Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

MASAKRA CO SIĘ DZIEJE.

Dziękuję za komentarze.Mark i Rahel też wchodzą na nasz blog i przy pomocy dobrej znajomej,co zna język polski,czytają naszego bloga.Zresztą wystarali się chłopaki w związku z moimi imieninami.19 stycznia zaraz po 10-ej rano dzwoni domofon.Nikogo nie zapraszałem o tej porze.Ale Wojtek podleciał do drzwi i odebrał.Przesyłka kurierska.W kartonie butelka białego,koszernego wina z napisem JERUSALEM.Bombonierka z przepięknymi kwiatami.Czekoladki z marcepanem.I polar bardzo ciepły z kapturem i kożuszkiem od wewnętrznej strony.I widokówka z Tel Awiwem i życzeniami po angielsku.Wzruszające to było.Pamiętali datę imienin,mimo,że u nich inny jest kalendarz.Wino otworzyłem dla gości po trochu.Do tego litr wódki kupiłem i cztery browary.Ciasto tortowe do tego i kanapki.I ugościłem wszystkich.Wieczór pani gospodyni z Zakopca zadzwoniła do mnie z życzeniami i zaproszeniem w góry,które tak piknie wyglądają teraz zimą.Takie bielusieńkie.Wojtek i ja nabraliśmy ochoty.W końcu będą ferie dla szkół z początkiem lutego,ale my też możemy się na weekend wybrać.Tylko trzeba nam wejść na stronę Tatrzańskiego Parku Narodowego i przeczytać komunikaty ze szlaków.Marek zadrżał na samą myśl,że w Krakowie tak zimno i sypie śnieg a co dopiero tam w tatrach.Ale ubierzemy się ciepło,ale nie bardzo ciepło,żeby się nie przegrzać.Weżniemy kije NORDICK i możemy iść w góry.Tak super na wysokości wyglądają zimą masywy górskie.Taka śliczna panorama śnieżno biała.I tak jak dojdziemy do schroniska,to przed nim położymy się na śniegu i będziemy patrzeć na góry.Ale i ten pokryty lodem potok,wygląda cudownie.Dopatrzeć się w nim można rzeżb lodowych,wykonanych przez naturę.A z resztą jak się idzie,to jest ciepło.Do tego świeże,górskie powietrze i relaks cały dzień i odpoczynek od gwaru miejskiego i błoga cisza,przerywana lekkim szumem wiaterku i śniegu spadającego na materiał kurtki.I skrzypienie butów w śniegu.To jest to,co kochamy.Nasze tatry.Najpiękniejsze w świecie.Pytałem chłopaków,kto jest chętny.Patrzyli na nas,jak na wariatów.Ale Marcin powiedział mi,że jak zamkniemy salonik w piątek ok.15-ej i na weekend nie będzie funkcjonował,to zabierze się z Michałką z nami.Oki.I tak mały ruch jest w saloniku.Utarg niewielki.A prąd i ogrzewanie trzeba zapłacić i jemu jeszcze dniówkę.To niech jadą z nami.Ale warunek,że idą z nami w góry w sobotę.Okay.Marcin nawet w tygodniu poprosił mnie,żebym pojechał z nim gdzieś po dobre buty na zimę.Takie,co i w góry mogą być.Wojtek był za niego w saloniku.A myśmy pojechali do Galeri Bonarka.Tam wydał 268 zeta za adidasy do kostek,nieprzemakalne z membraną.Super wygodne i ciepłe.Do tego grube spody izolują od zimnego asfaltu.I na traktorach,to w góry idealne.Jak dobrze pójdzie,to 31 stycznia w piątek punkt 15-a zamykamy salonik prasowy i wyruszamy autkiem do Zakopca.Dziś już wieczór,powiadomimy panią gospodynię o tym fakcie.Będzie radość.Waldek się śmieje,że państwo biznesmeni jadą na ferie.No cóż…-odpowiedział Wojtek.Są jakieś pieniążki,to jadą.A ci co oszczędzają na ten pochówek na Wawelu,to tylko praca-dom i odwrotnie.Nie jest to drogi wydatek.Weekend w Zakopanem.Za dobę od osoby płacimy 35 zeta.Jedzenie na śniadanie i kolację mamy ze sobą.Tylko obiadek gdzieś.Ale jak znam życie,to już w piątek gratis pani gospodyni wleje nam ciepłej zupy z kawałkami podrobów.Ostatnio jak byliśmy,to Tawariszowi tak zasmakowało,że zjadł dwie miski aż i poszedł polizać po rękach panią w podziękowaniu.Mówi samo za siebie.W niedzielę też nam jakiś obiadek ciepły przyrządzi pani na odchodne.A do reszty to zaliczymy karczmę góralską i schronisko w sobotę,to tam się też coś regionalnego zje. :-D :-D Zima ruszyła na całego.Śnieg sypie na całego.Zimno na dworzu.Wojtek właśnie wrócił z Tawariszem.Uf…Trzyma mrozik.Precelków teraz garstkę sprzedajemy.To też marny teraz interes.Salonik czasem ktoś odwiedzi.Jedynie co kiosk RUCHU działa pełną parą.Pani kioskarka wzięła sobie teraz wnuka do pomocy.On za nią koło południa jest a ona i coś jak ma załatwić,to załatwi.A i obiad jakiś zrobi w domu,to i on zje.Ale i odpocznie sobie trochę.A już szykowało się siedzenie z nią na zmianę w kiosku.Ale ja podsunąłem jej pomysła i sprawdziło się.Wojtek wczoraj wieczór poszedł do łazienki i już kwadrans,jak go nie było.Może za potrzebą aż tak…A tu okazało się,że nie za potrzebą,ale wziął prysznic i zadbał o higienę intymną.Wyszedł po 20 minutach nagi z rzeczami pod pachą.Nucił sobie jakąś piosenkę.Podskakiwał.To mnie pocałował w policzek.To pogłaskał po włosach.A ja siedziałem i słuchałem RMF.MAXXX.Co sobotę wieczór leci klubowa muza od DJ.ADHD i Przemka Grabowskiego.Super klima i super sety.Jeszcze trochu wina nam zostało po imieninach,więc Wojtek polał po równo dla mnie i dla siebie i usiadł na moich kolanach.Zapytałem go,czemu się nie ubierze.Odpowiedział mi,że potem będę go rozbierał z powrotem.To oszczędzi mi tego.Wypiliśmy po lampce wina.Potem namiętne pocałunki,głaskania i skończyło się w łóżku.Potem leżeliśmy sobie jeszcze wtuleni w siebie i słuchaliśmy muzyki.Koło 01,30 wpadliśmy na genialny pomysł,że może by tak pójść spać…I tak po kilku pocałunkach zebrała nas jeszcze raz ochota na seks.Światło wyłączone już.Muzyka zgaszona.To co chcieliśmy,to nagraliśmy na płytę.Wojtek cały czas penetrował mi ustami członka.Powoli wkładał i wyjmował.Lizał językiem całego.Ssał wargami żołądż i patrzył tylko jak on staje.Po czym nadział się na niego i rodeo.Poleciałem po raz drugi w nim.On padł na mnie i tak leżąc na mnie usnął.Ja po chwili też.jak się obudziłem,to przypominałem sobie ten czas przed zaśnięciem.Wojtek pomagał mi zebrać myśli i słowa w jedną całość.Jesteś…To aż tak to było ostro?-zapytałem.Tak ostro i tak super,że trochu mnie dupa boli jeszcze.Ale to trochu.Nie dupa a mała,śliczna,słodka pupeńka.Może trochę za ostro dojechałem.Jak tak,to przepraszam.Nic się nie stało-odpowiedział Wojtek.Był prawdziwy,mega seks.Wszystko w rodzinie-dodałem. :-D :-DDziś ledwo zwlekliśmy się z łóżka po dziesiątej.Gdyby nie tańczący przy naszym łóżku Tawarisz,to pewnie byśmy jeszcze spali a przynajmniej leżeli.Ale w domu też trzeba coś porobić.I wykąpać się porządnie.I zadbać o bużkę Wojtka.teraz on też mi każe dbać o twarz swoją.Też nakładam kremy i podkłady sobie,jak i jemu.Tyle że jemu jeszcze puder a sobie nie.I żel do włosów i układam mu fryzurkę.A potem jak to wszystko we schnie,to już nie mogę go pocałować w twarz,tylko ręce zostają i kark i szyja.Ale i tak zawsze on mnie pocałuje pierwszy.Po kąpieli i kosmetyce śniadanko w kuchni.Od razu obraliśmy ziemniaczki,żeby było już z głowy potem.Na 13-ą poszliśmy do kościoła na mszę świętą.Po niej sprawiłem frajdę Tawariszowi i wziąłem go na dwór,żeby sobie pobiegał trochę za patykiem.Po kwadransie zaniepokojony Wuwu zadzwonił,co się dzieje.Nic.Tawarisz biega jak nie wiem co.Jak już usiadł na śniegu zmęczony,to ukradkiem podwędziłem mu patyk i wyrzuciłem tak,żeby on nie widział gdzie i poszliśmy do domu.Tam Wojtek smażył z cebulką wiejską kaszankę i nastawił ziemniaki na gotowanie.Marek z Błażejem dziś nie przyjadą do nas,bo mają porządki w domu do wykonania.W niedzielę?Porządki?Ale jak oni pracują i w sobotę też,to kiedy mają to zrobić?Racja.Ale zaraz po obiedzie zabierzemy się za uzupełnianie książek podatkowych.Segregację i schowanie faktur.A poza tym już spiszemy zamówienie do saloniku.Marcin podał pi razy oko ile czego trzeba zamówić.Zamówienie do kiosku też zrobimy na papierosy i dodatki.Na gazety nie trzeba,bo tyle samo ich będzie,co zamawiamy zwykle.A precli,to garstka jest,to tak samo piekarnia przepisze.Mamy nadzieję,że zejdą wszystkie.Nie tak jak  w piątek,że na każdym wózku po kilkanaście sztuk nam zostało.Ale nic na to nie poradzimy.Jest zimno i ludziom nie chce się tak jeść na mrozie i wyciągać ręki z rękawiczki do zakupu obwarzanka.Musimy ten trudny dla nas handlowców okres przetrzymać.I tyle.Wuwu proponuje póżniej upiec ciasto.W sumie to są jabłka.Chociaż szkoda ich,bo to słodkie Glostery a nie takie do rozpieku.Jest jeszcze trochę ananasa w słoiku w zalewie z cukru.Mamy kilka bananów i pomarańczy.Jest dość sobie sera wiejskiego.On już jest nie pierwszej świeżości,bo tak z wierzchu przy żółkł.To można by go kilkakrotnie przepuścić przez maszynkę i pomyśleć o serniku.Tyle,że nie mamy małej foremki a taką na cały piekarnik brytfankę.No dobrze.To zjemy obiad i biurokrację wszelką wykonamy i przejdziemy do kuchni.Ale potem ze smakiem się zjada taki swojski placek.Jutro trochę pojeżdzimy po punktach naszych.Pomyślimy co jeszcze by można dopisać do saloniku,do kiosku,żeby to poszło i dało dodatkowe pieniądze,bo masakra,co się dzieje.Na dworzu zimno.W handlu chłodno.A płatności nie ubłagalnie trzeba w terminie zapłacić i nie ma,że mamy mniejsze zyski zimą.Zapłacić trzeba i koniec.Ale ważne,że wszyscy zdrowi są.Wojtek odpukać z sercem oki.Za żywa leki i wszystko w normie.O odpoczynek dla niego,to na ile mogę,to walczę z nim a raczej negocjuję.Nie zawsze się udaje,ale on taki jest,że nie potrafi siedzieć bez czynnie i nic nie robić.TYLE.Dużo ciepła od bliskich osób wszystkim życzymy.Bo na dworzu nie zapowiada się ocieplenie a zimowa klima i mrozik. :-D :-D

WIECZORNY RELAKS NA MAXXA.

Dzięki Kruszyna za komentarz.WSZYSTKIEGO NAJ i DUŻO ZDRÓWKA W NOWYM ROKU życzymy ci.Tak pozwoliliśmy sobie na wieczorne a właściwie już nocne party domowe z RMF.MAXX.Przemo Grabowski i DJ.ADHD mają jakiś magnez,że przyciągają. :-D :-D Nie.To klubowa muza przyciąga nas.dziś nie szalejemy z alkoholem.Po jednym zimnym LECHU wypiliśmy tylko.Ale mamy jeszcze racuszki z jabłkami napieczone wspólnie razem w domku.Ilość ich jest mega duża.Tak dzisiaj od rana jeżdziliśmy po wózkach z preclami z woreczkami.Bo tu telefon,że kończą się.tam telefon,ze kończą się.W końcu Wojtek stwierdził,że każdej pani damy po woreczku i będzie spokój.Oki.Potem do saloniku pojechaliśmy,zobaczyć jak Marcinowi idzie.Chociaż jego nie trzeba kontrolować i pilnować.Jak czegoś nie wie,to zadzwoni i się upewni.Spoko.Do tego babcia kioskarka przychodzi do niego posiedzieć sobie,porozmawiać,to mu z doświadczenia podpowie coś.Zresztą zamówiliśmy od kobiety z pod Szczawnicy aż wiejskie wyroby,to i tak musieliśmy być,bo ok. 10-ej ona jedzie z placu targowego i będzie w saloniku na chwilkę,to zapłacimy i potem porozdzielamy.Pycha pachnąca kiełbasa.Niech się najlepsza szynka schowa.cała kuchnia pachnie.Tawarisz zgłupiał.Chodzi wciąż po kuchni i wącha wszystko.Jajka smaczne.Boczuś ugotowany,ze smakiem się zje posypany ostrą papryką w proszku i położony na chlebusiu.To jutro na śniadanko.Mniam.Schabik z kostką na zupkę.Kaszanka mniamśna.Paszczet z domieszką baraniny.Marcin mówi,że jak wchodzi do kuchni,to wiecznie głód odczuwa,przez zapach kiełbasy.Babcia kioskarka znowu zachwala sobie kotlety.Że ze smakiem taki mega duży kotlet się zje.Wiejskie mleczko wzięliśmy w 2 litrowej butelce po pepsi.Ale się zagotować miało…Miało.Ale się wypiło na surowo.Tawarisz też.Nikogo nie przeleciało.Pycha.Marek z Błażejem pojechali do sauny w Katowicach.Marek chciał,żebyśmy z nimi pojechali.Ale po co my tam pojedziemy?Błażej pojechał tylko dlatego,że Marek tak chciał a on raz na jakiś czas sprawia mu przyjemność w postaci wyjścia na jakąś imprezkę.Mimo,ze sam nie ma na to ochoty,ale zrobi to dla swojego Marka.Ale po co tam jechać?Alkohol,to kupimy sobie i w domku wypijemy.Bez przesady!Patrzeć na filmy porno?Akurat rzadko nam się to zdarza.A na takie osoby seksualne,które żyją niczym innym jak przygodnym seksem.Wierząc komuś na słowo,że jest zdrowy.My jesteśmy zdrowi oboje.Test na HIV wykonaliśmy kilka dni temu.Poprzedni dwa lata temu.I jesteśmy na minusie.Y tylko dla siebie.Nie znudził nam się seks tylko we dwoje.Nie szukamy wrażeń.Nie kręci nas to.Więc odmówiliśmy Markowi.Mimo,że mówił o pysznym KEBAP koło dworca autobusowego w Katowicach.O zwiedzaniu przed wejściem do sauny Katowic.Kebap dobry tam jest przy dworcu autobusowym.Ale nie.Zresztą szanujemy kasę.Ciężko na nią pracujemy.A Markowi,jak tak się wydaje,że czasem trzeba wyjść z tej monotonii życia,to nic nie osiągną w życiu.Na dyskotekę możemy pójść,ale z Rahelem i Markiem w Tel Awiwie.I dzwonią na video skypa chłopaki z Ziemi Świętej do nas codziennie.Dziś byliśmy rano na modlitwach w synagodze REMU.To taka łączność z nimi.Wysyłamy przed wejściem bita do Rahela na koma.Wyłączamy komy na czas nabożeństwa.Jak wychodzimy,to włączamy z powrotem i pojawia się nieodebrane połączenie od Rahela,albo Marka.to znak,że oni też puścili strzałkę,że w Miejskiej Synagodze modlili się za nas.Jutro Rahel obiecał mi,że w dniu moich imienin będą oboje w Synagodze Cymbalistów w Tel Awiwie na chwili modlitwy.Łzy mi w oczach stanęły.Jesteś.Jaka prześliczna budowla.A w środku jak tam pięknie.Mark odpowiedział:Rozwijajcie się i postawcie sobie cel,że powitacie wiosnę pijąc drinka na plaży w Tel Awiwie i jedząc owoce morza.Tam gdzie ostatnio.U nas macie nocleg zapewniony.A resztę sobie musicie sami.Boże!Znowu ze łzami w oczach będziemy wychodzić z miejsca,gdzie ponad 2000 lat temu Jezus był?Czy oglądać biegnących żydów z pejsami za baki w czarnych tręczach.I znowu cieplutkie pączusie na bazarze w Jerozolimie?Czy świeże owoce na targu w Betlejem?Ale nie.Wpierw nagrobek babci trzeba postawić-podpowiada Wojtek.To trzeba będzie pojechać na Ukrainę wpierw.Ale będzie musiał Tawarisz znieść trudy podróży z nami.Pojedziemy pociągiem.No bo samochodem na tak długą trasę Wojtkowi nie pozwolę wyjechać.Oki. :twisted: :twisted:Pani w kiosku chciała mieć jutro wolne,ale Wojtek twardo stanął,że jak by jechała na jakieś badania,zabiegi,czy do lekarza,to oki.A tak nie ma takiej opcji.To jutro mamy luzik.Dziś jeszcze odwiedziliśmy Stary Kleparz.Kupiliśmy u swojego pana Grapefruity i codziennie ogarniamy po jednym.We wtorek jedzie po towar,to będą Izraelskie Sweet grapefruity.nasze ulubione.Ale Awokado mamy.Mamy mandarynki.Mamy ładne winogrona.Słodziutkie takie,jak nie wiem.Nawet Tawarisz z nami kłapie ze smakiem.Jarzynkę na rosół mamy.Łapki od wiejskiej kury i skrzydełka udało nam się okazyjnie kupić od baby,co chciała już jechać do domu i tanio policzyła.Do tego za postój nie zapłaciliśmy nic.Jak przyjechaliśmy,to od razu odciąłem kość od schabu i ukroiłem dwa plasterki i ubiłem na kotlety.Wojtek zrobił mizerię z wiejską śmietanką i pieprzykiem.Ziemniaczki to już rano się obrało.Tawariszowi też kawałeczek Wojtek usmażył a potem jeszcze pod dusił,żeby było lekko strawne.Kłapnął i przyszedł po następne.Ale już nie było dla niego.Dostał na michę kaszę z mięsem i sosem.Suchą karmę ma.Co więcej?Biedy nie ma.Po obiedzie wyszedł z nim Wuwu,to się wybiegał przez pół godziny za patykiem.Za to apetyt miał potem wilczy.Super muza klubowa leci w RMF.MAXX.Tak wypiliśmy po jednym browarku.Zjedliśmy po kilka racuszków,które usmażyliśmy tytułem kolacji.Tawarisz dostał dwa i tyle.Nie może za dużo słodkiego jeść,bo będzie miał robaki.A tego nie chcemy.Tak sobie siedzimy teraz wtuleni w siebie.Miło tak.Tawarisz poszedł do małego pokoju i położył się na zaścielonym łożu i zakrytym narzutą.Bo w przedpokoju było mu trochę za głośno.No i dobrze.My też tak posiedzimy sobie miło w samej bieliżnie i jak coś będzie więcej,niż posiedzimy,to krzywa wypadkowa rodzinna.A jak nie,to uśniemy na narożniku.Oczywiście zgasimy wieżę i świecę zapachową. :-D :-DJutro moje imieniny.To będą goście popołudniu.Ale i trochu alkoholu też.I dobry obiad.I ciasto kupne z galaretką jest w lodówce.I życzenia,które zawsze u mnie wywołują łzy w oczach i takie dziwne uczucie.Te od Wojtka życzenia,będą pewnie już z pobudką.No znając jego,albo nas,to tak będzie.Mnóstwo słodkich buziaków od niego i odśpiewane STO LAT z pobudką.Miło będzie na pewno.A do tego jeszcze kwiatów pełno we flakonie,że wzroku nie odciągaj,bo takie śliczne to…Na razie TYLE.Przepraszamy,że tak nie regularnie piszemy,ale obowiązków dużo mamy co dnia i naprawdę mało czasu dla siebie.Dlatego wykorzystujemy,każdy moment na to,żeby pobyć blisko siebie razem.Porozmawiać ze sobą o wszystkim i o niczym.Ukochać się,przytulić.A i o seksie nie zapomnieć.Nadrobić po prostu zaległości w związku.TYLE. :-D :-D

I ZIMA WRESZCIE DAŁA O SOBIE POWOLI ZNAĆ.

Jak z radością przeżywaliśmy ocieplenie i mieliśmy nadzieję na lepsze zyski,tak pewnie będzie z tego wielkie G. No bo jak śnieg z deszczem,to i przymrozki nocą i małe temperatury w dzień.Myślę,że tylko na chwilę i powróci wiosenna aura.Ja wiem,że ze śniegu cieszą się górale i ci którzy uprawiają sporty zimowe.A my tu w wielkim mieście?Nie mamy ochoty oglądać szarego,brudnego śniegu.Nie mniej zawsze można stworzyć sobie inną klimę.Tak jak to Wojtek zrobił.Poszedł do łazienki.Miał tylko za potrzebą.A tu kwadrans go nie było.Siedziałem i oglądałem  telewizję w dużym pokoju.Po kwadransie wyszedł pachnący i nagi cały.Wyłączył telewizor.Zapalił świecę zapachową.Zgasił światło.Włączył wieżę i rmf maxxx.I poleciał po butelkę wina do lodówki i korkociąg i dał mnie do otwarcia.Powlewałem do lampek i postawiłem na ławie.Okay.Podleciał do mnie i ściągał ze mnie po kolei rzeczy.Żaluzje zasunął.I tak kupa rzeczy z boku narożnika leżała.A on nagi usiadł na moich kolanach i podał mi lampkę wina.Wypiliśmy po jednej.Potem kolejna lampka.I kolejna.Po czwartej już Wuwu ruszył do tańca.Przesunęliśmy ławę w kąt pokoju.I ruszyliśmy do tańca.Klubowa muza od rmf MAXXleciała z kolumn.po kwadransie p;olaliśmy jeszcze po lampce wina i koniec butelki.Jeszcze trzy browce nam zostały.Oki.Przyniosłem z lodówki zimniutkie browarki w butelkach i szklanki do piwa.Polałem i ruszyliśmy ponownie do tańca.Może na to wszystko dobrze było by pójść na jakąś imprę?Proponowałem,ale Wojtek nie chciał oglądać wynalazki zwane seksualną ciotą.To zostaliśmy w domku.I tak odeszliśmy od monotonii…Muza leciała a on wyskoczył na mnie.Złapał oburącz mnie za szyję.Nogi zawinął mi za pośladki i zaczął mnie namiętnie całować.Trochę sobie waży już.Nie to co było,jak przyjechał.Ale wytrzymałem.Jedną ręką trzymałem go za pupcię a drugą gładziłem  go po pleckach.Super.Muza klubowa głośno szła.I tak tańczyliśmy a właściwie próbowaliśmy.Ale trochę za cięzki już Wuwu,więc położyłem go na narożniku.On od razu stopą zaczął masować mi członka,który dawał pozytywne reakcje.W końcu złapałem za stopę i delikatnie przygryzłem mu palce.Zacząłem całować całą.Super.Potem znalazła się na moim ramieniu.A za nią druga.Przytuliłem głowę do jego i brakło mi sił na pocałunki,albo już taki pijany byłem.Ale okay.Tak nieruchomo leżeliśmy dłuższą chwilę.Po czym Wojtek zaczął pupcią ruszać na boki.Tak jak by domagał się wejścia w nią moim członkiem.Chyba trochę za dużo alkoholu…Było…Wojtek zdjął nogi z moich ramion.Ja ległem na nim.Z trudem,ale wydobył nogi z pode mnie.Nieudolnie próbował zmienić pozycję.Ale nie bardzo mu wyszło.Po chwili znowu próbował.Aż w końcu usta miał koło mojego członka.Ja dawałem mu klapsy w pupcię.Wkładałem palca w nią.Spoko.Wojtek próbował zrobić mi loda,ale nieudolnie mu to wychodziło.Trochę brakowało mu tchu.Ale spoko.W końcu ja trochę nabrałem energii.Ukląkłem nad jego pupcią i masowałem członkiem pomiędzy pośladkami.Twardniał pod wpływem tarcia.Super.Wojtek ruszał pupcią na boki.Chciał,żeby zagościł w niej mój członek.naśliniłem palce i włożyłem w dziurkę.A po nich swojego członka.Okay.Wszedł cały po jajka.Super uczucie.Jak dobija do końca.I po długiej chwili tryśnie w środku.Oh…Pochylam twarz i całuję m u włosy i kark.Całuję policzek,oko,bok nosa.Spoko.Potem wyjmuj e członka i robię mu lodzika z finałem w moich ustach.Połykam jego spermę i leżę głową obok jego członka.Kiedy się obudziłem,to popatrzyłem na zegar,że prawie 40 minut usnąłem.Wojtek usnął na dobrze po seksie.Przyniosłem kołdrę i przykryłem jego nagie ciałko i podłożyłem mu poduszkę pod głowę.Ściszyłem maksymalnie super muzę klubową rmf MAXX i położyłem się obok niego.Po kwadransie Tawarisz przyszedł,że chce pójść na dwór i musiałem się ubrać.Ale chłodne zimne powietrze dobrze mi zrobiło.Wróciłem i postanowiłem napisać a właściwie opisać dzisiejszy wieczór.Prze miły i prze cudowny i prze rozkoszny.Ale chyba nic z tego pisania dalej.Wszystkiego Najlepszeggggggo,

I MAMY JUŻ PO ŚWIĘTACH.

No i zaczęło się już na poważnie.Były święta.Było tyle dni wolnych a teraz trzeba te wolne dni odpracować.No bo każdy wolny dzień,to strata finansowa.Tak jak i dla nas,jak dla przeciętnego Polaka.Ale oki.Naznaczono na czerwono w kalendarzu,to nie mamy wyjścia i nie możemy tego zmienić. :-D :-D Wczoraj obudziliśmy się koło ósmej rano.Właściwie to ja bym jeszcze spał,gdyby nie Wuwu,który zajął się ostro moim członkiem.Czułem jak żołądż wzbiera.Jak sztywnieje mój członek.Obudziło mnie to.Uchyliłem delikatnie zaspane oczy a tu dynda nad moją twarzą jego kiełbaska.Jego maleńka pupcia wypięta na mój wzrok.To co?Obciąć i do gara kiełbaskę?-zapytałem.No i nie pojadł byś to raz a dwa,że jeszcze ona może się do czegoś tam przydać ci-odpowiedział Wojtek.No dobrze.W końcu ja też zacząłem robic mu lodzika.Lekko poklepując dłońmi w pośladki.Po dłuższej chwili,polecieliśmy nieomal jednocześnie.Wypiliśmy swoje nasionka i jeszcze poleżeliśmy przytuleni do siebie,omawiając plan dnia.Waldek zadzwonił,że planują z Maćkiem iść do centrum na pochód Trzech Króli.Możemy się z wami zabrać,bo i tak nie mamy nic do roboty.A potem gdzieś się wskoczy na mszę świętą jeszcze-odpowiedziałem mu.To jak się umawiamy?-zapytał Waldek.Jakaś 11-a?-odpowiedziałem.Czemu dopiero 11-a?No bo musimy zrobić wpierw koło siebie,zjeść śniadanie.Tawariszowi coś przygotować na michę…To o 11-ej pod Mc.Donalds.Okay.Zwlekliśmy się z łóżka do łazienki.Tak jak nas Bozia stworzyła.W końcu w domu jesteśmy,to możemy.Tam prysznic po nocy i kosmetyka ciała i bużki Wojtka.Wojtek lubi jak ja to wykonam,bo podobno bardzo precyzyjnie i dokładnie.Do tego jeszcze trochę żelu na jego włoski i ułożyć fryzurkę mu trzeba.A na końcu powycierać z terakoty wodę.Potem prześlicznie go ubrać.Ulubione moje bokserki nałożyć mu na pupcię,którą wcześniej pocałuję.Potem resztę.A potem jeszcze samemu się ubrać.Pościelić łoże i otworzyć połówkę okna,żeby się pokój przewietrzył.W kuchni zjedliśmy śniadanie.W między czasie Wuwu ugotował kaszę dla Tawarisza i po dokładał do niej mięska z sosem.Do osobnej miski wlał ciepłe,przegotowane mleko.A do kolejne mineralną wodę nie gazowaną.Spoko.Po umywaliśmy naczynia i jeszcze wyszedłem z Tawariszem na dwór.Dwadzieścia minut bite psisko biegało za patykiem.Dobrze.W końcu siedzi tak w mieszkaniu nudne takie,to jakąś rozrywkę miało.Jak wróciliśmy,to z pochmurniało psisko,bo Wojtek ubierał niebieskie mokasyny do kostek.Na sobie miał t-shirt i polar z kapturem i czarną skórzaną kurtkę.Fioletowe z niebieskim odcieniem i bladymi plamami jeansy.Do tego jeszcze założyłem mu apaszkę na szyję.Prześlicznie wyglądał.Zresztą.Kiedy on prześlicznie nie wygląda?Zawsze.Dla mnie zawsze jest prześliczny.Trochę różnych perfum wypstrykać jeszcze na siebie i można wyjść.Pojechaliśmy tramwajem a nie samochodem.No bo szukaj wolnego miejsca do zaparkowania gdzieś koło centrum.A do tego zapłać za te kilka godzin kupę kasy i myśl,żeby szybko…Absurd.Kupiliśmy od razu bilety w tramwaju.Nawet wygodny ten tramwaj.Taki mały luksus z klimą.Dojechaliśmy do teatru Bagatela.Z tamtąd Szewską na nogach pod Mc.Donalds.Doszliśmy do Waldka i Maćka.Waldek zamarł przez chwilę.wtopił wzrok w Wojtka i zamilkł.No co?Nie widziałeś nigdy po ludzku kogoś ubranego?-zapytał Wojtek.No…Wiesz…Widziałem,ale…Ale co?-dorzucił Wojtek.Biznes klasa,to tak się ubiera modnie.Jeszcze teraz postawili wam blisko galerię,to macie full wypas.Czy ja wiem?-dodałem.Byliśmy tam kilka razy z rodzicami.Jakoś bardziej podoba mi się Bonarka.Tyle że mamy blisko Auchan.No teściów żeście ubrali na pikuś-żartował Waldek.Wojtek w końcu nie wytrzymał i krzyknął:Ty też powinieneś zaprosić swoich rodziców do Polski i też ich tak prześlicznie ubrać i ugościć serdecznie!Jak z ciebie syn!No wiesz…Moja mama nie wie,ze ja gej.I nie wie,że z Maćkiem tworzymy parę.Teraz jak moja mama z twoją się widziała,to już wie-dodał Wojtek.No dobrze już.Chodżmy-odciąłem burzliwą dyskusję.Cały czas Waldek z Maćkiem łypali okiem na nas.Nie wiem,czy ładnie się ubrać od święta,to coś dziwnego?Poszliśmy za paradą mędrców na rynek.Potem poszliśmy do kościoła Mariackiego na mszę świętą.Z tamtąd Szewską powoli w kierunku tramwaju.Wojtek jeszcze zaliczył Mc.Donalds.Myslałem,ze pobiegł do wc,bo tak nic nie powiedział,tylko kazał chwilkę poczekać.Ja się patrzę po dłuższej chwili a on niesie dwa podwójne Big Macki.Proszę kochanie.Waldek popatrzył z uśmiechem na Maćka i skomentował.Chodżmy z tąd,bo wstyd jak nie wiem.Ale Wojtek nie przejmował się tym,tylko wręczył mi Big Macka i poszliśmy pod teatr Bagatela.Chcieliśmy ich zaprosic na obiad,ale Maciek tam w domu jeszcze jakiś projekt miał do dokończenia pilnie a Waldek bez Maćka nie ruszy się,wiec rozstaliśmy się.Pa kochania-dodał na odchodne Waldek.Pa słonka-odpowiedziałem. :-D :-D Zajechaliśmy do domku.Tam od razu zabrałem Tawarisza na dwór.Chciało się psisku jak nie wiem co.Skuczał już idąc po schodach.Jak wróciliśmy,to od razu zabrał się do jedzenia.A Wojtek za przyrządzenie obiadu.Rozlaliśmy już resztkę wigilijnego barszczu.Do tego Wojtek ugotował ryż i krewetki.Część mieszanki warzywnej z paczki do tego i sos słodko-kwaśny UNCLE BENZ.Krewetki zmieszał z podgrzanym sosem i warzywami i powylewał na środek ryżu na talerzu.Nawet to super było.Pojedliśmy.I tak nawet nie chciało nam się tych talerzy pozanosić do kuchni.Tak oparliśmy się o narożnik i tak oglądaliśmy telewizję.Tawarisz przyszedł położyć się kolo nas.Zawsze tak przychodzi i czeka,żeby go pogłaskać.Rodzina w komplecie-mówi Wojtek.Po trzech godzinach Tawarisz uciekł pod drzwi w przedpokoju.To znak,że chce wyjść za potrzebą.Wojtek wstał i ubrał się i wyszedł z nim.Po dłuższej chwili wrócił,ale tylko Tawarisz do mnie.Wojtka tylko zobaczyłem,jak wparował do pokoju po naczynia i poleciał do kuchni.Myślę.Za chwile będzie z powrotem.Umyje gary i talerze i przyjdzie.Gdzie tam.Słyszę z kuchni dobiegający warkot silnika.Aha.Mikser hula.Poszedłem do kuchni.Wojtek już ubijał masę na ciasto.Dobrze kochany,że jesteś,to będziesz obierał jabłka i kroił w paski.Kiedy wyjąłem jabłka z lodówki,to zauważyłem resztkę kostki ananasa jeszcze ze świąt.Więc też wyjąłem.Pokroiłem jabłka w plasterki cienkie.Natarłem blachę masłem i obsypałem bułką tartą równomiernie.Okay.Możesz iść do pokoju i oglądać sobie telewizję.Ja tam zaraz przyjdę.No myślę-odparłem mu.To zaraz to było czterdzieści minut.Okazało się,że Wojtek jeszcze usmażył omlet na tej dużej patelni,wykorzystując tą kostkę ananasa i resztkę rodzynek.Jesteś…To już kolację mamy.Tawarisz co jakiś czas przychodził do nas i wąchał.No zapach ciasta,unosił się wszędzie.Zjedliśmy na spółę ten omlet a potem jeszcze po kromeczce ciasta.No bo takie ciepłe,pachnące,że grzechem byłoby nie spróbować choć trochę.Potem przejrzeliśmy faktury.Masakra.Tak mało towaru pozamawiane było?Teraz trzeba zwiększać ilości.Na preclach też.Rozpisaliśmy na kartkach z zeszytu zamówienie do kiosku i do saloniku.Wieczorem zadzwoniłem z zamówieniem precli na stoiska do piekarni.Żeby się pan nie przejechał-usłyszałem w słuchawce.Dobrze.Rachel i Mark dzwonili.POkazałem im do kamerki nasz placek.Oblizywali się i obiecali,że z wiosną wpadną do nas na takie ciasto.No jak ty dobrze masz Mario z Wojtek.Oboje nam razem dobrze-skwitowałem. :-D :-D Dziś też nie pospaliśmy,bo trzeba było być na stoisku z preclami po dziewiątej już,bo tak Wojtek umówił się z panią,chętną do pracy.Teraz na jednym stoisku będą dwie panie i będą co drugi dzień sobie pracować.I już nie będzie mówiła,że świątek,piątek i niedziela pracuje.W saloniku poukładał Wojtek trochu prasę za Marcina,bo jemu się nie bardzo chciało.Ale stara się chłopak jak może.W kiosku starsza pani też sobie chwali u nas pracę.W końcu teraz się wydało,że Wojtek nie konsultując ze mną dał jej na sylwestra 30 złotych na szampana.Dał,to dał.Poszło.Przynajmniej pani ma motywację do pracy-mówi.A w końcu on bardzo lubi tą panią z kiosku.Nie brakuje niczego w dostawie.I miła obsługa.I pożartuje.Fajnie.Zajechaliśmy do domu.Myślałem,że coś konkretniejszego będzie na obiad a tu pierogi z kapustą i grzybami.Jest tego dużo i trzeba zjadać-wyjaśnił Wojtek.Zamilkłem.Stanąłem wpatrzony wte pierogi na talerzu.Wojtek patrzy na mnie i mówi:Wiem.Zaraz mi powiesz,że ja na nie taki obiad skromny zarabiam…Dzisiaj zjemy pierogi a jutro będzie pstrąg smażony.No…dobrze…TYLE. :-D :-D

SMUTNY POWRÓT DO ZWYKŁEJ RZECZYWISTOŚCI.

Właśnie dziś,ten smutny moment nastał.Na hali odpraw portu lotniczego Balice.Zajechaliśmy samochodem.Tawarisz z nami.Podobno nie można tam wprowadzać psów,ale trudno,żeby przyjaciel naszego domu,nie mógł być z nami.Właściwie,to członek naszej rodziny.Czekaliśmy prawie dwadzieścia minut,więc tyle jeszcze mogliśmy się napatrzeć na nich i porozmawiać z nimi.Wojtek tulił się jak dziecko do mamy a ona gładziła go ręką po włosach i mówiła,żeby mnie trzymał za rękę,to będzie mu dobrze.Takich ludzi jak Mariusz,to mało.Naprawdę-mówiła.Zdjęcia z świąt i z sylwestra wywołaliśmy już,więc zabrali ze sobą w albumie.Będą wspomnienia mieli miłe.Im też żal było odlatywać do siebie trochu.Ale co zrobić.Takaja żyznia-powiedziała mama.W końcu zapowiedziano ich lot,przez megafony.Wojtek pobiegł jeszcze z Tawariszem za nimi.Rzucił się mamie na szyję i krzyknął:Mamusiu!W moim sercu zawsze będziesz obecna!Nie zapomnij babci włożyć w ziemię kawałek opłatka ode mnie i zapalić znicza.To najważniejsze!Czekamy na was!Tawarisz też łapami wyskoczył na mamę i ją polizał.Łzy im z oczu poszły.Jeszcze zaglądali za siebie i znikli.Doszedł do nas pan ochroniarz z informacją,że psów nie wolno wprowadzać.Przeprosiłem go i wyszliśmy.Jeszcze pobiegliśmy za budynek odpraw pasażerów,żeby choć samolot zobaczyć.Postaliśmy chwilkę i poszliśmy do samochodu.Zajechaliśmy do domu.Tam naczynia do umycia.Pościel po rodzicach od razu Wuwu zdjął i włożył na 90 stopni do pralki.Odkurzyłem wszystkie pokoje.I tak usiedliśmy i oglądaliśmy zdjęcia z pobytu rodziców.Jedno wiemy na pewno.Że do dwóch lat,rodzice będą jeszcze pracować a potem częściej bywać u nas w Polsce,bo będą już na emeryturze.I wtedy będziemy chcieli ich jakoś przekonać,do pozostania z nami tu w Krakowie.Nie będzie łatwo,ale będziemy próbować.Dla nich biednych Polska,to raj.Jak zaszliśmy do Galerii Bronowice,to oni nie wiedzieli jak się mają zachować.A Wojtek tylko przesuwał kartę płatniczą a oni zabierali kolejną rzecz z reklamówką ze sobą.Ładnie mamę ubrał Wojtek z moją pomocą.Sama nie mogła się poznać w lustrze.Ale mama dla Wojtka jest ważna i prze kochana.Mnie nawet przeprosił,że on więcej czasu poświęca mamie niż mnie,ale mama jest dla niego na pierwszym miejscu a potem ja.Zgadzam się z nim.Ale mama znowu powiadała,że ja powinienem być dla niego najważniejszy,bo tyle co dla niego ja zrobiłem,to niewiarygodne.No…Jak się kogoś naprawdę kocha,to się zrobi dla niego wszystko.To się nawet poświęci swój czas i siebie.Bo kocha się kogoś nie tylko jak jest w pełni sił i sprawny i zdrowy,ale jak zachoruje,to tak samo a nawet tym bardziej kocha i jest przy nim.Razem dla siebie wiele zrobiliśmy w życiu.Nie dzielę tego,kto mniej,kto więcej.Co dnia dla nas,dla naszego domu coś zrobimy.To taka nasza odpowiedzialność za nasz dom i za naszą rodzinę,za nas.Teraz po święcie Trzech Króli,zabieramy się już do solidnej roboty.Teraz tak sobie poluzowaliśmy,co nie znaczy,że nie mieliśmy wszystkiego pod kontrolą.Ale powrócą już w pełni ludzie,to będziemy handlować na maxa.Tym bardziej że zapowiadają ciepłe dni do +12 stopni nawet.To i precli więcej się będzie zamawiało.I papierosów w kioskach też.I gazet więcej.Jeszcze odpoczywamy po wizycie rodziców.Chciał Wojtek dać im telefon komórkowy pół dotykową NOKIĘ po sobie,ale oni nie chcieli,bo gdzie będą oni poza Wojtkiem dzwonić.A poza tym drogo wychodzi dzwonienie do Polski z Ukrainy,więc nie wzięli.No dobrze.  :cry: :-(Po umywaliśmy naczynia poi obiedzie.Teraz czekamy na kolejne pranie,że by rozwiesić.I siedzimy sobie przed telewizorem.Wojtek szepta mi,że będziemy teraz kochanie nadrabiać wszelkie zaległości i łapie mnie za rozporek.No tak…W końcu jesteśmy sami dla siebie.Całuję go w policzek.Pytam,czy nie boi się,że puder…Nie.zetrze się,to się zetrze.on mnie całuje też w policzek.Tulimy się do siebie.Ściskamy.Tawarisz siedzi obok nas na narożniku i też czeka na pogłaskanie.Oki.Trzeba będzie kończyć pisanie tej notki bloga,bo widzę,że wszystko zmierza w kierunku seks,albo coś koło tego.Ale nie mam nic przeciw.Wycałujemy się cali nawzajem.Wyliżemy.I dalej…Ale będziemy wiedzieć,że skala naszych uczuć jest taka sama jak była. :-D :-DDzięki za komentarz.Co do masażera,to my dla siebie jesteśmy idealnym masażerem i nie potrzeba nam żadnych urządzeń wspomagających.Dajemy radę.TYLE. :-D :-D