Miesięczne archiwum: Wrzesień 2015

CZY SIĘ ZMIENILIŚMY?ODMIENILIŚMY?

Witamy.Tak w pamięci naszej pozostało stwierdzenie naszej mamy:Ale wy się zmieniliście.Jacy odmienieni..Czy ja wiem,czy się zmieniliśmy?A jeśli nawet tak,to chyba pozytywnie.Od tamtego czasu,kiedy pierwszy raz ujrzałem Wojtka a jeszcze wtedy Wowkę,minęło ponad 3 lata.Wtedy taka chudzinka w obskurnych ciuchach,schodzonych mocno spodniach była.Ja też byłem szczupły.A teraz już jest mający podwójne obywatelstwo Wojciech ze zmienionym na moje nazwisko polskim dowodem osobistym.Nawet dobrze sobie wyglądający.Czerwoniutka,lekko uśmiechnięta i jak zwykle śliczna buźka.Ubrany w funkiel nówka odzież.New Image.Ja też z lekka przytyłem od tamtego czasu.Też już inaczej ubrany i inaczej wyglądający niż wtedy.Okulary zamieniliśmy na soczewki kontaktowe.Z resztą Wuwuś jak się poznaliśmy,to w ogóle nie miał okularów,bo po prostu nie było go na nie stać,więc mrużył swoje prze śliczne oczka,żeby dopatrzeć cenę,czy coś w telewizji.Albo mnie pytał,jak nie dopatrzył.No cóż.Dbamy o siebie na wzajem.Wpierw ja zadbałem o niego.Żeby wyglądał jak przyzwoity człowiek,polak.Martwiłem się,czy oby nie jest głodny.Czy nie jest mu smutno,że Waldek tak z Maćkiem się trzymają,organizują a on sam jak przybłęda w małym pokoiku dwu pokojowego mieszkania w bloku?Że może tęskni za swoją ojczyzną.No na pewno tęsknił,tylko on tak już ma,że wszystko skrzętnie ukrywa w sobie i nie daje po sobie poznać,że coś go boli,tropi.Często ja się muszę domyślać,co mu jest.Teraz już raczej nie ma takich sytuacji.To z kolei on zaczął dbać o mnie i o mnie się martwić od samego początku już.Ale to znaczy ukraińskie,dobre serce.Ukraińcy tak mają już,że ostatnią kromkę chleba dadzą i sami nie zjedzą.Nie powiedział mi Wojtek,że dopiero co się poznajemy i nie jesteśmy siebie pewni jeszcze,tylko już się zaangażował do spółki ze mną,na ile mógł.A wtedy nie wiele mógł.Ale okay.Mnie było wtedy jego żal a jemu znowu mnie,po tym co przeszedłem z alkoholikiem.Nie wracam już do tamtego czasu i on też.Żyjemy tym co tu i teraz się dzieje i tym co przed nami będzie.Mamie naszej to samo powiedziałem.Że kochamy się i dbamy o siebie na ile czas nam pozwala i na ile tylko możemy.Teraz duże płatności mamy i też składamy na osobnym rachunku kasę na podatek od domu,od 2 aut i podatek i ZUS i wszystkie opłaty związane z prowadzeniem działalności gospodarczej za rok 2015.To nas czeka do marca 2016 roku.I nie będziemy świecić oczami potem.Na spłatę domu muszą się znaleźć co miesiąc pieniądze i na to nie ma mocni.Przynajmniej mamy niezależność i większą swobodę i dla Wojtka świeże,wiejskie powietrze.Przy jego sercu chorym,to zbawienne.Jeszcze za kolektory musieliśmy od razu zapłacić,ale przynajmniej mamy bez dźwigania,bez brudzenia się stale ciepło w całym domu.Trochu skromniej niż wcześniej jemy,ale chociaż zdrowiej.Bo tam w bloku jak mieszkaliśmy,to jak w typowej polskiej rodzinie mięcho było prawie codziennie na talerzu a tu więcej warzyw i więcej owoców.A mięsko jest tylko takim małym dodatkiem do całości.Fakt,że liczymy bardzo skrupulatnie pieniądze,ale na zdrowie nam przynajmniej to wyjdzie.Psisko to musi mieć to mięsko.tak samo kociak nasz.Im nie wciśniesz warzyw na michę.Zjedzą,ale jako dodatek do dużej porcji mięcha.Fakt,że trochu inne pieniążki mamy,to możemy się ubrać elegancko i czasem modowo.Ale też bez przesady.Z resztą to cała szafa pęka już od ciuchów.To o czym mowa?Ale za to teraz,kiedy wypłacamy domek,to kasa jest nam szczególnie potrzebna i nazbierane do szafy ciuchy są jak znalazł.Pewnie,że nie szybko pojedziemy do chłopaków do Tel Awiwu a nie mówię nawet do Zakopca.Dzwoniła kiedyś pani gospodyni z Zakopanego z pytaniem,czemu nie przyjeżdżamy.Że Wojtek taki chory na serce jest i dobrze by mu zrobiła taka wyprawa w Tatry.Wiem o tym.Mocniej nam zabiły serca na słowo Tatry.Nasza dozgonna miłość.Wiele już widzieliśmy.W wielu miejscach byliśmy.Ale zapewne nie szybko teraz będziemy tam.Ale jak się powypłacamy,to na pewno przyjedziemy do Zakopca i pójdziemy jeszcze nie raz na górską wyprawę.Chociaż nie wiem,co Wojtek kombinuje,bo dziś patrzył w kalendarz.Taki śliczny kalendarz ze zdjęciami Tatr na każdy miesiąc.Nawiasem mówiąc,to kupiony w Zakopanem.To już taka tradycja nasza.Patrzył Wojtek w kalendarz a dokładnie na miesiąc grudzień.Wszak w grudniu wypadają moje urodziny.I usłyszałem tylko:Woch..To w środę jest..Zapytałem co jest w środę,ale on z powrotem przekręcił karty na wrzesień.Domyśliłem się,że chodzi mu pewnie o moje urodziny.Zeszłego roku były obchodzone w najwspanialszym miejscu na ziemi,bo w schronisku górskim ROZTOKA w Dolinie Pięciu Stawów.Pośród prze pięknych masywów górskich i cudownej,zimowej aury.Wszelkie prezenty były już zbędne,bo sam pobyt tam w schronisku,był najcudowniejszym prezentem dla mnie.Może też myśli o tym samym miejscu co zeszłego roku?Nie mniej dużo czasu jeszcze do grudnia jest i nie wiemy jaka zima będzie wtedy.Ale nic nie mówię w sytuacji jak liczymy każdy grosz teraz,żeby się wypłacić.Nie mniej miłość nasza do Tatr pozostała nadal i nie zgaśnie.Miłość do Wojtka też nie zgaśnie.Obrączka na palcu zobowiązuje i przypomina.I jest dla nas takim dobitnym znakiem dozgonnej,prawdziwej miłości.czekamy na papiery z intercyzy majątkowej i prawa do informacji o sobie na wzajem wszędzie.A teraz uciekam jeść omlet z owocami.No bo Wojtek po rozmowie na skype z Rachelem i Markiem,poszedł usmażyć omlet z jabłkami i cynamonem.Na wierzchu jest naturalna,wiejska a nie chemik w sprayu bita śmietana i rodzynki.Szybciej,bo wystygnie-mówi Wojtek.Tawarisz kłapie,aż mu się uszy trzęsą.Bonifacy też ze smakiem je.Wojtek poszedł już do salonu i tam włączył tv i też pewnie się zajada.To nie mam ja wyjścia.Uciekam.TYLE.  :-P :-P

I WSZYSCY JUŻ POJECHALI DO SIEBIE.ZOSTALIŚMY SAMI I WSPOMNIENIA.

Witamy.W środę polecieli z lotniska Balice Rachel i Mark.Niesamowicie wielkie i wzruszające pożegnanie było.Ludzie,na których możemy zawsze liczyć,pomimo że dzieli ich tak wielka odległość z nami.Ludzie,którzy zawsze od serca podsyłają nam dobre pomysły na życie i dobre rady z których korzystamy.Spoko.A że są żydami.Kiedyś Rachel powiedział nam na skypie:Człowieka nie mierzy się tym,jakiego jest wyznania,jaki ma kolor skóry,włosów i jakiej jest orientacji seksualnej.Człowieka mierzy się miarą pomysłowości i zaradności,rozsądku w głowie i chęci tworzenia i budowania swojego zaplecza,które zaowocuje kiedyś niezależnością od państwa i innych ludzi.Człowieka mierzy się miarą jego czynów na rzecz swojej rodziny i bliskich i jego wartości w życiu.Nie sposób się nie zgodzić z tą tezą Rachela.Dla mnie nie zrozumiałym było to,że we wtorek szliśmy przez wieś.Od tak przejść się wieczorkiem.Usłyszeliśmy od jakiegoś cepa mało rolnego:Jeszcze żydów nam tu potrzeba.Co?Przyjechali do reszty wykupić to co polskie?Dobrze że Rachel i Mark nie znają w ząb polskiego języka,to nie zrozumieli tego tekstu.A oni przyjechali na naszą prywatną i ważną uroczystość i bez jakichkolwiek zamiarów kupowania czegokolwiek co polskie,czy w ogóle Polski.Ktoś tam w ogrodzie mówił,że już wiedzą,dlaczego tacy młodzi ludzie mieli na kupno domu pieniądze.Dlatego,że żydzi ich za sponsorowali.Nie staraliśmy się za nic z nikim rozmawiać i spowiadać się,jak jest na prawdę.Z resztą nie mamy takiej zasady się z niczym tłumaczyć ludziom.Żyjemy w zgodzie z sąsiadami,ale trzymamy dystans do nich,bo jak by mogli,to by nam do łóżka weszli a potem lecieli przez całą wieś i krzyczeli,że wiedzą już wszystko.Ale my robimy swoje.  :-| :-| Ukochaliśmy chłopaków na sali odpraw portu lotniczego Balice.Tawarisz też z nami pojechał ich pożegnać.Psisko aż stanęło na dwóch łapach i wyszło im na kurtki z łapami i ciałem.I musiało ich polizać po policzku a oni pogłaskali go.Przytuliliśmy się do siebie i pocałowali na koniec w policzek.Szczęśliwej drogi kochani.Jak dotarli już do domu w Jafa,to puścili sygnałka ze smartphone,że wszystko w porządku.A o 21-ej już byli na skype.Mama Wojtka podglądała z za drzwi,jak świetnie rozmawiamy sobie z nimi po angielsku.To dla kogo my walczymy o tą Ukrainę,jak oni idą do europy już z butami..Czy coś takiego powiedziała.  :-| :-| Rodzice polecieli w piątek samolotem na Ukrainę.Bardzo to przeżywaliśmy,no bo wiemy że tam jest wojna i baliśmy się,czy oby separatyści rosyjscy nie zestrzelą tego samolotu polskich linii lotniczych.Ale udało się mamie poprosić o telefon i zadzwonić na terenie portu lotniczego i powiedzieć dwa słowa.Dolecieliśmy bezpiecznie.My kochaju was.  :-| :-| Dziś Błażej z Markiem byli od samego rana u nas.Praktycznie przyjechali do nas już po dziewiątej rano.Bo już 8,30 zadzwonił Marek:Pobudka!Jedziemy już busikiem tam do was wsióry!Okay.Już nie śpimy a właśnie wyszliśmy z wanny z wspólnej kąpieli.To się dopieściliście w tej wannie na maxa-dorzucił Marek.A no dopieściliśmy się i w łóżku raz i w wannie drugi raz.A jeszcze wczoraj przed spaniem też było.Ale to nasze jest i nie wnikamy głębiej.Tak?Ale czekamy na was i zapraszamy-odpowiedział Wojtek.Oczywiście oboje żartowali chłopcy.Bez przesady..No i tak cały dzień spędziliśmy razem.Zjedli u nas chłopacy śniadanie.Nażarli się jak świnie.Potem poszliśmy do kościoła parafialnego na mszę świętą.Oczywiście z dużymi torbami w kieszeniach jak zawsze.No bo po kościele idziemy przez wieś spacerkiem i wstępujemy po świeże,rańsze mleko.Ser i masełko to jutro mamy za dnia odebrać.Kalafiory,kalarepki,świeżą marchew i cukinie i kabaczki kupiliśmy u innych sąsiadów.Jutro Wuwuś planuje zrobić taki krem kalafiorowy.Nigdy nie jadłem.On też,ale przepis ma zżarty z netu na papier,więc jutro popatrzymy co tam oprócz kalafiora jeszcze trzeba i się zrobi więcej i będzie na kilka dni.Po kościele jak przyszliśmy do domu,to zabrałem piernikiem Tawarisza na spacer po wsi.Chciało się psisku bardzo za potrzebą.Przez pół godzinki psisko biegało przynosząc rzucanego przeze mnie patyka.W końcu Wuwuś za nami zadzwonił i zapytał czy mamy w ogóle zamiar przyjść dziś do domu,czy nie.Tak.Mamy zamiar i przyszliśmy.Od razu psisko po takiej rekreacji zabrało się za jedzenie i za picie.Kociak nam trochu już podrósł.Taki bardziej dojrzały się zrobił.Po obiedzie,który sam Błażej sobie i Markowi nakładał siedzieliśmy na ławce przed chałupą.Tak fajnie i ciepło było,że pozwoliliśmy sobie na wyjście przed dom.Oczywiście Bonifacy od razu przybiegł i wskoczył Wojtkowi na kolana.To już taki rytuał,że kociak wskakuje mu na kolana a on go głaszcze i mówi do niego czule.Tawarisz trochu zazdrosny patrzy,że o nim się zapomniało całkiem.Więc ja muszę go pogłaskać i przytulić twarz do jego głowy.Tak go Wojtek nauczył i tak jest. :-P :-P Jak szliśmy z Rachelem i Markiem po Krakowie,to dopatrzyliśmy blisko ścisłego centrum kiosk ruchu.Rachel się nas pytał,czy ogarnęli byśmy ten kiosk.Być może że tak,ale względy finansowe uniemożliwiają nam to.Więc pytaliśmy Błażeja i Marka.Nawet zostawiliśmy im numer koma do tego właściciela.Ale oni stwierdzili,że pewnie nie wypłacili by się z tym.Bo tutaj na styk jadą ze wszystkim.A poza tym,to oni nie mają aż takich głów do interesów jak my,stwierdził Marek.Nie mniej ja bym o to walczył,bo lokalizacja dobra jest.Nawet na raty wypłacać i handlować i myśleć,co jeszcze w nim ma być.Co by poszło jeszcze prócz tego co już jest.Ale na siłę nie będziemy i za uszy ich wciągać.My nie mamy tak pieniędzy na taką inwestycję,bo już nawet na raty byśmy ten lokal łykli i sami w nim nawet siedzieli od świtu do zmroku,bo gra warta nie tyle jest świeczki,co nawet paschału.Ale trudno.Waldek kiedyś zadzwonił tak chłodno z zapytaniem co tam u nas dobrego.Czy ja wiem co mu odpowiedzieć?Myślenice,Myślenice i jeszcze raz Myślenice mamy nad wszystkim.Nie mnie ogarniamy na spoko wszystko.Nawet fakt,że musieliśmy pomalować na niebiesko lakierem do drewna wózek na precle nas nie przestraszył.Była pani plastyk miasta i odebrała stoisko i wpisała,że wszystko poza tym jest okay,to ważne.Pani na tym stoisku zrezygnowała z pracy.Ale tylko jeden dzień stało stoisko puste.Ale za to ten jeden dzień poświęciliśmy na pomalowanie wózka.A na zajutrz już mieliśmy nową panią.Jak na razie,to sprawdza się pozytywnie.Szukamy tylko jeszcze drugiej osoby.Bo wtedy pani będzie co drugi dzień pracowała a nie 7 dni w tygodniu i bez dnia wolnego.Ale jesteśmy na dobrej drodze już.Waldka pytałem,czy nie chce prowadzić kiosku ruchu z Maćkiem.Odpowiedział mi,że on się na tym nie zna i nie wiedział by co i jak a poza tym,to oni nie mają na tyle pieniędzy,żeby nawet na raty ten kiosk łyknąć.Ale zazdrościć komuś sukcesów i oczerniać,to potrafisz!-wykrzyczał Wojtek.Dobrze.Spokój.Było,minęło-dorzuciłem.Jutro już wcześnie rano jedziemy na giełdę kwiatową po róże.Do tego jakieś doniczki się może dokupi do saloniku.Przyjęły się kwiaty w saloniku.W kiosku to tak średnio,ale pomału się sprzedają cięte róże.Potem zawieziemy je do saloniku i do kiosku.A potem to znowu z woreczkami i siatkami pojedziemy po stoiskach z preclami.Przy okazji odbierzemy dzisiejszy utarg,bo dziś nam się nie chciało ze wsi ruszać już na miasto.A z resztą gości mieliśmy,to jak..Jest dobrze.  :-| :-| nie możemy się przyzwyczaić do tego,że wy macie na palcach już obrączki-mówił Błażej.No my się też stopniowo przyzwyczajamy do tego,że coś jest na palcu.Nie mniej nie ściągamy ich w ogóle.Założone wspólnie?Tak.To święte!TYLE.

 

PO SOBOTNIEJ WAŻNEJ DLA NAS UROCZYSTOŚCI,WRÓCILIŚMY DO OBOWIĄZKÓW.

Witamy.Po sobotniej,ważnej dla nas uroczystości,wróciliśmy do obowiązków.Z małym ale,bo i pozostali nasi rodzice aż do piątku i do jutra jest Rachel i Mark.I też nie pozostawimy ich samych sobie.Też trzeba ich zawieźć na Kraków i pokazać Kraków.Jednogłośnie była to wizyta w katedrze Wawelskiej.Głównie chodziło o Kryptę Srebrnych Dzwonów i onyksowy sarkofag z pochowaną tam parą prezydencką Lechem i Marią Kaczyńskimi.Tak więc Wuwuś wyjechał autem z rodzicami.I poodbierał faktury,pieniądze za utarg i po doglądał wszystkiego.A przede wszystkim pokazał rodzicom nasz biznesik.A ja z Rachelem i Markiem pojechałem mini busem na Kraków a potem pieszo przez rynek na Wawel.Dla nich to ludzie solidarności.Ludzie,którzy do końca życia byli jej częścią.Potem poszliśmy z chłopakami na Kazimierz,do dzielnicy żydowskiej.Oczywiście weszliśmy do synagogi,bo jakby inaczej.A potem poszliśmy na dobry obiad.Tymczasem Wojtek z rodzicami po wizycie na wzgórzu wawelskim,pojechał do Łagiewnik do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia.Tam zwiedzili na spokojnie wszystkie kaplice i bazylikę a potem pojechali do Centrum Jana Pawła II na pobliski Solvay.Rozdzieliliśmy się,bo niestety samochód pomieści tylko 5 osób,ale i też nie bardzo byli by ciekawi Rachel i Mark tego co znajduje się w obiektach sakralnych katolików.Po zwiedzaniu i modlitwie miejsc związanych szczególnie z Janem Pawłem II,Wuwuś podjechał z rodzicami w okolice centrum.No niestety,ale musiał zapłacić za parkowanie w Strefie Płatnego Parkowania.Ale chciał zaprosić ich na dobry obiad,do Wentzla,do Magdy Gessler.Oczywiście dzwonił co jakiś czas do mnie z informacją gdzie są i z zapytaniem,czy u nas wszystko w porządku.A my po obiedzie poszliśmy w kierunku rynku głównego.Tam pochodziliśmy po płycie rynku a potem zawitaliśmy na życzenie Rachela do Galerii Krakowskiej.Tam chłopaki sobie kupili kilka rzeczy,jako pamiątkę z Krakowa i Wojtkowi kupili ładne mokasynki.Lepiej nie mówmy o cenie,bo ja to oczopląsu dostałem.Ale on tylko zapytał jaki rozmiar nogi ma Wuwu i przesunął kartę płatniczą.Mnie kupił kurtkę.Nie chciałem tej kurtki,bo mam kilka kurtek już w szafie,ale Mark sięgnął po kurtkę z wieszaka i nakazał szybko zdjąć tą,co miałem na sobie i nałożył na mnie tą nową i zapiął.Okay.Mamy to potraktować jako dodatek do prezentu ślubnego.Bo jako prezent ślubny,dostaliśmy piękne szwajcarskie zegarki z bransoletą.Z tego co Mark wyjaśnił nam,to są to limitowane egzemplarze a nie taśmowa masówka.Z pewnością będą dokładne,jak to szwajcarskie zegarki.Z Galerii Krakowskiej poszliśmy Placem Matejki na Stary Kleparz na bazar.Kupiłem trochu owoców i warzyw egzotycznych.Oni mieli porównanie,między polskim bazarem a bazarem żydowskim.Stamtąd poszliśmy ulicami Krakowa w kierunku mini busika i nim pojechaliśmy do nas na wieś.Wojtek już siedział w domu i rozmawiał z rodzicami łamanym ukraińskim.A ja siadłem z chłopakami w ich pokoju na wersalce i też rozmawialiśmy.  :-| :-| Za chwilę pójdziemy się przejść po wsi z Tawariszem.Weźmiemy naszych rodziców ze sobą.Z powrotem zatrzymamy się pod figurą Matki Bożej z dzieciątkiem i odmówimy jak zwykle Koronkę do Bożego Miłosierdzia.Rachel i Mark będą sobie oglądali telewizję w salonie.A potem może zjemy po trosze żydowskiej potrawy z migdałami Czulent.W końcu wczoraj Wojtek napocił się z Markiem w kuchni i nawet to dobre jest.A zostało nam jeszcze z wczoraj,to dokończymy do reszty. :-| :-|  teraz.Muszę przyzwyczaić się do tego,że na palcu jest obrączka.Ale spoko.Błażej dzwonił wieczorem,co u nas słychać.Powiedziałem mu,żeby jutro po pracy przyjechali do nas,to zabiorą sobie do domu trochu sałatek i tych ciast i torta trochu.Dużo tego zostało a sami tego nie ogarniemy i się zepsuje.Powiedział,że przyjadą po te produkty.Super.TYLE.  :-| :-|

NO I NIE UZNANY PRZEZ PAŃSTWO POLSKIE A CHCIANY PRZEZ NAS I WYCZEKANY ZWIĄZEK PARTNERSKI MAMY JUŻ ZA SOBĄ.ZOBOWIĄZUJE NAS.

Witamy.Dużo się u nas wydarzyło od czasu ostatniego wpisu.Już od samego rana w sobotę,przygotowywaliśmy się do symbolicznego niestety,bo nie uznanego przez Państwo Polskie naszego związku partnerskiego.Wpierw powyrzucaliśmy po śniadaniu oczywiście wszystkich na dwór,bo chcieliśmy umyć podłogę i poodkurzać dywany i doprowadzić wewnątrz dom do należytego porządku.Później to pojechaliśmy kilka wsi dalej do cukierni,gdzie zamówiliśmy tort ślubny i różne inne wypieki.Ze słodkościami przyjechaliśmy do domu.Ja przygotowałem salon do przyjęcia wszystkich gości,ale przede wszystkim do samej  ceremonii symbolicznego związku partnerskiego.Wojtek tymczasem zabrał się z mamą do smażenia skrzydełek i udek z kurczaka,kotletów schabowych.Sałatki porobiliśmy już kilka dni wcześniej i włożyliśmy do lodówki.Soki w kartonach i wody mineralne i alkohol kupiliśmy już w piątek.Koło 10-ej przyjechał Błażej z Markiem.W papierowej torbie mieli jakiś prezent.Zaraz po 11-ej był już Marcin z Michałem.Waldek ku naszemu zaskoczeniu zadzwonił na moją komórkę z pytaniem o której zaczynamy tą uroczystość.Odpowiedziałem,że jak on z Maćkiem przyjadą,to zaczniemy.Odpowiedział,że około 12-ej powinni być.I przed 12-ą już dzwonili,że idą od przystanku autobusowego,na którym kazałem im wysiąść i pytają jak daleko i czy dobrze idą.Stanąłem na drodze,żeby nie błądzili.Spoko.Waldek z podziwem patrzył na nasz dom.Ładną elewację macie..Był to dom ruina.Nie remontowany i nie malowany przez lata.Staruszkowie,poprzedni właściciele oszczędzali na czym się dało.Na opale też.I sami zakupiliśmy w markecie takie kamienne płytki i fachowcy wyłożyli na otynkowane nowo ściany.Nowe dachówki na dachu daliśmy.Nowe rynny PCV.Wewnątrz wymalowaliśmy pomieszczenia.I wejście przerobiliśmy na taki mały taras z kilkoma schodkami i kolumienkami.Przerobiliśmy okna w salonie na duże,jak balkonowe,żeby z tego dużego pokoju wyszedł salon z widokiem na ogród w którym kupe pracy jest jeszcze,ale na razie nie stać nas na to.Na dzień dzisiejszy,to przerobiliśmy wejście do domu,na wejście od ogrodu a te boczne drzwi,to wejście do piekarni,bo skróciliśmy trochu ten duży pokój o lokal pod tą piekarnię i już nam z wynajmu pieniążek wpadnie co miesiąc.Musieliśmy tylko zaślepione rury poza ścianę wypuścić,żeby mogła sobie piekarnia doprowadzić od nas wodę i kanalizację i podłączyć kaloryfer.No bo zamontowano nam kolektory słoneczne na dachu.Jakiś rabat mały dali nam za to,że nie będziemy truć środowiska piecem węglowym.Ale zrobiliśmy to głównie dlatego,żeby nie bawić się w palenie w piecu,bo na to nawet nie mamy czasu,ale i żeby się nie brudzić węglem i popiołem.W przyszłym roku,jak Bozia pozwoli,to postawimy w salonie w kącie kominek i będziemy mogli wieczorkiem sobie przy nim posiedzieć i porozmawiać.Ale na razie to względy finansowe uniemożliwiły zrobienie kompletnie wszystkiego.Wytłumaczyłem Waldkowi i Maćkowi szczegółowo.Maciek jako młody architekt,patrzył z uwagą na cały dom.Kiedy doszliśmy do ogrodu boczną przewiązką,to Waldek usiadł na schodzie i posmutniał.Ale wcale nie musisz przyjacielu siedzieć na schodach.Wszak schody były dziś dopieszczone i umyte dokładnie.Ale na to masz pod tą leciwą śliwką ławkę-wytłumaczyłem mu.Jesteś..Mariusz..Ale wy tu macie ślicznie..Raj na ziemi.Wojtek wyleciał ubrany już na galowo do ogrodu.Ciężką naszą pracą i zdrowym rozsądkiem doszliśmy do tego.Nie okradaniem ludzi jak to ty mówiłeś-krzyknął Wojtek.Złapałem go za rękę i szepnąłem,że nie wypada przy takiej uroczystości.Może właśnie ten dzień,będzie dniem pojednania między nimi?Może Waldek wreszcie zrozumie,że nie trzeba nikomu zazdrościć a tylko wymyślić patent na sukces pod siebie.Znając swoje możliwości i umiejętności..To zapraszamy do środka w takim razie.Nie musicie butów ściągać.Pokazałem pokrótce im w środku dom.Byli zachwyceni,że w tak krótkim czasie tak ślicznie zrobiliśmy.Nie ma fliz i terakoty w kuchni i w łazience.Wiele tutaj trzeba,ale budżet nie pozwala.Tym bardziej,że liczymy teraz finanse do końca roku na podatek i na opłaty za dom i za dwa samochody i jeszcze tam inne..Nie możemy się tak wypłukać z kasy na amen.Niedaleko naszego domu jest kapliczka przydrożna.Matka Boża z dzieciątkiem na cokole.Odnowiliśmy ją też za własne pieniądze,bo taka zaniedbana,odrapana.A teraz co wieczór idziemy na spacer z Tawariszem po wsi.I jak wracamy,to zatrzymujemy się przy kapliczce i odmawiamy Koronkę do Bożego Miłosierdzia.Mamy za co dziękować Panu Bogu I Matce Boskiej.Ot chociażby za siebie na wzajem.Oj..Nie spodziewałem się,że Wojtek tak jak wyścigówka będzie pędził i taki zaradny i przedsiębiorczy.W końcu znamy się z jednego podwórka z Ukrainy.No i tak szybko pogniewałeś się na Wojtka,na nas.A przecież zobacz..Cały dzień coś wykonujemy dla biznesu.Mało czasu mamy dla siebie na wyłączność.Tylko po to,żeby nam nie padło to wszystko,co już dość sobie nawet funkcjonuje.Pewnie że możemy za opuścić się.Więcej czasu poświęcić na pierdoły,ale po tym czasie,to już szkoda by było.A poza tym,to przecież wiesz dobrze jakie są dziś czasy.Więc wszystko co wywalczysz dziś i wypielęgnujesz,jak mówią nasi przyjaciele z Izraela i włożysz w to swoje serce,to zaprocentuje na przyszłość.Ale nie siedź na tym co masz a dokładaj nowe elementy do tego co jest i się rozwijaj i dalej myśl,co jeszcze tutaj dobrze byłoby dołożyć i zadziała pozytywnie-dorzuciłem.To nie mów,że oni przylecieli aż z tak daleka?Pewnie że tak.Nawet są nasi rodzice z Ukrainy.No to są Wojtka rodzice a nie twoi.Nasi rodzice kochani.Zaakceptowali nas.Przyjęli nas jak swoje dzieci.A że nie są bogaci?Nie szkodzi.Na ile możemy,to im finansowo pomagamy.Wojtek przecież pojechał na Ukrainę postawić piękny,granitowy nagrobek swojej babci.Atyka ma kształt serca.Wkleił w atykę znaczek NSZZ.SOLIDARNOŚĆ.Ten,który miała babcia zawsze koło siebie.Jak na razie,to stoi nie zdewastowany i mama,jak czas jej pozwoli,to idzie tam zapalić od nas znicza i postawić kwiatka.Do środka domu wszedł nasz kot Bonifacy.Tak trochę przestraszony ilością gości i trochę nieufnie,ale poszedł za moim głosem.Poszedłem się przebrać na galowo,bo wypada przy takiej okazji a Waldka i Maćka poprosiłem o przejście do salonu.  :-| :-| Po wpół do pierwszej Błażej rozpoczął całą ceremonię.To on dostał funkcję za urzędnika stanu cywilnego.Staliśmy z Wojtkiem pod oknami salonu.Przed nami mały stoliczek z białą serwetką a na nim mały talerzyk z obrączkami z białego złota z szafirkami na nich.Kupione na ziemi świętej,podczas naszego ostatniego pobytu.Od spodniej części daliśmy wygrawerować na jednej i na drugiej nasze imiona.Na jednej jest Mariusz a na drugiej Wojtek.izrael0Błażej przedrukował sobie z komputera słowa wypowiadane przez urzędnika Urzędu Stanu Cywilnego,wypowiadane podczas ślubu cywilnego.My zaś nauczyliśmy się na pamięć słów przysięgi małżeńskiej,wypowiadanych przez parę młodą podczas sakramentu małżeństwa.  :-| :-| Ja Wojciech.Biorę sobie ciebie za partnera i ślubuję ci miłość,wierność i uczciwość partnerską i że cię nie opuszczę aż do śmierci.Tak mi dopomóż.Panie Boże Wszechmogący i wszyscy święci w niebie.Amen.Ja Mariusz.Biorę sobie ciebie za partnera.I ślubuję ci miłość,wierność i uczciwość partnerską i że cię nie opuszczę aż do śmierci.Tak mi dopomóż.Panie Boże Wszechmogący i wszyscy święci w niebie.Amen.  :-| :-| Następnie przetłumaczyłem to co wypowiedział Błażej i tekst przysięgi na angielski,żeby Rachel I Mark zrozumieli.Moment,który najbardziej wzruszający był i utkwił mi w pamięci.Kiedy Wojtek zakłada mi na palec a potem ja jemu obrączkę już na całe życie.I odtąd jesteście państwo związkiem partnerskim i możecie się pocałować.Mama jak patrzę na zdjęcia położyła na ramieniu męża głowę i była niezwykle poruszona i wdać w jej oczach było łzy.Później,kiedy siedzieliśmy już przy ławie na przyjęciu,mówiła,że nie może zrozumieć,dlaczego Polska,członek Unii Europejskiej,nie daje wszystkim ludziom prawa do szczęścia i miłości.To co?Polska jest drugą kategorią niż cała Europa?-pytała.Długo nam przyjdzie jeszcze poczekać na legalny związek partnerski.Widać,że geje i lesbijki,to dla rządzących ludzie drugiej kategorii-odpowiedziałem.Ale o co wam chodzi?Intercyzę majątkową już będziemy mieć na piśmie.Prawo do informowania o sobie też.Jak dostałem podwójne obywatelstwo Polskie,to zmieniłem nazwisko na nazwisko „męża”..-dorzucił nerwowo Wojtek.Ważne jest nasze uczucie i nasze wzajemne relacje co dnia a nie sam papier.Co z tego,że wiele par robi wielką szopkę,jak potem rozwody i niechciane dzieci i obrzucają się mięsem i błotem..-dopowiedział Wuwu.Starałem się większość dialogów tłumaczyć na angielski,żeby Rachel I Mark rozumieli o czym rozmawiamy.I tłumaczyłem też z angielskiego na polski wszystko to,co oni mówili.  :-| :-|  Tort Wojtek wybrał piękny,jak i resztę wypieków.Przymknąłem oko i dałem mu wolną rękę w cukierni.SONY DSCtort-owocowy-Cudowna uroczystość.TYLE.

Witajcie.Po bardzo zabieganym tygodniu,bo i zamówienie złożyć trzeba było na torty i inne wypieki.Do tego spisanie umowy najmu na wolny lokal pod piekarnię.I już piekarnia wyposażyła sobie pomieszczenie w regały i ladę i zamontowała na zapleczu sanitariaty,zgodnie z wymogami inspekcji sanitarnej.To znowu sprawy strikte związane z naszą działalnością handlową.Wczoraj pojechaliśmy znowu wczesnym rankiem na drugi koniec Krakowa na giełdę kwiatową po róże cięte i dodatki do nich.Nawet schodzą w saloniku i w kiosku te róże.Nie tyle czerwone,co też żółte a bardziej bym powiedział złote.Ale i też sprzedają się te w kolorze różowym i te herbaciane też.Stoją we wiadereczkach małych w witrynie saloniku i przyciągają przechodniów.Ale i tez mamy w ozdobnych,ceramicznych,gipsowych doniczkach wrzosy.Tak popularne na jesieni.Obwarzanki ruszyły pełną parą,ale tyle naszego,póki zimy i przymrozków nie ma,bo wtedy nie chce się na zimnie jeść ludziom cokolwiek i małe ilości sprzedajemy.Ale walczymy o każdy grosz,żeby się z płatnościami wyrobić a przede wszystkim z ratą za kolejny już miesiąc za dom.Ale spoko.Dajemy radę.Poza tym to Wojtek pojechał ze mną do OBI i po kupiliśmy długie,kamienne rynienki i wrzosy.I posadziliśmy wrzosy w nich i poustawialiśmy je po prawej i po lewej stronie drzwi wejściowych do domu.I już inaczej wygląda ściana domu z wejściem.Poza tym pojechaliśmy do marketu z meblami i kupiliśmy do pokoju Rachela i Marka wersalkę z dwoma fotelami.Wybraliśmy taki wariant najtańszy.Tak żeby chłopaki mieli na czym głowę położyć a jednocześnie mieli chłopacy ciszę na modlitwę i zadumę,jak będą tego potrzebowali.Zakupiliśmy tam do pokoju firanki i zasłonę i powiesiłem.  ;-) :-D W czwartek znowu pojechaliśmy na port lotniczy Balice odebrać naszych rodziców.I Wojtek prze szczęśliwy i mama tak samo.Kiedy zajechaliśmy na wieś i stanęliśmy z boku domu,to mama najnormalniej w świecie się rozpłakała gromko.To wy takie luksusy macie?-pytała.Nie!To niemożliwe!-krzyczała.Do tego patrzy,że i nasz pies wychodzi im na powitanie i nasz kot Bonifacy miauczy i łasi się do nogi Wojtka.Chodziła powoli po całym domu,zaglądając w każdą dziurę.Oj..Jeszcze dużo pracy tu trzeba.Ale to co najważniejsze już mamy za sobą-dorzucił Wuwu.W laptopie pokazywał rodzicom zdjęcia tego domu,tuż po wejściu do niego.Jaka to była zaniedbana rudera.Tynki odpadały z fasad.Nie malowane przez poprzednich właścicieli przez ponad trzydzieści lat.Zawilgocone ściany.Dach trochu przeciekał.Okna stare,prawie spróchniałe.To dobrze że mamy takich serdecznych przyjaciół żydów,którzy pożyczyli nam pieniądze w dolarach,około czterdzieści tysięcy złotych,bo tak nie wiem co byśmy zrobili.Ale im nie musimy już oddać w rozliczonych ratach.Możemy jak staniemy na nogi,nawet za 10 lat oddawać po trosze pieniądze.To ważne.Do tego dali nam samochód,mercedesa z ciemnymi szybami.Sami zmieniali auto,to to dali nam,Jeszcze opłacili cło na granicy i jeszcze wyrejestrowali auto,żebyśmy mogli je zarejestrować tu w Polsce-mówił Wojtek.to teraz macie dwa samochody?-pytała mama.Tak,ale tamten sprzedajemy po promocyjnej cenie Błażejowi i Markowi-odpowiedział.A co z tamtym ślicznym mieszkaniem-pytała mama.Tamto mieszkanie jest wynajmowane przez nich za tysiąc złotych miesięcznie.Dla nich z korzyścią jest,bo nie policzyliśmy im kaucji i nie muszą też płacić za wynajem w terminie.Z bardzo dużego pokoju odkroiliśmy kawałek pod lokal handlowy i już mamy piekarnię,co wynajęła u nas ten lokal i będzie co miesiąc nam płacić za wynajem.Bo myśleliśmy nad otwarciem w nim swojego sklepiku.Ale otworzyć to prosto,ale co dalej?Kilkunastu klientów za dzień by przyszło a wszystko trzeba opłacić.Wiadomo,że za lokal już byśmy nie płacili,bo w swoim domu mamy..Ale też wstawaj codziennie wcześnie rano.I siedź tam do wieczora.Nie.Tak same pieniądze nam wpadną a możemy pospać dłużej.A z resztą już dość obowiązków mamy na głowie codziennie.Nie rzadko jemy trzy dni to samo,bo nie mamy czasu na ugotowanie,bo kiedy byśmy jedli ten obiad.Obiad z kolacją?-pociągnął Wojtek.Ale tu macie super powietrze przynajmniej.Świeże,bez spalin a to plus-dodał tato.A jak tam na Ukrainie?Bo telewizja pokazuje cały czas wojnę i idących na wszystko rosyjskich separatystów.Łamiących wszelkie pokojowe konwencje i ustalenia-zapytałem.A no chcą wykończyć naród Ukraiński.Sankcje nałożone na Rosję,to się odbiły na zwykłych ludziach,że oni muszą drożej płacić za wszystko a zarabiają tak samo.Oligarchia,Putin,to mają pieniądze,to co im tam-odpowiedział tato.Trzeba by ich za pysk wziąć i wyrzucić z terytorium Ukrainy i potem uprzątnąć tereny po wojnie,odbudować to co zniszczone przez wojnę i przede wszystkim pomóc finansowo państwu Ukraińskiemu-po namyśle dorzucił tato.Ale cieszmy się z tego,że możemy bezpiecznie być w Polsce u naszych dzieci.Co ja mówię..Państwa młodych-dorzuciła mama.Cieszę się,że chociaż wy nie musicie żyć w kraju biedy i wojny.Że chociaż wy macie lepiej.Że wam się układa w życiu inaczej.A mówiłam ci Wowka.Trzymaj mocno za rękę Mariusza.Mądry i dobry człowiek-dorzuciła mama.Mamo.My się naprawdę kochamy.I jest to prawdziwa miłość.I nie dla pieniędzy,bo wspólnie razem zaczęliśmy od biedy i wspólnie szukaliśmy rozwiązań na życie.Teraz mamy przyjaciół żydów.Młodych,przedsiębiorczych ludzi.od których wiele się uczymy.Słuchamy ich rad i próbujemy wdrażać w życie.Mama trochu bolała nad tym,że Wojtek już nie mówi tak jak kiedyś poprawnie po Ukraińsku.Że już często się musi domyślać po całości zdania i wsłuchiwać wnikliwie w to,co rodzice mówią.Ale w końcu dopowiedziała,że oni są starej daty ludzie,to już nic im nie potrzeba.A my młodzi,to musimy się rozwijać,Mamy do tego warunki.Polska jest członkiem Unii Europejskiej.OKAY.  :-| :-D Dzisiaj popołudniu przylecieli samolotem Rachel i Mark z Tel Awiwu.Odebraliśmy ich na lotnisku w Balicach.Poza dwiema walizkami z rączką,mieli jeszcze kilka papierowych toreb,ale nie dali ich nam nawet ponieść.Zajechaliśmy do domu.Chłopaki długo spacerowali po domu i dookoła domu.Podziwiali to co już zostało zrobione.Ale mówili o tym,co oni by jeszcze widzieli tutaj jako pierwsze.Ogrodzenie z prawdziwego zdarzenia by się przydało.Wiemy o tym,ale teraz to musimy pieniądze zbierać na podatek od prowadzenia działalności gospodarczej.Rok 2015 trzeba będzie też zamknąć i wyrównać rachunki,jakie tam będą.Podatek za dom zapłacić na 2016 rok.Raty na spłatę domu za październik,listopad,grudzień.A i dwa jak na razie samochody opłacić.A i święto zmarłych za pasem.A potem święta Bożego Narodzenia.Teraz jeszcze za kolektory zapłaciliśmy.Teraz znowu ta podniosła uroczystość.Stale coś.  :-) :-)  Byliśmy już dziś spisać intercyzę majątkową u notariusza i dalsze tam.Ale musimy poczekać do dwóch tygodni na uprawomocnienie się.I wtedy pan notariusz zadzwoni do nas,że już jest.  :-? :-) A dziś wieczór mamy wieczór kawalerski.Jest alkoholu trochu.Są kanapki,jest ciasto.Błażej z Markiem śmieli się,że powinienem skołować jakąś”panią do towarzystwa w tą ostatnią chwilę bycia kwalerem.Marek podpowiada,że na śląsku ma i chop i baba luzik,że mogą sobie każdy osobno iść do burdelu na jedną noc,albo zamówić striptiz do domku,bo potem już będzie trudnij nam.Ale nie kombinujemy nic.Jest jak jest.Jest dobrze.TYLE. :-| :-D