Miesięczne archiwum: Czerwiec 2016

MYŚLĘ…ŻE NIE JEST NAJGORZEJ.

Witamy.Nie jest tak tragicznie jak Wojtek mówi w tym ogrodzie.To na przykład Bakopa.bakopa w ogrodziekatalog 2006Fakt,że z końcem kwietnia kupiliśmy kilkadziesiąt sadzonek i posadziliśmy je bardzo gęsto,co teraz stworzyło taką wielką kupę i niech nie mówi,pełną małych,drobnych kwiatów w kolorze białym.Jak kupowaliśmy,to już były maleńkie kuleczki,pączki a na niektórych kwiatki.Ale sąsiadka ze wsi nam poradziła ową roślinę,że ona bardzo szybko się rozrasta i płoży po ziemi.Drugą roślinę,jaką nam poradziła,to Lobelialobelalobela 1I też posadziliśmy gęsto kilkadziesiąt sadzonek i różne odmiany kupiliśmy.Dobrze,że mamy nie tak daleko,bo kilka wsi dalej takie centrum ogrodniczo-budowlane,co nam do domu przywiozą co nam potrzeba,bo mają duży,dostawczy samochód.Czego nie mają,to nam sprowadzą za zaliczką sto złotych.Więc…Wiadomo,że część roślin nie wygląda tak,bo sztucznie doprowadzono do kwitnienia,żeby atrakcyjnie wyglądała przy sprzedaży a co za tym idzie,to szybko przekwitła nam.Ale tylko część jest taka a tak ślicznie to wygląda.Wczoraj kupiliśmy nawóz i rozsypaliśmy po ziemi.Chociaż sąsiadka nam powiedziała,że lepszy jest ten,co do wody się dodaje,bo od razu z wodą wnika w ziemię.Ale pierwszy raz kupiliśmy i prze testujemy go.Będzie dobry,to będziemy mogli go polecić sąsiadce.Dba Wojtek o ten ogród pieczołowicie.Nie mniej nie pozwalam mu na wczesne wstawanie i rano ja idę podlać rośliny.A w ciągu dnia,to też ciężarów nie dźwiga,tylko ja za niego.Właśnie siedzę z lapkiem w ogrodzie.A Wojtek bawi się w kuchni z mamą.POZDRAWIAM SERDECZNIE.TYLE. :-D :-D

JUŻ CZYNIMY PRZYGOTOWANIA DO WYJAZDU NA CAŁY LIPIEC DO TEL AVIVU.

Witamy w ten przepiękny,letni dzień.Wczoraj wieczorem rozmawialiśmy jak co dnia już z Rachelem i Markiem.Widać,że trochę za opuściliśmy się w konwersacjach z angielskiego,bo wczoraj już musieliśmy w myślach szukać słowa angielskiego nie raz.Ale wszystko jest do naprawienia.Już od jutra popołudniu zaczynamy z Michałką intensywne treningi z angielskiego.Musimy.No bo na Ziemi Świętej tylko w języku jidysz,albo english.A już potrafimy się swobodnie porozumieć po angielsku,czy o coś zapytać.Jest dobrze,ale nie bardzo dobrze.Rachel wczoraj podpowiedział nam,że jak już kupimy bilety lotnicze,to zyskamy na pieniądzach.I prosił,żebyśmy już to zrobili.Tak więc dziś do południa już Wojtek zadzwonił do LOT-u,ale tam ceny…Jesteś.Masakra liczą i do tego 8 godzin z jedną przesiadką i czekaniem ponad godzinę.W końcu ja rzuciłem hasło sprawdzenia wszystkich,możliwych połączeń i cen.I okazało się,że zadzwoniliśmy do linii lotniczych AUSTRIAN i tam przedstawiła nam pani fajną propozycję.I tak.30 czerwca w czwartek byśmy już o 7,35 odlecieli z portu lotniczego w Balicach.I o 14,55 byli byśmy już na lotnisku Ben Gurion w Tel Avivie.I też jedna przesiadka w Wiedniu.I godzina i czterdzieści pięć minut czekania na kolejny samolot.Ale nigdy nie byliśmy w Wiedniu jeszcze,to najwyższa pora,żeby postawić tam nasze stopy.Cena biletu tam i z powrotem:11 tysięcy 265 złotych za trzy osoby.A Tawarisz jak będzie upięty krótko na smyczy i będzie miał założony kaganiec,którego on nie cierpi,to leci na gapę.Bilet już kupiliśmy online i przelewem zapłaciliśmy za niego.Dla wiarygodności Wojtek zrobił zdjęcie poprzedniego biletu lotniczego,gdzie jest ujęty pies rasy labrador,kolor biały i wysłał mailem na AUSTRIAN jako potwierdzenie,że nie raz on już z nami leciał i nie potrzebna jest dla niego klatka,tylko on sobie siedzi na naszych kolanach a nawet leży i patrzy przez to małe okienko samolotu.I nie ma z nim żadnego problemu.Trzeba mu po prostu mniej dać jeść i pić i wiele razy iść z nim na trawę,żeby był spokój w samolocie.A jak będzie w Wiedniu przesiadkowy czas wolny,to nawet dobrze,bo psisko pochodzi sobie jest po Wiedniu luźno i coś zje i załatwi wszelakie potrzeby po wielokroć.Chwilę temu otrzymaliśmy miłego maila od AUSTRIAN,że dziękują za dodatkowe informacje i za zakup biletu i czekają na nas 30 czerwca na pokładzie samolotu i już dziś gwarantują bezpieczną i miłą podróż.I bilet jest już do odbioru w biurze Lini Lotniczych Austrian.Tak chcieliśmy,żeby potem nie było w Air porcie Balice niespodzianek,czy nie potrzebnego zamieszania.A z resztą już nie będziemy myśleć o bilecie,tylko będzie on przy mnie już.I dobrze.Mama nasza jest daleko za murzynami,bo pytała się nas,jak można na takim małym laptopie kupić bilet na trzy osoby,nie idąc do biura,do kasy.No teraz wszystko można internetem kupić.Technika stoi już bardzo wysoko.A i to praktyczne jest,bo wszelakie płatności robimy online i nie musimy jechać specjalnie do banku,czekać tam w kolejce do kasy.Super!Nie mówiliśmy mamie,ile to kosztowało.No bo pewnie złapała by się za głowę.Ale nic dziś nie ma za darmo.Trzeba za wszystko zapłacić i to słono.Błażej zadzwonił dziś rano,że otwarli kiosk i handlują z Markiem na całego i nie wiedzą do której będą tam siedzieć.A poza tym to są przemęczeni i chcieli by pojechać na mieszkanie i odpocząć.A poza tym,to jeszcze planują iść gdzieś do kościoła na mszę świętą.A poza tym,to są padnięci.Ustaliliśmy z nimi tylko tyle,że już kupiliśmy bilety lotnicze na samolot w tam i z powrotem na trzy osoby.Powiedziałem cenę,to Błażej aż sobie usiadł i zrobił wielkie UH…No ale trzy osoby i w dwie strony.To dla jednej osoby w jedną stronę przelot by kosztował niespełna 1,900 złotych a to jeszcze ujdzie w tłumie.I wrócimy dopiero 31 lipca w niedzielę.Propozycja wspólnego wyjazdu odpada,bo chłopaki nie zamkną kiosku na początku jego działalności i jeszcze jak kredyt mają do spłacenia.Pewnie,że już nie tak dużo mają do wypłacenia w banku,ale jest.A poza tym,to ktoś musi tego domu naszego pilnować,podlewać codziennie kwiaty i dbać o roślinność.Poza tym to Bonifacy zostaje i Tuptuś.I im też codziennie trzeba dać jeść.Tak więc chłopaki dostaną klucze i będą sobie siedzieli w naszym domu.Salonik,kiosk i precle,to Błażej dopilnuje.Tam ja wcześniej zapoznam pracowników z jego osobą,pokażę go na żywo i powiem,że on tutaj będzie przez miesiąc odwiedzał ich.Nie problem.A jak przyjedziemy,to chłopacy sobie pojadą gdzieś na ile będą chcieli i odpoczną a w ich kiosku będzie siedział Marcin,bo w saloniku my będziemy siedzieli.Spoko.Będzie dobrze.Tak też Błażejowi mówiliśmy na podtrzymanie ich na duchu.Bo płaczą,jaka to męczarnia jest…Że cały czas na nogach,że cały czas coś…Klienci co jakiś czas dochodzą…A to chyba dobrze.Bo pieniędzy wam trzeba.Było,nie było.Przemęczeni,padnięci.A Wojtek się śmieje,że jak się nie potrafią zorganizować,że jeden rano jedzie i przyjmuje towar i rozkłada i handluje a na zajutrz drugi.To tak mają.Przecież myśmy w saloniku jak mieli.W jeden dzień ja wstawałem wcześnie i otwierałem salonik prasowy.A w drugi dzień ja dłużej pospałem a Wojtek otworzył rano salonik a ja w ciągu dnia z Tawariszem do niego dotarłem.I też nam było ciężko,bo nie znaliśmy tego tematu od podszewki.Wiadomo że babcia kioskarka nas codziennie odwiedzała i coś nam doradziła z własnego doświadczenia.Ale inaczej się handlowało w kiosku w czasach PRL-u a inaczej teraz,kiedy wszystkiego jest pełno i miszmasz towaru.Nie mniej na e-papierosach i wszystkim co ich dotyczy,teraz da się wyżyć.Zmniejszył się popyt na normalne papierosy z filtrem.A to wszystko za sprawą ceny za paczkę i tego,że część osób sama sobie kręci papierosy i nie jest to wcale kłopotliwe,bo teraz maszynka sama robi po wsypaniu w nią tytoniu i włożeniu bibułki z filtrem papierosa.Do tego dochodzą tańsze papierosy z przemytu.Ale możemy powiedzieć,że duży odsetek ludzi i coraz większy pali e-papierosa,bo taniej i milej się go pali.Nie ma w jamie ustnej już tego trampka.A to dla wielu wiele znaczy. :-D :-D  Zbieramy się powoli do kościoła na 17-ą.Jeszcze się musimy przebrać w coś odświętnego i wylecieć na spacer z Tawariszem przed wyjściem.No i dotrzeć do tego kościoła.TYLE.Trzymajcie się zdrowo.  :-D :-D

PRZEMIŁO SIĘ ROBI,GDY MÓJ WOJTEK SIĘ DO MNIE OD TAK PRZYTULI I MNIE POCAŁUJE.

Witam.Prze miło się zrobiło,kiedy tak siedziałem i oglądałem telewizję a mój Wojtek usiadł obok mnie,przytulił się do mnie,objął mnie i mnie pocałował w rękę.No w rękę,to się kobietę całuje a nie faceta ktoś powie.Ale on nie dosięgnie do mojej twarzy,bo jego twarz sięga mojego ramienia,więc pocałował mnie tam gdzie dosięgnął.Miłe.  :-D :-D Z resztą cały dzisiejszy dzień był miły.No bo już rano,jak tylko oczka otworzył,to mnie wycałował na dzień dobry.Zapytałem za co,to w odpowiedzi usłyszałem,że za to że jestem i że się obudziłem cały i zdrowy.No trzymam się jakoś tam.Potem pod prysznicem znowu klatkę mi całą,miejsce w miejsce wycałował.To potem przy śniadaniu mnie karmił.To potem poszedłem podlewać kwiaty w ogrodzie,to się do mnie przytulił i podciągnął na palcach,żeby mnie w policzek c.hociaż pocałować.Żeby było śmieszniej,to Tawarisz wyskoczył na mnie i mnie polizał po policzku.No i dobrze.Niech psisko wie tak samo,że się go lubi.Potem nie wiem za co,ale mama w kuchni położyła głowę na moim ramieniu a ja pocałowałem ją we włosy.No nie wypadało inaczej się zachować.W samo południe znowu Wojtek krzyknął:Zbieraj się!Jedziemy na Kraków!Ale po co na Kraków?Ani nie jest konieczne odebrać kasy,bo Marcin wpłaci dużą gotówkę z utargu na moje konto.Z obwarzanków to możemy w poniedziałek odebrać i nic się nie stanie.Z kiosku,to pani naumiała się obsługiwać wpłatomat i nie boi się już karmić go forsą.-zapytałem.Nie ważne!Ruszamy na Kraków!Mama przygotuje jakiś obiad a my tak na 15,30 będziemy z powrotem.Oczywiście musiałem pójść do sypialni się przebrać.Oczywiście pod okiem Wojtka.Kiedyś to ja jego,niechluja ubierałem a teraz jest odwrotnie.Potem on siebie ubrał.I ruszyliśmy autem,jak się później okazało do Galerii Kazimierz.Ale ja nic tam nie mam do kupienia…Do tego mamy w sypialni szafę przesuwną na całą długość ściany i już ciuchów jest na wcisk pełno.Ale dobrze.Idę za Wojtkiem pasażem galerii.On co witryna z butami i do tego wizytowymi,to przystaje i patrzy.Komu ty chcesz te buty kupić?-zapytałem.Mamie.-odpowiedział.No raczej mama nie będzie w męskich butach chodzić.-odparłem.Na co on do mnie:Raczej więcej razy już nie zadawaj pytań,bo to bez sensowne.No dobrze.Tak więc po schodzeniu połowy galerii,weszliśmy do sklepiku z butami.Polski producent butów.Patrzę to raz na niego,to raz na buty.W końcu Wojtek bierze z półki buta i leci do kasy.43 numer z tego dostanę?-pyta.Jakie 43,jak ja mam rozmiar nogi 42.No okay.Jak przymierzałem,to powiedział mi,że muszą być o numer większe,żeby uwydatnił się w nich szpic.Pani potwierdzająco po kiwała głową,czyli ja czegoś nie wiem.Przeszedłem się po sklepiku tam i z powrotem.No i jak?-zapytał.A ile one kosztują?-spytałem.I jak te buty?-jeszcze raz zapytał.Wojtek.Nie szalej z kasą,bo musimy się z wszystkim po wypłacać…A poza tym,to wyjazd lipcowy nas czeka a to nie tania impreza.-odpowiedziałem.Już?Skończyłeś gadać?To wreszcie usłyszę od ciebie,czy nie ogniatają ci stopy.Czy wygodnie ci się w nich chodziło.I jak się ty w nich czujesz.Reszta mnie nie obchodzi.No dość wygodne są.Ładne też.duo men 442TTo znaczy,że podobają się tobie…Ale…Chciałem coś powiedzieć a on uciął moje słowa.To pakujemy je i płacimy.Zdjąłem je z nóg i ubierałem swoje mokasyny a ten szybko poleciał do kasy i na gwałt przykłada kartę płatniczą zbliżeniowo.Kiedy doszedłem do niego,to wręczył mi tylko siatkę z butami a paragon schował do siebie do portfela.Sięgnąłem tylko za broszurkę z obrazkami,że może stamtąd dowiem się,ile one kosztują.Niestety tylko napisano nowa kolekcja wiosna-lato 2016.Zapytałem go czy ten zamsz,czy juchtowa skóra nie będzie przemakać na deszczu.Kiedyś tak było,ale teraz już zapomnij o tym.Nic się nie dzieje na deszczu z nimi.Trzeba tylko je konserwować odpowiednim preparatem co kilka dni i tyle.Wyszliśmy stamtąd.Wojtek nerwowo pytał o sklep RESERVED.I po co tam mamy iść.Ja już nic nie chcę od ciebie.Wiem.Zaraz mi powiesz pocałuj mnie w d…Pakuj się i się wyprowadzaj…No co ty.Nie powiem ci tak nigdy w życiu.No to już nic nie mów.Patrz na przystojnych i eleganckich facetów i tyle.Albo podziwiaj modę.No i weszliśmy do RESERVED.Wojtek od razu na dział męski poleciał i od razu patrzy na marynarki.Po przymierzeniu,okazało się,że on jej już nie odłożył na wieszak,tylko zwinął pod pachę i pobiegł do kasy.Przy kasie jeszcze szalik dopasował do niej.marynarkaszalikJa oczywiście próbuję podglądnąć,podsłuchać cenę za to wszystko,ale on od razu pani wkłada w rękę kartę płatniczą i krzyczy:Zbliżeniowo proszę.Kolejną siatkę mi wręcza.Nerwowo spojrzał na zegarek na ręku i usłyszałem,że dziś nie ma już czasu na kawiarnię,czy pizzerię.Z resztą obiad za niedługo będzie w domu i trzeba dotrzeć do tego domu jeszcze.Kiedy szliśmy pasażem już do wyjścia,to zadzwoniła mama,co się z nami dzieje.Wojtek odpowiedział,że już zmierzamy w kierunku parkingu i będziemy jechać do domku.Zainteresowana była,gdzie my w ogóle jesteśmy.Idąc pasażem minęliśmy Jerzego.Kiedyś tam miał być moim facetem,ale on źle się czuł w świecie ludzi normalnych i sam chciał zejść na psy,to zeszedł.Mocno zniszczone ciuchy na nim.Fetor czuć było od niego.A on cielęce oczy wtopił w nas,jakby mnie poznał…Jakby chciał coś powiedzieć do mnie…Coś tam mruczał pod nosem.Ze słów,które udało mi się usłyszeć,to wyrazy niecenzuralne tylko pod moim,naszym adresem.My szliśmy dalej,bez żadnych reakcji.Zajechaliśmy do domu,to mama już prawie gotowy obiad miała.Na obiad był kalafior,ziemniaczki mini i kompot z truskawek do popicia.Spoko.Tylko gdzie to mięsko?Wojtek mi odpowiedział,że zimą będziemy często jeść mięsko a teraz korzystamy z darów natury póki są.Mama oglądała nasze zakupy.Jesteś…Wojtek…Ty się chyba w nim już do szaleństwa zakochałeś…Wojtek popatrzył z pod boku i odpowiedział,że mam tak wyglądać,żebym jemu się podobał.A że innym nie będę się podobał,to dobrze,bo tak to ma być.Teraz w necie na stronach tych sklepików dotarłem do tych rzeczy i do cen.Masakra ile to kosztuje.Ale dzięki temu wkleiłem zdjęcia.Teraz Wojtek przyszedł znowu,i tak jak po obiedzie usiadł wtulony we mnie i powiedział kończ już pisać i pocałował mnie znowu w rękę.Jesteś…Prze miło.TYLE.  :-D :-D

UF…DAŁ SIĘ PRZEKONAĆ…ILEŻ MOŻNA TĄ CUKINIĘ DNI JEŚĆ POD RZĄD…

Witam.Ileż można tą cukinię dni jeść pod rząd…Ja już nie mogę patrzeć na cukinię a Wojtek obżera się nią na maxxa.Ale dał się przekonać wreszcie,że przyrządzone dania za pasteryzujemy w słoiczkach na zimę.UF…Ale cóż z tego,jak dziś na obiad była dynia.Nie!Już powiedziałem wszem i wobec,że na jutro proszę kotleta schabowego i mizerię.Wiem,że zdrowe to jedzenie jest,ależ ile można…Za pasteryzowaliśmy wczoraj masę słoików litrowych.Właściwie cały dzień nam na tym minął.Dziś natomiast zajęliśmy się do południa pracami w ogrodzie.Posadzone kwiaty,ślicznie wyglądały przy zakupie.Posadzone ślicznie kwitły.Ale tak to jest,jak sztucznie i na siłę się wywołuje kwitnienie,to teraz część z nich już przekwitła.Nie mniej są to rośliny wieloletnie,więc będą przyciągały wzrok jeszcze.  :-D :-D  Popołudniu Błażej z Markiem byli u nas.Potem Waldek z Maćkiem przyjechali.I tak siedzieliśmy w ogrodzie i rozmawialiśmy.Wojtek pytał Waldka,kiedy zobaczy się z rodzicami?No bo tyle lat nie widziała matka swojego syna.On odpowiedział,że pisze listy do nich i oni do niego.A on nie ma takich warunków jak my,żeby przyjąć rodziców u siebie.Ale nie może zrozumieć,jak można cały dzień żyć handlem.No bo niestety handel zawsze wymaga modyfikacji,pełnej kontroli.Nie można otworzyć sklepu,zamówić towaru i tyle tylko.Trzeba patrzeć jak ten towar schodzi.Szukać rozwiązań,na lepszy popyt.Doklejać kolejny towar.Cały czas coś.Ale też zawsze można chodzić do pracy jak Waldek i mieszkać w bloku i wciąż narzekać,że jest nie dobrze,że trudne życie w Polsce…Zamiast narzekać,trzeba szukać pomysłów na życie.Tak odpowiedział Błażej.I że ich cały dzień nie ma praktycznie w domu,to nie dla swojego widzi mi się,tylko dlatego,że wciąż myślą,jak w takim małym kiosku pomieścić tyle różnorakiego towaru.No.Zawsze można było powiedzieć,boję się ryzyka.Lepiej jak dalej będę pracował w tym sklepie ogólnospożywczym na dwie zmiany i dostawał mało wystarczającą na życie wypłatę.Taka była retoryka Błażeja.No bo Waldek pytał,co oni mają z tego życia.Tylko wyśpią się i na biegu coś łykną i lecą otwierać kiosk i tak cały dzień im zleci i nie widzą Bożego świata,tylko klientów za okienkiem,towar,dostawy i liczą tylko te pieniądze…Błażej stwierdził,że zapytał mnie i Wojtka,co z tym lokalem robimy.Będziemy czekać,to urząd miasta da tą rewelacyjną lokalizację na przetarg i za wielkie pieniądze za czynsz,ktoś to od ręki łyknie.Oni zawsze mogli to dopisać do tego co już mają.Ja na to odpowiedziałem,że musiał bym nie mieć szacunku do Wojtka,ale i do siebie też.No bo znając nas,to włożyli byśmy całe serce w to,żeby odnieść choć maleńki sukces na początku już.I pewnie skończyło by się to pobytem w szpitalu na serce.Dlatego powiedzieliśmy sobie,ze my już jakiś wyższy pułap finansowy w życiu mamy,więc oddamy to naszym przyjaciołom i będziemy ich dopingować,pospieszać ze wszystkim.I jak tylko nie będą mogli sobie poradzić z czymkolwiek,to będą mogli na nas liczyć.I teraz jak na razie muszą sami dużo czasu poświęcić na funkcjonowanie tego kiosku.A ile godzin trzeba poświęcić na to,to już klient wyznacza a nie oni,nie my.Trudno sobie wyobrazić sytuację,że idzie do rynku głównego masa ludzi i ktoś z nich chciałby kupić ot głupie doładowanie,czy paczkę papierosów a tu zamknięte jest.Chociaż z doładowań do komórek,to marny interes jest teraz.Ale będąc na samym początku i spłacając kredyt dość duży jak na przeciętnego obywatela i mając tyle wszelakich masakra dużych kwot do zapłacenia,to trudno sobie wyobrazić,by nie myśleć o tym,jak się tutaj wypłacić.Na razie trzeba samemu włożyć w to całych siebie,albo jak my to mówimy,wskoczyć w niego z butami.Jak już wszystko będzie biegło jednym stałym rytmem i zacznie rzeczywiście przynosić zyski na takim poziomie jak powinno,to będzie można pomyśleć o zatrudnieniu pracownika.Na dzień dzisiejszy,to muszą oni walczyć,na tyle,żeby się kredyt w banku wypłacał.Jak się spłaci kredyt a na razie to ku temu zmierza,że wypłaci,to będą myśleć co dalej by tak trzeba zrobić.Najważniejsze w tym jest to,że jak na razie,to nie grozi im powrót do sklepu jako kasjer-sprzedawca i dołączenie do Waldka-odpowiedział Wojtek.A nawet może z nami pojadą do Ziemi Świętej w lipcu…Szkoda w okresie wakacyjnym,gdzie masakra dużo jest turystów zamknąć kiosk.Ale razem znajdziemy na to sposób-dodał Wojtek.A może ty Waldek chciał byś pracować u nich w kiosku?-zapytał Wojtek.No…I cały…dzień…tak siedzieć tam…Nie…No to za osiem,dziewięć godzin pracy tyle tylko płacą.I nie zapłacą w Polsce ci więcej.Nie licz na to.Dziś jak nie dopalacze,czy piraty,to seks za kasę,albo wyjazd za granicę.Chociaż też już tam szukają wybitnych fachowców.Albo własny interes.Chociaż mały,ale własny-dorzucił Wojtek.No…zawsze można spróbować dostać się na Wiejską.Ale tam nie każdy może się dostać-dodałem.Sorbet z truskawek,ciasto truskawkowe,kotlety z dyni w cieście i kompot truskawkowy.Tym uraczyliśmy gości.Na jutro Wojtek szykuje małą niespodziankę w kuchni dla mnie i dla mamy.Nie może zdradzić,co to będzie.Wiem tyle,że dobre.TYLE.  :-D :-D