Miesięczne archiwum: Październik 2017

MIEĆ SWÓJ WŁASNY DOM, TO RADOŚĆ WIĘKSZA NIŻ ONI SAMI.

Witamy. Błażej z Markiem dziś wcześniej zamknęli swój kiosk niż zwykle. Raz że deszcz cały czas padał i odstraszał tych klientów, których jak na lekarstwo było. A prąd i światło trzeba było palić. Nie. Dobrze zrobili. Ale i też chcieli spotkać się z księdzem proboszczem i poznać go. No i ksiądz proboszcz oczywiście powitał ich serdecznie podczas mszy. Miłe gesty. Po mszy Wojtek powiedział księdzu, że chłopaki na ziemi, na betonie śpią, leżą. Mają tylko śpiwór i koc. I że trzeba jakąś wersalkę skołować na wsi i tyle. Musi się ksiądz tutaj wykupić u nas-dodał Wojtek. No więc ksiądz proboszcz oczywiście poleciał do ludzi stojących przed kościołem i rozmawiał a to z tym a to z tamtym. I w końcu przyszedł do nas z takim starszym panem, którego córka jest na stałe już we Francji i  nie wróci. I po córce zostało mu całe kompletne umeblowanie na piętrze domu. Bo i wersalka i dwa fotele i dwie pufy. I meblościanka na całą ścianę. I szafki kuchenne. I wiele rzeczy tam jest, które chciałby dziadek popchnąć za symboliczną kwotę. A tam będą gołe ściany i  nic nie będzie. No to od razu transport się zorganizował. Facet ze wsi ma dostawcze auto i zarobiłby grosza. No więc przywieźliśmy wersalkę, dwa fotele i dwie pufy i od razu detergentami wyczyściliśmy je na total i schną. Reszta mebli przyjedzie jak już będą pomalowane ściany i będzie podłoga z paneli. Wojtek musiał szybko wsiąść w auto i podjechać pod bankomat i wypłacić kasę,  żeby im pożyczyć na zapłacenie za transport i za ten komplet wypoczynkowy. Ale okay. Mama nasza oczywiście ugościła ich dobrym jedzeniem.Wykąpali się porządnie u nas. Wygrzali totalnie. I na noc poszli do siebie. Wojtek im tylko w żartach powiedział,  że nic do tego nie mamy. Ale jak uprawiają seks,  to trochę spokojniej niech to robią,  bo dach się trzęsie. A nie potrzeba im kolejnych wydatków związanych z naprawą dachu. Śmiali się z tego. Pożyczyliśmy im czajnik bez przewodowy na ugotowanie wody na kawę i dwa kubki i trochę kawy i cukru. My się nie wypłacimy,  bo wy taką kawę ekskluziwe pijecie a my taką sklepową lurę zwykle-mowił Marek. Drobiazg. Nie musicie nawet nam oddawać. Dopowiedzcie jak ci nowobogaccy ludzie w krakowie zwykli mówić. Stać nas na to biedotoya ciebie nie. No nie powiemy tak nigdy. Zawsze jesteśmy,  potrafimy być normalnymi, zwykłymi ludźmi. To nas wyróżnia z tłumu. Spoko. Dzwoniła firma budowlana fo Błażeja,  że jutro ruszają z tynkowaniem elewacji. Wykorzystają bez deszczu dni. Okay. Ale zamartwili chłopaków,  bo mebelki będą musiały jeszcze poczekać. Ale już coś się będzie działo. To ważne. Jacy oni dumni teraz i przejęci są tym faktem,  że będą mieli swój rodzinny dom. I dwa różne bieguny kiedyś. Błażej oaza rozsądku. Siedzący kiedyś nad stertami książek. I Marek,  typ rozrywkowego i zabawnego człowieka. Błażej nie pamięta kiedy ostatnio sięgnął po książkę. Brak czasu. Marek zrobił się taki bardziej rozsądny, poważny. Czasem sobie zrobi jakieś jaja, po żartuje,  ale nie na okrągło jak kiedyś było. No i wtedy nikt by nie pomyślał, że będzie z nich udana para już kilka lat. A jednak. I miło się patrzy na takie kochające się pary,  niż na seksualne zwierzątka. Bez względu na orientację seksualną. Spakowani już prawie jesteśmy do drogi. Jutro po śniadaniu ruszamy. Podróż z potrzeby serca. Błażej dostał drugie klucze, to di łazienki sobie chłopaki wejdą i do salonu i do kuchni. I zaopiekują się na tyle na ile będą umieć roślinami  we ogrodzie i w domu. I popatrzą w telewizor. I coś zjedzą, bo w lodówce multum jedzenia jest i mogą kroić i smarować i jeść. Z  jaką dumą poszli do siebie jak to określi chłopaki. Cieszymy się z nimi. TYLE.

RODZINA, DOM RODZINNY RZECZ ŚWIĘTA.

Witam serdecznie. Przepraszamy wszystkich co zaglądają na nasz blog i widzą stare wpisy, które już czytali. Niestety prowadzić firmę i do tego o charakterze handlowym, to mieć dużo na głowie i wciąż coś. Nie da się tak jak nasz znajomy Waldek przyjść po pracy do domu i zjeść obiad i zasiąść przed telewizorem w pantofelkach. Do tego jak się ma dom na wsi, to trzeba stale coś ogarnąć, posprzątać. Wiadomo, że mieszka z nami mama i chętnie pomoże nam w tym co umie. Ale mama jest tylko człowiekiem i może mieć i ma prawo mieć zły dzień, czy źle się poczuć. Nie każdy ma taki przywilej jak my, że mieszka z nami mama poszła jednym dachem i nie powiedziała, że nie chce nas znać tylko dlatego, że jesteśmy gejami. To że jesteśmy gejami, to taka przypadłość, wada od urodzenia i nie zmieni tego nic i nikt i na pewno nie wyleczy. Nie rozumiem tej głupiej retoryki niektórych polityków PiS, że tych ludzi, czyli gejów trzeba leczyć psychiatrycznie i że gdzieś tam w Polsce jest klinika, która leczy gejów i odnosi jakieś tam sukcesy… Zgodzę się tylko z jednym, że są ludzie, którym nie udało się małżeństwo, czy mają przykre doświadczenia z kobietami i wydaje im się, że z facetem będzie inaczej, będzie lepiej. Jest tak samo u gejów, jak u osób homoseksualnych. Tak samo. Też potrafią geje się zakochać i kochać. Też potrafią geje jak kobieta zdradzać, oszukiwać partnera. I też u gejów wymagana jest wierność i odpowiedzialność w związku, czy w życiu. Nie wyobrażam sobie takiego związku, gdzie mój partner mi powie, że nie może znaleźć pracy, albo że brakuje nam pieniędzy, jest biednie,bo on takie są nieciekawe czasy. Czasy są nieciekawe, ale jest nas dwoje. Myślących, kochających się ludzi i we dwoje możemy znaleźć i znajdujemy rozwiązania na życie dla nas. Znamy doskonale siebie. Nie mamy żadnych tajemnic przed sobą. Wiemy o sobie wszystko i mówimy sobie wszystko. Nawet mama nasza w wiele spraw jest wtajemniczona. Pewnie, że są sprawy zupełnie prywatne, nasze o których ona nie wie. Ale wydaje mi się, że jakiś procent maleńki powinien pozostać dla nas. Cieszymy się, że mamy obok nas mamę. Nie każdy tak ma a przynajmniej większość tak nie ma. Nie rozumiem tych rodziców nie toolerancyjnych. Bo tu nie chodzi już o tolerowanie syna zachowań a o samego, rodzonego syna, dla którego myślę każdy rodzic chce jak najlepiej i chce, żeby był szczęśliwy w życiu i miał koło siebie osobę która da mu szczęście i miłość i będą razem żyć i mieszkać jak mąż z żoną. To że nie ma  tych uroczystych ceremoniałów ślubnych w kościele, czy potem podczas wesela, to nie znaczy że kogoś już trzeba przekreślić na całe życie. To są tylko uroczyste ceremonialły. Często na krótki czas. A uczucie i jego siła jak jest wielka i sposób podejścia do związku, to zostają raz na całe życie i do tego nie potrzeba ani ślubu kościelnego, ani tej całej otoczki, która przy nim jest. Odpowiedzialności za siebie, za związek potrzeba i siły uczyć i to naprawdę wystarczy. No jeśli komuś się wydaje, że mając męża, będzie siedział niczym gwiazda oprawiona w złote ramki i nic nie ribilzto my się tylko wydaje. No bo związek sam w sobie od nas wymaga wspólnoty każdego dnia i takiego jak mój Mariuszek mówi zgrania, zcalenia razem. U nas nic nie przychodzi za darmo. Nic nie mamy za darmo. Wszystko razem we dwoje sami wykonujemy i chce nam się. Mamy świadomość tego, że się kochamy i że miłość wymaga od nas zadbania i o ten dom i i wszystkich w nim domowników i o partnera. I o pieniądze potrzebne do życia i zadbania o sferę uczuć. Myślę że razem na tyle na ile my potrafiliśmy, to zadbaliśmy o to wszystko,tak jak myśmy potrafili najlepiej. Wiadomo że jest nas dwoje do tego. I dwie głowy mamy. Ale chęci dla nas się liczą i poczucie bycia razem jako jedną rodzina. No teraz na przykład Mariuszek poszedł w deszczu na spacer po wsi z naszym psem. Nie powiedział że nie pójdzie. Jak wrócił, to wzięliśmy po nocy gorący prysznic i zjedliśmy wspólne śniadanie. Dbamy o to, że posiłki były wspólne. A ja pościeliłem łóżko i podlałem kwiaty doniczkowe i teraz Mariuszek z mamą siedzi na narożniku w salonie i oglądają telewizję a ja mogę pobyć na internecie i poszukać tego co dla nas w handlu ważne a przy okazji wkleić kolejny wpis na naszym blogu. A przy okazji odpocząć, żeby Mariuszek bardzo nie płakał że ja schorowany, mam mało odpoczynku. Błażej z Markiem już śpią w tym swoim domku. No bo połączyli już im ogrzewanie gazowe. No podłoga jeszcze nie istnieje, bo jest beton goły. Ale  wszystko w swoim czasie będą mieć. No jak takie deszczowe dni będązto ci robotnicy będą teraz pracować w środku budynku a nie na zewnątrz. Od poniedziałku zaczną montować im podłogę z paneli. A potem zakryją ją folią i będą gruntować ściany i zabiorą się za malowanie wszystkich pomieszczeń. A potem tato Irka przez kogoś, przywiezie meble. Używane, ale w bardzo dobrym stanie i za symboliczną opłatą. Dobrze, że są tacy ludzie, którzy jeszcze w tej bezdusznej polce chcą i pomogą. W piątek wieczór wybraliśmy się wreszcie do synagogi żydowskiej na modlitwy szabatowe. Potem poszliśmy do knajpy żydowskiej na dobre jadło i powiedzieliśmy sobie, że raz na jakiś czas, możemy a nawet wypadało by tam pojechać. Dla skromnych chłopaków Błażeja i Marka, to wzruszające przeżycie, kiedy żydzi ich tak ciepło i tak serdecznie witają tam i czestują ich dobrym, koszernym winem u dodatkami. I takie ciepłe i miłe te rozmowy są. Przywykliśmy już do tego, że tak nas tam traktują. Rachel i Mark dużo nam pomogli, co nie musieli w ten sposób i pewnie nie raz na tyle, na ile będą mogli, to nam nie raz pomogą. I mamy taki dług wobec nich do spłacenia. I pobyt w synagodze na modlitwie, jest taką łącznością z nimi tam w Tel Awiwie. W poniedziałek jedziemy autem na Ukrainę. Chcemy jeszcze strikte przed świętem zmarłych dotrzeć, żeby ominąć korki na  autostradzie i kolejkę na przejściu granicznym. Ale ukochana i najdroższa moja babcia, zasługuje na to, żeby być kilka razy a nie tylko raz na jej grobie. No i tata. A chcemy pobyć cały tydzień tam i rozpoczać procedurę sprzedaży tego tam mieszkania. Wszystko omówiliśmy z naszą mamą i Rachel i Błażej jej wreszcie byli w stanie przetłumaczyć. UF… Po co płacić co miesiąc za mieszkanie w którym się nie przebywa, nie mieszka w ogole. Do tego prądu gaz też trzeba płacić nie wiem po co… Zakończymy temat raz na zawsze i tyle. Jak kiedyś tam będziemy chcieli przyjechać,to do hotelu na te kilka dni i tyle. Nie może nas w ten dzień nie być tam. Mariuszek zrozumiał, że w weekend pojedzie się na grób jego ojca. Fakt, że tu nikt poza nami nie przyjdzie na ten grób i będzie stał hg ak opuszczony. Ale nie rozdwoimy się. Niestety, ale dla nas rodzina, to rzecz święta.O naszą mamę tu na miejscu dbamy jak tylko możemy. Wczoraj pojechaliśmy na drugi koniec Krakowa zobaczyć nowo otwartą galerię SERENADA.Pochodziliśmy po tych sklepikach. Mamie kupiliśmy śliczne butki do kostek. Ocieplane takim białym misiem w środku. Takie Ala fason adidasów. A niech ma.  Niech wygląda przy nas najśliczniej. Pewnie jak by żyła babcia, to też była by kochana i szanowana i siedziała by tu w Polsce z nami.  I teraz mógłbym jej powiedzieć:Wymodliłaś babciu w tej biednej, ukraińskiej chałupie wolność a nie komunizm, to ją masz namacalnie. Wymodliłaś szczęście i miłość dla wnuka, to i je masz. Ale odwiedziliśmy w tej nowej galerii strefę jedzenia. Zasiedliśmy do stolika z mnóstwem warzyw podpiekanych w cieście. Do tegokrążki kalmarów,do tego kotlecik drobiowy. Do tego ryż. Dobre to było i smaczne. Ale do tego posiedzieliśmy i porozmawialiśmy sobie miło. Do tego mama zjadła z uśmiechem na twarzy to orientalne danie… Bezcenne. TYLE. Pozdrawiam ciepło i serdecznie wszystkich. Wojtek    

NO I TAK MIŁO SOBIE SIEDZIMY PRZY KOMINKU.

Witamy. Tak ogarnęliśmy to co ważne na dziś. Wszelkie sprawy biurowe mamy już za sobą. Na mieście już byliśmy. Wszystkie nasze punkty handlowe zaliczyliśmy dość sprawnie i szybko, no bo pogoda nie nastraja do dłuższego chodzenia. Zimno i ponuro i do tego deszcz cały czas pada… No to szybko wszystko i do auta i dalej jazda. Z tego wszystkiego mieliśmy podjechać pod Stary Kleparz i zapomnieliśmy na śmierć. Ale nic s IT w nie stało. Jutro się już podjedzie definitywnie. Obiad mama zrobiła i zjedliśmy wspólnie i pies z nami zabrał się też do jedzenia. Spoko. Po obiedzie mama nasza poszła na bajki jak ona to mówi, do tej samotnej starszej pani na wsi. Jak znam życie, to przyniesie i sera białego i masełko i śmietankę i wiejskie mleko. Dałem jej kilka pustych butelek po pepsi a to 2 litry ma każda, to zabrała i powiedziała nam żartem, że starej nie będzie,to macie chłopaki wolność. Spoko. No to jak mamy wolność, to ukroiliśmy ok kawałku ciasta z gruszkami i kawę z ekspresu zrobił Wojtek i po szklance od piwa nalewki gruszkowej i zapaliłem w kominku i po dokładałem drewna do niego i tak sobie siedzimy prawie nago, przytuleni do siebie i objęci i rozmawiamy. Co krótki czas pocałunek. A to tu, to tam go pocałuje. To on odwzajenni mój pocałunek. Mega romantycznie się zrobiło. Jak to się zakończy, to nie wiem. Zapewne będzie niezwykły finał w łóżku. Ale w końcu raz na jakiś czas, jak czas pozwala, to sobie możemy pozwolić na to. I mamy prawo do siebie i do seksu też, wszak jesteśmy parą. Jutro na 12 Wojtek ma wizytę lekarską w poradni nabytych niedoborów odporności, to razem pójdziemy. Dołujące jest patrzenie na te posępne oblicza nosicieli wirusa HIV. Ale jak trzeba, to trzeba. Tyle że raz na dwa miesiące. Mamę musimy słuchać, jak będzie wracala,ale to pies da znać. TYLE. 

NO I SPRAWNIE TO CHŁOPAKOM ROBIĄ.

Witamy. Ochłonęli chłopacy po tym dniu przespanym w surowym domu. Trochę jednak zmarzli w tym nie ogrzewanym domu. Ale było cool. A to najważniejsze. To że rano nie napili się gorącej kawy, to nic. Było cool. No u nich w domu a raczej dookoła domu już postawione jest rusztowanie. Już przywiezione jest wszystko co potrzebne do malowania elewacji, łącznie z farbami. No i przyjechał już piec na gaz do opału i będą się robotnicy bawić w podłączanie całej instalacji gazowej. I tak im zejdzie do piątku przyszłego podobno. O ile nic nie wyniknie w trakcie. Tak przynajmniej tata Irka dziś mówił. Śmiejemy się, że on jest kierownik budowy. Panie inżynierze…Jak w 40-latku. Ale spoko.Mieli wpierw pomalować robotnicy elewację budynku a potem wchodzić do środka do domu,to Błażej z Markiem zmienili decyzję,że wpierw będą kuć pod rury wszelakie i podłączać i wodę i gaz i montować piec do ogrzewania gazowego i montować grzejniki w pomieszczeniach takie na całą długość ściany aż,bo tak oni sobie życzą.A potem położą panele na podłogę i kafelki w łazience i w kuchni.A następnie zabiorą się za malowanie pomieszczeń.No bo oni chcą jak najszybciej wejść już do tego domu i mieszkać.I nic,tylko szybko będą już mieszkać.A potem jak już będą mieszkać,to na spokojnie robotnicy będą mogli zabrać się za elewację domu.No im to wsjo rawno. Tylko mogli jeszcze nie przywozić i nie rozstawiać tego rusztowania.Ale cóż.Stało się.Do tego też.Nie powiedzieli przy wyborze projektu,że dom ma być z garażem i że ma mieć spadzisty dach.No bo musieli pojechać do projektanta i dokonać zmian w projekcie,co wiązało się z narysowaniem na nowo projektu domu z uwzględnieniem tych zmian i dodatkowe koszta jakie musieli ponieść.No niestety nic nie dzieje się za darmo dziś.Oni myśleli,że pan tam siądzie przy komputerze i dorysuje inny dach a tamten niczym buda usunie i dorysuje z boku garaż i będzie git.Ale tak się nie robi.Trzeba wszystko od podstaw,bo i obliczyć trzeba powierzchnię całkowitą tego domu na nowo i nowy projekt narysować.I wziąć za to dodatkową kasę.Pan projektant bardzo chętnie.Na odchodne nawet im powiedział,że czeka na nich z kolejnymi zmianami,poprawkami.Nie mogą chłopaki tego przeboleć.Ale już na przyszłość wiedzą jak to trzeba. Baba zy wsi tylko pytała się sama siebie,co mama podsłuchała:Boście świnte…Skąd ci młodzi mają tyle pinindzy,że tak szybko ten dom stawiają i nie muszą robotnicy czekoć?Mama się smiała pod nosem.No bo nie będzie się tłumaczyć jakiejś babie zy wsi,że oni mają swoją,dość nawet dochodową działalność handlową.A no mają.I pieniążek też mają.I co najważniejsze stać ich postawić domek i nie mieszkać w śmierdzącym Krakowie.fakt,że i tak w kiosku są cały dzień.Ale jak się rozwiną,to najmą tam osobę do sprzedaży i będą mieli więcej czasu na bycie na wsi.Spoko. :-P :-P No myśmy dzisiaj odwiedzili po załatwieniu wszystkich obowiązków zawodowych galerię Bonarka.No bo Wojtek chciał na mamę przymierzyć płaszcz z wystawy butiku.Dobra.Zajechaliśmy autem na parking podziemny BONARKA CITY CENTER.Wyjechaliśmy schodami ruchomymi na poziom 0.I gdzie dalej?No bo ja nie mam zamiaru krążyć po całej galerii od butiku do butiku.-odparłem.No to Wojtek stał i myślał w którym miejscu a raczej w której części galerii to on widział tego manekina za szybą,ubranego w ten konkretny płaszcz.W końcu sobie przypomniał w której części to mogło być.Poszliśmy w tym kierunku i w końcu uf…znalazł.Wleciał do środka i od razu mamę bierze do kasy,żeby zmierzyć jej obwód pasa.Ale pani już od razu powiedziała,że zapewne XXL rozmiar.Na co mama popatrzyła się z pod boku:Wowka…Zastrzelę cię.Jak tu ja przyjechała,to był L rozmiar a teraz co?Rozmiar wór na mnie?Ale dobrze.Tam prawie nic nie jadłaś a tutaj masz i normalne jedzenie i normalny dom i rodzinę kochającą i dbającą o ciebie…Czego ty jeszcze chcesz?No że zgrubłam przez ciebie.A czy ja ci każę w takich ilościach jeść posiłki?Zawsze możesz przyjść do kuchni i sama sobie nałożyć i powiedzieć,że ty tylko tyle zjesz.No ale jak coś mi smakuje,to co mam powiedzieć,że nie jem?Dobrze.Mierzcie ten konkretny płaszcz a nie marudźcie.-dorzuciłem im.Wojtek oczywiście pokazał pani tego manekina i ten konkretny płaszcz.I tą chustę na manekinie też przymierzymy.Pani przyniosła taki sam płaszcz z wieszaka.Wskazała ręką na przymierzalnię.Ale Wojtek bez ściemy przy ludziach ściągał z niej kurtkę i nakładał ów płaszcz.Mama się pozapinała od góry do dołu i poszła do lustra.Wojtek stanął jak duch za nią i podpowiada że jak ulał jej pasuje.Taki ładny kremowy,czy capucino bardziej kolor.założył jej też chustę na szyję i zawiązał.No i patrzymy a mama sama powiedziała,że nie chce naciągać go na wydatki,ale ten płaszcz samej jej się podoba.Od kiedy ty Wowka tak potrafisz dobierać odzież?-pytała.Oczywiście metki Wojtek od razu oderwał z odzieży i poleciał szybko do kasy.Jednak jeszcze piszczące zabezpieczenia trzeba było usunąć i trzeba było zdjąć na chwilę by znowu ubrać.Kurtkę mamy zapakowała pani do dużej reklamówki.Wojtek przesunął kartą zbliżeniowo.1283 złote na czytniku kasy.Cit.Mama zagadała się ze mną,że nawet nie usłyszała tej ceny.I dobrze.Bo jest faktyczna niespodzianka.Do tego ocieplane getry dwie pary jej kupił ju na zimę.Do tego ładne kozaczki z misiem w środku u polskiego Badury.I tak pomknęło ponad dwa tysiące.Ale mama zadowolona i on też,że mógł jej sprawić niespodziankę.Oczywiście deserek musiał być i kawa ekspresso w kawiarence,bo Wojtek nie byłby sobą.Posiedzieliśmy sobie i porozmawialiśmy.Śmialiśmy się z takiego sędziwego małżeństwa,które przystanęło przy dużym banerze na szybie SALE.Patrzyli w ten niewielki butik i pytali siebie na wzajem,gdzie tu masz te sale.Taki mały pokoik.Mnóstwo ciuchów.I jeden wielki rozgardiasz a nie sale.-pociągła babcia.SALE z angielskiego znaczy tyle co wyprzedaż w tym znaczeniu handlowym.No ale starsi ludzie,to mieli kiedyś w szkole język polski i rosyjski.To wybaczalne.No i wjechaliśmy wózkiem do Auchan.zapełniliśmy wózek i żywnością i chemią.I tak na 16-ą dotarliśmy do domu.Mieliśmy zjeść obiad w żydowskiej knajpie,bo taki był plan.Ale dynie ugotowaną z warzywami i plasterkami kiełbaski mieliśmy w domu,to odpuściliśmy sobie.No i mama zasiadła przed telewizorem i patrzy na ten TVN24,co w kraju się dzieje.A my wkleimy tą notkę i bierzemy się za faktury,przelewy,zamówienia towaru i,t.d…Cała biurokracja firmowa.Nasza codzienność pod wieczór.A potem jak czas pozwoli,to sobie posiedzimy przy kominku trochę.Tak zawsze romantycznie i miło się robi tam…TYLE. :-| :-|

ŁZY RADOŚCI MÓWIĄ WSZYSTKO.

Witamy. Skończyłem sprzedaż obwarzanków już o 16-ej. Wojtek zadzwonił z domu, że jak przyjadę, to zobaczę wzruszający obrazek. Pytałem jaki, ale nie chciał mi powiedzieć przez telefon. Zajedziesz,to zobaczysz. My z mamą też jesteśmy przyjęci. Przyjechałem mini busem prawie pod dom. Wleciałem szybko do domu a Wojtek natychmiast wciągnął mnie na taras. A tam patrzę na dom chłopaków. A na tej niczym ugorek trawie, pod samym wejściem do swojego domu siedzi zapłakany, oparty o drzwi Błażej. Poleciałam z Wojtkiem, przelatując przez ogrodzenie na skróty. Czy coś nie tak? -pytam. Kurwa! I ktoś mi powie, że dziś uczciwą, ciężką pracą, do niczego nie dojdziesz! I kurwa! Matka moja rodzona śmiała powiedzieć mi :Do widzenia panie pedale! Ci co nie potrafią nic w życiu zrobić! Nie potrafią szukać pomysłów na życie! Mówią za wczasu że się nie uda, są dziś zerem! No ja pozwoliłem sobie zera, zostawić na koncie w banku tylko! Zamiast beczeć tak, pomyśl, co jeszcze tutaj trzeba. Jak te ściany w środku pomalować. Na jaki kolor. Czy wszystkie ściany jednolito, czy tak jak u nas, że jedne mają taki a drugi inny kolor… A możemy wejść do środka? Jasne. Zapraszam do naszej posesji. I dalej płacz i łzy rękawem wyciera. Oczywiście pani Krystyna od razu się wtuliła też. Ale nie ma tego złego, bo podpowiedziała mu, jak to u ludzi widziała i ładnie było. No jak na razie, to fajnie wygląda. Taki mały, funkcjonalny wydaje się domeczek.  Oczywiście Wojtek moim przykładem już kazał chłopakom dogadać się z robotnikami co do malowania pomieszczeń. Na zasadzie, że powiedzą mniej więcej ile litrów farb i jakiej firmy kupić i  podjedzie pod market budowlany i przywiezie wiadra z farbami i wałki i wszystko co trzeba i z nimi tylko dogada się z robocizną. Ale tam już Irka tata rozmawiał l malowaniu z szefem firmy budowlanej, bo razem znają się. I wcale nie będzie to aż takie drogie. I tak to wygląda. To dorysowane, to mała zmiana w projekcie o garaż. Jeszcze tylko drogę z kamienia proponuje Irka tata, bo kostka brukowa pod wpływem ciężaru auta z czasem się będzie obniżać w grunt. Albo ja jeszcze widzę tanie rozwiązanie, żeby poszukać drogowców i na fuchę by przyjechali autem i wylali asfalt. Trochę obskurnie to będzie wyglądało, ale na długo będzie. No już trzeba myśleć, bo firma budowlana wymaluje ściany i wygruntuje i wykończeniówkę całą i poprawki zrobi i pojedzie sobie. No jeszcze musicie wymyśleć kolor domu. Bo na pewno w tym tygodniu zapytają o to. A nikt nie będzie czekał, że wy się zastanówcie na jaki kolor pomalować elewację domu.Póki są. Ale też trzeba powierzyć metrem, ile tego granitu by tu wyszło. Może nie aż taka wielka tragedia by była. Poza tym my jakieś pieniądze z Wojtkiem mamy, więc pożyczymy wam na bardzo długą spłatę. Spoko. Dobra. Zamykamy wrota i zapraszamy cię Błażej do nas na nalewkę z gruszek. A pani Krystynie dziękujemy za porady. DOM BŁAŻEJA I MARKA.DOM BŁAŻEJA I MARKA-KOMINEKI tak już asfaltem udaliśmy się do nas do domu. Mario. Ale ty zjedz jakiś obiad… Cały dzień od rana siedziałeś z tymi preclami do późna… Dzięki Błażej za pamięć. Ja będę jadł obiad a ty kosztuj naszej nalewki gruszkowej. NALEWKA GRUSZKOWASpoko jest. Trochę za dużo spirytusu myślę daliście. Tak od serca. Ale spoko. Chwilę później przypomniałem sobie, że on autem przyjechał a Marek nie ma prawka. Ups… Ale zawsze możesz u nas przenocować z Markiem jakby coś… Nie. Nie. Dziś w planie mamy noc w naszym domu. No co ty? Tak na betonie będziecie spali? Nie ma mowy. Nie. Spoko. Śpiwoey nam jakieś dacie i koc i będzie dobrze. A teraz ocieplenie jest, to nie będzie tragedii myślę. A ten kominek? Skąd go wytrzasnęliście? To tata Irka przywiózł dziś rano. Ktoś ze znajomych jego po prostu dorobił się na większych rozmiarów rozmiarów kominek a ten mu zbywał. Aha. No i już w salonie będzie można razem posiedzieć. No raczej w dużym pokoju a nie w salonie – zaśmiał się Wojtek. Szturchnąłem go, żeby zamilkł. No co jeszcze. W tym tygodniu już ktoś ze znajomych taty Irka przywozi od siebie z dystrybucji piec gazowy i będą się bawić z instalacją do piątku. Uh… Masz na go wszystko kasę, czy dać ci? – zapytałem. Nie. Spokojnie. Mamy i już tata Irka dostał kasę do przekazania koledze. To super. Ogrodzenie? Pytam. To już na samym końcu.- odpowiedział Błażej. No już trzeba rozmawiać z tą firmą a najlepiej zagadaj z tatą Irka. Żydzi to bogaci i serdeczni ludzie, to skołuje ci ogrodzenie za bezcen i przywiozą. Ty to masz Mario łeb nie od parady. Marek z wrażenia zamknął kiosk nie o 20-ej a już o siódmej i szybko mini busem dotarł nacieszyć oko swoim domem. Też na jego twarzy widać było powagę i wzruszenie, ale nie beczał jak Błażej. Zdjęcie, które powiesimy z Markiem nad ich łóżkiem w sypialni. Tak siedzieliśmy do ósmej wieczór, rozmawiając o ich nowym domu i tym co tam trzeba na już. A tu kilka minut po 20-ej nasz ksiądz proboszcz zadzwonił gongiem. Mieliśmy nie wychodzić już o tak „wczesnej”porze, ale Marek wylazł i patrzy a tu ksiądz proboszcz. Istna plebania serialowa. Tylko burmistrza brakuje i wójta… -zaśmiał się Marek. Doszły mnie słuchy, że już domek stoi prawie gotowy. -mówił ksiądz proboszcz. A no prawie… -odpowiedział mu Marek. To w takim razie wypadałoby go poświęcić i Pana Boga zaprosić do środka… -dorzucił ksiądz proboszcz. Tak więc szybko się ubraliśmy i przy okazji Tawarisza wzięliśmy na spacer i poszliśmy z księdzem proboszczem do chłopaków do domu. Świeczki wzięliśmy od kolędy z krzyżykiem i postawiliśmy na kominku. Wojtek odpalił a my wszyscy modliliśmy się, aby e tym domu panowała jedność i zgoda tak jak podczas wizyty duszpasterskiej. Pokropił ksiądz wodą święconą wszystkie pomieszczenia i ogród przyszły też i nie wziął ani grosza za to. Witamy w naszej parafii świeżaków  -dodał tylko i postawił na kominku do powieszenia kiedyś na ścianie krzyż z Jezusem. Taki sam jak miał papież Jan Paweł II, tyle że w wersji mini. Do nas do domu wszedł tylko na chwilę, żeby poprosić nas o pomoc chłopakom i powiedzieć, że na ile jego skromna osoba się przyda, to jest do ich dyspozycji w każdej sytuacji, sprawie. Mama nasza oczywiście dała mu pęto wiejskiej kiełbasy, powidła naszej roboty i nalewkę gruszkową w papierowej torbie. Tak z dobrego, ukraińskiego serca i ucałowała go q policzek. No… Judasz też Jezusa pocałował w policzek w ogrodzie Getshemani – za żartował ksiądz i poszedł do auta. I jak poszedł, to mnie i Wojtka wzięło na płacz. Tak ot przyjechał specjalnie… I poświęcił nowy dom. I nic za to nie chciał? Zastanawiał się Marek. To już teraz wiesz, jak wygląda ksiądz z powołania a nie z dobrze płatnego zawodu? -dorzucilem mu. Punkt 21 siedzieliśmy na narożniku u nas w salonie. Laptop na ławie i kamerka podłączona do niego. Czekaliśmy na rozmowę z Rachelem i Markiem tam z Tel Awiwu. Posłałam im zdjęcia tego domu i spłakanego przed wejściem Błażeja siedzącego. Uśmiechnęli się, że to powszechne dziś mieć dom jednorodzinny. Ważne jest żeby zgoda, wierność, harmonia rodzinna i miłość w nim były a reszta z czasem przyjdzie. – ripostował Rachel. I ważne jest, że nie wyrzekliście się Boga. Że on jako pierwszy wszedł i zamieszkał w tym domu. On teraz będzie nad wszystkim czuwał i przejmie pieczę. -dorzucił Rachel. Oczywiście obiecał, że jakąś małą cegiełkę im dadzą od siebie. Nie sprecyzował co. Powiedziałem im, że głuptoki chcą już dziś tam na betonie spać w śpiworach. No tak to jest, że chcą się nacieszyć nowym domem. To normalne. -dodał Mark. O naszą mamę jak zwykle kazali nam szczególnie zadbać. To wielki i nie oceniony skarb na całe życie. -mówił Rachel. Wojtek tłumaczył mamie na polski język wszystko z angielskiego. Mama była zszokowana jego znajomością angielskiego. Błażej tylko mówił, że taki mały chłopek roztropek a ile się już nauczył tutaj w Polsce. Dla chcącego, nic trudnego. I nie siedzieć z założonymi rękoma i nie narzekać jak to źle a tej Polsce jest i nie dobrze, tylko walczyć co dnia o swoją, waszą przyszłość. -ciągnął Błażej. To jednak z tej rozmowy z Rachelem coś ci zostało. -smiałem się. No jak tylko będzie okazja żeby z nimi porozmawiać, to my  z Markiem chętnie. Zjedliśmy wspólną kolację i oni nie dali się przekonać do tego, żeby przenocowali u nas w domu w cieple a wzięli nasze śpiwory i poszli na noc do tego w środku surowego domu. Nic a nic nie szło im wytłumaczyć. Polecieli N przełaj przez nasz ogród i przez ogrodzenie przelecieli i ino się kurzyło za nimi. Świeczkę stołową sobie wzięli i tyle. Chwilę temu Wojtek wyszedł n taras w ogrodzie, to ciemno jest u nich w domu już. My jutro mamy luzik. Jedziemy  z mamą do kosmetyczki. Potem po sprawdzamy punkty wszystkie co tam trzeba. I wrócimy do domu. I pewnie znowu nam przyjdzie patrzeć na ryczącego ze wzruszenia Błażeja. A może już nie, bo trzeba twardo stawić czoło temu co ważne i po kolei ogarniać. TYLE NA DZIŚ.