Miesięczne archiwum: Grudzień 2012

TRZEBA BYŁO WYJŚĆ Z DOMU.

Tak nam się wczoraj nie chciało wyjść Z łóżka.W końcu trzeba było.Obowiązki czekały.Wzięliśmy poranny prysznic i Wojtek kosmetykę twarzy wykonał.Popatrzyliśmy na zegar na ścianie a na nim jedenasta godzina.Tyle co zaczęliśmy wyjmować rzeczy z szafy do ubrania,to Tawarisz już przyszedł i zaczął się kręcić w kółko.Trzeba było wyjść Z nim na dwór.Stanąłem w bramie bloku a on poszedł za potrzebą.Ale i tak musiałem wyjść z bloku na dwór,bo trzeba było jego kupę zebrać do woreczka i wrzucić do kosza.Wleciałem szybko do bloku z powrotem,Tawarisz za mną.Mrozik trzymał,bo Tawariszowi zmarzła łapa i trzymał ją w górze.11,30.Trzeba wyjść do kościoła na mszę świętą.Poczekałem aż Wojtek się kompletnie ubierze i wyszliśmy szybkim krokiem do kościoła.Usiedliśmy w ostatniej ławce i wyłączyliśmy całkowicie na czas mszy świętej komórki.Szacunek dla tego miejsca i dla Pana Boga.Po mszy szybkim krokiem pomaszerowaliśmy do domku.W domku włączyliśmy z powrotem komórki.Dwa nieodebrane połączenia od Michałki.Oddzwoniłem że wróciliśmy z kościoła i zabieramy się za obiad i czekamy na nich.Wojtek obrał ziemniaki,co się okazało później że za dużo.Ja zabrałem się za smażenie filetów z kurczaka.Potem tylko pokroić w plasterki pomidory.Dodać pokrojoną cebulęTrochę pieprzu i polać oliwą z oliwek.Zaraz po drugiej przyjechali zmarznięci chłopcy.Oboje trzęśli się z zimna.Rozebrali się po dłuższej chwili i zasiedli z nami do obiadu.Smakowało im jak nie wiem.Posiedzieliśmy jeszcze chwilę sobie.Marcin patrzył na to nasze mieszkanko.Ślicznie żeście urządzili je.Już macie wszystko.Wojtek uśmiechnął się.E tam.Tak jest jak w każdym normalnym domu.Tak jak ma być i tyle.Śmiali się chłopacy,że Wojtek cały czas siedział przytulony do mnie i czekał,że co jakiś czas go pocałuję.Dla mnie to nic nie naturalnego.To czego nie możemy na ulicy,czy w saloniku,to nadrabiamy w domu.Ale przecież wiecie co do siebie-mówił Marcin.Po czterdziestu minutach siedzenia,zebraliśmy się do wyjazdu do BONARKI.Naczynia wstawiłemdo zlewu i zalałem wodą i ubraliśmy się i pojechaliśmy do BONARKI.Tam bajkowe postacie,sztuczny śnieg i choinki.Nie zaszybko?Nie lubię tej przedwczesnej,świątecznej atmosfery.Ale oni tak muszą.Przeszliśmy całą BONARKĘ aż w końcu Wojtek kupił ciepłą koszulę,dopłacając tylko 9 złotych.Po godzinie chodzenia po Bonarce,weszliśmy do Auchan.Tam oczywiście Wojtek bierze ze mnie przykład i chodzi od regułu do regału.Wędliny na stoisku kupione.Schab na kotlety,filety z indyka i kurczaka też.Wątróbki drobiowe też mamy.Teraz owoce.Cytrusy muszą być.Różne przyprawy w torebkach,cukier.Teraz środki czystości.Na końcu duży Persil.Trochę kosmetyków Wojtek jeszcze nabrał i ruszamy do kasy.Po drodze jeszcze płatki do mleka i fistaszki i soki w butelkach i kartonach i cola.Chłopacy przy nas zrobili sobie zakupy.Dotarliśmy do kasy.Grubo ponad dwieście złotych zapłaciłem kartą.Chłopacy koło stówy.Zapchaliśmy wózek pod sam samochód.Włożyliśmy zakupy do bagażnika i odwieźliśmy chłopaków pod sam dom i pojechaliśmy do domu.Po trochu wnosiliśmy siatki do mieszkania a potem wypakowaliśmy je na swoje miejsce.Odrazu Tawarisz wstał i wąchał siatki.I wywąchał kabanosy.Trzeba było mu dać jednego i już się cieszył.Wypakowaliśmy zakupy i wyszłem z Tawariszem

TRZEBA BY WSTAĆ WRESZCIE Z ŁÓŻKA.

Wczoraj Marek i Błażej byli u nas.Zrobiliśmy dobry obiad i tak siedzieliśmy i rozmawialiśmy całe popołudnie.Potem Wojtek ugotował cienkie parówki i ketchup i chleb do tego.Koło 21-ej wyszli od nas.Zadziwia ich nasze,zadbane mieszanko.To że jest już w pełni wyposażone i czyste.No Wojtek sprząta mieszkanie,jak jedzie na"odpoczynek"Tak że wczoraj tylko włączyłem odkurzacz.Dzisiaj Marek poszedł do pracy i skończy o 18-ej.Marcin z Michałką dzisiaj przyjadą do nas na obiad a potem pojedziemy autem do Centrum Handlowego Bonarka na zakupy.Zresztą Wojtek ma do zrealizowania bona o wartości 100 złotych w butikach z odzieżą od świętego Mikołaja.Ze środy na czwartek znalazł go pod poduszką z dużą czekoladą z orzeszkami.Ja dostałem tylko eleganckie bokserki i baton BAUNTY.Wojtek aż zapalił duże światło o 06,30 i wycałował mnie jak nie wiem.Ja zobaczyłem w pantoflu małe co nieco.W saloniku oglądał dokładnie czytając owego bona.Zasłużyłem?Mikołaj się nie pomylił?Tak więc zaraz weźmiemy prysznic,zjemy śniadanie i przygotujemy do obiadu coś i pójdziemy na mszę świętą.Później wyjdziemy na dłuższy spacer z Tawariszem.Lubi sobie pobiegać.I oczywiście przyrządzimy obiad.O 14-ej będą chłopcy u nas.Zjemy obiad i pojedziemy do BONARKI na zakupy.Wpierw Wojtek zrealizuje bona w jakimś sklepiku a potem pójdziemy do Auchan i zrobimy zakupy żywnościowe na cały tydzień.Musimy zobaczyć co trzeba kupić.Ciepło nam się leży pod kołdrą i na myśl,że na dworzu jest -15°C,to aż się nie chce wychodzić z pod kołdry.Wojtek ciągnie mnie za członka i prosi o zakończenie pisania i położenie się obok niego.Oki.Kończę pisać tą notkę i kładę się obok mojego Wuwusia i jeszcze chwilę sobie poleżymy.TYLE.

MARNE ZYSKI.MAŁO LUDZI.

Wczoraj tak przeglądaliśmy zeszyt z zamówieniami precli.To horror.O ile mniej towaru zamawiamy teraz..No ale Jak nam po 20-30 sztuk zostaje,to jakie jest inne wyjście.Jedna pani stojąca u nas na preclach,zapytała,dlaczego jej dniówka jest mniejsza.Ano dlatego,że mniej sztuk się sprzedaje a przy takich ilościach tak wszędzie płacą a nawet mniej.Inna pani się przeziębiła i stwierdziła,że jak jej przez weekend nie przejdzie,to w poniedziałek jej nie ma.No cóż..W poniedziałek musiałbym ja stanąć z obwarzankami.Ale wygrzała się przez weekend i jej przeszło.Ale tak jak patrzę,to wszędzie jest mało towaru zamawiane.No musimy przetrzymać te cztery miesiące a może krócej będzie trwać ta zima.Nie mniej,jak patrzymy na nasze tatry,to bielusieńkie szczyty gór,wyglądają prześlicznie.Ale to w górach zima ma swój urok a nie w mieście.W saloniku też nie ma aż takiego ruchu.Rano trochę ludzi wejdzie po poranną prasę,czy papierosy a potem przerwa i koło południa zaczyna się ruch.Ruch jak ruch.Trochę więcej klientów.Papierosów elektronicznych nie będzie u nas.Za mały zysk mielibyśmy na nich i mała opłacalność.Same tytonie i bibułki też powoli się sprzedają.Mała opłacalność w stosunku do gotowych papierosów już jest.Ale są jeszcze amatorzy skręcania ręcznie,maszynką skrętów.Załączyliśmy ogrzewanie i tak sobie siedzimy i przeglądamy kolorową prasę.Nasze przeglądanie przerywa jakaś starsza klientka,która niedość że wejdzie się tylko zapytać o coś.Najczęściej nie związane z naszym asortymentem a o jakąś ulicę,to jeszcze zostawi otwarte drzwi na ościerz.Nie raz trzeba po trzy razy prosić ją o zamknięcie drzwi za sobą.Jeszcze wielce zbulwersowana,że młodzież będzie jej starszej zwracała uwagę.Albo że nie wiemy gdzie jest jakaś tam ulica.Wszystkich ulic się nie zna.Wojtek zażartował,że musi zapytać taksówkarza,to on z urzędu musi wiedzieć.Ba.Nawet zawiezie na miejsce.Błażej jest na przesiadkowym przystanku autobusowym,to trochę inaczej jest u niego.Wprawił się w obsłudze kiosku ruchu i sprzedaje.Dzwoni nie raz,jak tam u nas schodzi taki,czy taki tytuł.Marcin idąc na tramwaj do pracy,wdepnie na chwilę do nas.

I MAMY ZIMĘ.

Niestety czekało mnie odśnieżanie przed salonikiem.Łopatę mamy jeszcze z zeszłego roku.Odrazu jak otworzyliśmy salonik,to odrazu ten nasz mały kawałek chodnika odśnieżyłem i posypałem solą.Dozorczyni a właściwie pani sprzątająca mruczała,że już mogłem dalej odśnieżyć,to tylko koło swojego.Nie wiem.Może miałbym cały chodnik odśnieżyć i ona miała by mniej pracy?Podjęła się,więc niech odśnieża.Kazałem tylko Wojtkowi patrzeć,czy zwały śniegu nie zostawia nam przed oknem.Posypałem solą i z głowy.Załączyłem ogrzewanie na cieplejszy cykl.I po kwadransie już się trochę zagrzało i mogliśmy już zdjąć z siebie kurtki i buty i przetrzeć mopem podłogę.Odebraliśmy dostawę porannej prasy i dodatki.Powykładaliśmy codzienne gazety.Przepatrzyliśmy jakie dodatki,gdzie,żeby nie było potem że nie dostał ktoś.W fakcie teraz loteria i kupony.Zainteresowanie jest większe faktem.Łudzą się ludzie naiwni.Ja mam zawsze świętą zasadę,że jak sobie sami rękoma nie zapracujemy,to samo nie przyjdzie.Odpoczęliśmy przez weekend porządnie.W piątek wzięło nas na słuchanie setów po 20-ej w radiu eska.Super muza.Koło drugiej w nocy włączyliśmy pilotem wieżę i poszliśmy spać.Już nam się nie chciało przenosić pościeli do małego pokoju,więc tylko poszliśmy do łazienki na papierosa i położyliśmy się spać.Wiem,że usnęliśmy jak kłody oboje.Rano jęk Wojtka mnie obudził.Okazało się,że przyłożyłemnogami,jego nóżki i jeszcze objąłem go w pół i rano Wojtek chciał iść do ubikacji i nie mógł się z moich szpon wydostać.Tak więc obudził mnie.Na zegarze była dopiero szósta rano.Jak mnie obudził,to i ja poszedłem do ubikacji.Zaspani wróciliśmy z powrotem do łóżeczka.Pocałowaliśmy się.Dokładnie zakryli kołdrą i usnęliśmy ponownie.Po dziewiątej skuczał Tawarisz i lizał nas po rękach.Musiałem się ubrać ciepło i wyjść z nim na dwór.Na chwilkę,ale trzeba było.Jak wróciliśmy z dworza,to przetarłem Tawariszowi łapy,bo on odrazu leci do Wojtka pod kołdrę i tak śmiesznie to wygląda,bo na poduszce jest Wojtka mała główka i biały,kudłaty pysk Tawarisza.Oni się wyłożyli a ja poszedłem zrobić kawę dla mnie i dla Wojtka.Tawarisz po chwili przyszedł za mną do kuchni i bacznie się przyglądał temu,co robię.Postawiłem na ławie kubki z kawą i położyłem się jeszcze obok ciepłego Wojtka.I tak leżeliśmy sobie i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym jakąś godzinę.W końcu usiedliśmy,żeby wypić kawę.No nic..Trzeba by wziąć prysznic i zjeść śniadanie.A potem?Potem odkurzymy dywany.Umyjemy płytki w przedpokoju i możemy dalej leżeć.Tak też zrobiliśmy,zapominając,że nie mamy chleba.Koło 14-ej Tawarisz przyszedł do nas,że chce wyjść na dwór.Wtedy przypomniałem sobie,że trzeba by dwa chleby kupić.Tak więc poszliśmy z Tawariszem do piekarni.Kazałem mu grzecznie poczekać przed piekarnią i z chlebem dotarliśmy do domu.Tawarisz był zadowolony,bo miał długi spacer ze mną a nie tylko wyjście na chwilę przed blok.Odrazu zabrałem się za obieranie ziemniaków.Przypomniałem sobie,że miałem wyjąć na noc do zlewu filety z kurczaka.Zapomniałem.Musiałem zlać wrzątkiem.Zająłem się przygotowaniem obiadu.Wojtek leżał sobie i oglądał telwizor.Ziemniaki ugotowane.Filety usmażone.Ogórki uutarte na mizerię.Pozanosiłem talerze z drugim daniem do dużego pokoju.Wojtek po obiedzie poszedł umyć naczynia i dalej leżeliśmy pod kołdrą z małymi przerwami na papierosa.Wieczorkiem zadzwonił Błażej,co tam porabiamy.Praktycznie całą sobotę przespaliśmy z przerwami na posiłki i papierosa.Później oglądaliśmy kino nocne.No bo wyspaliśmy się w dzień.W niedzielę po śniadaniu poszliśmy na dwunastą na mszę.