Miesięczne archiwum: Październik 2013

NA WOJTKA MOŻNA LICZYĆ.

Zadzwoniła po siódmej rano pani ze stoiska z preclami,że ma końcówkę woreczków i prosi o podrzucenie jej woreczków.O siódmej rano,to my jeszcze w łóżku leżeliśmy i smyraliśmy się stopami.To taki miły poranny test na to,czy ja śpię,czy nie śpię.Posmyra mnie stopą,po mojej stopie.Jak zacznę ruszać nogą,to znak,ze się obudziłem,albo że nie śpię już.Jak zaczyna mnie łaskotać to,to odwzajemniam mu tak samo.Po czym Wojtek kładzie się na mnie.Ponad dwa lata temu,jak się położył na mnie,to nie odczuwałem tak tego a teraz to już taki sobie mały klocuszek z niego.Ale to efekt dobrego,normalnego odżywiania i dbania o siebie na wzajem.Ale nigdy nie odmówię mu tego.Po prostu kładzie się na mnie i już.Pełny uśmiech na twarzy.Zaraz pocałunek się pojawia namiętny z jego strony.Od razu  za głowę mnie trzyma.Potem kładzie głowę na mojej klatce i rozmawiamy sobie.o tym co mamy dziś zrobić.Co nas czeka.Co ugotować na obiad.Życie.Tawarisz,jak usłyszy nasze głosy,to od razu wchodzi do pokoju i kręci się w okół osi,dając znak,że chciałby wyjść na dwór,za potrzebą.Wojtek od razu się ubiera i wychodzi z nim na zewnątrz.Jak wrócą,to wytrze mu szmatką łapy,żeby nie na brudził w mieszkaniu i psisko idzie do łóżka do mnie,żebym go pogłaskał,pocałował sierść na łebku.Taki jest nasz rytuał już.Wojtek tez musi się schylić do niego.Pogłaskać go i pocałować i wtedy idzie on do przedpokoju na swoje legowisko i nie przeszkadza.Zamyka Wojtek drzwi i kładzie się na nowo pod kołdrę koło mnie.Z reguły trzęsie się z zimna i trzeba go mocno ścisnąć i ogrzać ciałem.Ale zawsze miło jest,jak jesteśmy razem i tak romantycznie możemy sobie poleżeć.Dzisiaj natomiast zadzwoniła pani ze stoiska z preclami i Wojtek biedny bez śniadania pojechał.Tyle co wzięliśmy ciepły prysznic i zrobiliśmy kosmetykę.Ubrał się ciepło i pojechał z woreczkami i siatkami po stoiskach.Od razu odebrał kasę za wczoraj ze stoisk.Podjechał do kiosku ruchu a potem do saloniku,do Marcina.Akurat w porę podjechał do Marcina,bo przyjechała dostawa papierosów i tytoniów.Facet wrzucał pudła,jedno po drugim.Po wrzucał i daje faktury do podpisu.Wojtek jest upierdliwy a nawet drobiazgowy.Po kolei patrzył na fakturę i podawał Marcinowi kartony papierosów do przyjęcia.I od razu liczył ilości.Okazało się,że Malboro brakuje dwa kartony.Red White 1.Potem dwóch opakowań tytoniu.I jak taką fakturę można podpisać.Pan udał greka.Nie wiem nic.Ja dostałem opisany karton z ilością i tyle.Okay.Nie mam nic do pana,ale jakbym nie przeliczył,to ile już jestem w plecy?-zapytał Wuwu i zadzwonił do mnie,czy podpisać te faktury z błędem,czy nie.Odpowiedziałem mu,że tak,ale zostaw panu małą karteczkę i Marcinowi też z brakującymi pozycjami i ilością.Okay.Babcia kioskarka,jak siedziała,tak wstała z miejsca.Panie Wojtku.Zawsze tak trzeba.Słyszałeś Marcin?Zawsze tak trzeba!Teraz jak następnym razem przyjedzie z dostawą,to musi dać te brakujące pozycje.Dzwoniąc,jeszcze zapytał,czy coś ma kupić po drodze.Powiedziałem mu,że bochenek chleba,ale to koło nas w kiosku piekarniczym.Będzie pachnący,cieplutki chlebek.Okay.A poza tym,to wszystko jest.Pojechał wpłacić od razu pieniądze do banku.I przyjechał do domku.Ja akurat zjadłem śniadanie.Obrałem ziemniaki.I zostawiłem dla niego kanapki na śniadanie.Po śniadaniu Błażej zadzwonił:Co porabiacie myszki drogie?A no patrzymy sobie w telewizorek i siedzimy ciepło ubrani na narożniku.Niby grzeją już kaloryfery a tak,że prawie nic nie czuć.Będzie chyba trzeba kupić grzejniczek olejowy i dogrzewać się.No bo chłodno na mieszkaniu jest.Otulamy się wełnianą kołdrą.Dociskamy do siebie.I tak siedzimy.Tyle co poszliśmy do kuchni,przyrządzić obiad.Właściwie to ja poszedłem,ale po chwili Wuwuś się pojawił i zapytał w czym mi pomóc.Póżniej znów podjechał pod kiosk ruchu,żeby doglądnąć wszystkiego.Dobrze,że się dał wreszcie przekonać,żeby starsza pani,mogła popracować trochę na pełnym etacie.Trochę się już burzyła o to,że mało zarobi.Ale to musiał być Błażej.Mnie nie udało się go przekonać.Bał się,że ona na dużą kwotę manko zrobi i że będziemy dopłacać do interesu.Ale ta pani już pracowała kiedyś w kiosku ruchu,więc ma doświadczenie i zna temat.Porządna kobicina.Do tego z poczuciem w mordę jeża humoru.A to dla klienta dużo daje.Młode chłopaki sobie z nią żartują.Kawały sobie opowiadają.Kiedyś jak przyjechaliśmy do kiosku,to sikali tam,ze śmiechu po nogach.Ona też.Ale za to codziennie przychodzą chłopaki po papierosy i gumy do żucia.A czasem i coś jeszcze dokupią do tego.Tak dziś trzeba zjednywać klientów do siebie.Bo inaczej,to nie będzie ruchu i interesu.Chciałem z Wojtkiem pojechać autem,ale on od razu:Kochanie?Wygrzej się w domeczku.Pogłaskaj Tawarisza.Popatrz,co się w Polsce i na świecie dzieje.No dobrze.Zeszłem tylko na parter,żeby zaglądnąć do skrzynki.Patrzę.A tu list od mamy Wojtka.Zaadresowany:Wojciech i Mariusz i moje nazwisko.Jak w małżeństwie.Bardzo dziękuje za fotografię z Ziemi Świętej.Ze łzami na nią patrzyła i zazdrościła nam tego wyjazdu.Napisała,że tata Wojtka ma trzy recepty do wykupienia.I oczywiście napisała Wojtkowi,że ma się mnie słuchać bacznie i trzymać  kluczowo mnie za rękę.Jak Wojtek przyjechał,to czytał ze mną ten list.Od razu dorzucił,że mniej by kiedyś tata wypił,to dziś,te serce nie było by chore.A może chore dla tego,że ciebie nie ma tam?-zapytałem.Tata,to jak mężczyzna prawdziwy.Nie żałuje.Mama,to inaczej do tego podchodzi.Zawsze pewno myśli o nas.Ale co byś Wuwuś nie powiedział,to tak bałeś się tego,że nas,jako pary nie zaakceptuje.A tu przyjęła nas,zaakceptowała nas.Nawet powiedziała,że jak kiedykolwiek,będzie nasz związek partnerski,to ona przyjedzie i będzie.Na ile ją będzie stać,to taki prezent kupi.Ale będzie.Wojtek uśmiechnął się pod nosem.Dobrze.Teraz jakby przyjechała,to dam jej telefon ten poprzedni a ona sobie tam kupi starter i doładuje.Wtedy będzie mogła napisać smsa do nas a my zadzwonić do niej raz w tygodniu.A tak?Ksiądz proboszcz robił kiedyś taki wyjątek u nich na plebani,że po mszy świętej wchodzili rodzice Wojtka do kancelari i rozmawiali przez video skypa z nami.Ale po jakimś czasie,grzecznie dał do zrozumienia,że kancelaria,to nie poczta.I tak tylko listy nam zostają.Ale jutro Wojtek pójdzie do banku i wpłaci na konto mamy złotówki.A ona tam za hrywny,wykupi tacie leki.Przed ostatnio,napisał jej w liście,że jak wpłyną pieniądze,to ma sobie kupić ładną różę i włożyć do wazonu i pomyśleć,że to od niego.Kończymy,bo czas zjeść jakąś kolację.Wojtek proponuje usmażyć jajecznicę z 10-u jajek.No dobrze.Jajka z fermy.Nie ma ani boczku wędzonego.Ani mleka do podlania jej.Jakiś mały pomidorek tylko się ostał.I taka solo?…No cóż.TYLE. :-) :-)