Miesięczne archiwum: Kwiecień 2015

DZIŚ TO CAŁY DZIEŃ PRAKTYCZNIE BYLIŚMY POZA DOMEM,ALE CO WAŻNE,TO MAMY Z GŁOWY.

Uf..Cały dzień praktycznie byliśmy poza domem,ale co ważne,to mamy z głowy.Najpierw pojechaliśmy z Tawariszem do weterynarza.Ale psisko nie chciało tam wejść.Wspierało się na łapach i skuczało.To smutne spojrzenie.Ale Wojtek go pogłaskał,wycałował w futro i wszedł z nim do gabinetu a ja zostałem w poczekalni.Po prawie pół godzinie wyszedł z nim i z książeczką zdrowia.Najważniejsza rzecz,to książeczka.Potem opłata CIT i biuro sprzedaży biletów LOT.A potem pojechaliśmy do saloniku,odebrać faktury z dostaw towaru i zabrać papierki.Z tamtąd objechaliśmy stoiska z preclami.Nawet te obwarzanki schodzą.Pewnie że zawsze mogło by być lepiej,ale jest nie źle.Potem wdepliśmy do Marka do kiosku.Pół godzinki zleciało.Bo a to Wuwuś przekładał niektóre produkty na witrynie.To znowu oglądał faktury im.A i zagadał z Markiem.Marek nie wiem czemu zazdrościł nam wyjazdu do Tel Awiwu.Ale super wam..Odpoczniecie..Nabierzecie sił do pracy..Ładny mi odpoczynek,kiedy trzeba będzie kontynuować podróż po Ziemi Świętej.Nie będziemy leżeć codziennie na plaży i kąpać się i wygrzewać na słońcu.Nie po to się tam jedzie,żeby leżeć jak na Miami,ale żeby zobaczyć kawałek ziemi Mojżesza,Jezusa i króla Dawida.Nawiedzić miejsca w których był Jezus,czy Mojżesz.Zobaczyć jak żyją przeciętni żydzi.Czym handlują na bazarku i jakie smakołyki można u nich zjeść,czy wypić.A poza tym Rachel i Mark umówili nas na wizytę z zacnym profesorem medycyny,chorób zakaźnych.Tak więc będziemy całe dnie na nogach,to jaki odpoczynek.I znowu Tawarisz będzie ze smakiem jadł świeży kawałek mięsa,takiego prosto z rozbioru.A po kilku godzinach leżał zmęczony na trawniku i skuczał a pod koniec dnia skuczał,że bolą go łapy.Czekamy już na piątek,dzień odlotu.Chcemy zobaczyć miejsca,które jeszcze nie widzieliśmy.Oczywiście zachłysnąć się kulturą żydowską.I pewnie znowu przywieziemy jakieś pamiątki z Izraela.I znowu jakąś egzotyczną roślinkę,która rośnie tam w rozmiarach maxi a u nas w pomniejszonym wydaniu będzie rosła w doniczce.Palma z Ziemi Świętej przyjęła się u nas.Już z Wojtkiem ją z wiosną przesadziliśmy do dużej doniczki.Tak samo drzewko oliwne.Zawsze kiedy patrzymy na nie,to przypomina nam miejsca na ulicy,gdzie rosło i ta palma,które można co kawałek spotkać na drodze.Spoczko.Wojtek teraz śpi z tym nowym smartphone.Trzyma go cały czas w ręku.Mówi,że ma zaufanie do NOKII.No na razie się nie zawiódł.Nie wiem,ale mnie jakoś by brakowało obrazka na cały ekran jako tapety.Bo ja tak lubię mieć na tapecie smartphone Wojtka najnowszą fotkę i kiedy patrzę,czy dzwonię z koma,to sobie patrzę na niego.A jemu się podobają te kwadraciki z aplikacjami na ekranie.Że nie musi wchodzić w menu telefonu,chcący coś znaleźć.Nie wiemy tylko,jak muzę na karcie pamięci a właściwie utwór ustawić jako dzwonek telefonu.Bo tam inaczej niż u mnie w Sony Xperia E4.Nie mniej każdej osobie powtarza.Przelicz,ile kasy w skali miesiąca wkładasz w koma za pomocą kuponów dolądowujących,czy kart zdrapek?Jak wyjdzie ci kwota 40 zeta,to znaczy,że lepiej ci będzie wziąć pachnącą taśmą produkcyjną fajną NOKIĘ i przez dwa lata wypłacać ją i aktywować plan taryfowy nielimitowanych połączeń do wszyskich sieci i plan nielimitowanych esów do wszystkich sieci ważne przez miesiąc czasu niż stale myśleć o doładowaniu koma,czy sprawdzaniu stanu konta.Spoko.Kiedyś tam też tak miałem,że nowa rzecz była najważniejsza dla mnie i wszędzie ze mną była.teraz jakoś mi to przeszło.Też mam nowego smartphone Sony Xperia E4,ale podchodzę do niego normalnie.Traktuję go jako przedmiot powszechnego użytku i tyle.Ale Wuwuś musi się nią nacieszyć.Sliczna jest tak,że kazał mi jej zdjęcie zamieścić na blogu.microsoft-Lumia-435-dual-simOn jest nią podjarany a mnie nie przekonuje ona jakoś..Nie wiem.Może się mylę?Brakuje mi tapety na cały ekran jak w każdym smartphone.OKI.Jeszcze Wuwuś przyniósł dwie salaterki dla mnie i dla siebie sałatki i kilka krakersów LAJKONIK.Skoro przyniósł i pocałował mnie i powiedział smacznego,to nic mi nie pozostaje,jak tylko skończyć pisanie blotki i zabrać się za jedzenie.TYLE.

ZASTANAWIAMY SIĘ,PO CO TYLE JEDZENIA ŻEŚMY NAKUPILI,JAK W PIĄTEK ODLATUJEMY NA MIESIĄC DO IZRAELA.

Witajcie.Chciałem w kuchni coś porobić,to mi nie pozwalają.Wyganiają mnie z pilotem w ręku do saloniku i każą odpoczywać.Nie umiem tak.Ja jestem nauczony coś robić a nie tak bez czynnie siedzieć,czy leżeć.Mariuszek mój teraz smaży kotlety mielone.Z 2 kilogramów mięsa mielonego,to wyjdzie dość ich.Jeszcze jest karkówka z zamrażalniku,filety z indyka dwa,pokrojony w plastry wiejski schab z żydowskiego rondla,który nigdy nie będzie się równał schabowi z marketu,czy masarni.No poza ceną 24 złote za kilogram.Ale jak ten surowy schab pachnie świeżością.A usmażony kotlet już,ma zupełnie inny smak.Ale wiem,ze wielu z was patrzy na cenę towaru.To rzecz zrozumiała dla mnie jest.Bo w Polsce nie zarabiamy tyle,co za granicą.Ale pocieszę was,że na Ukrainie zarabiają jeszcze mniej i bardzo,ale to bardzo drogie jest życie w stosunku do pensji tam.Ale ja zawsze mówię jak mój kochany,że na wszystkim można i trzeba z rozsądkiem oszczędzać,ale nie na jedzeniu.Można chodzić w tych ciuchach co się ma i nie cudować,ale na zdrowiu i na jedzeniu można zaoszczędzić,ale potem się wyda na lekarza i na leki i powie nie warto było.Z resztą teraz to Mariusz aż tak się przejął moim zdrowiem,że staje się powoli nad opiekuńczy.Nie wiem,co ja mam zrobić.Wiem,że wirus HIV we mnie siedzi i będzie zawsze już.Że przeżywam trudne chwile teraz w życiu.Depresja,załamanie kompletne.To już mam za sobą.Mariuszek był ze mną cały czas i nawet na krok mnie nie opuścił i nie pozwolił mi się zabić.A chciałem oszczędzić mu kłopotu i tego że będę dla niego ciężarem,kulą u jego nogi.Nie ma słowa przekonania dla niego.On nie chce słyszeć słowa zabiję,tylko patrzy na wyniki badań krwi i porównuje z lekarką te kiedy dowiedziałem się o HIV i te teraz wykonane i mówi mi,że wszystko się podnosi.I że członek też mi się podnosi dość często.Że to oznaka powrotu do zdrowia.Jak ktoś ma takiego doła,to dobrze,jak najbliższa osoba wtedy jest przy nim.Wiele pytań na które on musiał mi odpowiedzieć.Zapewniał mnie,że nie opuści mnie i tak było i jest.Do tego nasi przyjaciele tu w Krakowie i tam w Izraelu.Wspierali mnie na ile mogli i dalej wspierają.Budujące to.I zmiany w menu.Wiecej sałatek i kompotów owocowych i koktajli i samych owoców.Mamy jeszcze na kolację krewetki koktajlowe w woreczku.Dla wielu pewnie znaczą tyle co FUJ..Ale my mamy patent na to,że nie czuć w efekcie końcowym zapachu ryby i ze smakiem się zje.A o wiele więcej mają fosforu niż same ryby,więc ze smakiem się je zje.Tawarisz je z nami je,więc myślę,że dobre są.Już jutro jedziemy zakupić bilet na samolot.Chłopaki w Ziemi Świętej już odliczają dni.My tak samo.Wiele już widzieliśmy,ale nie wszystko jeszcze.Poza tym,to oni i Mariusz szukają rozwiązania na ten wirus HIV.Myślę,że wybitny profesor medycyny z dużym doświadczeniem zawodowym i do tego żyd,to znajdzie.Wątpię.Jeden Pan Bóg wie,ile mi życia pozostało a ile zdrowia.Jemu się oddam w jego ręce.Na Ziemi Świętej jest on obecny namacalnie.Można go dotknąć,włożyć palec w jego przebity bok,złapać go za rękę i powiedzieć Jezu chodźmy.A do tego jeszcze mądry żydowski Mojżesz,który wyzwolił z niewoli Egipskiej naród żydowski zaradzi i żydowski król Dawid.Symbole wiary,które widzimy na co dzień tam,dają nam nadzieję na lepsze i na poprawę.Dziś jeszcze jedziemy do Michała na lekcje angielskiego.Musimy,chcemy.Bo łatwiej jest nam tam chodzić i zwiedzać i robić zakupy wszędzie.Nie pokazujemy palcem jak kiedyś Polacy na bazarku.Pokazywali palcem i mówili: One kilogram to.Ubawili nas.Tam wszystkie owoce są na sztuki sprzedawane.To nie Polska.Ale w ogóle po co tacy tam jadą,jak nie znają angielskiego.Wcześniej by zainwestowali w naukę języka angielskiego a potem zabrali jeszcze jakieś kieszonkowe a nie tak tylko chodzą i zazdroszczą.Nie zazdroszczę nikomu niczego.Zawsze mówię,ze trzeba włożyć na maxa siebie i uparcie iść do przodu i nawet na minutę nie przystanąć.Przystanąć,to ty możesz idąc w tatry szlakiem,bo prześliczna przyroda przed tobą i piękna panorama tatr.Ale nie w życiu.Włóż swoje serce w to co robisz i niech tobie zazdroszczą a nie ty komuś.Zastanawiam się tylko,po co nakupowaliśmy całą lodówkę jedzenia,jak my jedziemy.Mariusz mówi,że wędlinę i serki to się zje.A mięso zostanie zamrożone i nic mu nie będzie.Ale ja przekonam Mariusza do tego,że Błażej z Markiem w zamian za pilnowanie naszego mieszkania i podlewanie ślicznych kwiatów,będą wyciągali z lodówki co tam będą chcieli i po swojemu przyrządzali i jedli.Nie chcą kasy za pilnowanie mieszkania i samochodów,to tak im zapłacimy.Nie ocenieni są chłopacy.Marek wreszcie dojrzał do tego związku z Błażejem.Ja Markowi powiedziałem,że czas na skończenie żartów.Bo Błażej się zakochał w nim,takim jaki on jest.Tworzą taki koloryt,ale ile można.Życie nie składa się tylko z samej zabawy i żartowania,ale z rozsądnego myślenia i obowiązkowości.No niestety.Jak ktoś tego nie zrozumie,to będzie wciąż biedny.Brutalne to życie.Trzeba w nim po trupie,po ludziach przeć łokciami po swoje.Ale jak już tak trzeba,to chociaż dla dobra rodziny i partnera,który jest dla ciebie rodziną.Żartować i śmiać się będziesz wtedy,kiedy będziecie osiągać sukcesy i pomału się rozwijać.Co do tego rozwijać,to Rachel i Mark wciąż dodają wiele mądrych spostrzeżeń.Wykorzystujemy je w życiu.Ale cieszy nas,że już stać ich było na wynajęcie dwóch pokoi z kuchnią jasną i łazienką a nie siedzą już w garsonierce ciasnej.Ale trzeba,żeby Marek dołożył się na równi do Błażeja z pracą i postawił sobie za cel własne mieszkanie,tak jak myśmy to kiedyś zrobili.A potem może samochód swój.No bo nic z tego prawka które Błażej robi,jak nie ma samochodu u nich w domu.Możemy się dogadać co do sprzedaży starego auta naszego.Ale na pewno nie za pół darmo to będzie.Zobaczymy co oni wymyślą.Na razie dziś otwarli kiosk i walczą tam.Nie ma dużo dziś tam ludzi,bo to niedziela i wszyscy są skupieni wokół rynku i wawelu.Ale zawsze coś uciągną.Nie wysiedzą i nie wyleżą tego w domu.POZDRAWIAM WSZYSTKICH CZYTAJĄCYCH NASZEGO BLOGA.Wojtek.

WARTO PRZELICZYĆ,ILE WYDAJE SIĘ NA DOŁADOWANIA KOMA W SKALI MIESIĄCA.

Obudziliśmy się dziś po 11-ej.Z trudem zwlekliśmy się z łóżka,ale trzeba było,bo Tawarisz już tańczył w około,że chce za potrzebą.Ubrałem się i poszedłem z nim.Przecież schorowany Wojtek ma prawo sobie jeszcze poleżeć w łóżku.Jak wróciłem,to jeszcze rozebrałem się tooples i przylgnąłem do mojej stokrotki pod kołdrą.Prze miłe uczucie.I tak pocałowaliśmy się i rozmawialiśmy i na przemian.Rozmawialiśmy o tym,że w poniedziałek musimy pojechać do weterynarza z Tawariszem i uzupełnić jego książeczkę zdrowia przed wyjazdem.I że już w poniedziałek musimy podjechać pod biuro LOT i zakupić bilety już na przelot do Tel Awiwu na 1 maja na piątek.Że można by pomyśleć o funkiel nówka smartphone w sieci.No bo te smartphone mamy kupione w komisie.Chodzą bez zażutów,ale przecież warto przeliczyć,ile w ratach w skali miesiąca wydajemy na doładowania koma.Kiedy tak liczyliśmy,że 40 zeta wynosi nas uaktywnienie bezpłatnych połączeń i sms-ów na jednym numerze.Więc jak mamy myśleć o tym,żeby kupić doładowanie i doładować koma,to jednorazowo doładujemy te 40 zeta w tego koma i mamy cały miesiąc z głowy.A do tego ekstra smartphone.Wuwuś podsunął mi pomysła,wartego uwagi.Ale to dlatego,że on upatrzył sobie w sieci ORANGE SMARTPHONE NOKIA.Upatrzył jak upatrzył.Jak bym powiedział,że nie ma takiej opcji,bo są rachunki do zapłacenia,czy coś tam,to okay.Ale rozsądnie na to patrząc,to nie sposób się z nim nie zgodzić.Do NOKIA nic nie mam,poza tym,że SAMSUNG ma optykę jedną z najlepszych,bo KARLA ZEISSA i super aparat.Ale jakoś Wuwuś nabrał przekonania do NOKII,bo pierwszy jego telefon pół dotykowy,jaki mu kupiłem w komisie z telefonami,to właśnie pół dotyko wa NOKIA.Śmieję się tylko,że on wmawia mi,że NOKIA,to japoński telefon a nie koreański jak SAMSUNG.Pierwszym konstruktorem marki telefonów NOKIA był Japończyk.A teraz producentem jest Finlandia a nie Japonia.Nie mniej ma zaufanie już do niezawodnej NOKII.Więc nie będę mu sugerował nic innego i nie będę mu wciskał nic.A z resztą zarabia na nasz byt tak samo jak ja a nawet więcej niż ja,więc mu się należy.SPOKO.Rozplanowaliśmy jak zwykle dzień.Wpierw pójdziemy pod natrysk spoceni po nocy.Potem golenie i kosmetyka twarzy i ułożenie fryzurki Wojtka.Kiedy wyszliśmy z łazienki,to Wojtek pościelił łóżko i otworzył okno w sypialni a ja się zabrałem w kuchni za przyrządzanie śniadania i kawy puszczalskiej.Od razu się wymienia wodę w misce psu i wsypuje suchą karmę.I kiedy my jemy w saloniku śniadanko,to Tawarisz przynosi sobie suchą karmę i koło mojej nogi je.Po śniadanku wyszedłem jeszcze na dłużej z Tawariszem na dworze.Wybiegało się psisko z patykiem jak nie wiem.Byliśmy chyba za długo na tym dworzu,bo Wuwuś już zaniepokojony dzwonił za nami.Ale wszystko oki.Po prostu potrzebowało psisko trochę więcej ruchu,bo wciąż siedzi tylko w przedpokoju i tyle co chodzi po mieszkaniu,albo jedzie z nami na miasto,ale tam to tylko może iść równo koło nogi z obwarzankiem z solą w pysku.Zawsze się śmiejemy,że on trzyma łapą i gryzie go w saloniku i nadsłuchuje,czy mu chrupie w zębach,czy nie.Ostatnio Wojtek dał mu kawałek śląskiej kiełbasy i nawet mu smakowała.Plasterek szynki z kością położył mu na suchą karmę na misce i tak leżała do wieczora.I nie zjadł ani tego plasterka szynki i nawet suchej karmy.Wieczór wyrzucił do kosza wszystko i dokładnie umył miskę.Zapewne wyczuło psisko konserwanty i dlatego.Nie mniej kiedy wróciliśmy z dworza,to psisko od razu poszło na swoje posłanie.Wuwuś był już prześlicznie ubrany i pachnący i czekał już tylko na mnie.Od razu kazał mi zdjąć z siebie koszulę i zamienił ją na t-shirt z nadrukiem.Na to kazał mi ubrać czarną,trzy ćwierciową kurtkę skóro podobną.Popstrykał mnie na maxa oryginalnymi perfumami.Psisko tylko kichnęło kilka razy a my wyszliśmy.Kluczyki i dowód rejestracyjny i prawko wzięte?Wszystko mamy?Tak.Możemy?Oki.Pojechaliśmy wpierw z obowiązkami.Policzyliśmy banknoty w saloniku do wpłaty.Porozmawialiśmy dłuższą chwilę z Marcinem.Ale wszystko u niego i w saloniku w porządku.W piątek przywieźliśmy świeże róże i tulipsy z giełdy kwiatowej,to przez weekend zejdą nam i dopiero w poniedziałek będziemy musieli pojechać po świeże.E-papierosy jeszcze są.Liquidy też.Papierosy zwykłe dopiero w okolicy środy trzeba dostarczyć.Reszta jest.Nawet ruszył handel,bo pogoda dopisuje.Aż się chce żyć,kiedy za oknem widzi się słoneczko i na termometrze 21 stopni na plusie.Z precli pozbieraliśmy kasę.Potem tylko kiosk RUCHU został nam i tyle.Po niedzieli będziemy za panią siedzieć jeden dzień w kiosku,ponieważ pani ma załatwienie i musi nie przyjść.Ale nic się nie dzieje.Lubimy to co robimy,to spokx.Potem podjechaliśmy do banku z wplatą kasy na rachunek nasz i luzik.To co teraz?-zapytałem.Jedziemy na mega zakupy?Nie tylko na mega zakupy,ale przy okazji odwiedzimy salon ORANGE-odpowiedział Wuwuś.No…okay.Popatrzymy na oferty smartphone w ORANGE.Tylko popatrzymy…-dorzuciłem.Na razie wstępnie popatrzymy.Zajechaliśmy na parking przed galerię.Weszliśmy do środka.Od razu Wojtek kierował mnie do salonu ORANGE.Tam zagadaliśmy z bardzo sympatycznym,młodym panem.Już nie było odstraszającej klientów nie młodej baby.Taki burek z niej był.Teraz to na dzień dobry poczuliśmy się.W oczekiwaniu na swoją kolej,patrzyliśmy na smartphone w taryfie ZETAFON,albo MIX na kartę.Nie wiele tam na tych małych karteczkach było napisane.Ale kiedy doszła nasza kolej,to Wojtek zasiadł przed tym młodym panem,który do złudzenia przypominał geja.Modnie i elegancko ubrany i taka uprzejmość wielka…Dobrze.Usiadłem na boku salonu,ale Wuwuś od razu zaglądał za mną i wołał:Kochanie?Czy możesz pozwolić?Ale do czego ja ci tam potrzebny będę?…A jakoś inaczej mi jest zawsze,kiedy ty jesteś obok mnie.Proszę cię.Jakaś starsza pani z mężem opuściła salon ORANGE mówiąc,że pedalski sklep.Fuj!…Ja się zaśmiałem,że jej dupa już cmentarzem śmierdzi i też fuj.Ale każdego z nas to kiedyś czeka.Dobrze.Usiadłem obok Wojtka,który już oglądał NOKIĘ LUMNIĘ.Jak patrzyłem na te jego śmiejące się oczka do telefonu,to sam zacząłem się uśmiechać.Taka mała rzecz a cieszy-dodałem.No…Taka mała rzecz a tyle potrafi-dorzucił Wojtek.I do tego ma funkcję oszczędności baterii.Ale w tym smartphone masz aparat 8 MPX a tu tylko 5 MPX.To nie ważne są piksele w aparacie a ile milionów kolorów i odcieni ma aparat,bo to daje naturalne zdjęcia.Wie pan co?Nokia jest dla mnie wszystkim.I niech się najlepsze telefony schowają.Ale ty chciałeś mieć taki smartphone ala tablet-zapytałem.Ale taki ala tablet nie ma gdzie trzymać.Noszą tak kolesie w ręku na pokaz,bo nigdzie im nie wejdzie on.Dobrze.Pan tylko uśmiechał się do niego i patrzył jak on opowiada o nim prawie wszystko.No coż…Wyczytał wcześniej w necie wszystkie jego parametry.Od razu wyjął swój SIM z tamtego telefonu i przełożył do tej NOKII.Od razu ją uruchomił.Od razu sformatował ją pod siebie.SPOKO.To co robimy?=zapytał pan.No nic nie zrobimy,bo po pierwsze,to ja mam faceta,moją miłość obok.Po wtóre,to jestem stały w uczuciach i nie staram się zbaczać ani na chwilkę.A do tego miejsce publiczne.Wykluczone!Po prostu biorę tego smartphone w ofercie ZETAFON na doładowania miesięczne po 40 zeta i na 2 lata.pan wydrukował wszystkie formularze umowy.Wojtek przejrzał je i po podpisywał je.Starego smartphone włożył do pudełka z tej nokii.Wszystko do siatki orange.To jednego ma pan już z głowy.Teraz będziemy wspólnie się pocić nad drugim.Jak będzie za dużo pracy przy nim,to go udusimy i po problemie-zażartował Wojtek.Jak dobry facet jest,to było by go szkoda-dorzucił młody pan.A wie pan co?…Bardzo szkoda by go było.Prze kochany człowiek w moim życiu on jest i ma być.I jemu tak od serca trzeba wynaleźć smartphone.No nie wiem,co ten prze kochany pan by chciał.Ja?-zapytałem.Wyjść z tąd już najchętniej.No nie.Nie możesz ty być poszkodowany-dorzucił Wojtek.Pan pokazał w gablotce smartphone przewidziane do oferty ZETAFON.Wybrałem SONY XPERIA E 4.Co się później okazało,to już nie za złotówkę a za jednorazową opłatą sto kilka złotych.Wojtek…Bardzo,ale to bardzo poproszę go-krzyknął Wojtek.Wojtek…Nie będziesz nosił takiego pożal się Panie Boże złoma.Tyle samo ci wyjdzie,co mi jednorazowo wrzucając w niego kasę,co byś na doładowania z kiosku,zdrapki wydał w ratach.Przelicz sobie.Wziąłem w rękę ów smartphone i miałem ochotę go włozyć z powrotem do pudełka i oddać panu z powrotem.Ale Wojtek już wyjął tego smartphone złoma z mojej kieszeni i wyjął z niego i kartę pamięci i kartę SIM i przełożył do SONY XPERIA E4 i włączył go.No i teraz popatrz kochanie-dorzucił.Spoko.Ale aż sto kilka złotych trzeba dać…A poza tym jestem przyzwyczajony już do tamtego smartphone…To się przyzwyczaisz do tego tak samo jak do tamtego.Będziesz za dwa lata,tak samo jak ja mógł znowu wyczarować nowego smartphone,bo ci się z urzędu będzie należał.A tak zepsuje się ten co masz i wkładaj kasę w niego jak w skarbonkę.A w serwisach z telefonami za byle gówno liczą stówę i do tego wyjmą ci jakieś części i dalej będzie się psuł.A tak funkiel nówka.Wie pan co?Proszę tego złoma włożyć do tego pudełka a ten on już ma.I kartą mogę zapłacić?Jasne.Tak zblirzeniowo?Nie.Zblirzeniowo nie.Tradycyjnie.To musimy Mariuszek w domku zblirzeniowo,bo tu nie można.Ale okay.Wyszliśmy z salonu.Trochę byłem zły na niego,bo ten jeszcze jest dobry i nie trzeba było.Ale z Wojtkiem krótka piłka.Pochodziliśmy po markecie jeszcze dość długo.Bo my tak już mamy,że musimy pozaglądać tu i tam.Wziąć w rękę i pooglądać.I tak ponad 3 stówy poleciały.Ale przynajmniej na jakiś dłuższy czas mamy lodówkę zapchaną.To ten pozytyw.I tak koło 18-ej byliśmy dopiero w domku.Wojtek się położył zmęczony i włączył telewizor a ja zabrałem się za przyrządzenie obiadu a właściwie obiadokolacji.I tak zleciał nam dzień.Teraz tylko Wojtek chce się nauczyć wykonywać przelewy internetowe smartphone i lapkiem.Zaoszczędzi się czas na stanie w banku.Ja się jednak boję hakerów i nternetowych.A Wojtek mówi,że musimy iść do przodu,jak mawiają chłopaki z Tel Awiwu i się rozwijać.a poza tym jesteśmy członkiem Unii Europejskiej.A skoro są nowe rozwiązania,to dlaczego nie mamy sobie usprawniać życia,ulepszać?-dorzucił.TYLE.

COŚ NIE MOŻEMY USNĄĆ…

Witamy.Coś nie możemy usnąć.Nie wiem dlaczego,ale jakoś nie chce nam się spać.A zaczęło się od pysznych dwóch omletów z owocami południowymi w środku.Bo i ananas pokrojony w kosteczkę i ćwiarteczki pomarańczy i klementynki i grapefruita i w kosteczkę pokrojone awokado i plasterki bananków i gronka winogron białych i różowych,płatki migdałów kupione oczywiście na Starym Kleparzu .Takie gorące zdjęliśmy z patelni na talerze i położyliśmy na wierzchu bitą śmietankę wykonaną własnoręcznie przez Wojtka z wiejskiej śmietanki z odrobiną cukru i wanilii w proszku.Jak to ładnie pachło na całym miezkaniu,że Tawarisz chodził i wąchał po pokojach i oczywiście siedział koło nas i prosił,żebyśmy mu dali choć kawałek.Tylko kawałek mały ode mnie i od Wojtka dostał,bo więcej mu słodkiego nie wolno.Potem miałem pójść po umywać naczynia i patelnię i talerze w kuchni,ale ostało się na tym,że naczynia pozostały zalane wodą w zlewie a talerze na ławie w saloniku.A my poszliśmy wziąć prysznic i nago położyliśmy się na narożniku wsłuchani w muzę na RMF MAXXX.Dobre djskie sety miło się słucha.Trochę głośniej dałiśmy i tak przytuleni leżeliśmy zakryci tylko kocem.Całe ciałko wycałowałem mojej stokrotce.Wylizałem klateczkę,wyssałem sutki.Koniuszkiem języczka muskałem je i patrzyłem jak sztywnieją.Wtopiłem potem język w jego pępek i i wylizałem tam dokładnie.A potem pocałowałem mu laseczkę i muskałem całe jej okolice.Później Wojtka wzięło na pocałunki i on zaczął mnie pieścić i całować.Robił to z taką namiętnością,że od razu poczułem błogą rozkosz.Od razu jego członek,jak i mój dostawał pozytywne reakcje,Masaż plecków mu wykonałem.Wycałowałem mu pupcię i wylizałem perfekt czystą dziurkę.Po czym wszedłem w niego.Oczywiście gumkę założyłem i nie przeraziło mnie to,że ten rekwizyt musiał zaistnieć w naszym życiu.Ważne,że wszystko odbywa się z uczuciem i namiętnością i że jest to nasze wspólne pragnienie bycia razem i scalenia się i dania sobie wszystkiego co najpiękniejsze i takie słodkie jak on sam.Poleciałem.Cała prezerwatywa pełna była mojego nasienia.Dawno nie było u nas seksu,bo i obowiązki zawodowe i domowe a i zmęczenie.Potem ręką doprowadziłem jego członka ręką do orgazmu i położyłem w okolicy jego podbrzusza głowę i tak leżałem.Czułem jak Wojtek gładzi mi włosy.Przeczesuje je swoimi drobnymi paluszkami.Gładzi dłonią moje policzki a ja co pewien czas całuję mu dłoń,jako wyraz miłości do niego.Po kwadransie przekręciłem się już normalnie i tak głowa przy głowie leżeliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.W tle jakiś set djski.Tego nam trzeba było.Nie tylko obowiązki zawodowe i siedzenie w samochodzie i przebijanie się przez zakorkowany Kraków.Chociaż w handlu różnie bywa.Może zawsze coś wyskoczyć.Więc nie można nic na sobotę planować.Na razie wiemy,że nic nas nie będzie zajmowało,poza wspólnymi zakupami,wspólnym obiadem.I czasem dla nas.To ważne,ale pozytywne relacje i czas dla siebie,kiedy nic nie trzeba zrobić,to coś,czego nie można wykreślić z życiorysu.SPOKO.Jutro rano mieliśmy pojechać na modlitwy do synagogi,ale zapewne nie wstaniemy.A poza tym na razie nie mamy w planie nic,poza pojechaniem do CAUFLANDA na mega zakupy.Nakupimy już produktów żywnościowych i nawkładamy do lodówki i potem tylko będziemy wyjmować,kroić i układać na kanapki i jeść.Dużo teraz jogurtów owocowych pijemy i maślanki i pudingi.Jak po niedzieli dostaniemy wiejskie mleczko i śmietankę wiejską,to sobie sami zmiksujemy koktail z owocami i będzie o wiele smaczniejszy niż te kupne.Myślimy nad jutrzejszym obiadem.Na razie nie mamy pomysła na niego.Ale myślę,że jak się obudzimy,to zaraz Wuwuś podsunie jakiś pomysł i zapyta czy można by zrobić…OKAY.Z chłopakami z Tel Awiwu już liczymy dni do naszego spotkania.6 dni już tylko.W poniedziałek idziemy do lekarza z Tawariszem,bo on musi mieć aktualną książeczkę zdrowia.Ucieka i wyrywa się ze smyczy,bo psisko nie lubi tak być,ale to konieczność,jeśli chcemy zabrać go ze sobą.I znowu się nachodzi biedaczyna po całej Ziemi Świętej.Ale i też naje świeżego,cieknącego krwią miecha z jadki.Błażej dzwonił,że od poniedziałku zaczyna już na poważnie jazdy.Pierwszy raz w życiu za kierownicą.Ale wyjścia nie ma,Czas najwyższy zacząć się rozwijać i dokładać te cegiełki odpowiedzialności do ich związku.Michałka zaprasza nas na konwersacje z angielskiego do nich.Myślę,że w niedzielę popołudniu pojedziemy,bo jutro chcielibyśmy być sami dla siebie zupełnie prywatnie.TYLE.

RODZICE POLECIELI DO BIEDY I WOJNY A MY JESTEŚMY BLISKO SIEBIE NA CODZIEŃ.

W piątek koło południa rodzice polecieli na Ukrainę.Bieda i wojna,ale jednak przywiązanie do swojej krwawicy jest wielkie i do ojczystej ziemi.A do tego praca,która ich zawróciła z powrotem.My pozostaliśmy tutaj w Polsce.I jak zwykle stałe obowiązki.Faktury,przelewy,wpłaty i wszystko co wiąże się z handlem.Do tego codzienne lekcje z angielskiego u Michałki.I dbanie o siebie na wzajem.O Wojtka trzeba teraz szczególnie zadbać,ale jak ja tu mogę zadbać,kiedy on cały czas jest na nogach i nikt i nic mu nie przetłumaczy,że trzeba odpocząć,na chwilę się położyć.Nie mniej sałatek dużo pojawiło się w naszym menu i dużo owoców.I codziennie po pełnej salaterce zjadamy jakąś sałatkę.Do tego przyrządzamy koktail z wiejskiej śmietanki,wiejskiego mleka i z dodatkiem owoców.Wuwuś do tego zrobi z moją pomocą dobry obiad.Sama mama jadła ze smakiem i z dumą patrzyła na swojego syna.Mieliśmy dzisiaj zamieszać ciasto drożdżowe z owocami,ale cały dzień prawie spędziliśmy na mieście,więc później niż zwykle wróciliśmy do domu.No bo na jednym stoisku z preclami zrezygnowała nam pani.A nowej osobie trzeba było wszystko pokazać i wytłumaczyć.I do tego poczekać na umówioną godzinę i na nią.Ale spoko.Jutro też jest dzień i jutro upieczemy ciasto.A dziś wykąpaliśmy się i tak jak nasz Bozia stworzyła wyszliśmy z łazienki i tak siedzimy przed telewizorem i patrzymy na to,co się w kraju i na świecie dzieje.Przytuleni do siebie i objęci.Z pocałunkiem podczas reklamy.Niesamowicie lubię tak blisko z moją stokrotką siedzieć.Patrzymy w telewizor i rozmawiamy ze sobą o wszystkim i o niczym.Tawarisz siedzi przy nas i co jakiś czas liże nas po rękach.Taka wdzięczna psina.Nie rozumię,jak można takiemu przyjacielowi naszej rodziny zrobić krzywdę.W końcu przywiązało się psisko już do nas i wyraża na swój sposób miłość i przywiązanie do nas.Dziś pójdziemy po rozmowie na skypie już spać,bo jutro czeka nas ciężki dzień.Chociaż przyzwyczajeni jesteśmy już do tego.ale chociaż nie zawsze tak jest.Teraz moja stokrotka głośno myśli co do kolacji.A zapewne znowu sama pójdzie do kuchni i przyrządzi i poda do stołu.Nie mniej ma się mnie słuchać,to dobrze wyjdzie na tym.TYLE.