Miesięczne archiwum: Listopad 2014

NIE ZA CIEKAWIE JEST.

Witamy.Bardzo mało czasu mamy do tego,żeby posiedzieć na necie,czy napisać bloga.Wszystko za sprawą obowiązków,których mamy mnóstwo.Teraz jeszcze doszło silne przeziębienie z którym walczymy.Najpierw Wojtek kaszlał jak gruźlik.Potem przeniosło się na mnie.Do tego mega katar który nas trzyma.Mega duża ilość chusteczek schodzi codziennie.Gorączka już na szczęście ustąpiła.I jak za PRL-u jest syrop FLEGAMINA i ASPIRYNA BAYER,którą załatwiłem przez babcię kioskarkę.Nawet w jakości leków jest różnica a nie tylko w środkach czystości,czy samym proszku do prania.Sprowadzona ASPIRYNA BAYER z Niemiec jest zupełnie inna,niż ta sama,tyle że kupiona w aptece.Wczoraj dostaliśmy paczkę z Tel Awiwu.W niej zestaw leków i dwie duże butelki syropu z owoców i olejku sosnowego i butelka koszernego,wytrawnego białego wina.To Rachel i Mark,którzy przez codzienne,wieczorne rozmowy na video skypie,wiedzieli o tym,że jesteśmy trzaśnięci przeziębieniem i trzyma nasz na całego.A tu nie możemy sobie pozwolić na leżenie plackiem,bo któryś z nas musi pojechać i odebrać pieniądze z utargu i faktury z dostaw pozabierać do domu.I popatrzeć jak to idzie i co tam trzeba.Taki francowaty okres.Ni to jesień,ni to zima.Ale po zakończeniu kuracji antybiotykowej i odczekaniu 2 tygodni,idziemy za namową Rachela się zaszczepić przeciw grypie.Nigdy nie szczepiliśmy się przeciw grypie.Nigdy też nie dała tak strasznie o sobie znać,jak teraz.Od dziś będziemy stosować zestaw z Izraela.Modlą się chłopaki o powrót do zdrowia.Wiemy,że ich cadyk też.A z nimi kilka jeszcze osób.Nie mniej dołączamy do tego zestawu leków jeszcze grapefruita.Bogactwo naturalnej witaminy C zawarte w nim,przez całą zimę musi być codziennie zjadane.I nie ma mocni na to.Dzisiaj ja wybiorę się na zakupy jakieś.Lodówka przez to częste leżenie w łóżku opustoszała.Nie bardzo jest co zrobić na obiad,co nigdy nam się nie zdarzało.Ale to po śniadaniu pójdę.Wojtek niech leży w łóżeczku i grzeje się i poci. :roll: :roll:  Marek z Błażejem dzwonili wczoraj wieczór z zapytaniem,czy wielkim panom coś nie potrzeba.Miło z ich strony.Powiedziałem im,że nie chcieli byśmy ich zarazić.A po drugie wykorzystać.Jakoś pomału sobie pójdę i po kupię.Słabi jesteśmy jak muchy od tych leków.Jak już THERAFLU EXTRA GRIP nie zadziałało,to znaczy,że jest poważna sprawa.Na jednym ze stoisk z preclami,pani też chwilowo zaniemogła,przez przeziębienie.A że stoi tam ona codziennie,bez zmienniczki i tylko do piątku,bo w weekend nie ma sensu tam sprzedawać obwarzanki,to daliśmy jej wolne i zawiesiliśmy stoisko na czas jej choroby.Nie schodzą tam jakieś mega duże ilości,żebyśmy na gwałt musieli szukać kogoś na jej miejsce.Nie mniej trzeba się ciepło ubierać a nawet prze ciepło.No bo ja zawsze mówiłem,że jeździmy samochodem wszędzie i nie chodzimy tak po dworzu długo,to nie trzeba.A tu jednak trzeba.Pralka automatyczna idzie z praniem spoconych rzeczy.Za chwilę śniadanko do łóżka przyrządzę i podam Wojtkowi.Kocham go nad życie.Nie tyle co ma dużo rozsądku i mądrości,to już trochę czasu upłynęło,jak jesteśmy razem.Wszędzie jesteśmy razem.Nie ma u nas żadnych sekretów,czy tajemnic.Nie ma też łażenia po klubach seksualnych i szukania odskoczni,jak to często u gejów bywa.Jest normalność.Wywalczona,wypracowana wspólnie przez lata bycia razem.dzięki tej normalności funkcjonujemy na trochę innym poziomie niż tamci,co muszą iść na wariant upokarzający i odzierający z godności,czyli seks za kasę.Najpierw jest to tylko ładna zabawa.Potem tak zwany clubbing.A potem już leci.I już się traci świadomość,że tu nie ma miłości a tylko zaliczanie klientów i fascynacja erotyką,czy pornografią.I trudno jest wrócić potem do normalnego życia a nie mówię zakochać się.I traci się też wiadomość AIDS,czy HIV,które jest cichym,bez objawowym,powolnym wyniszczaczem organizmu.Mają prawo osoby być sobą.Ważne że nie z nami i nie w naszym domu.U nas wszystko jest jak w segregatorze poukładane.I jest czas na miłość.jest czas na seks.Ale przede wszystkim życie i wszystko co na nie się składa.Normalność.Dzięki temu zdobyliśmy zaufanie rodziców Wojtka.My jako geje.I łatwiej było przełknąć tą gorzką pigułkę mamie Wojtka,że nigdy w życiu nie będzie babcią od swojego jedynaka.Ale widzi u nas normalność pod każdym względem.I to,że my stale jesteśmy razem.Że dbamy o siebie.Że stworzyliśmy zamknięty związek w 4 ścianach naszego mieszkania i cały czas doklejamy nowe elementy do tego,żeby się nie wypaliło i dalej z taką samą temperaturą były uczucia.Do tego Tawarisz też na swój sposób je okazuje nam.Taki wierny,biały labradorek.Który jest w zamian za to,że nie będziemy mieć dziecka,któremu damy swoje serce i miłość.Ale żyjemy i przemy do przodu uparcie razem.Osłabieni antybiotykami i przeziębieniem,ale razem i zawsze razem. :-x :-xTYLE.Zdrowia życzymy!PS.Mimo choroby i osłabienia,śpiewamy za zespołem MIG:..I teraz kocham ją mocno.Ja wiem…

WYTĘŻONA PRACA,WSPÓLNE POMYSŁY I ROZWIJAMY SIĘ.

Przepraszamy.Mamy bardzo mało czasu dla siebie i nawet już na codzienne przyrządzenie obiadu.A o napisaniu coś na blogu,to zapomnij.Żeby coś z tego było,to trzeba się poświęcić temu bez reszty i myśleć o tym,na czym jeszcze można by zrobić pieniążek.Tak podpowiadają nam Rachel i Mark z Tel Awiwu na video skypie. :-D :-D Wystaraliśmy się w Urzędzie Miasta o kolejną lokalizację na sprzedaż obwarzanków.Wózek już stoi na swoim miejscu.Sanepid już odebrał stoisko.Pani Plastyk Miasta też.Teraz tylko czekamy na panią do sprzedaży precli.Owa pani już jest nagrana,ale dopiero od tego poniedziałku pierwszy raz zacznie pracę.Myślę że jest odpowiednią osobą,ponieważ pracowała już na preclach w różnych innych miejscach.Wszędzie tam gdzie pracowała,to spotykała się na braku szacunku do pracownika a szacunku tylko do swoich pieniędzy i swojego biznesu.To jednak nie wszystko.Ważny jest w tym wszystkim także pracownik,którego trzeba wysłuchać i w miarę opłacalności stoiska opłacić.Nie może być tak,że pracownik będzie pracował za darmo,albo za pół darmo.Bo szybko będzie szukał innej pracy a po co.My np.wolimy mieć stałego,sprawdzonego,dobrego pracownika,który lojalnie podchodzi do swojej pracy i do nas.Z resztą tak samo on podejdzie do pracy i do nas,jak my do niego.Nie inaczej.Na jednym tylko stoisku z preclami pani zrezygnowała,ale to wynikało z jej stanu zdrowotnego i tego,że ona nie jest w stanie pracować na chłodne dni a co dopiero na mrozie.A tak mamy stałe osoby,które sprzedają nam obwarzanki.Czyste stoisko.Pracownicy czysto i schludnie ubrani.I przede wszystkim trzeźwi zawsze. :-D :-D W saloniku Marcin sprzedaje nam i jest zadowolony z pracy a przede wszystkim już zapomniał o tamtych nie miłych dla niego chwilach w seminarium.Ma odpowiedzialnego faceta Michała,który pracuje jako nauczyciel języka angielskiego a po pracy jeszcze daje prywatnie lekcje angielskiego,żeby tych pieniędzy było więcej.I dobrze.Tak dziś trzeba.Nieciekawe mamy czasy,ale nie mamy wpływu na nie.Możemy tylko sami się zabezpieczać przed nimi,albo uodparniać na nie.I tak właśnie działamy.Kokosów nie ma,ale zawsze coś wyskrobiemy z tego.W kiosku też nie rewelacja.Gazety coraz więcej ludzi ma w necie.Papierosy też coraz więcej ludzi rzuca,albo przerzuca się na e-papierosy.Więc czym tu handlować?E-papierosy schodzą nam nawet dobrze.Oczywiście to zasługa Marcina,który w odpowiedni sposób za promuje tego papierosa klientowi.Z resztą sami palimy e-papierosa i jest znacząca różnica.Odczuwamy to.Brak substancji smolistych,dużo daje,bo nie odpluwamy już czarnych meli i nie kaszle nas po papierosach,jak kiedyś.A poza tym,to możemy się na spoko pocałować,bo nie śmierdoli nam z ust już.Nie ma trampka w gębie.Wiele ludzi to rozumie i wiele zaczyna rozumieć to.Tylko jak przekonać klienta,że za liquid płaci więcej tylko dlatego że nie ma wody a gęstrzą konsystencję olejku.Że jedna aplikacja w papierosiedłużej się pali niż tego za prawie dychę.Gęstrzy liquid i atest wykonanego testu,że nadaje się do kontaktu z organizmem człowieka.A poza tym do złudzenia przypomina papierosa.Nie mniej są ludzie,którzy płaczą,że e-papieros,to droga sprawa.Sam papieros to wydatek z rzędu 199 złotych.Pewnie,że są na rynku takie e-papierosy za 60 złotych,ale ma on służyć nam lata a zawsze się potwierdza się powiedzenie,że co tanie,to drogie.A co drogie,to tanie.Więc 199 zeta sam papieros z baterią.Do tego trzeba by dokupić jeszcze jedną baterię na zmianę.Do tego liquid.To jest wydatek z rzędu 260 zeta.Jednorazowy wydatek,który się z czasem wraca.Bo potem tylko raz na tydzień dokupuję liquid i raz na 3 tygodnie grzałeczkę za 9 złotych.I my tak siedliśmy kiedyś z Wuwu i przeliczyliśmy,ile wynosi nas paczka papierosów.Najtańsze na świecie papierosy.Paczka wynosi nas 4,90.A i zdrowsze palenie.A i smakowy liquid,który się z przyjemnością pali.Marka próbujemy przekonać do e-papierosa,ale jakoś mu brakuje tego kopa,co w zwykłym papierosie.Ale narzeka na braki finansowe jak nie wiem.A ile kasy codziennie przepali?Tego nie policzy?My z rozwojem naszego biznesu,coraz częściej i coraz skrupulatniej liczymy kasę.Żeby coś z tego było,to tak trzeba.Pomyśleć,podpatrzeć od innych,co jeszcze by dołożyć do tego co jest,żeby był większy zysk.Teraz np.staliśmy z Wojtkiem wymiennie na nowym stoisku z preclami,żeby rozkręcić je i stwierdzić faktycznie ile tego towaru nam tam zejdzie.Teraz kiedy już wiemy ile sprzedać tam można,to możemy już zatrudnić  tam pracownika.Kiedyś też siedzieliśmy w kiosku,bo pani potrzebowała dzień wolnego,na załatwienie urzędowej sprawy i wizytę u lekarza.Przynajmniej zobaczyliśmy sami na własne oczy,jak tam idzie sprzedaż i posłuchaliśmy pozytywnych recenzji o tej pani od klientów.To się chwali. :-D :-D Błażej z Markiem już są na nowym mieszkaniu.Lapło im się jak ślepej kurze złote ziarnko.Bo tylko 1000 zeta co miesiąc opłaty za wynajem plus prąd i gaz.Kaucji im nie policzyła właścicielka,bo nie kompletne jest tam umeblowanie i brakowało tam pralki automatycznej.Wojtek przewiózł im rzeczy.dali mu na paliwo 50 zeta i tyle.Zadowoleni są z nowego mieszkania.Wiele tam trzeba.Bo mały pokój stoi pusty.Tylko mała szafa na wieszaki i kilka półek na rzeczy.Więc trzeba by dużą szafę kupić.Poza tym oni myślą o łóżku drewnianym,podobnym do naszego tam.Wtedy tam byłaby sypialnia a duży pokój jako salonik taki.Na razie kupili nówkę pralkę BOSCH wkładaną od góry.Z automatyką.Chcieli inną kupić,ale Wojtek stawiał na niemiecką precyzję BOSCH.Sami mamy BOSCH,ale z okienkiem.Chodzi cichutko i już kilka latek jest u nas bez naprawy.Oni też są zadowoleni z pralki.Tyle że droższa niż ten SIEMENS,który chcieli kupić.Teraz proszą Wojtka o pomoc w rozwinięciu handlu w tym ich kiosku RUCHU.Na ile ma czas Wuwu,to podjedzie do nich.Ale też mamy wiele spraw swoich,pochłaniających mnóstwo czasu,więc nie może Wojtek tak wciąż u nich siedzieć tam. :-D :-D Jedno co jest pewne.To to,że w piątek jedziemy do Zakopca.Już nasza pani gospodyni szykuje pokój nasz.Cieszy się z naszej obecności.Potrzebny nam jest taki odpoczynek w tatrach a tym bardziej oderwanie się choć na chwilę od obowiązków.Wreszcie będzie czas tylko dla nas na wyłączność-mruknął pod nosem Wojtek.To znak,że już jest tragicznie w naszym związku.Że trzeba będzie częściej weekendy spędzać w Zakopcu.Marka pytam,czy jadą z nami.To odpowiada,że tam już w tatrach jest śnieg i zimno.A po drugie,to nie mają kasy na to,żeby z nami pojechać.Nawet Wojtek chciał im dołożyć do wyjazdu od nas bez zwrotnie kasę,ale też nie.Wczoraj rano pojechaliśmy na modlitwy do synagogi.Obiecaliśmy Rachelowi i Markowi.Oni modlą się za nas i pomyślność naszego biznesu a my po swojemu modlimy się za nich.W pamięci mamy Jezioro Genezaret,po którym pływał z uczniami Jezus a teraz nam było dane.Niezapomniana podróż życia.Jak Bozia da i pieniądze nam pozwolą,to z wiosną się jeszcze do Ziemi Świętej wybierzemy.Z resztą Rachel i Mark zapraszają nas do siebie do Tel Awiwu.Dziś po raz pierwszy od niepamiętnych czasów leżymy i nic nie robimy.Trochę dziwnie się z tym czujemy.Ale kiedyś wreszcie trzeba po leniuchować i odpocząć.Wojtek i tak zaraz pójdzie przyrządzać omlety z owocami dla nas.Super.Zje się w ramach kolacji.A tak,to wstaliśmy koło 9-ej.Po toalecie porannej zjedliśmy śniadanko i poszliśmy na mszę świętą niedzielną.Po niej wróciliśmy do domu i zabraliśmy na zewnątrz Tawarisza.Pobiegało sobie psisko jak nie wiem.To ja rzuciłem mu znalezionego przez niego patyka,to znowu Wojtek.W nagrodę dostał jednego sneakersa.Bo tak przechodziliśmy koło sklepu i pomyślałem,czyby nie kupić po jednym sneakersie.Tak żeby coś na słodko.Wojtkowi,sobie i trzeci dla Tawarisza.Mlasnął jęzorem i patrzył,czy jeszcze dostanie.Nie,nie.Za dużo słodkiego to mu nie wolno,bo robaki będzie miał.Oki.Mama nasza napisała list z walczącej z kłamstwem Putina i separatystami Ukrainy.Napisała,że zapaliła 4-y znicze.W tym jeden bolszoj serce od Wojtka babci.Nagrobek stoi cały.Umyła go mama jak umiała.Przy okazji wdepnęła do gospodyni nieopodal cmentarza na świeże,wiejskie mleko.Wojtkowi łzy stanęły w oczach,że on osobiście nie mógł postawić 1 listopada owego znicza babci na grobie.Znowu by pogłaskał atykę rękoma i powiedział:Babciu.Kocham cię.Jednak na grób mojego ojca trzeba było pójść.Bo tak my pojedziemy na Ukrainę a tutaj nikt nie będzie na grobie ojca.Już Wuwu zaprosił na Boże Narodzenie rodziców do Polski.Jestem za,bo oni tam mają nijakie te święta.A tu będzie prawdziwa Wigilia i z pompą święta.A przede wszystkim w rodzinnym gronie spędzone.Na razie odpoczywamy.Chociaż już myślami jesteśmy w jutrzejszym dniu.Już rozmawiamy na temat dostaw,zamówień i.t.d.Marek z Błażejem chcieli,żebyśmy do nich przyjechali,ale my musimy kiedyś odpocząć na poważnie.Pewnie wcześniej pójdziemy spać,żeby wypocząć na jutro.A przede wszystkim Wojtek z problemami kardiologicznymi musi odpocząć i nie ma na to bola.Na razie tyle. :-D :-D POZDRAWIAMY I ZDROWIA ŻYCZYMY.