Miesięczne archiwum: Październik 2014

PADLIŚMY DO ŁÓŻKA Z PRZEZIĘBIENIA.MASAKRA…

Raz ciepło,raz zimno.To deszcz i 6 stopni,to znowu słoneczna pogoda i 16 stopni.I jak tu nie być chorym?Zaczęło się niewinnie od kataru.W sumie katar chroniczny,to ja mam od zawsze.Taka woda leje się z nosa sama.A teraz to już przestało być śmieszne,bo dusi mnie jak nie wiem co.Wojtka też.Wczoraj wieczór 38,4 wykazał termometr u nas.Zażyliśmy antybiotyki.ASPIRYNA BAYER MUSUJĄCA Z WITAMINĄ C,THERAFLU EXSTRA GRIP musujące w ciepłej wodzie na noc,żeby si ę wypocić.Dziś rano wszystko mokre na nas jest i zaraz z pewnością wlecimy do wanny z bardzo ciepłą wodą i będziemy długo się grzać.Spirytusem kamforowym po nacieraliśmy ciałko.Teraz śmierdoli od nas na kilometr spirem.Ale wygrzewający jest na maxa.Boże…Tu tyle obowiązków na głowie a my leżymy rozłożeni na łopatki.Jeszcze chory Wojtek pojechał samochodem do Marka i Błażeja,żeby ich przewieźć na nowe mieszkanie.I tym sobie dowalił,ale nie odmówimy im,skoro oni dla nas też na ile mogą,mają pomocną dłoń.Nie mniej ja się grzałem w domku pod kołdrą a Wojtek szalał autkiem z ich rzeczami.Nie mniej ładne mieszkanko jest.Przede wszystkim 2 pokoje a nie garsoniera.A to,że jest aneks kuchenny a nie kuchnia,to w ich przypadku dobrze,bo oni i tak sporadycznie gotują w domu.Trochę mało mebli tylko.Bo i trzeba dużą szafę kupić.W naszym przypadku,to pewnie byłoby to nowe cudo z salonu z meblami.A oni niestety muszą odwiedzić meble używane z zagranicy.No dobrze.Ale i tak się cieszą,że w ogóle mogą sobie pozwolić na takie.Przede wszystkim cieszą się z samego faktu,że stać ich będzie na większe mieszkanie.Tyle tylko,że Błażej przyzwyczaił się do tamtego osiedla i okolicy.A nawet do mieszkanka.W sumie nie było ono takie złe-mówi.Brakuje tutaj krzeseł i foteli,żeby usiąść.No,ale wszystko pomału się po dokupuje.Jednak spodobała mi się reakcja imprezowego kiedyś Marka,że teraz nie ma to tamto.Urządzenie mieszkania po swojemu,jest najważniejsze.Choćby tak skromnie urządzone,ale już inaczej się będzie mieszkało.W niedzielę mamy zaproszenie z Wojtkiem do nich,na obejrzenie tego mieszkania.Błażej stwierdził,że Mario najlepiej będzie wiedział,co tutaj trzeba.Wojtek zaśmiał się,że o czymś ważnym zapomnieli.Że ja jak kupuję już,to nowe i oryginał firmowy,masywny,na lata.A wtedy jest cena.Więc…No ale gdzie ja pojadę,jak trzeba wyleczyć przeziębienie.U Wojtka to samo.Dusi go strasznie.No może teraz już trochu mniej,ale jednak trzeba nam wyleżeć przeziębienie,żeby nie wyszło z tego coś więcej.Nie mniej dziś jeszcze Wojtek pojedzie pozaglądać na nasz handel.Musi być dziś koło południa w saloniku,bo będzie dostawa liquidów do e-papierosów a ostatnio dali nie takie,jak zamawialiśmy.W ogóle pomieszali te liquidy jak nie wiem.Pisze mu wyraźnie na zamówieniu 18 mg.sama nikotyna sztuk 100 a on 11 mg sztuk 100,gdzie powinno być tych tylko 30 sztuk a nie 100.Tak że trzeba tam pojechać i popatrzeć,czy jest zgodnie z tym,co podaliśmy.Dobrze,że Wojtek zapisuje zamówienie w zeszyt.Tak jak podaje przez telefon,tak zapisuje w zeszyt.Potem tylko zeszyt otwiera i patrzy i porównuje.Marcin nie wiedział też,więc trudno go winić o to.Poza tym kasę pozbiera grubszą.Przelewy i wpłaty za towar po wykonuje.Dobrze.Ale i nie dobrze.Bo on ma leżeć ze mną w łóżku a nie jeździć po mieście.No ale nikt za nas nie powykonuje tego.A potem zwalą się jeszcze inne płatności i już będzie rozgardiasz jak nie wiem.Mamy miód w litrowym słoiku.Załatwiłem od pani,która jeździ na plac raz w tygodniu aż z pod Szczawnicy.To się nazywa miód.Gęsty,pełen składników miód a nie taka odciągana,sklepowa,woda miodowa.Pijemy go tak,prosto ze słoika.Chociaż syrop HERBAPECT kupiłem.Teraz jeszcze jedna pani zrezygnowała ze sprzedaży obwarzanków.Strasznie przeziębiona,powiedziała,że to nie na jej zdrowie,takie stanie jest.Ale nie mamy nikogo w zamian,więc będziemy musieli sami stać sobie.Warunek,że przeziębienie nam minie,albo prawie minie.Mark i Rachel na video skypie pytali,czy mamy leki na przeziębienie,czy nie trzeba przesyłką kurierską posłać nam do Polski.Mówiłem im o przeprowadzce chłopaków.Pytali czemu Wojtek ma swoim autem wozić ich rzeczy.Czy ich nie stać na firmę przewozową?Odpowiedziałem im,że nie stać ich a też dużo nam pomogli w życiu,więc nie wypada.Ale Rachel swoje.Tak całe życie macie im pomagać,bo oni nie mają?A wam kto pomoże,jak wy nie będziecie mieli?Sami musieliście wszystko po opłacać i myśleć,jak tu te pieniądze zarobić,żeby was stać było.A oni na gotowe idą?Marek jak mu to powiedziałem przez telefon,to się obruszył,że jak na razie nie stać ich na przewóz gratów.A że my mamy więcej kasy i oni,to łatwo nam się mówi.Dwa samochody stoją.Tu salonik i kiosk RUCHU i wózki z preclami…A my rozkręcamy ten bidny kiosk i też mozolnie to idzie,ale pomału,pomału i coś z tego będzie.Kiedyś zobaczycie naszą klasę.Tacy malutcy przy nas będziecie!-krzyknął Marek do koma.A życzę wam tego z całego serca.Będę się cieszył jak dziecko pierwszą zabawką z waszego sukcesu.Spoko.Przed chwilą dzwonił Marek z pytaniem,czy nie znudziły nam się nasze śliczne mebelki i nie myślimy wymieniać…Albo tamci młodzi żydzi wam kupią nowe a te nam dacie…Nie rozumie słowa dacie-odpowiedział Wojtek.Nawet na farta,jak się komuś coś daje,to za symboliczną nie wiem…dychę a nie za darmo.Poszukajcie takich komisów z używanymi meblami z Niemiec z Holandii w internecie i pojedźcie tam na miejsce.Ale jakby co,to przewieziesz nam je pod blok?Raz,że nie mam pasów do spięcia tego a sznurkiem szafy nie zwiążę z autem.A poza tym,to nie zniszczę samochodu od waszych mebli.Powinien komis mieć transport a jak nie,to zapytacie o transport i zadzwonicie w kwestii ceny.TYLE. 8-O :-D

DUŻO BIUROKRACJI BYŁO I DUŻO RADOŚCI,KTÓRA POZOSTAŁA DO DZIŚ.

Przepraszamy,że dopiero teraz piszemy,ale nie mamy czasu na internet w ogóle.Dla siebie na prywatność,musimy wyskrobać trochę czasu,ale też nie ma go za wiele.Nawet ostatnio zdarza się nam wstać z łóżka i jeszcze zrobić coś,bo się przypomniało nam coś.I jeszcze zapalamy światło i wykonujemy jakąś pracę biurową.Jak się komuś wydaje,że prowadzenie działalności handlowej,to jest taki pikuś,to jest w błędzie.Bo z tego są pieniążki,ale jest czasochłonna i nerwowa praca.Cały czas wymaga od nas myślenia i pytania siebie na wzajem.Ile tam tego jest i czy już nie trzeba.Ile tego zamówić i ile można najmniej zamówić.To znowu trzeba nam pilnować terminów płatności.Ale to mamy karteczki przypięte na kawałku styropianu,który wisi w kuchni na ścianie w widocznym miejscu.A do reszty Wojtek przypomina o wszystkim.Mały Wowka ma głowę niczym dobry procesor w komputerze,to liczę na niego.Oboje liczymy na siebie.Podpowiada mi Wuwu i możemy liczyć na siebie.Mark i Rachel,też będąc tu w Polsce,dużo nam podpowiedzieli.Ale wszystko,albo prawie wszystko musimy sami wykonać.A że są pieniądze z tego,to nie za darmo,ani nie za pół darmo.Coś za coś. :-D :-D Na jednym ze stoisk z preclami odeszła nam pani.Niestety tak jest,że przed zimą,rezygnują ludzie z pracy na preclach,bo nie chcą stać na mrozie,który przyjdzie.Choć nie zawsze tak jest.Bo mamy panią,która zadowolona jest z pracy już któryś rok z rzędu i nie myśli nawet o odejściu.Musieliśmy za tamtą panią znaleźć osobę a kilka dni sami stać na zmianę.Ale nic się nie stało w związku z tym.Super.Przypomniałem sobie,jak się sprzedaje obwarzanki,bo wyszedłem już z tego rytmu. :-D :-D Dziś luźny dzień mamy.Zaczęliśmy go od seksualnych ekscesów.Ale wszystko jest w rodzinie,to nie ma nic w tym złego.Z resztą Wojtek sam zaczął,bo obudził się pierwszy i zabrał się za robienie mi loda.Tak na pobudkę.Jak zacząłem czuć podniecenie,to to mnie obudziło.I zaczęliśmy się pieścić i całować i lizać tu i ówdzie.Wojtek tylko na chwilę,przeleciał do łazienki,zadbać o higienę intymną.Kiedy wrócił,to dokończyliśmy pieszczoty i lizanko seksem.A na końcu ja mu zrobiłem lodzika z połykiem i tak trzymając głowę na jego udzie i przy jego członku leżałem i rozmawialiśmy o planie dnia,ale i o naszym handlu.Potem wspólny prysznic i kosmetyka.Śniadanko.Po nim przygotowanie do obiadu i wyjście do kościoła na niedzielną mszę.Po kościele długi spacer z Tawariszem.On przecież musi się wybiegać i na to nie ma mocnych.Wojtek rzucał mu patyk a on leciał za nim i mnie przynosił pod nogi.To ja rzuciłem patyk a psisko Wojtkowi położyło pod nogi.I tak na przemian.Po dobrej pół godzinie już usiadł zasapany.My usiedliśmy sobie na ławce a on koło nas.Wdzięczne psisko.Nie wiem,jak można zrobić krzywdę zwierzęciu…Można,bo pokazują w telewizji dość często.Nie mamy litości dla takich ludzi.Za male są wyroki dla katów zwierząt.Muszą być takie same jak dla katów ludzi.25 lat pozbawienia wolności a nawet dożywotka,to będzie hamulcem dla morderców zwierząt.Człowiek jakoś się wykaraska z opresji.Poleci zawiadomić Policje a zwierzę nie.Więc… :-D :-D Merc doleciał do Krakowa.Chłopacy też.Tydzień byli u nas.Miło spędzony czas.Wymienialiśmy się obowiązkami z Wojtkiem,żeby oni nie pozostali sami i się nudzili.Oni przylecieli koło południa a za kilka godzin samochód,więc musieliśmy jeszcze raz pojechać na lotnisko z nimi,żeby odebrać merca.My jechaliśmy pierwsi a oni za nami.Dotarliśmy na parking pod blokiem.I teraz kopia i oryginał papierów do niego.I urząd skarbowy zaliczyć i zapłacić podatek od darowizny i cło za przekroczenie drogą powietrzną granicy Polskiej.Potem zarejestrowanie go na polskie numery rejestracyjne.Wojtek chciał tablicę rejestracyjną z nazwą MALCIKI,albo WUWU.Płakalem,ze to trzeba aż tysiąc zeta za ten luksus,zupełnie nie potrzebny zapłacić,ale on uparcie stał za swoim.W końcu Mark przesunął banknot szekli i powiedział idź,zrób.Wojtek powiedział,że nie chce pieniędzy.Że może sobie wybić to z głowy.Ale Mark odszukał na mieście KANTOR i zamienił banknot na polskie złote i kiedy pojechaliśmy z wyrobieniem tablicy rejestracyjnej,to Mark położył złotówki w banknotach na blacie okienka i powiedział po angielsku,że będzie to specjalna tablica rejestracyjna z jego imieniem.Pani biegle mówiła po angielsku.Zaskoczyło to nas.Przesunęła blankiet do wypełnienia.Po czym zainkasowała 1000 zeta i przyjęła zlecenie.Zwiedzaliśmy z nimi Kraków.Mało czasu mamy na zwiedzanie Krakowa sami.Na wejście do muzeum,czy gdziekolwiek.Boli to,ale taka rzeczywistość jest.Świętowaliśmy z nimi szabat,bo oni żydzi nie odpuszczą sobie święta w ich religii.W piątek byliśmy na modlitwach w synagodze.Tam tylko żydów wpuszczają i nikogo więcej.Nas wpuszczono,tylko przez fakt,że jesteśmy ich przyjaciółmi i że gościmy ich u siebie w domu.Zamknięte drzwi do synagogi dla postronnych z ulicy.I ich skupienie podczas modlitwy.Potem zaliczyliśmy dobrą knajpę.Rachel dopytał po modlitwach polskich żydów o to.Deserki do tego.Jakieś napoje wyskokowe.A potem taksówka i do domu.Rano na 9-ą pojechaliśmy tramwajem,żeby nie było do synagogi na modlitwy.Nie wyspaliśmy się z lekka.W sobotę chcieliśmy porządki porobić w domu,ale oni się krzywo na nas patrzyli,że w sobotę.W końcu oni żydzi a my katolicy.To my możemy.W niedzielę pojechaliśmy na rynek.Zostawiliśmy ich samych i poszliśmy do Bazyliki Mariackiej na mszę świętą.Jak wyszliśmy,to poszliśmy na Wawel.Zwiedzaliśmy wszystkie komnaty wawelskie.Potem weszliśmy do krypty z sarkofagiem pary prezydenckiej.A potem poszliśmy spacerkiem na Kazimierz do knajpki na obiad.A potem do domu pojechaliśmy. :-D :-D Bardzo długie rozmowy wieczorne były.W niedzielę nawet Marek z Błażejem wpadli do nas.I tak po takiej rozmowie z młodymi,przedsiębiorczymi żydami,zaczyna się zmieniać u Błażeja i Marka.Z uwagą ich słuchali.Marek tylko dopowiadał,że jakaś rozrywka się też należy.Zmoczenie gardła,czy cycka.A nie taka monotonia.To dostał odpowiedź,że można tanim alkoholem często moczyć gardło a można raz na jakiś czas dobrymi trunkami i w innym klimacie.Tylko trzeba pomyśleć,co mi tu trzeba.I czego za dużo?Z czego zrezygnować by trzeba?Marek wziął to sobie do serca.Teraz go nie poznaję.Rzadko się uśmiecha,ale uśmiechnie się i tak.Nie mniej po niedzieli chłopacy wyprowadzają się na większe mieszkanie.Tu w tej garsonierze płacili 600+ czynsz + media/A tam 1000 + media i dwa pokoje.Luksus.Inna część Krakowa,ale nie lada gratka.Wojtek obiecał im,ze ich przewiezie.Muszą sobie tylko kupić wory duże na rzeczy,kartony pozałatwiać i tyle.Chociaż worki,to Marek załatwił od pracowników sprzątających miasto.Idzie moją ścieżką.Ja też tak.Po co kupować?Jest już pierwszy krok do sukcesu.Nawet ostatnio nie mówi o imprezce…Ani o wyjeździe do Zakopca.Uszanujmy grosza,to coś z tego będzie-mówi.Potrzebne są jeszcze takie rozmowy,bo wynika z nic wiele.Nam dużo dają.Efektem potem jest dobra sprzedaż e-papierosów i akcesoriów do nich.Rozpropagowaliśmy e-papierosy.Jednym dla przyjemności palenia wreszcie.Innym dla niskich kosztów palenia. :-D :-D Waldek wczoraj wpadł na chwilę z Maćkiem do nas,bo byli na giełdzie RTV a to blisko nas.Chodzili po mieszkaniu i tylko słyszałem:Prze ślicznie macie,prze ślicznie.Potem stanęli koło mercedesa z ciemnymi szybami.Wojtek otworzył im samochód.Wsiedli.Myśleli,że gratis ich zawiezie do domu,ale paliwo kosztuje a poza tym nie ma jeszcze tablicy rejestracyjnej,więc i tak nici z tego.Ale z zazdrością patrzyli.Ale ty masz Wojtek dobrze z Mariuszem.A co?Ty nie masz dobrze z Maćkiem?-zapytałem.No…Też.Nie narzekam.Ale na Ukrainie ludzie mają taką straszną biedę…pomyśleć-mruknął Waldek.A no mają i długo tak będą mieć-dorzucił Wojtek. :-D :-D Teraz Wojtek poszedł usmażyć omlety z owocami na kolację.Fajnie.Zje się ze smakiem.Ja idę z Tawariszem na zewnątrz,bo już się koło mnie kręci.Odezwiemy się kiedyś.TYLE. :-D :-D