Miesięczne archiwum: Wrzesień 2012

MIŁE AKCENTY DNIA.

Wojtek właśnie nakazał mi kategorycznie sobie usiąść i odpocząć.Obsługiwać klientów on będzie i kropka.W sumie wszystkie ciężkie pakiety gazet i dodatków przytachałem.Ustawiłem na swoje miejsce.Nie pozwalam Wojtkowi dźwigać ciężarów,ze względu na jego serce.Dzisiaj ma iść do lekarza na kontrolę i znowu weźmie kilka recept do wykupienia.Zawsze sobie myślę,że może już nie będzie trzeba zażywać tych leków?Ale po tak skomplikowanej operacji,to trzeba czasu.Niemniej nie jest to trwałe uszkodzenie,tylko wada,którą wyeliminowano.Będzie dobrze.Marek wczoraj się śmiał,że muszę ja,jako ekspert zamknąć salonik i trzymać Wojtka za rękę i pojechać.Pewnie.Zawsze w trudnych dla niego chwilach,ale i chwilach radości jestem przy nim.I zawsze będę.No bo do kogo,jak nie do mnie,on ma tak wielkie zaufanie?W końcu jesteśmy dla siebie jak najbliższa rodzina.Dziś rano wstałem ukradkiem z wersalki.Cicho przemieściłem się do łazienki.Zamknąłem bez szelestnie za sobą drzwi.Wuwu tak smacznie spał,że miałem w zamyśle zabrać klucze do saloniku,wyprowadzić na chwilę,wypić kawę,zapakować kanapki,zabrać klucze do saloniku i dyskretnie wyjść na tramwaj.A Wojtek jakby się wyspał,to by dojechał z Tawariszem di mnie.Ale wyszedłem na chwilę a dwór z Tawariszem.Kiedy wróciliśmy,to odrazu łapą szarpnął za klamkę i wleciał do małego pokoju i zaczął go lizać po ręce.Ja krzątałem się bezszelestnie po kuchni a tu Wojtek krzyczy:Mariusz!Kochanie!I leci nago do kuchni.Odrazu namiętny pocałunek.Odrazu za pośladki uniosłem go w górę.On owinął rękami moją szyję.No już dobrze.A myślałem że się raz porządnie wyśpisz?..Szybko Wuwu poleciał do toalety i piernikiem się ubrał.Wypiliśmy kawę do spółki i z Tawariszem ruszyliśmy do pracy.Obśliniłeś mnie..Ale miło.Wczoraj przed snem,też położył się a mnie.Głowę położył na mojej klatce i tak jeszcze rozmawialiśmy sobie.Chciał mnie pocałować,ale za daleko miał do mojej twarzy.Chciał się przysunąć,ale ja blokowałem go,trzymając ręką go za pupcię.Drugą ręką gładziłem jego włoski.Teraz skorzystał z okazji że nie ma klienta i przyniósł mi kilka kromek ciasta na talerzyku i subtelnie mnie pocałował.Ty nie możesz być zapomniany w tym wszystkim.Wiesz?Ty musisz wiedzieć,że jesteś kochany.Że jesteś potrzebny.Tawarisz podszedł też i polizał mnie po ręce.Widzisz?Wszyscy w domu cię kochają.Niemniej w miejscu publicznym panuję nad sytuacją.Bo potem ludzie się na nas dziwnie patrzą.To chłopacy w hipermarkecie szeptali do siebie pedały..Po co?Ale zauważam przez to większą tolerancję dla takich jak my.Coraz częściej zauważam,że coraz więcej ludzi zaczyna zajmować się poprostu sobą a nie tym,jaki kto jest.Ja patrzę n ludzi przez pryzmat mody,trendów,gustów w odzieży.Patrzę na fryzury,tatuaże.Jakoś nie kręci mnie wykonanie na swoim przedramieniu,czy szyi tatuażu.Wiem,że to taki szpan,wytatuowanie sobie na szyi jakiegoś napisu.A zresztą,czy w moim wieku jeszcze wypada?Napewno zapytał bym Wojtka,co on o tym sądzi.Znowu dostałe buziaka w policzek i hasło skończ pisać,bo trzeba by śniadanie wreszcie zjeść.I teraz będę miał czerwony ślad po błyszczku..Ale tobie zejdzie z ust..Ha.,ha..To nic.Poprawi się na zapleczu

MIŁE AKCENTY DNIA.

Wojtek właśnie nakazał mi kategorycznie sobie usiąść i odpocząć.Obsługiwać klientów on będzie i kropka.W sumie wszystkie ciężkie pakiety gazet i dodatków przytachałem.Ustawiłem na swoje miejsce.Nie pozwalam Wojtkowi dźwigać ciężarów,ze względu na jego serce.Dzisiaj ma iść do lekarza na kontrolę i znowu weźmie kilka recept do wykupienia.Zawsze sobie myślę,że może już nie będzie trzeba zażywać tych leków?Ale po tak skomplikowanej operacji,to trzeba czasu.Niemniej nie jest to trwałe uszkodzenie,tylko wada,którą wyeliminowano.Będzie dobrze.Marek wczoraj się śmiał,że muszę ja,jako ekspert zamknąć salonik i trzymać Wojtka za rękę i pojechać.Pewnie.Zawsze w trudnych dla niego chwilach,ale i chwilach radości jestem przy nim.I zawsze będę.No bo do kogo,jak nie do mnie,on ma tak wielkie zaufanie?W końcu jesteśmy dla siebie jak najbliższa rodzina.Dziś rano wstałem ukradkiem z wersalki.Cicho przemieściłem się do łazienki.Zamknąłem bez szelestnie za sobą drzwi.Wuwu tak smacznie spał,że miałem w zamyśle zabrać klucze do saloniku,wyprowadzić na chwilę,wypić kawę,zapakować kanapki,zabrać klucze do saloniku i dyskretnie wyjść na tramwaj.A Wojtek jakby się wyspał,to by dojechał z Tawariszem di mnie.Ale wyszedłem na chwilę a dwór z Tawariszem.Kiedy wróciliśmy,to odrazu łapą szarpnął za klamkę i wleciał do małego pokoju i zaczął go lizać po ręce.Ja krzątałem się bezszelestnie po kuchni a tu Wojtek krzyczy:Mariusz!Kochanie!I leci nago do kuchni.Odrazu namiętny pocałunek.Odrazu za pośladki uniosłem go w górę.On owinął rękami moją szyję.No już dobrze.A myślałem że się raz porządnie wyśpisz?..Szybko Wuwu poleciał do toalety i piernikiem się ubrał.Wypiliśmy kawę do spółki i z Tawariszem ruszyliśmy do pracy.Obśliniłeś mnie..Ale miło.Wczoraj przed snem,też położył się a mnie.Głowę położył na mojej klatce i tak jeszcze rozmawialiśmy sobie.Chciał mnie pocałować,ale za daleko miał do mojej twarzy.Chciał się przysunąć,ale ja blokowałem go,trzymając ręką go za pupcię.Drugą ręką gładziłem jego włoski.Teraz skorzystał z okazji że nie ma klienta i przyniósł mi kilka kromek ciasta na talerzyku i subtelnie mnie pocałował.Ty nie możesz być zapomniany w tym wszystkim.Wiesz?Ty musisz wiedzieć,że jesteś kochany.Że jesteś potrzebny.Tawarisz podszedł też i polizał mnie po ręce.Widzisz?Wszyscy w domu cię kochają.Niemniej w miejscu publicznym panuję nad sytuacją.Bo potem ludzie się na nas dziwnie patrzą.To chłopacy w hipermarkecie szeptali do siebie pedały..Po co?Ale zauważam przez to większą tolerancję dla takich jak my.Coraz częściej zauważam,że coraz więcej ludzi zaczyna zajmować się poprostu sobą a nie tym,jaki kto jest.Ja patrzę n ludzi przez pryzmat mody,trendów,gustów w odzieży.Patrzę na fryzury,tatuaże.Jakoś nie kręci mnie wykonanie na swoim przedramieniu,czy szyi tatuażu.Wiem,że to taki szpan,wytatuowanie sobie na szyi jakiegoś napisu.A zresztą,czy w moim wieku jeszcze wypada?Napewno zapytał bym Wojtka,co on o tym sądzi.Znowu dostałe buziaka w policzek i hasło skończ pisać,bo trzeba by śniadanie wreszcie zjeść.I teraz będę miał czerwony ślad po błyszczku..Ale tobie zejdzie z ust..Ha.,ha..To nic.Poprawi się na zapleczu

TY SIĘ MARIUSZ CHYBA STARZEJESZ…

Wczoraj Marek strzelił taki tekst,że ja się chyba starzeję.A powiedział,to wspominając sobotnią imprezę w Coconie.Było super.Fajna muza-mówił.Ja wiem..Czy ja lubię tak chodzić po lokalach branżowych?Pewnie.Był taki okres w moim życiu,kiedy dość często bywałem w takowych lokalach w poszukiwaniu drugiej połówki,albo poprostu wyjścia z domu i oderwania się od samotności.Spotykałem nieodpowiednich tylko ludzi.Bo albo takich,którzy żyli tylko seksem,długością członka,albo szukających sponsora a raczej utrzymanka.Coraz bardzej mnie to dołowało.Nawet byłem skłonny dojść do przekonania,że wszyscy geje,całe to środowisko jest takie same.Ja wiem,czy teraz jest mi to potrzebne,kiedy wreszcie znalazłem odpowiedniego człowieka.Takiego o którym zawsze myślałem.Że wspólnie razem będziemy budować nasz związek.Że będzie miłość,wierność,czekanie na siebie.Że powoli będziemy razem odnosić małe sukcesy i będzie nas to cieszyć.To wszystko jest.Więc…Poszedłem tylko dla tego,że Wojtek nigdy w życiu nie był na branżowej dyskotece.Zresztą Wojtkowi też tak średnio się podobało.On się podobał facetem.Czy jak poszedł do ubikacji,czy do baru po browar,to już ktoś go zagadywał,macał.Wojtek oburzony całą tą sytuacją prosił mnie o pomoc.Później już ja chodziłem do baru po browar i razem szliśmy do ubikacji.Marek się z nas śmiał, że wreszcie odstępujemy od reguły po bożemu i będzie seks w kkiblu.Dla mnie to był tylko żart.Zresztą znając Marka poczucie humoru..Ale Wojtek odrazu wrogo się na niego popatrzył.Kogo zabiłem ci harmonią w rodzinie?Pytał Marek.Wojtek odpowiedział że nikogo i znowu powód do radości,bo Wojtek nie zrozumiał do czego Marek to powiedział.W końcu Wojtek mnie pyta z czego ja się tak śmieję.Dobra.Chodźmy już do tego..Darkroomu-dorzucił Marek.Do czego?-zapytał Wojtek.Dobra.chodźmy-dorzuciłem.Tam natłok facetów.Tu jakiś siedzi bezwiednie na ziemi w kącie z butelkąpiwa w ręku i mruczy że teraz można go ruchać..Tu przy pisuarach faceci patrzą na swoje członki i szeptająsobie do ucha seksualne propozycje.Macają się intymnie bez skrępowania przy ludziach,całują się.Ludzie czekają.Odrażające to było.W końcu dwóch facetów opuszcza kabinę.Nie chcieliśmy,żeby przy pisuarach faceci patrzyli i składali nam jakiekolwiek propozycje.Ktoś tam za naszymi plecami zaśmiał się że teraz będzie ostra jazda.Że będzie jak w Benny Hillu.Po chwili wyszliśmy trzymając się za rękę.U..To tak krótko?Wojtek nerwowo krzyknął,że my nie przychodzimy do ubikacji na seks,bo ona nie służy do tego.My mamy dom.To znowu tańczymy razem a ktoś pośladkami non-stop ociera o moje..Zwracam klientowi uwagę a on mruga do Wojtka okiem a potem szuka okazji,żeby z nim zagadać.To znowu miejsca na których siedzieliśmy zajęto nam i musieliśmy szukać innego miejsca.To potem zwolniło się tamto poprzednie miejsce,to szybko przenieśliśmy się.Wojtek siedział na moich kolanach i patrzył na tą masę ludzi.Marcin rozpoznał klera z seminarium,który mówił mu że szkoda że opuścił mury seminarium.Wytrwał by,to miałby i wykształcenie wyższe.I poważanie.I kasę.I mógłby mieć tak samo faceta na stałe.Tak nieoficjalnie,bo wierni nie mogą o takim przypadku wiedzieć,ale miałby wszystko.A teraz też jest mi dobrze.Mam faceta dobrego.Mam pracę-odpowiedział Marcin.Mam wspaniałych przyjaciół z którymi przyszedłem.No,ale musisz chodzić do pracy..Mój wybór,Głupcze-dorzucił kler.Wrócił do nas.Opowiedzia mi o tym fakcie.Zapytałe tylko:I jak tu pójść do kościoła?Marek tańczył z jakimś młodym chłopakiem.Błażej się cieszył,bo on miał spokój.Niemniej Wojtek podpatrzył,że się razem całowali.Że wymienili się numerami koma.Więc potem zapytał Marka jak tam sympatia.Tak ją całowałeś..Markowi zrobiło się głupio.Ale dałeś mu numer do siebie,to zadzwoni-ciągnął Wojtek.Morda!-krzyknął Marek.Później Błażej już kontrolował całą sytuację i Marek już tylko za pomocą gestów się porozumiewał z nim.Nie.Jak będzie Marek chciał,to pójdzie z Błażejem a nas niech nie ciągnie.Marcin też jest tego zdania.I w niedzielę idziemy na długi spacer do Lasu Wolskiego.Marcin pytał mnie,czy nie będzie nam przeszkadzało,jak pójdzie on z Michałem z nami.Nie.Spoko.Warunek,to pogoda.Jak nie będzie lało,to możemy pójść.Znam tam miejsce gdzie można rozpalić ognisko i upiec kiełbasy.Tak że kupimy kiełbasę zwyczajną,albo grilową i po browarku i zrobimy ognisko,posiedzimy sobie.Potem pójdziemy lasem na kopiec Sowiniec i wrócimy drugą stroną.Tawarisz też z nami pójdzie.Będzie miał fajny spacer.Marek zażartował,że takiemu wielkiemu państwu jak my,to może uwłaczać taka masowa impra.Tylko patrzeć jak będzie biała sala w Zakopanem w Dolinie Chochołowskiej i 500 złotych od pary..-dodał Marek.Wojtek odpowiedział mu,że dobry pomysł.Odrazu pojawił się na jego buzi uśmiech.Ale co?Tam tańczy facet z dziewczyną a wy wyjdziecie przed szereg?A pewnie że tak-dodałem.Jezus..Pedały w Zakopanem..Tawarisz pojedzie z nami.Marcin?Przeanalizujcie z Michałem propozycję.Albo na święta pojechać i po Nowym Roku wrócić?Niekoniecznie w schronisku na Chochołowskiej musimy się kwaterować.Możemy u naszej pani gospodyni.Wojtek obiecał mu,że ja już wszystko zorganizuję na piątkę z plusem.Że będzie moc atrakcji i prześliczna zima i fantastyczne widoki,rzeźby lodowe na potoku.Brr..Ale lepsze to,jak nie najlepsze w miejsce jakiejś dyskoteki branżowej.Dobrze.Kończę,bo Wojtek położył mi talerz z buleczkami z jakąś panującą wędliną i pomidorkiem i zieloną sałatą..Tawarisz chce iść na dwór za potrzebą..A potem Wojtek pojedzie do domku przyrządzić obiad i trochę odpocząć.TYLE.

WEEKEND ZA NAMI.

Zimny weekend mamy już za sobą.Był bardzo miły i pełen wrażeń.W piątek Marek po pracy przyjechał do nas do saloniku z pytaniem jak się ustawiamy i o której w sobotę.Powiedziałem mu że my do 16-ej jesteśmy w saloniku i nie przewidujemy innej opcji.Błażej do 15-ej w kiosku.Marek do 14-ej.Od 21-ej otwierają COCON,więc myślę że o 20,30 za naszym salonikiem na skrzyżowaniu się ustawimy.Oki.W sobotę Michał jadąc do pracy,wdepnął do nas.Stwierdził że 20,30,to dobra pora,bo on o16-ej kończy pracę i nim przyjedzie do domu.Nim zje coś,ogarnie się,przygotuje..A jeszcze chciałby odpocząć..Akurat.Myśmy po pracy pojechali do domu.Wzięliśmy prysznic i przygotowaliśmy obiad.Był w lodówce jeszcze z kiedyś kawałek wątroby,więc powiedziałem Wojtkowi,żeby go wyjął,to się usmaży.Nie mieliśmy cebuli,żeby zasmażkę zrobić a mnis się też już nie chciało iść do delikatesów po jedną cebulę.Jeszcze jakby Tawarisz chciał iść za potrzebą,to przy okazji..Obrał Wojtek ziemniaki.Ja usmażyłem wątrobę.Do tego pomidory pokroiłem w plasterki.Dobre było.Potem chwilę jeszcze popatrzyliśmy w telewizor i zabraliśmy się za przygotowania do wyjścia.Tawarisz czuł,że coś się szykuje niedobrego,bo przychodził do nas i z taką smutną miną patrzył na nas.Oczywiście buźka Wojtka w pierwszej kolejności.Kremy,podkład,puder.Potem zapachy i kerm do rąk i fryzurka.Wojtek skrobi sobie całą kosmetykę,niemniej woli,jak ja to wykonam.Niemniej lakier do paznokci ja mu nie nałożę,bo tego nie umiem.Bezbarwny.Potem ubiór ekstra i wyjście z Tawariszem,który będzie musiał już do rana wytrzymać.I na tramwaj.Zapomnieliśmy że trzeba kupić bilet na przystanku w automacie.Wsiedliśmy do tramwaju i ktoś wrzucał drobniaki do maszyny.Wtedy przypomniałem sobie,że trzeba kupić bilety.Z całym towarzystwem dotarliśmy z pod skrzyżowania pieszo.Błażej poszedł tylko dlatego,że Marek chciał iść.Tak samo ja.Ze względu na Wojtka.

ŻYJEMY.

Żyjemy.Jakby się kto pytał.W ciągłym natłoku obowiązków różnych i rozlicznych,ale żyjemy.Precle nabrały rozpędu trochę,bo rozpoczął się nowy rok szkolny.Małe zmiany na stanowisku sprzedawcy obwarzanków były,ale jak narazie wszystko w porzo.W saloniku ruch się zwiększył.Zauważam większe zainteresowanie tytoniem i akcesoriami do domowej produkcji papierosów.Klienci mówią że wychodzi ich to taniej od paczki papierosów kupionej.Oki.Wuwuś teraz przyjeżdża ze mną otworzyć salonik i odebrać codzienną prasę rano i jedzie z Tawariszem do domu.Tam jeszcze sobie poleży do 12-13-ej a potem zabiera się do przyrządzania obiadu.Po zjedzeniu swojej części,wsiada w samochód z Tawariszem i jadą z obiadem do mnie.Po drodze odbierze jeszcze kasę za precle i poda woreczki,siatki,czy płyn do szyb.Zobaczy jak schodzą.Oczywiście Tawarisz musi zjeść chrupiącego obwarzanka z solą,bo by nie żył.To znowu popołudniu Wuwu podjedzie do kiosku,do Błażeja.Coś mu podpowie,doradzi,chociaż też za wiele nie może,bo on jest pod jurysdykcją RUCHU.Nie mniej tak płakał Błażej,że ten kiosk ruchu,to niewypał.Ja mu mówiłem że zacznie się rozkręcać,jak rok szkolny się zacznie.A jak ruszą do uczelni studenci,to buchnie pełną parą.Narazie jest cycuś-stwierdził Błażej.Podobno chwalą go w ruchu.Kiedyś przyszedł do nas do saloniku Władek i tak nam trochę zazdrościł.Nie ma co zazdrościć-odpowiedział Wojtek.Ruszyć kasę i otwierać.Wtedy powiesz nam,jaki to ciężki kawałek chleba jest.No bo Waldek widzi czerwoniutkie policzki Wojtka.Ubitą sylwetkę,co świadczy o tym,że dobrze sobie wygląda.Ubrany nienagannie.Jednymi słowy.Jest zmiana na lepsze w stosunku do tego co było.Do tego jak pierwszy raz stanął na peronie dworca w Krakowie.Jak mogę,to dbam o niego.Zresztą on o mnie też.To miłe,kiedy rano otwieram oczy i widzę siedzącego na mnie Wojtka z pytaniem jak się czujesz kochanie.Nie zamienił bym go za inną osobę.Nie oddał mamie na ukrainę.Tawarisz też związał się z nami.Rano otwiera łapą klamkę od drzwi i wchodzi do małego pokoju,żeby mnie polizać po ręce na dzień dobry.Miło.Błażej nawet kiedyś mnie zapytał,czy źle mi jest.Odpowiedziałem że bardzo dobrze.Że niespodziewałem się że taki małolat a nie będzie szukał imprez,towarzystwa a skupi się na domu i na wspólnemu wyjściu z kryzysu.Mama Wojtka napisała list.Bardzo cieszy się,że nam się udaje.Podziwia Wojtka zw jego pracowitość.Do dziś przed oczami ma zrobiony przez niego obiad i podany przez własnego syna do stołu.Wtedy świeczki stanęły jej w oczach a dziś wzruszające wspomnienie.Każda dobra matka,cieszy się z sukcesów swojego syna.Nie wyklucza go,tylko dla tego,że jest gejem.Ważne że się wzorowo prowadzi i żyje jak w rodzinie ze swoim facetem i tyle.Chrzestna matka Jerzego była wczoraj u nas z informacją,że Jerzy dostał zawał serca na ulicy i pojechał na sygnale do szpitala w Myślenicach.Zapracował na to swoim życiem.Pijaństwem,bezdomnością i tyle.Jemu nikt nie będzie mówił przez 30 lat,co on ma robić,więc niech się sam rządzi głupia pani.Była zła na mnie,ale cóż..Sam chciał tego,więc ma.Ja ani złamanego grosza mu nie dam i nie odwiedzę go w szpitalu.Za ciężko pracujemy na chleb,żeby ot tak sobie chleb rozdawać-odpowiedziałem.Jerzy szuka sponsora.Ja nim nie będę napewno.Marcin nim pojedzie do pracy,to zaglądnie do nas.I nam miło i Jemu też.Na sobotę Wojtek proponuje wyjście do dyskoteki branżowej.Marcin poszedł by z Michałem z nami.Marek aż podskoczył z radości.Błażeja musi namówić,żeby się zgodził i idziemy całą ferajną.Ja,to tak średnio mam ochotę oglądać te ludzkie wynalazki,zwane ciotą,ale skoro Wojtek nigdy w życiu nie był w takim lokalu,to niech poczuje smak prawdziwej wolności w Polsce.Zaraz zamykamy salonik.Trochę chłodno na dworzu a on nie ma ani polaru,ani kurtki.Spodnie do kolan,te ulubione i sam t-sshirt.Ja nie wiem..Bić się z nim nie będę,ale na jutro zapowiadają przelotne opady deszczu i tylko 12°C,więc ciepły ubiór bezdyskusyjnie musi być.Żyjemy.Wszystko okay.Kończę,bo zamykamy salonik i jedziemy do domu.Pochowamy faktury,rachunki do segregatora,weźmiemy prysznic.Kolacją i lulu.TYLE.