Miesięczne archiwum: Grudzień 2014

JUŻ CZEKAMY NA PRZYLOT RODZICÓW Z UKRAINY.

To już jutro popołudniu na Air Port Balice,powitamy Wojtka,naszych rodziców.W końcu jakie oni by tam mieli święta?Nijakie.A u nas będą mieli prawdziwe Boże Narodzenie.Zapewne pozostał im urlop z tego roku jeszcze i będą go wykorzystywać.Na pewno tego nie wiem,ale zapytam ich o to.No bo 4-ego stycznia planują dopiero polecieć do siebie,to mówi samo za siebie.Ale nie będą nam przeszkadzali w niczym.Na pewno rozdzielimy się obowiązkami z Wojtkiem i sami a nie razem jak do tej pory będziemy chodzić.Bo Wojtek z pewnością,będzie chciał pokazać im Kraków,szopki w kościołach i pobyć z nimi.Oki. :-D :-D  Tymczasem we wtorek w ciągu dnia zadzwonił do mnie kurier z zapytaniem,kiedy a właściwie o której,może dostarczyć przesyłkę.Akurat jechaliśmy z Wojtkiem samochodem do stoiska z preclami,ponieważ pani już o przed szóstą rano dzwoniła na moją komórkę,że ktoś rozbił boczną szybę w wózku.Boczna szyba,to nie przednia.Nie tragedia.Powiedziałem jej,że w ciągu dnia podjedziemy do niej na stoisko i wymierzymy jaką szybę będzie trzeba dociąć u szklarza i wprawimy ją sami.A na razie niech załatwi jakiś karton i wstawi go w miejsce szyby.Uciekłem z telefonem do łazienki oczywiście,żeby nie budzić Wojtka.Dopiero kiedy obudziliśmy się już na dobre,zakomunikowałem mu,że będzie ręka w kieszeni,bo ktoś rozbił boczną szybę w wózku.Nie było mu i mnie do śmiechu.Nie dość,że z końcem roku tyle płatności mamy.Jeszcze święta za pasem a tu taki prezent…Ale cóż.Zawsze kolorowo i fajnie nie może być.Kupiliśmy silikon,paczkę ściereczek i po odmierzeniu szyby,pojechaliśmy do szklarza.Ten uciął nam na poczekaniu wg.wymiaru.Z powrotem zajechaliśmy do wózka,żeby ją założyć i skleić silikonem.Ale dość ciepły dzień i jak ramo mżyło,tak później już nie padało.To pozwoliło szybko zaschnąć silikonowi.Od razu zostawiliśmy paczkę woreczków i odebraliśmy kasę za wczoraj.Przy okazji podjechaliśmy do kiosku a potem odwiedziliśmy pozostałe stoiska z preclami.na końcu zajechaliśmy do Marcina do saloniku.Ale u niego wszystko w porzo.Świąteczne,żywe dekoracje schodzą nawet dobrze.E-papierosy tak samo.A reszta,no to tak sobie.Teraz taki okres,gdzie ludzie odwiedzają hiper markety,więc tam już wszystko kupują.Jedynie co codzienną prasę kupują idący do pracy i panie te plotkarskie świerszczyki.Kalendarze ścienne z pięknymi obrazkami schodzą teraz wspaniale.No bo miło popatrzeć którego dziś mamy i na piękny widok przy okazji.Ale wbrew pozorom,nie jest najgorzej.Pewnie że mogło by być lepiej.Ale mogło by być też gorzej.Tak że nie narzekajmy.A jeśli chodzi o obwarzanki,to będziemy po niedzieli zmniejszać ilości,bo ludzie już po niedzieli będą się brać za pieczenie na święta i jeść pomału,te kosmiczne ilości żarcia,żeby zmieścić się z terminem II dzień świąt.Nie rozumiem takich ludzi,ale są tacy i dużo ich jest.Bo mają być iście wystawne święta.A po nich zupki knora-podpowiada Wojtek. :-D :-D  Zajechaliśmy autem na Stary Kleparz.Świeże owoce i warzywa i dobra wędlinka i mięsko,więc te produkty kupujemy zawsze tam a nie w markecie.Ale jeszcze nie zdążyliśmy dobrze zaparkować,już pan parkingowy,darł bloczek i stał nam nad autem.Ale dobrze.Nie uchylamy się od płacenia za postój.Spoko.Weszliśmy na plac a tam ruch duży przed świętami.Jesteś…Ile tych ludzi tam było…Od razu Wojtek podleciał z życzeniami świątecznymi do pani Zosi,czy Żeni,po Ukraińsku,która od lat,sprzedaje tam po cichu papierosy z Ukrainy.Ona zmierzyła go od stóp do głów wzrokiem.Nie poznaję-mówiła.Jaki elegant się z pana zrobił teraz.A taka chudzinka kiedyś była z pana…Kiedy to było-zaśmiał się Wojtek.I nie myśli pan na święta na Ukrainę do siebie pojechać?Nie.Tutaj do Krakowa moi rodzice przyjadą na święta.Będą do nowego roku.Aha.No ja mam własne mieszkanie tu w Krakowie.2 pokoje z kuchnią i łazienką.Tu i tu.A jak tam obwarzanki?Działamy z „kuzynem”Do tego salonik z gazetami i e-papierosami mamy.Kiosk ruchu.Rozwijamy się.To dlatego ja tak mniej papierosów sprzedaję…Bo teraz e-papierosy kupują i te olejki.Ale i kręcą sami w domu i jeszcze taniej to wynosi.A i mniej wypalą przez to.Bo jak jest gotowy papieros,to wyjmie i zapali.A jak trzeba wyjąć tytoń,bibułki i jeszcze maszynkę.A i zrobić by trzeba a nie zawsze warunki,czy czas pozwalają,to mniej wypali za dnia-dodałem.Ale teraz pan Wojtek sobie dobrze wygląda.Nawet z grubnął trochu.A i na twarzy taki pełniejszy…A no jest normalne jedzenie i są pieniądze,to i dobrze wygląda.Bo ma dobrze wyglądać.Po nowym roku jedziemy do znajomych do Ziemi Świętej.Do Tel Awiwu.Planujemy na dwa tygodnie aż.Dłużej to nie,bo obowiązki czekają.A kto tu wam będzie biznesu pilnował?Mamy przyjaciela,który prowadzi kiosk RUCHU i zna się na handlu,to spokojnie.A zaufany człowiek,to i mieszkania przypilnuje i kwiaty podleje.Jest dobrze. :-D :-D  Kupiliśmy mandarynek kilka kilogramów,pomarańczy.Nawet dość ładne i nie drogie banany.Ananasa tego mega.Grapefruity,bo to dla nas podstawa.Codziennie całą piłę wieczór ogarniemy dla zdrowia.Naturalna witaminka C.Trochę wędliny dokupiliśmy jeszcze.Poza tym suszone owoce na wigilijny kompot.I paczka grzybków suszonych,bo Wojtkowi przyszedł pomysł na zupę grzybową na wigilię.Kiedy wychodziliśmy już z placu do samochodu,Wojtek podbiegł do sprzedawcy choinek i złapał za jedną z nich i nie puści.Mówię mu,że za wcześnie jeszcze na choinkę.Że to dzień przed wigilią,albo w sam dzień wigilii,trzeba kupić.Ale on już negocjuje cenę i możesz mu pogadać do dupy.Mamy pasy na bagażnik?Nie wiem-odpowiedziałem.Szybko poleć sprawdzić!I no już!Rzucił mi kluczyki do auta i pilota.Poszedłem szybko włożyć do niego owe zakupy.Popatrzyłem w bagażnik i są pasy.Okay.Zabrałem je ze sobą.Zamknąłem auto i podszedłem do Wojtka,który już płacił za choinkę.Stojak tam jest z zeszłego roku.Co nie?Tak.jest.Trzeba tylko dociąć będzie dół,żeby weszła w stojak-odpowiedziałem.To zrobisz to?Już dziś…Ale to jak porobimy wszystko inne i tą przesyłkę odbierzemy.Okay,okay.Wojtek nie dostanie do dachu samochodu,więc musiałem sam sobie poradzić.Ale przypiąłem do bagażnika na dachu auta tą choinkę.Zajechaliśmy do domu.Po godzinie zadzwonił domofonem kurier z przesyłką.Ładna mi to przesyłka,jak pudło wielkości kuchenki mikrofalowej.Podpisałem odbiór.Zabrałem pudło do domu i postawiłem na środku saloniku.Od razu Tawarisz przyszedł powąchać ją.I nożem rozciąłem pudło i wyjmuję poszczególne produkty.Dwie butelki dobrego,koszernego wina.Sweter z owczej wełny dla mnie i polar niebieski dla Wojtka.Zestaw leków dla niego na sercowych.Do tego kartka z życzeniami urodzinowymi na moje urodziny.Na samym dnie katalog z galerii handlowej w Tel Awiwe.Mnóstwo produktów i loga butików i promocje nawet do 70%.I to w jeden weekend na początku stycznia tylko.To z pewnością wtedy będziemy i pochodzimy.Podziękowaliśmy chłopakom na video skypie za paczkę a nie przesyłkę.Butelkę wina polaliśmy już wczoraj.Ciasto domowe do tego i trochę kanapek.No bo Błażej z Markiem przyszli do nas na urodziny.Posiedzieliśmy i porozmawialiśmy sobie.Marek mówił,że nie może się przyzwyczaić do e-papierosa.Że chciałby,ale nie potrafi jeszcze.Podpala sobie zwykłymi papierosami.To nic to nie daje ten e-papieros.Bo to trzeba tak jak my przejść całkiem na e-papierosa i z czasem zmniejszać ilość mg. nikotyny.Ale kwiaty cięte kupili i dużą czekoladę.No bo cóż mi kupić,jak mam wszystko a prawie wszystko.Ale fajnie,że pamiętali.To się liczy.W święta też mogą przyjechać do nas.Nie mamy nic przeciw. :-D :-D Choinka stoi już na swoim miejscu.Tylko w wigilię ubrać ją w bombki.Kompot wigilijny już się gotuje.Ale jak ostygnie,to będzie w lodówce i nie ma że teraz się go wypije,spróbuje.Zastrzegł Wojtek.Dobrze.TYLE. :-D :-D

ALE CZY JA BĘDĘ W STANIE SIĘ NAUMIEĆ,PRZEŻUCIĆ?…

Witamy.Marek zadzwonił koło południa na moją komórkę.Bardzo był ciekaw,co to jest za prezent i do tego już pod choinkę.I dlaczego ma przyjechać do nas,do saloniku.W końcu nie będziecie tak specjalnie tam przyjeżdżać-mówił.Ale my i tak,codziennie tam jesteśmy.Tym bardziej teraz,kiedy jest okres przed świąteczny.No bo i handlujemy w saloniku gotowymi stroikami na świąteczny stół,malowaną na złoto,czy zieloną z białymi kuleczkami jemiołą,czy też sprzedajemy w doniczkach poisensje,czyli popularnie gwiazdy betlejemskie.Pamiętam,że miałem jednego roku na święta gwiazdę betlejemską w doniczce.Jednak po świętach,straciła swoją żywotność i trzeba było ją wyrzucić do kosza niestety.Nie wiem.albo to tylko ma być dekoracją mieszkania przez święta,albo ja odpowiednio nie zadbałem o nią?Mało istotne.Ważne,że chętnych na takie cuda nie brakuje.No i dobrze.Bo te naturalne dekoracje,zastąpiły nam róże,które teraz przed świętami nie miały by wzięcia.Więc jesteśmy codziennie,choćby z tego tytułu.A i tak musieliśmy być,bo pojechaliśmy do hurtowni po liquidy do e-papierosów,akcesoria do nich a i kilka sztuk e-papierosów kupiliśmy na sprzedaż.A to też faktury zabierzemy po dostawach.A i grubszą walutę zabierzemy dla bezpieczeństwa.Zawsze mamy powód,żeby przyjechać do saloniku.tak więc umówiliśmy się 12,30 z Markiem w saloniku.Teraz trochu mało jest wewnątrz miejsca,bo na ziemi jest powykładana chemia z niemieckich marketów a po drugiej stronie stroiki i gwiazdy betlejemskie i jemioła.A i gablotka zaraz przy ladzie stanęła z e-papierosami i wszystkim do nich.Oki.Marek nawet dość punktualnie przyleciał.Od razu zapytał,co to jest.To nie żelowy wibrator czasem?-pytał.Bo wiesz,że ja wolę normalnego członka a nie sztucznego.A z resztą mam na co dzień naturalnego,to po co mi jakiś ten…Nie handlujemy takimi akcesoriami-zaśmiałem się.To nie tu.zaprosiłem go do gablotki i kazałem wybrać dla siebie model e-papierosa.Marek zielony w tym patrzył raz na mnie,raz na gablotkę.Który ci się podoba?Może tak-dorzuciłem.No weź przestań.Prawie dwie stówy kosztuje a ty się mnie pytasz,który mi się podoba.Wiele rzeczy mi się podoba,ale nie stać mnie na to i muszę sobie odmówić.I tyle.Ale gdybyś nie musiał sobie odmówić,to wybrałbyś…-pociągłem.W końcu wskazał palcem na jeden z wielu.Ja wziąłem od Marcina kluczyk i otworzyłem gablotkę i wyjąłem go wraz z pudełkiem.Wyjąłem go z pudełka i dałem mu do ręki.No co ty…Nie stać mnie na taki luksus.O…Jest dobrze.Mówisz luksus?No bo to taki luksus palenia.Małolaci palą,bo przy kasie są i dla szpanu.Ci przy kasie co są,to palą,bo stać ich na to.Ale ja nie pytam,czy stać cię na to,czy nie,tylko kazałem ci sobie wybrać papierosa dla siebie.Takiego,który ci się spodobał z tych co mamy.Marcinowi,tak jak mnie się podoba ten srebrny z elipsowatym okienkiem,przez które widać poziom nalanego,czy wypalonego już liquidu.Nie mniej ten co wybrał Marek,polecamy klientom,co przechodzą,czy chcieli by przejść na e-papierosa,bo daje prawdziwego kopa podczas palenia i do minimum zmniejsza różnicę między elektronicznym papierosem a zwykłym.On jako nowy ma naładowaną baterię na maxa,ale leżąc tu w gablotce a wcześniej w hurtowni,to samoistnie bateria uległa częściowemu,czy minimalnemu rozładowaniu.Więc po powrocie do domu,trzeba by wkręcić baterię do ładowarki i podłączyć do kontaktu na jakieś dwie godzinki.Nalałem mu trochę liquidu 18 mg.samej nikotyny,bez dodatków do atomizera.Nałożyłem mu skuwkę plastikową na ustnik dla higieny.Tak postępujemy z każdym klientem,żeby poczuł różnicę,bądź porównał e-papierosa do zwykłego.Po kilku machach,Marek zaczął zachwalać inną,lepszą jakość palenia.Teraz super się pali.Nie drapie w gardle…Nie czuć tych substancji smolistych…Zajebiasty efekt palenia.I tak delikatnie pociągam i dym leci…I czujesz nikotynę,jak się wchłania do organizmu?Czuć.To oto chodzi przecież,żebyś czuł nikotynę a nie czuł tego smrodu smolistego.Po kwadransie,Marek pytał mnie,czy może sobie wziąść na próbę tego papierosa do domu?Pewnie.Daj mi jakiś napoczęty olejek i tego papierosa.Skuwkę sobie zdjął.Tekturowe etui dałem mu do niego.Do tego nowy,30 ml liquid 18mg.TABACO od LIQUEENA.Ale czy ja będę w stanie się naumieć,przeżucić na e-papierosa?…W końcu tyle już lat palę normalne papierosy,to będzie kłopot.Żaden kłopot.Zaspokajasz głód nikotynowy w organizmie a nie dostarczasz mu substancji smolistych,po których odpluwasz czarne mele.Nie masz kaszlu od papierosa.I z przyjemnością możesz swojego faceta pocałować.Starsza pani weszła do saloniku.Na słowa swojego faceta i pocałować,przekręciła oczami dookoła osi.Sapnęła głośno i popatrzyła na nas dziwnie.Marek tylko dopowiedział pół żartem,pół serio.No bo zaraz koleżanki będą się całować.Na trzy cztery…Dobrze.Nie teraz będą i nie tu-dodałem.I nie koleżanki.A jak inaczej to ująć.Wojtek przeglądał tam z Marcinem faktury i wykrzyczał,że zaraz nas tu wszystkich wypierdoli.No popatrz-dorzucił Marek.Taki mały szkrab i nas wypierdoli.Ale nie tak sado i nie perwersyjnie?…Tak po ludzku myszko.Uciąłem żarty dalszą prezentacją papierosa i rozmową o nim samym i zasadach obsługi.Marek tylko opowiadał,jak wczoraj wyszli razem z Waldkiem i Maćkiem od nas.Jak oni wciąż mieli wiele do powiedzenia,na temat tego jak ślicznie mamy w domu…Że demokracja z nie ludzką twarzą jest w Polsce…Że Wojtek ma teraz jak w niebie…Że on go sprowadził do Polski.Nie chcieli,żeby Błażej z Markiem z nimi jechali tramem,bo Błażej z Markiem ripostowali ich dyskusję.Nad stawką dla pracownika i umową o pracę,trzeba się dobrze dziś zastanowić.Bo zeżre cię ZUS i skarb państwa i okaże się,że tylko 1300 złotych zarobiłeś na czysto z własnego biznesu-odparł mu Marek.Że dzisiaj mieć znajomych,przyjaciół,to nie rzesze a kilku i do tego takich,co pomogą,doradzą a nawet dadzą jak będzie trzeba gratis-dopowiadał Błażej.Mieć ludzi na imprezki,czy tylko do pogwarzenia,to nie mieć wcale.Ale podziwiam Wojtka,że przyjechał do Polski nie znając języka.Praktycznie niczego i nikogo nie znając a sam chciał i języka polskiego się nauczyć.I pomóc Mariuszowi na tyle,na ile będzie w stanie.I garnął się na każdym kroku do życia…-dopowiadał Błażej.Mało jest takich ludzi jak on.A że wspólnie razem doszli do takiego pułapu?Podejrzewam,że będzie większy u nich.Oni sami do tego dążą.W sumie nie przepili pieniędzy.Nie prze huśtali na imprezkach,czy po klubach i do tego myślą głową a nie hujem,to mają.I stać ich pojechać nawet do ziemi świętej i siedzieć cały miesiąc tam-ripostował Marek.Za hotel tam nie płacili,tylko spali u znajomych-wyrzucił Waldek.No to znajdź takich znajomych,którzy cię na cały miesiąc zaproszą do siebie za granicę.Masz takich w ogóle?No nie mam-odpowiedział Waldek w oczekiwaniu na tram na przystanku.Ale nawet.To za przelot do Izraela i z powrotem musieli z własnej kieszeni zapłacić.A i tam też się przemieszczali komunikacją miejską,pociągami.A i wyżywienie w restauracji-dorzucił Błażej.A jak oni chcieli jeść rarytasy,to kosztuje.Nic nie ma za darmo.A przecież trudno,żeby tam być i nie spróbować tam koszernych specjałów tamtejszej kuchni-dodał Marek.A i do domu sobie pokupowali różne,ładne rzeczy…W końcu tramwaj nadjechał a Waldek pomruczał coś pod nosem i poszli do drugiego wagonu,żeby nie jechać z Błażejem i Markiem.Zaśmiałem się tylko z tego.Ja chciałem,żeby Wojtek miał w życiu nie tak jak tam miał na Ukrainie,tylko lepiej.On zaś chciał i dalej chce dać wszystko co najlepsze i w mega ilościach.I dlatego tak to wychodzi nam.I mamy tak jak mamy.Nie jest źle,ale mogło by być lepiej.Podczas pobytu Marka u nas w saloniku,Błażej zadzwonił za nim.To normalne,że pilnują się na wzajem,że zatroska się jeden o drugiego.My zawsze jesteśmy z Wojtkiem razem,to nie musimy za sobą dzwonić.Ale potwierdziłem,że jest u nas w saloniku i jest wszystko oki i dopowiedziałem pozdrawiamy,to już odsapnął. :-D :-D W sobotę,koło południa przylatują rodzice Wojtka a my jeszcze nie mamy zrobionych zakupów na święta.Ale Wojtek stwierdził,że jakieś jedzenie jest jeszcze w lodówce a przyszła niedziela,jest niedzielą handlową,to zapakujemy rodziców do naszego auta i pojedziemy na mszę świętą do Centrum Jana Pawła II.Nigdy tam nie byliśmy i oni też,to będzie okazja pozwiedzać a potem podjedziemy do Bonarki na zakupy.Bo i tam kupimy coś rodzicom pod choinkę,której też nie mamy.Ale choinkę,to tuż przed samymi świętami się kupi na Starym Kleparzu.Naturalną rzecz jasna.Lubimy zapach lasu w domu.A może by tak choinkę pod choinkę odstać od RMF.fm?W końcu oni mają najświeższe choinki i długo się utrzyma.Ale oni mają świerki a nie jodły.A świerk przy centralnym,to szybko opadnie.Fakt że potem jest dużo igliwia wszędzie,ale dla samego zapachu choinki,warto mieć naturalną.Z resztą zawsze taka u nas była.Nie wyobrażamy sobie,by była sztuczny kadłub z plastyku w mieszkaniu.Za przygotowanie potraw zabierze się Wojtek ze swoją mamą.Będą znowu maślane oczka do siebie wystawiać a Wojtek co jakiś czas,będzie się tulił do mamy,czekając,że go obejmie i ściśnie mocno.Na razie,to liczymy na bez deszczową pogodę i w miarę ciepło,bo przydało by się okna umyć całe.Firanki i zasłony zdjąć i wyprać.Gruntowne porządki na święta wykonać.W tygodniu tak nie ma kiedy,bo stale jest coś do zrobienia.Ciągle kursujemy po Krakowie samochodem.A znowu jak jesteśmy w domku,to zajmuje nas mała biurokracja,albo przyrządzenie obiadu.I tak do wieczora schodzi co dnia nam.Mark i Rachel,zapytali,czy mieliśmy już wizytę kuriera z przesyłką.Pytałem o jaką przesyłkę chodzi.I czy to przesyłka,czy paczka,to popatrzyli się na siebie z uśmiechem.No…A może…to być…tajemnicą?Jutro Mario masz urodziny?Tak.Mam.To możesz się opić porządnie.Zasłużyłeś na to.Zapracowałeś na to.Zjeść dobry obiad przy blasku świec.W Krakowie w dzielnicy Kazimierz,jest hotel żydowski a w nim koszerna restauracja.Myślę,że możesz zaprosić Wuwu na urodzinowy obiad.Jesteście razem i dobrze.Jesteście sobie nad wyraz potrzebni.Wiele macie jeszcze do zrobienia.Po waszym Polskim Nowym Roku,macie jeszcze przemierzyć nie odkryte przez was zakątki ziemi żydowskiej.jeszcze wiele przed wami.Cadyk nasz,kazał przekazać najserdeczniejsze życzenia dla ciebie Mario.Przede wszystkim zdrowia ci życzy.Wojtek wykrzyczał:Przekażcie chłopaki mu nasze do zobaczenia wkrótce!Wiele pozytywnych myśli od nich czerpiemy.Są naszym bodźcem do tego dalej i więcej.Opowiedziałem im,jak kolega Wojtka z Ukrainy Waldek nam zazdrości wszystkiego.Dosłownie wszystkiego.To dajcie mu pożywkę do kolejnej zazdrości i przyjedźcie do Tel Awiwu.I nie przejmujcie się nim.Nic pozytywnego nie potrafi wy myśleć,to wymyśla tylko zazdrość.A wy wymyślajcie to dalej.Szukajcie następnych rzeczy,które klient by kupił i położył pieniądz za nie.Nie stójcie w miejscu.Idźcie do przodu.Zazdrość kolegi,niech będzie dla was takim bodźcem,inspiracją do poszukiwania kolejnych źródeł dochodu.Tak jak kiedyś była dla nas.Dziś nikt nam już nie zazdrości.Dziś my mamy swój pułap w życiu z którego nie schodzimy i się jego kluczowo trzymamy.I nie mamy czasu na słuchanie zazdrosnych opowieści.Mamy siebie.Mamy biznes.I mamy swój świat wartości zbudowany razem i tego się trzymamy-odpowiedział Mark. :-D :-D A ten Polski Marek już kilkakrotnie dzwonił do nas z zapytaniem o e-papierosa.Ciągle czegoś nie wie a to takie banalne przecież.Wlewa się pomału liquid do atomizera,lejąc po jego ściankach i trzymając papierosa pod skosem a nie prosto.I prawie do górnej kreseczki.Trochę przed.TYLE. :-D :-D

SPIERDALAJ KUŹWA Z TĄ SWOJĄ ZAZDROŚCIĄ!

Elo!Właśnie skończyliśmy mycie naczyń po gościach.Doprowadziliśmy z Wojtkiem nasze mieszkanie do pierwotnego stanu.Wuwuś teraz wyszedł na zewnątrz z Tawariszem.Bo tyle godzin psisko siedziało pomiędzy nami i z pewnością chciało mu się.Miło było sobie raz za niepamiętny czas tak posiedzieć i porozmawiać.Zwykle to albo Waldek jest w pracy,albo wyszedł popołudniu z pracy zmęczony i nie ma najmniejszej ochoty gdziekolwiek jechać.Marek z Błażejem znowu wstydzą się do nas wpaść,bo sami nie mają co położyć na naszym stole.ale przecież my nigdy nie wymagamy,że muszą cokolwiek położyć.Przychodzą jako mili goście i są.Z resztą wytłumaczyliśmy im dzisiaj to dosadnie.Ale zacznijmy od początku. :-D :-D Na 13-ą poszliśmy do pobliskiego kościoła parafialnego na niedzielną mszę świętą.Jest za co dziękować panu Bogu.Za to,że chociażby nie musimy się tułać i mamy swoje mieszkanie,co w okresie zimowym,daje się poznać chyba najbardziej szczególniej.Ale przecież za siebie na wzajem też trzeba nam się modlić.No chociażby za zdrowie Wojtka.Jak na razie,to z sercem wszystko jest w porządku a to za sprawą leków z Izraela i tego,że częściej ja wyręczam go w wielu czynnościach domowych i dbam o prawidłowy wypoczynek.Nie wyobrażam sobie,żeby jego kiedykolwiek zabrakło.Moje życie i pieniądze nie miały by już sensu.Ale spoko.nie wpędzajmy go do grobu,jak żyje i odpukać,ma się całkiem nieźle.Za naszych przyjaciół tez wypada się pomodlić,bo zawsze możemy na nich liczyć.Mimo,że nie wymagamy od nich żadnej pomocy,to jednak jakbyśmy czegokolwiek potrzebowali,to możemy zadzwonić.Ale i też przemawia za pójściem do kościoła nasz,chrześcijański obowiązek.W końcu jesteśmy katolikami.Możemy mieć uraz do tego,czy innego księdza,czy zakonnika,ale do Pana Boga?I tak Marek dzwonił i dzwonił a do mnie ani do Wojtka nie można się nijak dodzwonić.Tuż przed wejściem do kościoła,wyłączyliśmy jak zwykle na czas mszy świętej nasze smartphone.Kiedy wyszliśmy i włączyliśmy komórki,to widniały czerwone strzałki z nieodebranymi połączeniami od Marka i od Błażeja i od Waldka.Oddzwoniliśmy do nich,że na 15-ą zapraszamy do nas do domu.Do jakiego tam domu.Dom to my mamy.Wy macie mały apartament a nie dom-odpowiedział Waldek.Przepraszamy,ale byliśmy na mszy świętej w parafii.A ja myślałem,że tacy bogaci ludzie jak wy już nie chodzą do kościoła…-dorzucił Waldek.Nic nam Pan Bóg nie zrobił a wręcz przeciwnie.Dużo dał.Przede wszystkim siebie na wzajem i za to jesteśmy mu ogromnie wdzięczni.Chociaż słowo wdzięczność,to za mało powiedziane.Ale zapraszamy do nas na 15-ą.akurat się odrobimy w kuchni i będziemy was oczekiwać. :-D :-D Zaraz po 15-ej Marek z Błażejem się pojawili.Marek musiał zaraz po zdjęciu kurtki i butów obejść całe nasze mieszkanie i pooglądać.Spoko.Fajnie się urządziliście.I dywanik nad łóżkiem z panoramą Jerusalem i świątynnego wzgórza w kolorze niebieskim.Powiesiliśmy nad łóżkiem ten dywanik,żeby jak śpimy,nie ścierać farby ze ściany.Jak nasze dziadki kiedyś-śmiał się Marek.Wszedł do łazienki.Od razu nie omieszkał umyć rąk pachnącym mydełkiem w płynie.Potem po pstrykał się moimi perfumami.Jesteś…Jak to wszystko ładnie pachnie tutaj…A i tak gówno z tego,bo to łazienka.A co?W łazience ma tylko gównem śmierdzieć?-zapytał Wojtek.No nie…Ale to jednak łazienka.U nas w łazience z przyjemnością spędza się czas-dodał Wojtek.No ile tego czasu potrzebuje przeciętny mężczyzna.Rach ciach i wychodzi-odpowiedział Marek.Mówisz o sobie.No my zawsze po nocy musimy wziąść prysznic,bo jesteśmy cali mokrzy od potu.No bo jak wy śpicie przytuleni do siebie-odpowiedział Marek.Po tylu latach dali byście sobie już siana-dodał.My śpimy razem na jednej wersalce,ale każdy na swojej połowie.Każdy ma swoją przestrzeń na której śpi i nie wstajemy spoceni,ani nie wyspani.Wstajemy wypoczęci i nie potrzeba,żebyśmy co rano musieli się kąpać.Ale myśmy już się tak przyzwyczaili do tego.bardzo lubimy się do siebie przytulić i tak usnąć.Miło tak-odpowiedziałem mu.To przecież możecie wszystko co miłe skumulować tuż przed spaniem a zasnąć już osobno-mówił Marek.My tak robimy i jest najlepiej.No,ale każdy ma jakieś swoje przyzwyczajenia,których już nie zmienisz i tak jest-dodał Marek.No ale nie tylko prysznic wspólny jest rano,bo i trzeba zadbać o prze śliczną buźkę Wuwusia.A to nie takie rach,ciach.No wiem.Wojtek to musi jak baba-zaśmiał się Marek.No pamietasz,jaką postarzałą cerę miał Wojtek,jak przyjechał z Ukrainy?Więcej lat byś mu dał z wyglądu,niż wtedy miał.No wiem.I te pryszcze,wągry na twarzy.A to,to jest od nadmiaru potencjału seksualnego i braku odpowiedniego wyładowania.Gdzieś to kiedyś na ten temat czytałem-odpowiedział Marek.Ale odpowiednio dobrane kremy i regularne ich stosowanie,uczyniły cuda.A do tego jeszcze podkład pod krem,żeby lepiej się wchłaniał w skórę.A i potem puder płynny,żeby zatuszować wszelkie niedoskonałości wynikające z upływu lat.A i fryzurkę mu trzeba ułożyć…To nie lepiej ostrzyc go maszynką na jeżyka,tak jak ja mam?Ale przecież do niego pasuje taka fryzura.I jest mu w niej ślicznie.Do tego pasemka blond,rozjaśniają całość.Kurcze.Jaki stylista się znalazł.No fakt.Na pewnym poziomie życia,to się już inaczej myśli.Coś w tym jest na rzeczy.Okay.Kotlety schabowe się smażyły już.Ziemniaki już prawie ugotowane.Wojtek tylko ogórki poszatkował na mizerię i polał śmietanką i przyprawił do smaku. :-D :-D Domofon zadzwonił.Waldek z Maćkiem już dotarli.Weszli do mieszkania.Stanęli w przedpokoju.Jesteś…Jak tu ślicznie pachnie…Taki chiński zapach-mruczał Waldek.Normalka.W każdym normalnym domu tak pachnie-odpowiedział Wojtek.No u nas tak nie pachnie a wydaje mi się,że też jest taki normalny dom.Poza tym,że biedny,polski dom.Rozebrali kurtki i buty z Maćkiem.Weszli do kuchni się przywitać.Rozglądali się dookoła.Jesteś…Jak wy tu macie ślicznie…Przepięknie wyrzeźbiona w drewnie ta ostatnia wietrzeża.Podczas ostatniego pobytu na Ziemi Świętej,kupiliśmy ten rzeźbiony w drewnie cedrowym obraz na bazarze w Jerozolimie.Tak samo jak ten dywanik,co wisi nad łóżkiem w sypialni.Jak to zabrzmiało…W sypialni…-wtórował Waldek.Wszedł do sypialni.A tam Marek leżał na naszym łóżku.To już stało się tradycją,że on leży u nas zawsze jak przyjdzie na naszym łóżku.Mówi,że bardzo wygodne to łoże mamy.Ślicznie tu macie.Przepiękne łóżko drewniane.Do tego ta piękna panorama Jerozolimy.No i krzyż drewniany też z Jerozolimy nad łóżkiem.Mała,nocna lampka z niebieskim,kryształowym abażurkiem na półce łóżka.Na podłodze mały,niebieski chodniczek z napisami w języku idysz.Na przeciw szafa na całą ścianę z przesuwnymi drzwiami.W kąciku koło okna stolik i laptop na nim i plik małych karteczek i długopis i ołówek i linijka.Tutaj wszystko skomasowaliśmy.I papiery osobiste.I papiery firmowe.I zdjęcia wszystkie nasze.I wszystkie ubrania.I na co dzień zamykamy na klucz.A klucz mamy przy sobie.No tu przedpokój,to wiadomo.Taki duży wieszak drewniany z lustrem kupiliśmy.Szafkę na buty.Tą małą pufę,to wzięliśmy z kompletu z saloniku,żeby można było usiąść przy ubieraniu butów.Otwarłem łazienkę.No tu to standard.Pralka BOSCH z okienkiem.Wybrałem BOSCH,bo niemiecka precyzja,to już będzie na lata.Wiem,że wszystko dziś składają albo w Chinach,albo w Malezji,ale jednak konstruktorem są tych pralek Niemcy.Bez żadnej elektroniki.Bo tak chcieliśmy.Standard.Tu szafka z kosmetykami.Tu na sedes,kupiliśmy taki ochronnik,żeby milej się siedziało.Przynajmniej nie na samym plastyku.Natrysk,to wiadomo.Ale macie masywną tą kabinę natryskową.Nie chciałem taką z pleksy.Chciałem z szyby hartowanej.Będzie już na lata przynajmniej.Nie wyprofiluje się od pary,od wody,czy od gorąca.I głęboki brodzik,że można go zakorkować i jakąś przepierkę w nim zrobić.To nie tania rzecz przecież.Ale co to dla panów bogatych.Nas by nie stać było na coś takiego.My mamy wannę jeszcze starej daty-dorzucił Maciek.No jak się wprowadziliśmy,to tutaj i w kuchni była lamperia.Nie było ani flizów ani terakoty.Dopiero jak podpisaliśmy z właścicielką mieszkania papier o wykupie mieszkania na raty,to wtedy znalazłem fachowca,co zajął się flizowaniem i układaniem terakoty.Powiedział mniej więcej ile trzeba do kuchni a ile do łazienki płytek na ścianę i na podłogę.Kupiło się.Przywiozło.A potem on przyszedł układać sobie je pomału.Do kuchni,to ja wybierałem płytki.A do łazienki Wojtek.Chciał o takim morskim kolorze i złote zdobienia,to i jest.No pewnie.Panowie bogaci,to od tak przesuwali banknoty-dogryzał Waldek.Akurat płaciliśmy kartą-odpowiedział Wojtek.No proszę.Zupełnie jak kobieta.Cała szafka kosmetyków.Boże…Ale ty Wojtek jesteś facet a nie dziewczyna?To co,że facet.To facetowi nie wolno już zadbać o siebie.Ma wyglądać tak byle jak?-odpowiedziałem.My mamy takie tam swoje-dorzucił Wojtek.Tu niemiecki proszek,bo polski już nie dobry jest.Bardziej ekonomiczny.Nie dość że zastępuje i proszek do prania i odplamiacz,to i płyn do płukania,bo ładnie pranie pachnie.I maleńko się go daje.Bo 1/3 tego co ty sypiesz do pralki.Z resztą my w saloniku też sprzedajemy chemię z niemieckich marketów.I schodzi nam w hurtowych niemal ilościach.Teraz święta za pasem.Zamiast tych luksusów,to pomyśleli byście o zrobieniu np.szlachetnej paczki jakiejś biednej rodzinie…-dorzucił Waldek.Sami macie dostatek a nawet ponad miarę.Moglibyście się podzielić z kimś,kto ma nijakie święta.My też takie mieliśmy-odpowiedziałem mu.Pamiętam je dokładnie.Razem pracowaliśmy w tym ogólnospożywczym sklepie co ty.Nie zarobiliśmy dużo.Z resztą sam wiesz jak u was płacą.Ale nie wystawiliśmy ręki do nikogo,żeby nam dał.Tyle ile mieliśmy,tyle było.Ale myśleliśmy razem i rozmawialiśmy o tym,jak to zrobić,żeby było więcej pieniędzy.Nie siedzieliśmy na laurach i dobrze jest.Chcieliśmy więcej od życia.Dążyliśmy do tego sami.Ciężką pracą.Wojtek nawet odchorował to w szpitalu,poważną operacją na otwartym sercu.Z resztą teraz jest cały czas pod kontrolą kardiologa.I pewnie prywatnie chodzi,żeby nie z hołotą-dopowiedział Waldek.Tak.Prywatnie chodzi.I więcej ci powiem.Że nawet był w Tel Awiwie u profesora kardiologi na konsultacjach.I on oglądnął wszystkie badania i zbadał Wojtka i przepisał mu dwa lekarstwa,które zażywa dwa razy dziennie.No nie miej dzisiaj pieniędzy,to cię będą wozić od szpitala,do szpitala,aż w końcu umrzesz i powiedzą takie tam.Taką dziś mamy służbę zdrowia.Z resztą z Wojtkiem już posyłamy na konto mamy pieniądze na leczenie taty.Na razie jest oki u niego ze zdrowiem.Ale posyłamy im na życie.Niech wiedzą,że myślimy o nich wciąż.to jest nasza szlachetna paczka.No o teściową trzeba zadbać…-zaśmiał się Waldek.Nie każdy ma tyle kasy,żeby posyłać jej.Mnie na to nie stać-dodał Waldek.Ale mógłbyś przynajmniej zaprosić rodziców na święta do polski-odparł Wojtek.Sprawić im tą przyjemność,spędzenia w wolnym kraju świąt-dodał.Nie mów,że zaprosiliście już rodziców do siebie na święta?-zapytał Waldek.No pewnie.Z dumą Wojtek odpowiedział.Mama dla mnie jest świętością.Druga po babci.I będą u nas aż do 3 stycznia 2015 roku.Do soboty.No bo muszą dolecieć samolotem na Ukrainę a potem dotrzeć w tym wojennym klimacie jeszcze do siebie do domu.A i odpocząć po podróży.A w poniedziałek jak znam życie,czeka ich już praca.To już nie będą wlec się pociągiem ze Lwowa?Stać nas na ten luksus,to przylecą i odlecą samolotem.Już po niedzieli kupujemy bilety im na przelot z Ukrainy do Air Portu Balice.Dowiedziałem się,że tak można,więc tak zrobimy-ciągnął Wojtek.Ale oni przy was mają dobrze-dodał Waldek.Nie wszyscy rodzice tak mają.I nie będą was kochać?Chociażby za to,że jesteśmy geje,to mogli by nas wykluczyć i nie znamy się do końca życia.ale zaakceptowali nas jako parę.Więcej.Mama zawsze jak pisze list,to na końcu dodaje:Wowka.Trzymaj się Mariusza kluczowo za rękę.Szanuj go.Z nim ci zawsze będzie dobrze i nam przy was.Porządny i dobry człowiek.Ucałuj go od nas.No i jak znam życie,to Wojtek rzuci się Mariuszowi na szyję i całuje go niemiłosiernie-zaśmiał się Marek.Ale oni tak mają już-dorzucił.A pewnie że tak.Szanujemy się i kochamy zawsze-odpowiedziałem mu.No my tak samo.Ale nie aż tak-dodał Marek.Raz tam się pocałujemy,czy dwa razy za dnia i tyle.Nie potrzeba nam na każdym kroku się całować-dorzucił.Przepraszam.No bez przesady.Na ulicy się nie całujemy.Jak już,to w domu-wyleciał Wojtek.Przeszliśmy do saloniku.Włączyłem telewizor.Z kolumn 2 x 250 wat wydobył się głos.Waldek usiadł na narożniku i patrzył z zazdrością na cały salonik.Wojtek donosił potrawy na talerzach z kuchni wraz ze mną a Waldek rozglądał się po całym pokoju.No proszę…Tak żyją ludzie biznesu.I duży,panoramiczny telewizor z kinem domowym.I przepiękne kwiaty kwitną.No to te,co na wieńce pogrzebowe się daje-zaśmiał się Marek.Nie.To nie kalia.To akurat jest anturium.Zakwitło na walentynki.Potem w wakacje.I teraz po raz trzeci.Widać,że mu służy tutaj.To prezent od Wojtka w zeszło roczne walentynki.A tak pojechaliśmy po róże do saloniku na walentynki.Z resztą i teraz mamy na sztuki w wiaderku róże w wystawie.I zawsze jak idzie ktoś w gości,albo na jakąś rocznicę,to wpadnie do nas i kupi różę,czy kilka sztuk.Marcin pakuje w celofan i zawiązuje złotą wstążką,jak trzeba.Ale wtedy to pojechaliśmy wczesnym rankiem na giełdę kwiatową po róże i po tulipany.Kupiliśmy całe celofany róż i wiązki tulipsów.I idziemy z towarem do auta a tu Wojtek nagle się zgubił.Ja pakuję kwiaty do bagażnika i na tylne siedzenie co nie zmieściło się już w bagażniku.A tu patrzę a sam kwiat idzie w kierunku naszego auta.No bo Wojtek niskiego wzrostu a kwiat taki wysoki.Całą drogę pytałem go,po co on go kupował.Czy oby on na sprzedaż jest?Coś tam lakonicznie Wojtek pomruczał i tyle.W saloniku,jak siedzieliśmy cały dzień,tak chciano za niego dać nawet 100 złotych.Klientka mówiła,że sobie jeszcze kupimy.Patrzyłem na Wojtka,ale on powtarzał,że ten kwiat akurat jest nie do sprzedaży.I jak przyjechaliśmy wieczór do domu,to wtedy Wojtek mi dał go do rąk z wyrazami największych uczuć.Takie trzy już w tej chwili serca czerwone.Pięknie to się prezentuje.Lubię na niego popatrzeć sobie.Tu znowu jest drzewko oliwne.To kupili nam na odjezdne nasi przyjaciele w Izraelu.Czytałem w necie kiedyś,że jak będziemy o nie dbali odpowiednio,to jest możliwe,że będzie miało małe owocki w postaci oliwek.Nie wiemy tylko,czy czarnych,czy zielonych.Ale lat mu trzeba.A ta palma?Nie mówcie,że też z ziemi świętej przywieziona?-pytał Waldek.A to Wojtkowi się strasznie podobało,że na ulicach,na każdym kroku jest palma.Że u nas w Polsce tak nie ma.I płakał,że będzie mu tych palm brakować.Tak więc Rachel z Markiem kupili taką samą palmę,jak te na ulicach Tel Awiwu.Nawet nie wiemy jak się ona nazywa.Nie mniej przyjęła się.Tu na parapecie,obok drzewka oliwnego,jest żywy kamień/litops/Rodzaj kaktusowatego.Rzadko się go podlewa,bo on w sobie kumuluje wodę.I wyglądem i kolorem przypomina do złudzenia kamień.A to to już w Polsce,tutaj w OBI kupione.Takie jak pomalowane liście.Ta mała roślinka,to też z OBI.Wojtek,ale i ja też lubimy kwiaty.W sypialni jest zielistka.To taka trawa pnąca,która potrzebuje dużo wody.A tam gdzie śpimy,to lepiej nawet jak jest więcej wilgoci,niż suchy klimat.A jest na czym oko zatrzymać.Miłe.No proszę.Tutaj żydowski kącik.Tak.Posąg króla Dawida.Taki sam jak ten,przy którym staliśmy w Jerusalem.Świecznik chanuka.Jeszcze świeczki są i codziennie wieczór z końcem miesiąca palimy go,jak żydzi tam.Jarmułki mamy swoje.Prze ślicznie haftowane.Zabieramy je w sobotę rano,jak jedziemy na modlitwy do synagogi.Nie odmówimy naszym przyjaciołom.Obiecaliśmy im to,że oni tam a my tu,będziemy się za siebie modlić.No i znów pojedziecie?-pytał Marek.A gdzie by nie.Grosze płacą tym ludziom na preclach.Marcin też tam za wiele nie dostanie w tym saloniku.To stać ich będzie na taki wyjazd.Na cudzych plecach pojadą tam.Co my sobie możemy tylko w telewizji zobaczyć,albo pomarzyć-dodał Waldek.Spierdalaj kuźwa z tą twoją zazdrością!-krzyknął Marek.Ciężką kuźwa pracą dorobili się tego wszystkiego!A że sobie pojadą za granicę,to nic dziwnego!Przeciętna rodzina dzisiaj raz do roku wyjeżdża choćby na dziesięć dni poz granice kraju na wypoczynek!To już normalką się staje!Ale co to za wyjazd!Jak siedzą tylko ludzie na plaży i tyle!Bo trzeba opaleniznę pokazać w Polsce!Oni to chociaż zwiedzili kawał świata!W tylu miejscach co oni byli,to nikt!I kosztowali potraw koszernych,napojów koszernych!A i na świętowaniu szabatu z żydami byli!I pod samą ścianą płaczu byli!Na ścianie masz zdjęcie ich z pod samej ściany płaczu!Przepiękna wyprawa!My jak zrobimy mały remont,to też będziemy zbierać kasę na wyjazd z nimi do ziemi świętej!A co!?Nie możemy!?Inni cały świat zjeżdżą,zwiedzą,to my przynajmniej zobaczymy miejsca związane z życiem Jezusa!Jak żydzi mają coś takiego,że przynajmniej raz za całe życie żyd musi być pod ścianą płaczu,to my raz za całe życie,będziemy w Betlejem,czy Bazylice grobu Chrystusa!Ile oni razy nie dospali!Ile razy nie dojedli.a ile biedy przeszli,nim doszli do takiego poziomu,co dziś!Ty przyjdziesz po pracy do domku i kapciuszki i telewizorek a oni wciąż muszą myśleć,to o tym,to o tamtym!Też tak mamy!Coraz mniej czasu jest na prywatność!Jest większy pieniążek,to fakt!Ale jakie poświęcenie!…Wiemy to na własnej skórze!-ciągnął Marek.A kto im każe?Mogą wrócić do sklepu do nas-odpowiedział Waldek.A dlaczego mają wrócić!?Że co!?Że chciałbyś,żeby dorównali tobie!?-odparł Marek.To ty dorównaj z Maćkiem im!Pokaż,że cię kuźwa stać na więcej niż zazdrość!Dobrze że mają takich przyjaciół żydów,to zawsze im poradzą coś,chociaż tam jest inna mentalność i inna rzeczywistość niż tutaj!Ale dobrych rad nigdy za wiele!A i paczkę jakąś im poślą!Fajnie jest mieć takich ludzi!Ale gdyby nie ja,to Wojtek siedział by w tej Ukrainie i dalej biedę klepał.I nie poznał by Mariusza-odpowiedział Waldek.Tylko że gdyby nie Mariusz,to nie pracował byś tam,gdzie pracujesz!To on tam był kierownikiem zmiany i nagrał ci pracę!I Wojtek wtedy też tam został przyjęty!I długo potem o nim pozytywnie ten huj szef mówił!Jak o nikim,kto odszedł!I ja tam pracowałem!Tego nie bierzesz pod uwagę!?Bo po co!A zapytaj się ich,jak to zrobić!Jak wy moglibyście to zrobić!?Zróbcie taki kawał katorżniczej roboty jak oni,wtedy my wam będziemy zazdrościli!-wykrzyczał Marek.Dobrze.Spoko.Jutro jedziemy do hurtowni po liquidy i po akcesoria do e-papierosów.Jutro Marek masz do nas zadzwonić i umówić się na spotkanie.Będzie miła niespodzianka już na gwiazdkę-odparłem.Jaka?Ale przecież jeszcze przed świętami się będziemy widzieli…Ba.Nawet w same święta,możecie przyjechać do nas.Ale wy będziecie mieć gości…To tak nie wypada…Macie w drugi dzień świąt zadzwonić,że jedziecie do nas i guzik mnie to obchodzi!-wykrzyczał Wojtek.Tak jest pani szefowa,czy jak to było…myszko złota!TYLE!

PAMIĘĆ NIE UMARŁA,CHOĆ TYCH LUDZI JUŻ NIE MA Z NAMI.

Polska właśnie  jest krajem,gdzie cały czas są jakieś rocznice,jakieś święta.A to nie tak dawno było święto zmarłych.Potem 11 listopada i święto niepodległości.Później dzień zakończenia powstania warszawskiego.To znowu 6 grudnia i świętego Mikołaja.A wczoraj dzień ogłoszenia stanu wojennego.Teraz znowu w dniu moich urodzin kolejna rocznica będzie.16 grudnia rocznica masakry w stoczni gdańskiej.I już za 10 dni mamy święta.Nie wiem,ale jesteśmy chyba jedynym krajem na świecie,który tak hucznie obchodzi każdą ważną rocznicę w swoim kraju.Wydawać by się mogło,że za dużo jest tego świętowania i tych rocznic u nas w Polsce.Ale przecież to historia zatoczyła tak różnorakie kręgi w swoich dziejach.Tak wiele przeszliśmy w życiu jako naród,że trudno nam wymazać to z pamięci.I trudno też nie opowiedzieć tych historii młodemu pokoleniu a tym bardziej naszym dzieciom i wnukom.Wojtek kiedyś usłyszał od Ukraińskiej,młodej dziewczyny z Majdanu,takie ważne zdanie.Zdanie,które zapadło nam do końca życia w pamięci.”Syn,który kocha swoją matkę i przyznaje się do niej,jest dobrym dzieckiem.Który pamięta o niej,jest wspaniałym dzieckiem.A który nigdy jej się nie wyrzeknie,jest prawdziwym patriotą.Patriota,to jak dobre dziecko,zawsze przyzna się do swoich korzeni i do swojej matki.Nawet za najwyższą cenę”.Dlatego pamiętamy o tych wszystkich rocznicach.Nie mniej żal się robi,kiedy jeden z opozycjonistów solidarności wtedy mówi,że dobrze,że wywalczyliśmy wolność,bo dzisiaj ja i moja rodzina,ma niezależność i jest kimś.A to nie pozwala mu stanąć obok swoich byłych już kolegów z solidarności z którymi walczył.Bo oni muszą dalej z PiS-em walczyć a on już nie musi,bo wszystkiego się dorobił,co w latach 80-ych było by nie możliwe.Przykre to.Najchętniej dziś ja,jako szeregowy członek solidarności w tamtych czasach napluł bym mu w twarz.Bo przecież te wszystkie rocznice i ta 13 grudnia,to rocznice całego solidarnego narodu polskiego.Tych milionów członków NSZZ SOLIDARNOŚĆ wtedy i obecnych członków.Bo nie ma dwóch związków zawodowych SOLIDARNOŚĆ.Jest jeden związek,który wciąż walczy o godność robotnika i o te niespełnione postulaty z pośród 21XTAK.A że karierowicze,mają już na tyle zapewniony byt,że nie chce im się już dołączyć do tych walczących,to tylko pokazuje,jak bardzo potrzebny jest taki marsz PiS i SOLIDARNOŚCI.Otwiera oczka tym dorobkiewiczom z solidarności kiedyś i uświadamia im,że oni mają już wszystko a inni prawie nic,albo nic.Człowiek dalej będący sercem z solidarnością,nie może nie poprzeć tego marszu.Bo choć mamy już wolność,to jeszcze nie wszystko.Bo gdzieś po drodze do tej wolności zgubiliśmy swoich kolegów i przyjaciół i brać robotniczą.To właśnie teraz trzeba by ją odszukać i przeanalizować z nią wszystkie postulaty NSZZ SOLIDARNOŚĆ i pracować nad tymi,które nie zostały spełnione.Wczoraj padło pytanie,czy dziennikarze,mają prawo iść z PiS-em w marszu?Ich sumienie nie pozwala na siedzenie w domu i milczenie.Ich duch solidarności każe im dołączyć do tych ideałów,którymi żyli ich rodzice wtedy a którymi oni teraz żyją.Bo to rodzice uczyli ich drogi do wolności.Wojtek właśnie wczoraj przypomniał sobie swoją kochaną babcię.Pamięta zimę straszną i trzaskające mrozy.Szedł do niej ponad 2 godziny pieszo.Co kawałek zatrzymywany przez wojsko rosyjskie i milicję.Gdzie towarzysz obywatel zmierza?Co jakiś krótki czas padało takie pytanie.Ale on zmierzał do niej,bo ona zawsze załatwiła jakieś materiały z solidarności z Polski i czytała mu.Uczyła go drogi do wolności.Pamięta to doskonale dziś,kiedy ksiądz przyniósł jej za konspirowany z lekka pomięty TYGODNIK SOLIDARNOŚĆ.Babcia uczyła go polskiego języka.Czytała na głos o kolejnych internowanych w Polsce działaczach opozycji.Pamięta do dziś,że mimo że nie wolno było wtedy mówić o solidarności w Polsce,to ona i tak o niej mówiła.Zagłuszone silnikami samolotów RADIO WOLNA EUROPA,RADIO LONDYN,RADIO KOLONIA.Czy wreszcie niedzielna msza święta z kaplicy watykańskiej w RADIU WATYKAN.Przemówienia papieża Jana Pawła II,kazania ks.Jerzego Popiełuszki,czy prymasa tysiąclecia.To wszystko,czym zainteresowała go babcia.Wieczorem pamięta,że klęczeli przy oknie.Na parapecie była zapalona z konspirowana z Polski świeczka stołowa i zapalona.W ręku trzymała babcia różaniec i na głos po polsku odmawiała kolejne jego części.Na koniec śpiewano po polsku:Boże coś Polskę i wyciągano palce na V.Dziś,kiedy staje nad jej grobem razem ze mną.Płacze.I woła:Babciu.Ty nie doczekałaś wolnej polski i wolnej europy.Ale dzięki twojej modlitwie też,ja żyję w wolnej Polsce.Dziś już mogę na głos czytać ten TYGODNIK SOLIDARNOŚĆ.Dziś mogę mieć wspaniałego faceta i mieć lepiej w życiu.Nie muszę walczyć,strajkować.Nie wiem co jeszcze.A że na Ukrainie nie ma wolności,takiej jak w Polsce?No bo świat się za bardzo długo bawi z Rosjanami,albo po prostu ich boi.I dlatego tak jest.Ale ja żyję w wolnym kraju-Polsce i jest mi dobrze.Wymodliliśmy razem babciu przyszłość dla mnie.Dziękuję!Tak jest zawsze,kiedy siedzi na granitowym nagrobku babci.Najpiękniejszy z pośród tych walących się i zapadających grobów.To taki podarek od niego dla babci,którą kochał i kocha nadal nad życie.Pomimo,że jej już nie ma wśród żyjących,to zawsze jest w jego sercu.Zawsze kiedy o niej mówi,to w pamięci ma ten obrazek,kiedy siedzieli na starej pryczy razem i czytali TYGODNIK SOLIDARNOŚĆ.Więc jak dziś liberałowie z PO mówią o tym marszu PiS-u,to on,chciałby mnie zabrać do Warszawy tam do nich i powiedzieć,że wypełnia testament swojej babci Ukrainki.Że czuje się dalej członkiem solidarności.Że pomimo iż żyjemy już w wolnym kraju,to dalej przyznajemy się do tych ludzi z przed lat.I dalej te ideały nosimy w swoim sercu.Nie ważne staje się być,że jesteśmy gejami.Ważne,że nie zatraciliśmy matki i jesteśmy dobrym jej dzieckiem.Wiadome jest,że nie stać nas,jako społeczeństwo na świętowanie tak ciągle jakiś rocznic.Z resztą byłoby to nawet trochę chore,że stale tylko święta.Ale zapomnieć nam nie wolno o tych wydarzeniach z przed lat.Trzeba je przypominać,takie,jakie one były.Odtwarzać tamte wydarzenia z przed lat w różnych inscenizacjach.Pokazywać filmy o tamtych czasach.Wczoraj oglądaliśmy na tvn film JENIEC.Bardzo wzruszająca opowieść o stalinowskich czasach i więzieniach na dalekiej syberi.To ten wątek właśnie,co zatuszowała władza w Rosji.A który my,jako naród z patriotycznego obowiązku i z pamięci o tych ludziach,dla wielu przecież bliskich odsłoniliśmy.Ludobujstwo!Barbarzyństwo!Cynizm!Brak czysto ludzkich cech!Nie wiem co jeszcze możemy napisać,po obejrzeniu wczorajszego filmu.Łzy lały się nam jak grochy.To do takich praktyk nie ludzkich byli zdolni Rosjanie?Szkoda,że ten film,emitowano tak bardzo późną porą.Może jakaś stacja telewizyjna pokusi się o nadanie go jeszcze raz,ale o 20-ej w święta.To w małej pigułce lekcja historii o tamtych,stalinowskich czasach.Warta doświadczenia.Bo ten film się nie ogląda a doświadcza.Emocjonalnie doświadcza.Doświadcza wewnętrznie.I jak ktoś będzie wył na cale mieszkanie z bólu,takiego samego jak ci jeńcy,to znaczy że zrozumiał historię.Prze piękna historia.Ale tak było naprawdę.Dokładnie tak panie towarzyszu Putin i panie towarzyszu Miedwiediew.Życie. :cry: :cry: TYLE.

TO SIĘ NAZYWA ZŁOŚLIWOŚĆ RZECZY MARTWYCH W NAJBARDZIEJ NIEOCZEKIWANYM MOMENCIE.

Witamy.To się nazywa złośliwość rzeczy martwych w najbardziej nieoczekiwanym momencie.Właśnie chwilę temu Wojtek wrócił z saloniku z dwiema grzałkami  do naszych, e-papierosów.Już tak słabiej grzała mi grzałka.Wojtek też to odczuwał,ale jeszcze grzała.Więc mówię sobie,że nie ma takiej konieczności,żeby już wymieniać.Będziemy w poniedziałek w saloniku a nawet jutro,to sobie weźmiemy.A tu okazało się,że po 20-ej mnie nie grzała już grzałka i nie mogłem zapalić papierosa.W końcu i Wojtkowi padła grzałka.Wyjąłem paczkę normalnych Malborasów.Odpaliłem jednego i od razu mnie zaczęło dusić.I ten nie przyjemny smród zwykłego papierosa a raczej tych substancji smolistych,co dają takiego kopa.Fe…Po kilku machach dałem Wojtkowi.On pociągnął dwa razy i zgasił go natychmiast.Zebrał się i pojechał autem do saloniku po grzałki.Już ósmy miesiąc palimy e-papierosa.To jest przyjemność palenia.Na początku kupiliśmy od nas ze saloniku jednego e-papierosa i liquid  bez dodatków smakowych,18 mg.nikotyny.No bo na początku musi on do złudzenia przypominać nam papierosa.I tak nie do końca przypominał,bo nie było tego kopa,co w papierosie.Ale dostarczał nikotynę do organizmu i zaspokajał głód nikotynowy.Na początek wystarczy 18 mg.nikotyny.Nie potrzeba więcej mg.Pewnie.Mamy 24 mg.też,ale dla osoby,co pali czerwone papierosy,to wystarczający jest liquid sama nikotyna 18 mg.Fakt,że nie podpalaliśmy sobie normalnymi papierosami a paliliśmy tylko e-papierosa.Potem kupiliśmy drugiego papierosa dla Wuwu i po dwie grzałki do każdego papierosa.No bo ja  w tym samym czasie chciałem zapalić,co i on.A był tylko jeden papieros.Więc każdy teraz  ma swojego papierosa.Ja mam swojego z taką beczułką atomizerem o dużej pojemności a Wojtek ma srebrnego z takim elipsowatym okienkiem.Ale i tak za jakiś czas będziemy pewnie testować innego papierosa,żeby móc powiedzieć więcej klientowi na temat nowego modelu.A właściwie nie tyle klientowi,co Marcinowi,który siedzi u nas w saloniku.Wiadomo,że teraz,kiedy już przywykliśmy do e-papierosa,to możemy sobie pozwolić na smakowe liquidy.Z resztą Wuwuś mnie i siebie jednocześnie rozpieszcza.No bo ostatnio wziął z saloniku P1 liquid 18 mg.o smaku Mango.Mówiłem mu,że to nie będzie to samo co LIQUIN.P1 to taka tandeta,dla osób o nie zamożnych portfelach.Ale okazało się,że jest fajny i z przyjemnością się teraz pali papierosa.Taki lekko słodkawy posmak w ustach.Nie ma tego śmierdzącego kopa.Liquid warty polecenia!Do tego nie jest za gęsty,więc nie obkleja szybko grzałki,skracając jej żywotność.Bo standardem jest wytrzymałośc grzałki 2,5 tygodnia.Nie krócej.No,ale są klienci,co mówią,że liquid musi być gęsty,to wtedy wystarcza na dłużej.Ale co z tego,że trochu dłużej popalisz,jak za niedługo będziesz miał grzałkę do wymiany.A po drugie,to po co przepłacać.Wiem,że ludzie pytają o MILD liquidy,czyPROVOGUE.Ale my przetestowaliśmy na sobie dwa rodzaje liquidów a nawet trzy.DR.JACK,to sama woda i do tego nie smakował nam.Praktyczny,bo zamiast plastykowego dziubka,ma igiełkę przy buteleczce i nie zaleje się grzałka,podczas zapełniania zbiorniczka olejkiem.Ale i tak trzymamy ukośnie papierosa,wlewając liquid.Więc nie ma możliwości zalania grzałki.Do tego jest skala namalowana i widać dokąd trzeba wlać.Spoko.Zapasową grzałkę w pełni naładowaną zawsze mamy w zapasie w samochodzie.Bo dobrze,żeby takowa była,bo w razie całkowitego wyładowania grzałki w papierosie,wykręcam wyładowaną a wkręcam w jej miejsce w pełni załadowaną,zapasową.Mamy zamiar dać Markowi w niedzielę,jka będzie z Błażejem u nas e-papierosa z całym kompletem i liquid 18 mg. z samą nikotyną.No bo tak nie raz prywatnie rozmawialiśmy o różnicy między e-papierosem a normalnym.I on tak się zastanawiał,czy oby on wytrzymał,te kilka dni bez normalnego papierosa.Bo jak to przetrzyma,to dalej już poleci.Spoko.Dużo nam z Błażejem pomogli i pewnie jeszcze nie raz nam pomogą,więc nie będziemy płakać,że daliśmy mu gratis.Z resztą sam Wojtek zaaprobował mój pomysł prezentu już na gwiazdkę mu.I niech tak zostanie.Po 21-ej wrócił Wuwuś z grzałkami.Uf…Jednak to jest nałóg.Bo szybko kazałem mu założyć nową grzałkę i nalać liquidu do zbiorniczka.I jaka ulga.A ja porozmawiałem z Markiem i Rachelem na video skypie.Chłopaki wogóle mówią,żebyśmy rzucili palenie.Dla własnego zdrowia,ale przede wszystkim dla kasy,którą przepalamy.I te zaoszczędzone pieniądze wydać na wyjazd i pobyt w Izraelu.Propozycja warta głębszego zastanowienia.Ale wątpię,czy my będziemy w stanie.Raczej to mało prawdopodobne.A w końcu nic na P?Ani papieros,ani piwo,ani pieprzenie…To chyba nie w tym wieku,tylko później trochę.Na razie możemy,to korzystamy,dopóki możemy.Spoko. :-D :-D Myślałem,że jutro sobie pośpimy dłużej,ale obiecałem chłopakom,że będziemy na modlitwach w synagodze o 9-ej rano,więc będziemy.Wojtek też nie w humorze,bo chciałby sobie trochu dłużej pospać.A;le słowo się rzekło,to koniec.Potem pójdziemy na mniamśne,wypasione zapiekanki do rondla.To już taka tradycja.Podjedziemy na stoiska z preclami i do saloniku pewnie też.A potem już będziemy brać się za porządki.Teraz Wojtek włożył do piekarnika brytfankę na całą objętość piekarnika z drożdżowym ciastem z jabłkami na wierzchu.I tak słuchamy jeszcze rmf.MAXXX,więc nie pójdziemy zaraz spać.Od czekamy jak ciasto się upiecze.Nie omieszkamy spróbować go,zaraz po upieczeniu.Tawarisz jak znam życie,to będzie chodził i wąchał drzwi od piekarnika i przychodził do nas z informacją,że tam piecze się ciasto.Potem też kłapnie kawał ciasta i położy się na swoim posłaniu. :-D :-D Marcin z Michałką,mieli jechać na ten weekend do Zakopca,ale przestraszyli się tego huraganu i odwołali wyjazd.My też dawno nie byliśmy w tatrach.Ale mnóstwo obowiązków uniemożliwia nam wyjazd.Nadrobimy to jeszcze po nowym roku.Spoczko. :-D :-D Waldek z Maćkiem,też się zapowiedzieli w niedzielę.To znaczy tyle,że będzie rząd ludzi u nas.I znowu waldek będzie chodził po całym mieszkaniu i zazdrościł nam wszystkiego.Ale oki. :-D :-D Rodzice na przyszły weekend już przyjeżdżają do nas i będą do sylwestra.Wczoraj wyjęliśmy list ze skrzynki od nich.Wojtek już planuje zakupy na święta i prezent dla mamy pod choinkę.Cieszy się z faktu,że będzie mógł się przytulić do mamusi i porozmawiać z nią o sytuacji na Ukrainie i o domu w którym się wychował.Już nie może się ich doczekać.Święta tego roku organizujemy w domku.Tak chcieliśmy.Ale dobrze by było,żeby Marcin z Michałką na przyszły weekend się wybrali do Zakopca,to by nam kupili dwa pstrągi przy Kuźnicach na świąteczny stół.To już taka nasza tradycja.Pstrąg z migdałami i rodzynkami smażony.Ale i barszcz czerwony ze śp.Maćkiem Kuroniem i inne specjały.Choinkę żywą,to kupimy tuż przed świętami,żeby dłużej wytrzymała po świętach.I ten zapach naturalnej choinki…Las w domu…I ta atmosfera…I w ogóle… :-D :-D  TYLE.