem mu spodnie do kolan.Damskie raczej,ale wyglądają pośrednio.Poza tymi wstążeczkami u dołu nogawek,które kiedyś chciałem delikatnie odciąć,ale Wojtek mi na to nie pozwolił.Zresztą bardzo je lubi,bo są takie obcisłe i dopasowane do ciała.Półbuty zaraz pi wejściu do saloniku zdjął i zamienił na klapki japonki.Mówię mu,że odetnę te troczki,żeby sobie źle o nas nie pomyśleli,ale on się zaśmiał i powiedział niech mówią chcą.Polska jest wolnym krajem.Tu już nie ma komunizmu.Jutro już będą debatować w sejmie nad ustawą o związkach partnerskich.No będziemy słuchać,tej burzliwej debaty i tych PiS-owskich dyrdymałów o katolickim modelu rodziny.Widać to na tym barbarzyńskim przykładzie pobitych,czy zabitych w bestialski sposób niewinnych dzieci.To jest ta katolicka rodzina.To ja takiej rodziny nie chcę.Ale dobrze.Radio TOK fm jutro słuchamy i transmisji z sali plenarnej posiedzeń sejmu.Jednak wierzę q mądrość polityków i dojrzałość do tego,żeby mogli siebie określić europejczykami.Dorównujmy europie.Dobrze.Wojtek wczoraj poszedł z Tawariszem do Błażeja do kiosku.Chciał zobaczyć,jak tam jest i coś mu doradzić,podpowiedzieć.Wdał się w dyskusję z kierownikiem sprzedaży RUCH.Kierownik i tak postawił na swoim i nic z tego nie wynikało.To jest agencja a nie własny kiosk,więc Błażej musi się kierownika słuchać i układać towar zgodnie z mapką i tyle.Nie mniej płacze dalej i biadoli że mały ruch jest.Myśmy też na samym początku nie mieli dużego ruchu.Ludzie musieli się przyzwyczaić,że w tym miejscu jest salonik.Że tu można kupić tytoń i akceaoria do domowej produkcji papierosów,gazety,papierosy,doładowanie do wszystkich sieci komórek.Teraz już nawet mamy stałych klientów.Jest nieźle,ale czasu trzeba było na to.Na jedno stoisko z preclami szukamy osoby,bo pani na dniach rezygnuje.Twierdzi że znalazła lepszą fuchę i będzie rezygnować.Jak do środy nie zajdziemy osoby,to od czwartku ja do czasu aż nie znajdę osoby będę musiał stanąć.Nou problems.Trzeba będzie,to stanę.Wojtka mogę zostawić samego w saloniku.Poradzi sobie i nawet już się mniej boi.Zresztą.Jak nie babcia kioskarka,to Marek,to Michał idąc na tramwaj do pracy wdepnie.To Marcin między pracą podleci.Trochę wiary w siebie,optymizmu i nadziei mu zawsze damy.Predzej się już uśmiechnie.Narazie Wuwu zamówił u babci kioskarki pół kilo dobrej,wiejskiej kiełbaski.Zawsze rano jak idzie na zakupy,to wchodzi z pytaniem co wam chłopaki kupić.Bułki kajzerki,pół kilo wiejskiej kiełbaski.Dwie pitne ACTIVIA.Wojtek patrzy na panią Wellman.Kruche ciastka z cukrem z Lajkonika.Narazie Tawarisz prosi o pójście na dwór,więc wyjdę z nim i podejdę do stoisk z preclami i odbiore kasę za wczorajszy dzień i paczkę woreczków podam.Tawarisz znowu będzie szedł przez centrum z chrupiącym obwarzankiem z solą w pysku.Później w saloniku słychać chrupanie.Reklamówkę wezmę na twardy dowód jego.Kulturka.Kanapki z żółtym serem zjadłem z herbatą.Miły ten Wuwuś.Mówię mu,żeby wystawił krzesło na zewnątrz i tam sobie usiadł do słońca,to nie chce.TYLE.

I CO U NAS?WSZYSTKO PO STAREMU Z MAŁYMI ZMIANAMI NA LEPSZE.

Cały zeszły tydzień,jak i ten tydzień,mija pod znakiem rozlicznych obowiązków.W saloniku zawsze jest coś do zrobienia.A to dostawa poranna prasy.A to tygodniki,miesięczniki itd.itp.To znowu chemia.To tytonie i papierosy i dodatki do nich.Teraz nowość,czyli elektroniczne papierosy.Z Wojtkiem od poniedziałku,czyli od pierwszej dostawy,testujemy nowinkę techniki,czyli e-papierosy.Trochę trudno jest nam się przestawić na brak substancji smolistych,które czuło się w gardle.Ale jakbyśmy wytrzymali,to bylibyśmy o niebo zdrowsi.W niedzielę Wojtek planował pojechać nad wodę na Bagry,bo w Kryspinowie oszaleli z cenami biletów wstępu a na Bagry wstęp jest gratis.Ale i myśleliśmy o takim nie zaludnionym odcinku,gdzie i nasz Tawarisz mógłby zażyć kąpieli i opalania na słońcu i nikomu by to nie przeszkadzało.Ale pogoda deszczowa a właściwie przelotne mżawki,pokrzyżowały nam plany.Zatem po kościele zjedliśmy obiad i pojechaliś do hipermarketu na większe zakupy.Lubię zapakować do pełna lodówkę i już nie myśleć o żywności,poza chlebem i jakimiś owocami,warzywami.Jak pojechaliśmy po piętnastej,tak po 20-ej wróciliśmy do domu.Jerzy chodził po markecie i tak z zazdrością patrzył na asz wózek pełen produktów i coś tam mruczał pod nosem.Mało istotne.Kilkudniowy zarost na twarzy i nieprzyjemny zapach przeszły nam koło nosa.Jeszcze nie tak dawno,za te zakupy zapłaciliś 300 złotych z ułamkiem a teraz 430 coś złotych.Zgrozo!Ale jak weszliśmyna salę sprzedaży,to Jak dwie baby,jeździliś z wózkiem to tu,to tam.A jeszcze zobaczymy na to..A owoce obejrzymy..A promocyjna odzież..I tak nam zeszło.Jak przyjechaliś do domu,to Tawarisz aż wył.Ale była to radość połączona z potrzebą fizjologiczną.Odrazu poszedłem z nim na dwór.W końcu tyle godzin siedział q domu,to miał prawo.Jak wróciłe z nim do domu,to odrazu pobiegł kuchni i wkładał pysk do siatek z zakupami.Pod naszą nieuwagę,zabrał do pyska owinięte w papier kabanosy i poszedł cichutko do dużego pokoju.Wojtek wypakowywał produkty i chował na miejsce przechowania a ja mu pomagałem.W końcu,jak wyjęliśmy wszystko,Wuwu pytał nerwowo o kabanosy.Zapłaciliśmy i ktoś z nas nie wziął z pod kasy.Był mocno zdenerwowany.Nie dziwię mu się,bo to nie gratis dali a trzeba było za nie zapłacić.Kiedy zawołałem Tawarisza,wszystko stało się jasne.Pies przytuptał z kawałkiem kabanosa w pysku.W dużym pokoju znalazłe na podłodze tylko papier i ładny zapach.Nie krzyczeliśmy na niego.Nasza głupota,że leżały w siatce na ziemi.Ale smakowało mu,bo nawet sobie chepnął na koniec.Oki.Od wczoraj,Błażej szaleje już w kiosku ruchu.Wojtek posłał mnie,żebym poszedł mu pomóc,ale tam był kierownik sprzedaży,który z nim był i układali towar zgodnie z mapką.Wzięcie kiosku w agencję z ruchem,to inaczej niż swój kiosk.Ale jutro mogę już wpaść,bo będzie sam sprzedawał.Pocieszam go,że teraz będzie trochę słabo,ale w połowie września zaczną się zbierać studenci i wtedy będzie lepiej.Marek siedzi dalej w tym ogólnospożywczym,bo gdzie pójdzie,kiedy bezrobocie rośnie i wszędzie wyzysk podobny do tego.Marcin jutro ma wolne,więc będzie prał,sprzątał i coś ugotuje.Zapewne będzie do mnie dzwonił,jak zrobić to,czy tamto.Od piątku będę stał na preclach,bo pani od piątku rezygnuje dla lepiej płatnej pracy.Nie mam nikogo za nią,więc będę musiał stać,do momentu,jak nie zgłosi się osoba,Ale ogólnie jest nawet dobrze.Zamykamy salonik więc i jedziemy do domku.TYLE.

UFF..WRÓCIŁA HARÓWKA.

Wczoraj od rana zajeb na maxa.To codzienna prasa i dodatki.Potem tygodniki i inne i płyty DVD.To napisałem notkę na blogu i myślałem że wezmę Tawarisza i pójdę wyjaśnić sprawę ilości precli a tu dostawa papierosów,tytoniu i całego asortymentu dla palaczy.Potem znowu chemia.Na końcu badziewia i tyle.Mogłem zostawić Wojtka samego.Poradził by sobie.Ale tu sprawdzenie faktur.Tu jeszcze klient.Najbardzie komiczne są te stare babcie.Proszę pana?Czy u pana dostanę plastry wygrzewające?Takie na kręgosłup.A czy tu pisze apteka?A wie pan,że nawet nie widziałam co tam pisało..I zaczyna nam opowiadać o swoich dolegliwościach zdrowotnych i swoim życiu.Mało nas to interesuje,ale mówi sama do siebie.Ktoś jeszcze mówi jej przepraszam,bo stoi na środku.Może by pani zamkła za sobą drzwi?- proszę.Ale ona trzyma ręką klamkę i opowiada.Panowie mnie nie słuchają..Mało nas to interesuje,co tam pani miała,czy ma.Wie pani?-odpowiadam.Tak.Młodzież dzisiaj nie ma szacunku do starszych ludzi.Jeszcze te słuchawki na uszach a potem głuchy.Dobra.Coś jeszcze?No..To do widzenia.Albo pyta o naszego psa.Ile ma lat,jak się wabi..A no wiem,bo ją miałam pieska też,tylko małego..I zaczyna opowiadać nam perypetie z psem.Coś podać jeszcze?-Wojtek pyta.Nie.No to do widzenia-dodaję.Ale służbiści-mruczy za plecami.No,ale mamy ROZMOWY W TOKU.Dobrze.Wczoraj tak jakoś inaczej się wstawało do pracy.Wypoczęty,żeśki człowiek.Trochę wybity z rytmu.Ale cóż..Wszystko co dobre,ma swój początek i koniec.Tawarisz nawet zapomniał,że trzeba wstać.Muzyka w komie na pobudkę zagrała a pies ani nie drgnął.Zawsze łapą otwierał klamkę,wchodził do małego pokoju i siadał przed wersalką i patrzył na nas.Jak się poruszył któryś z nas,to lizał mnie,albo Wojtka po ręce a tu cisza.Tak się dziwnie popatrzył na nas,że kręcimy się o tak wczesnej porze.Ale cóż..Obowiązki wzywają.Marcin przyszedł koło piętnastej do saloniku.Mówił,że jak jechał do pracy,to patrzył na nasz salonik z za szyby tramwaju.Jak jechał z pracy do domu,to wysiadał przystanek wcześniej i podchodził pod salonik i patrzył przez witrynę do środka,czy wszystko oki.Mówił,że widział w telewizji wysłane przez nas zdjęcia.Te górskie kozice w Dolinie Pięciu Stawów Gąsienicowych tak na wyciągnięcie dłoni..Aż się chce tam pójść i zobaczyć na żywo.Jakieś 60-70 metrów od nas stały małym stadkiem.Cicho i dyskretnie wyjąłem z kieszeni koma i pstrykałem zdjęcie po zdjęciu,jednocześnie podchodząc bliżej.Jak najbliżej się dało.Jakieś 30 metrów od nas jeszcze były.Staliśmy bez ruchu.Wojtek łzy wycierał ze wzruszenia.Tak kwadrans stały a potem poszły w górę.Jeszcze na szczycie góry widać było czarną plamkę przez chwilę i znikła.To taki bonus,za trud wyjścia w góry.To znowu jelenie z małym dzień wcześniej po drugiej stronie stawu Morskie Oko.Pokazałe mu zdjęcia w komórce,to nie miał pytań żadnych.Jesteś..Jak niebezpieczna droga..Gdzie tam.Po prawo masz skałki i małe choinki.Spoko.Po lewo przepaść..Nie mamy leku wysokości ani klaustrofobi.Ją bym umarł ze strachu-odpowiedział Marcin.Babcia kioskarka,też podziwiała.Ale jaki to odpoczynek,jak trzeba tyle trudu dać z siebie?Ale zmęczenie i ciężki oddech,pozwalają na wdychanie większych ilości jodu i górskiego powietrza.O to chodzi.I te piękne,górskie kozice pośród panoramy tatr..I kto by pomyślał,że takim małym telefonem komórkowym,można zrobić takie śliczne zdjęcia.Kiedyś było to nie do pomyślenia.Aparat musiał być.Do tego taki duży obiektyw.Dobra klisza-mówiła pani.A teraz?Wrzuciłem bluetooth do lapka.Z lapka przeniosłem na maila i posłałem na adres tv.I potem dodano do prognozy pogody.Ale jaka jakość..ciągła babcia kioskarka.Jak zobaczyłam te zdjęcia,to odrazu pomyślałam o was chłopaki..Tawarisz też odpoczął.Wybiegał się za krokwią.Potem popił lodowatej wody z górskiego potoku.Ba.Cały wszedł do potoku i potem otrzepywał się i biegł z powrotem na polanę za krokwią.Oscypki jadł z nami.Gdzie nie weszliśmy do karczmy,to z nim.Nic nie mówiono,że z psem nie wolno.Mało z tego.Wojtek stawiał miseczkę jego koło mojej nogi i odkrajał kotleta,czy setka że swojej porcji jemu a kelnerka jeszcze z zaplecza przynosiła w siatce kości,skóry,mięso z którego już nic nie wykroi dla niego.TYLE.

MEGA WYPOCZĘCI WRACAMY DO CODZIENNOŚCI.

No niestety.Przedłużyliśmy wypoczynek ze środy,do niedzieli.Wczoraj dopiero o 17-ej z bólem serca odjechaliśmy do Krakowa.Łzy w oczach,kiedy poraz ostatni popatrzyliśmy na góry.Nasze śliczne,ukochane tatry.Pani gospodyni bardzo serdecznie na odjazd nas zapraszała.Pan Wojtek taki chory na serce a wyprawy w leczniczym tatrzańskim parku,dobrze robią na drogi oddechowe i na serce-mówiła.Napewno zadzwoni za jakiś krótki czas na mój numer z zaproszeniem.Ukochaliśmy panią gospodynię serdecznie.Tawarisz też podszedł i polizał ją po ręce.Tobie też piesku było dobrze?-pytała.Przed odjazdem kupiliśmy dwa duże oscypki i jeden mały dla Tawarisza.Obrazu kłapnął i patrzył co jeszcze.Wojtek kupił jeszcze dwa gliniane mega kubki na kawę i chodniczek do łazienki.W związku z krokami na Zakopiance,po 20-ej byliśmy w domu.Tym razem nie było kłopotu z Tawariszem,bo rozłożył się na tylnym siedzeniu.Łapy położył na moich kolanach i tak dotarliśmy do Krakowa.Obrazu rzeczy prawie wszystkie do pralki włożyliśmy.Wypakowaliśmy plecaki.Wojtek obrazu rozłożył na terakocie w łazience chodniczek.Pogodynka stanęła na parapecie w dużym pokoju i czeka dziś na zamontowanie na ścianie na naszym małym balkoniku.Baba,czy chłop?Deszcz,czy pogoda?Kubki wzięliśmy do saloniku.Zaparzyliśmy W nich mega kawę i nie dość że smaczniejsza kawą,to jeszcze długo gorąca.Beauty.Tawariszowi trzeba było ustawić z powrotem w przedpokoju koszyk.Nasz kwiat a właściwie moją walentynkę,trzeba było obficie podlać.Koło 21-ej dzwoniła pani z precli,że coś pochrzanili na piekarni coś z ilością,ale "za wcześnie"żebym teraz jechał.Powiedziałem że w poniedziałek się pojawię u niej.I zaraz będę z Tawariszem szedł na sprawdzenie.Konto sprawd

CZY SEKS MĘSKI,MOŻE BYĆ USYPIAJĄCY?(2)

Przesuwam się do jego włosów.Całuję je.Muskam jego uch i za uchem.Całuję szyję,kark.Całuję policzka.Wojtek przekreca do tylu głowę,tak że całujemy się namiętnie.Czuję jego język w moim podniebieniu.Wkładam swój język głęboko w jego przełyk.Cudowne uczucie,kiedy łączą się nasze śliny.Członek mój siedzi pomiędzy jego maleńkimi pupciami.Muskam jego ramiona i plecki.Całuję jego maleńkie pośladki.Przesuwam językiem wzdłuż wgłębienia pomiędzy pośladkami.Rozszerzam rękami pupcie tak,żebym mógł głęboko wniknąć językiem w jego rowek.Jak najgłębiej.Uwielbiam to.Ślinię mega mocno.Przysuwam się członkiem do jego pupci.Wyczuwam dziurkę.Powoli wchodzę w niego.Wchodzę i staję.Wchodzę i staję.Namiętnie go całuję.Rucham go z wyczuciem.Tawarisz podszedł do nas.Polizał mnie po ręce i wrócił do swojego koszyka i tam się położył.Przyspieszam ruchy.Łóżko trochę skrzypi.Dobijam do końca.Przestaję na chwilę,kiedy Wojtek podnosi w górę głowę i pojękujeKilka namiętnych pocałunków i zaczynam znowu jazdę.Przyspieszam.Trzymam go za ramiona.On odchyla w górę głowę a ja całuję go namiętnie.Dobijam ostro do końca,by wreszcie w nim wytrysnąć.Wypuszczam resztki spermy w jego pupcię.Chwilę leżę delikatnie na nim,po czym schodzę z niego.On obraca się na plecy.Biorę w usta jego członka i czuję go w przełykuWyciagam go i trzymając ręką,przesuwam końcem języka po całej jego długości.Ssę żołądź.Wsuwam znowu go w usta.Z każdym ruchem ust twardnieje.Dwoma palcami naciągam go i wręcz połykam.Drugą ręką gładzę mu klatkę.On wpina palce u dłoni w moją dłoń i ściska mocno.Po chwili czuję jak leci w moje podniebienie jego cieplutka sperma.Wypijam do ostatniej kropli.Leżę jeszcze dłuższą chwilę z głową pomiędzy jego nogami.On gładzi moje włosy.Mariuszek..Wiesz o co mi chodziło?Ale mieliśmy pójść..To jeszcze pójdziemy.Po dłuższej chwili leżenia,ubrałem spodnie i poszedłem na balkon zapalić.Odsunąłem zasłony.Potem poszedłem umyć twarz i ręce w łazience a kiedy wróciłem z łazienki,Wojtek leżał na boku.Pocałowałem do w pupcię,ale nie zareagował.Pocałowałem go w policzek i też nie zareagował.W końcu przykryłem go kołdrą i zabrałem się do napisania takiej z lekka pikantnej notki.Za chwilę wyjdę na dwór z Tawariszem i powoli budzę Wojtka.Trzeba by pójść coś zjeść.I pójść na spacer.Tawarisz tak siedzi nieruchomo,więc dobrze by było,żeby się wybiegał za wszystkie czasy.TYLE.