Miesięczne archiwum: Czerwiec 2014

Witamy serdecznie.Przepraszamy,że rzadko jesteśmy na blogu,ale mało czasu mamy na cokolwiek.Obowiązki firmowe,faktury,przelewy,rachunki,wpłata gotówki,woreczki i siatki,zamówienia…Mnóstwo tego jest co dnia.Wojtek tylko przypomina.I dobrze.Ale jak się dopnie swego,jak mawia Marek Kondrat w reklamie,to i się ma.Nie siedzimy z założonymi rękoma w oczekiwaniu że ktoś nam da.Sami na to ciężko zapierdalamy,bo pracujemy to za małe słowo.Ale handel taki jest.Zawsze trzeba coś.Dotarły już przesyłką kurierską pieniążki w dolarach z Tel Awiwu.Nowa jakość przesyłek.Nie zamieniono nam na złotówki po kursie,ale wypłacono w dolarach.Teraz my musieliśmy poszukać kantoru,co płaci dobrze w skupie,bo za  bilety na samolot trzeba było zapłacić z góry.Do tego CIT za Tawarisza.No ale psisko jest z nami wszędzie.W wyjątkowych sytuacjach jak Tatry,to musi pozostać w domu.Ale psisko przyzwyczaiło się do nas.Nawet kiedyś kłapło w nogawkę od spodni agresywnego pijaka,który stawiał się do nas,bo chodziło mu tak jak zrozumiałem o papierosa i 50 groszy na chleb w płynie z piekarni Polmos.Ale skulił się natychmiast,po ugryzieniu Tawarisza i dał se siana.Na mieście idzie koło nas koło nogi.Nie potrzebna jest smycz,czy nawet obroża,bo przy największym ruchu ulicznym,patrzy na nas,co my zrobimy i on tak samo.Teraz mówimy mu,że będzie z nami po raz już drugi na ziemi świętej,to patrzy na nas swoimi oczkami i liże nas po rękach i tuli pysk pomiędzy rękę moją,czy Wojtka.Trzeba go pogłaskać,pocałować w głowę i już wie,że się go lubi i idzie do siebie.Jak nic takiego nie mamy do wykonania w spokoju,czy nie potrzebujemy chwil intymnych,to go wołamy.Niech sobie z nami posiedzi na narożniku,czy poleży.Już przedstawiłem Błażeja na stoisku z preclami osobom tam pracującym,żeby nie bały się dać mu pieniądze za utarg.I poinstruowałem go,co sprzedaży i ilości precli i zamawiania towaru.W kiosku pani też już wie,ze on za nas będzie.Zazdrości nam tego wyjazdu.Ale cudowny odpoczynek-mówi.Czy ja wiem,czy taki odpoczynek będzie,jak chcąc coś zobaczyć,to trzeba rano wyruszyć już.A wieczór się wraca już o zmroku.W saloniku,to nie ma problemu.Marcin wszystko nadzoruje bezbłędnie,więc tam Błażej nie będzie miał nic do roboty,poza wzięciem faktur i kasy za utarg i wpłaceniu jej do banku na mój rachunek.Z RUCH-em ustaliliśmy,że jak wrócimy,to uzupełnimy wszelkie zobowiązania finansowe.Zgodzono się na to.I dobrze.Marek też by z nami pojechał,ale nie ma aż tyle kasy.No to z czym do gościa.A poza tym,to Rachel i Mark nie znają ani jego,ani Błażeja,więc też tak nie wypada.Pani Babcia kioskarka,kazała sobie kupić jakąś pamiątkę niedrogą na VIA DOLOROSA.Nie określiła dokładnie co to ma być,więc zdamy się na intuicje naszą.Błażej nas odprowadzi aż na Balice i poczeka jak wejdziemy już do odprawy.W końcu dostanie klucze do mieszkania naszego i będzie tam sobie wieczorkami posiadywał,obejrzy telewizję.Podleje kwiaty,według instrukcji,którą zostawimy mu na ławie.Przewietrzy całe mieszkanie.Zaufany i mądry człowiek.Dużo nam pomógł w życiu.Jakby miał chociaż te 11.000,to tą resztę by się mu dołożyło a właściwie im,ale sponsorem to my nie będziemy.Sorki. :-D :-D Jedzenia dużo nie kupujemy teraz,bo po co,jak w czwartek 3 lipca już odlatujemy do Tel Awiwu.To co zostanie w lodówce i nie zjemy,to chłopaki sobie wezmą i zjedzą.Tak im powiedziałem. :-D :-D Mark i Rachel dziś nie będą na video skypie,bo mają tam jakieś sprawy do pozałatwiania i póżno wrócą do domku.Wczoraj rozmawialiśmy.Już chłopaki odliczają dni do naszego spotkania w realu.Zapewnił nas Rachel,że jak będziemy chcieli,to do końca lipca możemy pozostać u nich.Wiem…Brakuje wam tych świeżych i ciepłych pączków z bazaru w Jerozolimie-dodał Mark.No nie tylko pączków-odpowiedziałem.Wiele pysznych potraw brakuje nam.A przede wszystkim tego specyficznego klimatu.tej kultury i żydowskiej i Palestyńskiej też.No cóż…Synagoga Cymbalistów,co was urzekła pięknem czeka na was,ale Miejska Synagoga,też już rezerwuje dla was miejsca-dopowiedział Mark.I wiele atrakcji i zabytków i ciekawych miejsc.Teraz u nas Festiwal Kultury Żydowskiej.Byliśmy wczoraj na nabożeństwie w synagodze Remu a potem na śniadaniu w małej,ale urokliwej knajpce żydowskiej.Dopytaliśmy po nabożeństwie oddżwiernego,gdzie się udać i pokierował nas super.I wystrój starodawny i Minora w kącie na starym,drewnianym stoliczku się paliła.Na każdym stoliku świeca się paliła.I zapach wnętrza i ta żydowska muzyka,cicho wydobywała się z głośników.Super klima i prze pycha jedzenie.Ceny?No umiarkowane.Jak wrócimy z ziemi świętej,to podamy rękę panu oddżwiernemu i powiemy mu dziękuję.Póżniej udaliśmy się JCC,żeby dowiedzieć się,co można jeszcze zobaczyć w ramach festiwalu.Więc po obiadku ruszyliśmy.Tawarisz pozostał w domku a mu oglądaliśmy prze piękne obrazy i grafiki.Nie omieszkaliśmy poprosić przy okazji zwiedzania o dwie lampki koszernego białego wina.Pani podała nam po lampce wina i tak oglądaliśmy dzieła sztuki.Naprawdę.Artysta nikomu nie znany a taki talent…  :-D :-D Teraz dużo nowalijek jemy.Truskawki się nam już chyba wybitnie przejadły.Bo tak zjedliśmy wczoraj z przymusu,żeby nie zgniły.Dziś czeresienki jemy.Na obiad były szparagi z dodatkami.Pyszne jedzenie.Na jutro kalafior.Jest jeszcze cukinia taka duża i trzeba by leczo.Albo tak usmażyć jak kotlety.Zobaczy się.No chyba było by tyle,co szychy,jak to Waldek mówi chciały by przekazać,ze swojego podwórka.TYLE. :-D :-D

PAMIĘTAJ ABY DZIEŃ ŚWIĘTY ŚWIĘCIĆ!

Już wczoraj wieczór wiedzieliśmy po telefonie Błażeja,że pojedziemy do rynku na główną krakowską procesję Bożego Ciała.I tak też się stało.Wstaliśmy po ósmej.Wzięliśmy prysznic,wywietrzyliśmy pokój sypialny po nocy.Uchyliliśmy okna na dzień.Zjedliśmy śniadanie i wypiliśmy poranną kawę.Teraz odpowiedni ubiór.Czarne jeansy ja i biała koszula,kurtka skórzana i buty wizytowe wypastowane na pikuś.Wojtek zaś granatowe z jasnymi odcieniami jeansy,czarny t-shirt,mokasynki do kostek i też czarna kurtka skórzana.Tawarisz po przyjściu z dworza,nie mógł zrozumieć,że będzie musiał zostać.Ale no tak musiało być.Zajechaliśmy tramem pod Bagatelę i doszliśmy do Mc.Donalds na Szewskiej,gdzie się umówiliśmy.Okazało się,że Marek zadzwonił do Waldka i do Marcina.I tak musieliśmy czekać na resztę z nimi.Marek tylko podziwiał nasz ubiór.Świetnie wyglądacie…Ja nie mogę…Aż mi wstyd za nas.Ale wy się nie wstydzicie iść z takimi bidacynami jak my?-pytał w żartach.Dlaczego.Też kiedyś byle jak byliśmy ubrani.Nie strój jest ważny w życiu i nie uroda,tylko jak ktoś ma dobrze w głowie.-odpowiedział Wojtek.No.Wiesz…Uroda też ma znaczenie,bo musisz całe życie na tego kogoś patrzeć-dodał Błażej.No wiem.Ale zawsze w kimś doszukasz się jakiejś cechy,czy czegoś,co ci się u niego będzie podobało.Ot chociażby ten błysk w oczach,czy uśmiech.Wiesz jak na Ukrainie mówią babuszki starinne?Na ładne sabaki gówna robią a na brzydkim się chleb rodzi.I czy tak nie jest?Doszła reszta.Ustawiliśmy się tak,żeby widzieć wszystko.Kolumna z procesją dochodziła już do pierwszego ołtarza.Zawsze lubię patrzeć na stroje poszczególnych zgromadzeń.Miło pooglądać te młode postulantki i postulantów i kleryków seminariów.Ale przede wszystkim dla Wojtka a dla Waldka to już szczególnie widok kard.Dziwisza wywołuje łzy w oczach,że dane jest go widzieć na żywo i w miarę blisko.To ten od świętego Jana Pawła II szeptał Waldek i wycierał łzy chusteczką.I siostry dobre jak chleb.to co się codziennie nie miłych epitetów nasłuchają z ust bezdomnych a nawet już degeneratów a jednak dają codziennie ciepłą zupę i chleb i dobre słowo.I szafarki Bożego Miłosierdzia z Łagiewnik.Może kiedyś któraś z nich dostąpi jak Faustyna tej cudownej tajemnicy rozmowy z Jezusem?A nam zostawi Jezus orędzie na XXI wiek?-pytał Waldek.Kto to wie,która z nich,idzie tak samo jak Faustyna i nie wazy się ani na moment zboczyć z drogi za Jezusem?-dodał.Potem siostry te od dewocjonaliów.I od Matki Teresy z Kalkuty.I te Karmelitanki ze śniadą cerą.Zamknięte z Bogiem.To się nazywa powołanie naprawdę.Po procesji zostaliśmy na mszy świętej przed Bazyliką Mariacką.Wojtek tylko narzekał po cichu,że nie było gdzie usiąść i trzeba było prawie godzinę stać.Ale zaliczyliśmy ten dzień po katolicku?Zaliczyliśmy.tak więc poszliśmy na lody.Wojtek zaprowadził na Szpitalną do prawdziwej włoskiej lodziarni.Pycha te lody były.Lody elita,jak mówił Marek.My to czasem na patyku sobie kupimy Algidę,czy Granda,b o na tyle nas stać-dodał.No…Jak byśmy odpowiednie służby powiadomili,to by wyszło,że nie tacy biedni.to tylko żonie Sławomira Nowaka wykryto 5 tysiaków tytułem nieprawidłowości a resztę schowano.Was to by dobrze przetrzepali.Ale jest afera z tymi taśmami,-wrzucił Waldek.Po pierwsze,to na pewno nie taśmy a coś innego.Kto dziś używa taśm magnetofonu?Dzisiaj cyfrowo nagrywa się na mikro płytki,albo pluskwę zakłada.-odpowiedział Błażej.A w ogóle,to ciśnie się na usta jedno słowo-PRL i Donald Tusk w roli cenzora.Gdzie jest ta wywalczona przez nas,naród krwią,internowaniem,śmiercią ks.Jerzego,wystrajkowana,wygłodowana wolność słowa?-pytał Błażej.W Rosji,czy na Ukrainie,to nie ma wolności,to się zgodzę,ale w Polsce?…Gdzie jesteśmy członkiem NATO,UE…Nie o take Polskie myśmy walczyli.Mamy prawo do prawdy.A każda osoba publiczna musi brać pod uwagę i paparazzi z aparatem,czy komórką i podsłuchy.Ja jako obywatel domagam się od kochanego tygodnika WPROST więcej takich podsłuchanych rozmów!Ja chcę widzieć nie tylko wykreowane oblicze specjalistów od wizerunku do kamery,ale to drugie,po zdjęciu maski.To fałszywe.Może ktoś odważy się tym ludziom od społeczeństwa napluć w twarz?Dobrze by było.-dorzucił Błażej.A ja się pytam,czy ktoś już zbiera podpisy pod obywatelskim projektem ustawy o samorozwiązaniu sejmu i rozpisaniu nowych wyborów na lipiec a nie na jesień.Nie chce nam się oglądać te fałszywe gęby karierowiczów i dorobkiewiczów.Uwierzcie.To będą wybory z najwyższą frekwencją od 89 roku.Społeczeństwo da drużynie kapitana Tuska czerwoną kartkę.I chciałbym,żeby sędzia Michał Listkiewicz po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów wyszedł do kamery w stroju sportowym i jak na boisku wyciągnął do kamery czerwoną kartkę od społeczeństwa.I jeszcze Maryla z gitarą niech zaśpiewa:Ale to już było i nie wróci więcej.Niech cały świat widzi,co się dzieje-dodałem.No i racja.Ale kto po nich?Trudny wybór.Może być trolejbus,mini bus,autobus,ale nie tuskobus.Dobra,Kończmy tą dyskusję polityczną.TYLE. :cry: :cry:

NAWET WYSIEDZIAŁEM NA STOISKU Z PRECLAMI.NIE BYŁO TRAGICZNIE.

Więcej Wojtek panikował,niż to wartało.To,że musiałem wstać o 04,00,żeby poranna toaletę i kosmetykę wykonać i wypić kawę przed wyjściem.Miałem jeszcze napełnić termos ciepłą kawą i zabrać kanapki,ale zapomniałem w tym pośpiechu.Przed wyjściem jeszcze wszedłem do sypialni dyskretnie,żeby moją myszkę drogą pocałować w policzek,ale ona sama już stała na nogach i doszła za mną do drzwi,żeby za mną zamknąć.Nim do tego doszło,to przytuliła się do mnie i wycałowała mnie totalnie po twarzy.Jesteś…Wuwuś.Nie zdąrzę przez ciebie na tramwaj i spóżnię się do pracy…Potem jeszcze machał ręką z za okna.Oki.Dojechałem na miejsce.Jakieś 15 minut jazdy tramwajem.wyjechałem z bramy wózkiem na lokalizację.Przetarłem szyby i wózek na mokro.I już samochód z piekarni podjeżdża do wózka.I żdziwienie…O…To dziś pan szef stoi na zwiadach?…Tak na podsłuchu-wyrzuciłem nerwowo.Wsypuj pan towar i nie dyskutuj!Okay.Co jakiś czas osoba dochodziła do mnie,że nie widziała mnie dawno…Że wróciłem.Ja nie muszę wracać.Ja jestem u siebie.Nawet jak mnie nie ma tu,to jest pani,która u mnie pracuje-odpowiedziałem.Ciekawscy.Koło ósmej rano Wuwuś zadzwonił że wstał i że wszystko w porządku.Trochę powątpiewam w to wszystko w porządku,bo on nigdy nie powie prawdy jak się czuje.Poza tym,że poza plecami zagryzie zęby i będzie udawał,że nic się nie stało.Ale dobrze.Od razu pytanie,czy jadłem coś.Zjadłem obwarzanka z serem.A ty nie wziąłeś ani picia,ani kawy ciepłej.Ja tylko się ogarnę i zjem śniadanie,to od razu wsiadam w auto i jadę z kanapkami do ciebie i ciepłym piciem.Mariuszek.Nie możesz nie zjeść śniadania!Koło dziewiątej zadzwonił ponownie telefon od Wojtka.Z uśmiechem mówił,że już idzie z auta ze śniadaniem i ciepłą kawą w termosie.Oj…Wojtek…Nie trzeba było…Nie jesteś mi obcą osobą a najbliższą,to trzeba było.Siateczka pełna kanapek i termos z kawą.do tego obranych kilka morelek i jabłko.Pojadłem jak nie wiem tym.A Wojtek cieszył się z tego faktu.Pytał,czy zmniejszyłem sobie ilości.Nie rozumiem,dlaczego miałbym zmniejszać ilości…Ja dodałem jeszcze 20 sztuk do tego co jest.Nie planujesz chyba stać do nocy?Coś ty.O jakieś 16-ej skończę.A tak skończył byś wcześniej-dorzucił Wojtek.Ale wiesz kochanie,że pieniędzy nam trzeba.Akurat mogło być w twoim przypadku mniej kasy i nie płakał bym.Ale teraz,kiedy mamy możliwość wyjazdu,kosztownego wyjazdu do Izraela,to pieniądze,nie wiem jak dla ciebie,ale dla mnie bardzo się liczą,I tak 15,30 skończyłem.Wojtek pozaglądał w inne wózki z preclami.Po wpłacał kasę z saloniku do banku i jeszcze ugotował obiad.A to,że przyjechał po mnie autem na koniec pracy,to nic.Ale jak zajechałem,to ciepły obiad czekał już na stole i zacheta:Chodż kotuś,to zjesz ciepłe.Oki.Jutro sobie odeśpię nieco…Narazie tyle na dziś. :cry: :-D

MIŁE ZASKOCZENIE.

Rano wstaliśmy koło 9-ej.Nim wstaliśmy z łóżka,to jeszcze poprzytulaliśmy się trochu,wycałowaliśmy tu i ówdzie,po migdaliliśmy się.No jak to w stałym związku ma miejsce.Zmęczonego po seksie Wojtka,trzeba było utulić i wycałować całego.Z resztą.Jest za co go mega całować.Takich ludzi jak on,to ze świeczką szukać.Obawiam się tylko,że stołowa świeczka będzie za mało i trzeba będzie użyć kościelnego paschału.Ale jest już drogi Wuwuś w moim życiu i ma być zawsze.Normalny,myślący głową człowiek.Nie jednemu polakowi wstyd,że taka mała,drobna istotka przyjechała aż z Ukrainy i garnie się do pracy i do życia,kiedy mówi się,że nie ma pracy i tak żle.Jest nie ciekawie w Polsce,ale nie zmienimy tego my.Po prostu trzeba nam walczyć o siebie na wzajem co dnia i o pieniążek,który bierze górę nad wszystkim.I my taką walkę codziennie toczymy i jak na razie wygrywamy.Po 9-ej wstaliśmy.Tawarisz już wcześniej był z Wojtkiem na dworzu,więc nie musiał.Tak więc poranny prysznic wzięliśmy i wszelakie zabiegi kosmetyczne,które jak widzimy przynoszą pozytywne efekty.Oczywiście Wojtka fryzurka musi być ekstra na żelu ułożona.Moja musi poczekać do jutra.Jutro wdepniemy ze mną do fryzjera tego za dychę…Już Wojtek mruknął:No na pewno…Do fryzjera,to ja cię zawiozę osobiście i bez ale.Oki.Potem śniadanko w kuchni zjedliśmy,żeby nie śmiecić okruszkami wszędzie.Wiem,że Wuwu chciał obejrzeć podczas śniadanka Dzień dobry tvn,ale nie nakruszymy w saloniku.Po śniadaniu i porannej kawie,zasiedliśmy na narożniku przed telewizorem.Wojtek tylko poleciał do kuchni,wyjąć do zlewu filety z kurczaka na obiad.Przed wyjściem do kościoła jeszcze wyszedłem z Tawariszem na długi spacer.Jesteś.Jak się psisko chciało wybiegać za wszystkie czasy.Aż Wojtek zaniepokojony zadzwonił do mnie,co z nami jest.jak wróciliśmy,to Tawarisz zabrał się za jedzenie suchego pokarmu.A my poszliśmy na mszę świętą niedzielną.Zawsze modlimy się za siebie na wzajem.Za naszych przyjaciół i za tych w Tel Awiwie też.Mimo,że są żydami.jak wróciliśmy z kościoła,to Wojtek zabrał się za gotowanie kaszy do mięsa,które już kiedyś tam ugotował.Potem pod koniec gotowania się kaszy,wsypał owe mięso z lodówki i chwilę po gotował z kaszą,żeby się zagrzało.Tawarisz od razu podleciał do michy,ale za gorące to było i musiał poczekać.Obrałem ziemniaki i nastawiłem na gazie.Wojtek zajął się filetami,według przepisu Kuroniów.A ja weszłem na neta i zajrzałem na pocztę email.Spamy i reklamy po usuwałem do kosza.A email do chłopaków z Izraela przeczytałem wnikliwie.Kilka słów angielskich,musiałem wrzucić na translator i prze tłumaczyć na polski.A tak,to dobrze mi poszło.Do maila,dodali miły załącznik.Swoje zdjęcie na tle Tel Awiwu.5d130b4b22804ec194e2445355cba385Aha…Mark już nie farbuje włosów na blond,tylko ma swoje naturalne.Wojtek zaśmiał się,że dwa Marki,ten polski i ten izraelski przechodzą transformację ustrojową.Ale miły był ten dopisek,że do 29 czerwca już kurier przywiezie nam green papier’s i mamy już wszystko po ustawiać sobie tak,żeby 30 czerwca w poniedziałek zawitać już na terenie air port’s Tel Awiw.Ja,Wuwu i dog.Dla nas to szok,jaki przeżyliśmy,bo jakoś nigdy nikt nam nie fundował w życiu niczego i niczego nie stawiał.Zawsze ciężką nasza pracą i zdrowym rozsądkiem Wojtka,zapracowaliśmy sobie sami.No,ale…Brak słów.Jeszcze wczoraj to wino koszerne,leki,t-shirty z zabytkami Ziemi Świętej i ta miła kartka z zaproszeniem.PanoramaBłażej z Markiem patrzyli na ich foto i Błażej skomentował,że to typowi żydzi.Od razu widać po nich.I ten strój taki typowy…Kiedy tam Błażej miał kontakt ostatni raz z angielskim.Dawno i nie prawda.Męczył się nad zrozumieniem tekstu z angielskiego na nasze.Patrzył ze zdumieniem,że Wojtek czytał od kopa zdanie po zdaniu po polsku tłumacząc.No co się dziwisz?Kiedyś premier Tusk powiedział:Czas na zmiany i ja wziąłem to sobie głęboko do serca i mówię prawie zrobione w przeciwieństwie do pana,panie Tusk.A może i my byśmy się zabrali z wami do Ziemi Świętej-zasugerował Marek.A co ty myślisz,że Rachel i Mark wyglądają na sponsorów?Wyślą nam kasę na bilet do tam a resztę na miejscu już będziemy musieli sami zapłacić.Powrotny bilet też-dodał Wojtek.No to,jak przecież im powiecie o czymś,to przecież wam dadzą kasę..-dorzucił Marek.Nie będziemy o niczym im mówić.dadzą od serca coś,to dadzą.Nie dadzą,to będziemy mieli bankomaty i przy sobie też gotówkę,jak będziemy na bazarze gdzieś,czy kupować bilet na pociąg,autobus,czy coś tam…Lubimy być samo wystarczalni i tyle. :-D :-D Błażej już poważnie mówi o zmianie mieszkania z tej garsoniery na dwa pokoje z jasną kuchnią.Wojtek się z tego śmieje.Wybitnie,zachłysnęli się pierwszym,małym sukcesem-mówi.Ale to ich sprawa.Odradzaliśmy im na tym etapie tego,ale oni zrobią jak będą chcieli.My  byśmy na ich miejscu będąc siedzieli w tej garsonierze i składali kasę na swoje M a nie całe życie wynajmowali i płacili krocie za wynajem.Nie mniej anturium już przekwitło nam.Nie ma pięknych,czerwonych serc a młode listki na łodyszkach.Oliwkowe drzewko będziemy musieli po niedzieli już przesadzić.Już wydostają się pod doniczką pomału korzenie.Przyjęło się i rośnie.Zawsze kiedy patrzymy na nie,to Ziemia Święta staje nam przed oczami i te duże drzewa oliwne a nie taka mała roślinka co u nas.Bluszczom na ścianie też służy.Maranta z „pomalowanymi”liśćmi urosła też.Jak pojedziemy,to trzeba będzie dać klucze Błażejowi i wyjaśnić mu,jak ma się zająć tymi roślinami i mieszkaniem,upozorowując w ten sposób naszą nieobecność.Mówimy chłopakom,że pobyt na Ziemi Świętej 10 dni,to jakieś 15 tysięcy złotych.Że lepiej im wybrać coś w Polsce na razie.A za rok,jak kasa pozwoli,to ruszą dalej w Europę a może i z nami.Trochę żal im się zrobiło,że my a nie oni.Ale cóż…Nas też nie na wszystko było stać.Małymi kroczkami dochodzimy do tego.Powoli spełniamy jakieś swoje marzenie.Wszystkich się nie da.Ale pójść za Mojżeszem i za królem Dawidem i za Jezusem i apostołami możemy poraz kolejny.Za pół godziny już niecałe nawet Rachel i Mark będą czekać na video skypie na nas.A jeszcze Tawarisz tańczy,że chce iść na dwór za potrzeba.A i kolację by trzeba-podpowiada Wojtek.Na razie TYLE.Jutro stoję za panią na stoisku z preclami.TYLE. :-D :-D

MARIO!NIE WIESZ JAK JESTEŚMY SZCZĘŚLIWI!PRZE SZCZĘŚLIWI!

Zjedliśmy po kawałku drożdżowego ciasta z truskawkami.Do tego herbatka zielona w kubku.I tak położyliśmy się na narożniku przed telewizorem.Oglądaliśmy a właściwie zaczęliśmy oglądać film dokumentalny na FOKUS TV o Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie i trzech religiach:Judaizm,Mahometanizm,Chrześcijaństwo.Patrzyliśmy co chwila na zegarek,bo punkt 21-a naszego czasu Rachel i Mark będą na video skypie.I byli.Powiedzieliśmy im,że oglądamy w tv FOCUS film dokumentalny o Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie.Miejsca w których byliśmy.Rachel na to,że w telewizji,to nie to samo,co na żywo.Z resztą mieliście okazję.Jerozolima czeka na was.Tak samo jak synagoga Cymbalistów w Tel Awiwie.Zaraz jedziemy na modlitwy sabatowe do Miejskiej Synagogi.Potem jakiś poczęstunek przewidziano i śpiewy na ulicy i tańce.Radość z rozpoczętego sabatu.Pojechali byście z nami i doświadczyli z nami tej radości.Szkoda…Nic straconego.Jeszcze będziemy z wami tam i nie tylko tam-odpowiedział Wojtek.Angielski u nas dużo lepiej już.Po niedzieli znowu będziemy do Michałki jeżdzić na naukę angielskiego.Podziękowaliśmy im za przesyłkę kurierską.Leki i probiotyki,kilka koszulek z Izraela z żydowskimi napisami i zabytkami,butelkę koszernego wina z dodatkiem głogu na serce,jak doczytaliśmy na tekturowym pudełku w które włożona jest butelka i kartkę z panoramą Jerozolimy i napisem:Jerusalem zaprasza.Drobiazg.Odpowiedział Mark.Jak tam wasz handel?-zapytał Mark.Nawet to jakoś prosperuje.Po dokładaliśmy trochę towaru jeszcze do saloniku.e-papierosy i liquidy.Zbyt na to jest większy u nas,więc jeszcze dodatkowo coś wyciągniemy na tym.A tak poza tym,to myślimy co jeszcze by sprzedać w kiosku,czy saloniku.No przy preclach,to nie bardzo jest co.Jakoś dajemy radę-dorzucił Wojtek.A u was?-pytam.U nas zmieniło się o tyle,że otwieramy nowy,kolejny salon kosmetyczno-fryzjerski.Ale i będzie w nim pomieszczenie Studio Tatuażu.W innej dzielnicy Tel Awiwu.Trzymajcie kciuki,żeby się powiodło nam.Będziemy trzymać-krzyknął Wojtek.Jak tam zdrowie Wojtka?-zapytał Rachel.Modlę się w synagodze o jego zdrowie i wierzę,że moja modlitwa zostanie wysłuchana.Poszli byśmy do dyskoteki,ale was nie ma…-dorzucił Mark.Może trzeba wam podesłać dolary przesyłką kurierską na bilet?-zapytał.Nie krępujcie się o tym powiedzieć.Dla nas to drobiazg.I już się zobaczymy.U nas będziecie mogli być tyle,ile będziecie chcieli.Zorganizujcie sobie kogoś,kto zabezpieczy pieniądze z utargu.Doglądnie wam interesu.I przyjedżcie.Za proponował Rachel.My mimo że jesteśmy bardzo zajęci,to znajdziemy dla was czas.Ale przecież powiemy wam gdzie możecie pojechać i co zobaczyć i sobie pojedziecie sami.Angielski znacie dobrze.Co jesteśmy zachwyceni tym faktem,to nie zginiecie.Czekamy na was.Jerusalem zaprasza.Bądżcie zdrowi.SHALOM MALEHE.Odpowiedzieliśmy tak samo.Cieść wam!-krzyknął Mark.Dobrego przeżycia sabatu życzymy-dodałem.Kiedy kończyło się połączenie,gwiazda Dawida odsłoniła się z za ich pleców.Metalowa,duża,powieszona na ścianie.Łzy podeszły nam do oczu.Przytuliłem Wojtka i pocałowałem.Mamy teraz kochanie myślenice,jak to rozwiązać,żeby wszystko szło w handlu tak jak dotychczas a my mogli pojechać do Ziemi Świętej.Policzyć by trzeba kasę i wydatki tylko bardzo skrupulatnie.No bo nie ma żartów. :-D :-D Włączyliśmy znowu telewizor.W nim dalej film o wzgórzu świątynnym.Miejsca,które znamy na żywo.W których byliśmy.W bazylice Grobu Pańskiego byliśmy nawet na mszy z grupą Niemców.Pamiętam jak oni dopowiadali podczas modlitwy papa Benedikt a ja dorzuciłem na głos John Paul II.I ta Ściana Płaczu,przy której staliśmy,oświetleni światłem reflektorów,które oświetlały całą świętą bryłę.Wiele wspomnień.Kiedy tak oglądaliśmy leżąc sobie ten dokument,zadzwonił mój telefon.Po muzyce już wiedziałem,że to Marek.O tej porze?-zastanawiałem się.Coś tragicznego się wydarzyło?Tak…Sie ma.Hello!Śpicie?Nie.Tak sobie leżymy w saloniku i oglądamy film o Jerozolimie.Nie mów,że znów szczęściarze,planujecie pojechać tam do żydków?Dobre określenie.Planujecie-dorzuciłem.Przełączyłem telefon na głośno mówiący.Co cię do nas sprowadza o tak „wczesnej”porze?Właśnie skończyliśmy podliczać rachunki i sprawdzać zamówienia towaru i wychodzi na to,że następne zamówienie towaru już zrobimy na swój rachunek  a nie na leasing.HURA!Nie ciesz się tak jak polska kadra z wygranej 1-0,bo w efekcie przegrała cały mecz i ze spuszczoną głową schodziła z boiska.Będzie was stać,żeby dołączyć do nas w podróż do Ziemi Świętej,to porozmawiamy.I wtedy zrobisz HURA!-dorzucił Wojtek.Ale jest to dobry znak,że jakoś wam to idzie.I że ty przechodzisz małą ewolucję-dodałem.Raczej proces transformacji.Aha.Że mieliście u siebie komunizm a teraz macie wolny rynek i demokrację pomału…No.Jutro możemy wpaść do was,czy macie coś w planie?Nie mamy nic,poza pójściem do kościoła,ale to po śniadaniu.Możecie przyjechać na obiad.Mario!Nie wiesz jak jesteśmy szczęśliwi!Prze szczęśliwi!Działajcie tak dalej,jak dotychczas.Doklejajcie nowy towar,do tego co jest.Myślcie,co by jeszcze klient łyknął.-dorzucił Wuwu.Pozdrów tam Błażeja od nas.Jest w łazience.Zaraz dołączam do niego z kąpielą.Muszę dokładnie się podmyć tam,bo planujemy małe co nie co.A wy?Macie małe co nieco?Czy tylko biznes i kasa i nic na P?e-papieros palimy.Picie koszerne mamy w barku.A to trzecie P?-pytał Marek.To trzecie,to w swoim czasie.Oki.Nie pytam więcej.Ale nie za ruchaj swojej myszki drogiej,jak kiedyś tam.Zapomniałem już o tym-odparłem.To pa i do  jutra. :-D :-D Widzę,że już dość poważnie Wojtkowi się oczka kleją i ziewa co po chwila.Więc kończę pomału.Tawarisz też już tańczy,że chciałby iść za potrzebą przed nocą.DOBRANOC.TYLE. :-D :-D