Archiwa autora: gay malciki

O gay malciki

Ja mam na imię Mariusz.Mam 45 lat.Mój partner Wowka z Polskiego Wojtek ma 27 lata i jest Ukraińcem mieszkającym i żyjącym od ponad trzech lat w Polsce.

GŁUPIE WYWODY WALDKA.

Witamy ciepło w te mroźne dni. Waldek wczoraj przyjechał do nas,mając dzien wolny w nowej pracy.Ale to też tak,że on się dowiedział od Wojtka przez telefon,że mamy małego pieska znajdę a właściwie to porzuconego z rodzeństwem w lasku.No i chciał zobaczyć małego pieska.Ale wielka to sensacja.No i przyjechał i siedział i pytał nas,po co nam aż dwa psy.No po to,żeby się głupio pytał.No trudno,że mieliśmy przejść obojętnie koło trójki piszczących,małych piesków.No jakieś serce jeszcze mamy.I tak dwójkę maluchów nieomal od razu oddaliśmy w dajmy wiarę,że dobre ręce.A ten trzeci?Ta śliczna,maleńka sunia wzbudziła we mnie i u mamy zachwyt,swoją nadzwyczajną urodą.Ta jej śliczna mordka podpowiadała,żeby ją zostawić już na zawsze.No i Mariusza mojego też nie trzeba było długo namawiać.Są domy, gdzie mają kilka psów i jeszcze kota i zmieszczą się.To i u nas się zmieści jeszcze jedna mordka.Jedzenia i wszystkiego wystarczy dla niej.Do tego nie pracujemy,mamy dom z ogrodem…Do tego jesteśmy parą gejów,która nigdy nie mogłaby mieć własnych dzieci.Przynajmniej w Polsce.To chociaż tą miłość,uczucia,przelejemy na to małe zwierzątko.Że nie będziemy mogli już nigdzie pojechać…Bzdura.Nawet do Izraela poleci z nami i Tawarisz i Hillary.Spox.Jak ba razie,to ładnie koło nogi idzie Hillary.Jest posłuszna i grzeczna,mimo to,że jest maleńkim pieskiem dopiero.Potrafi skuczeć i kręcić się w koło,że chce iść do pola.I w domku nie zrobi już nam prezentów.A poza tym jest pupilkiem mamy z którą chodzi na dwór i po domu koło nogi i z nią się bawi.Do tego ona nie będzie dużym psem.Więc spoko.Z Tawariszem świetnie się dogadują i i nie warczą na siebie.Kot tylko unika jej,chociaż ona nie goni kota.Jest na jego widok obojętna. Tawarisz jest tylko lekko zazdrosny,ale nie dajemy mu odczuć, że ją bardziej lubimy niż jego.Tak samo traktujemy i ją już trochę większą, bo ważącą już ponad 2 kilo i jego.20180210_11431920180210_115025-120180212_18125920180212_21290420180212_213216-1A to,że mamy dobre serce i ja i Wojtek,to nic na to nie poradzimy.Nie mniej ładnie z mamą chodzi i koło jej nogi równym krokiem idzie.Je dokładnie wszystko co jej się da.Bo i jedna faworkę w tłusty czwartek też zjadła ze smakiem.Pełna życia i ekspresji pieska,biega po całym domu.Jak przyjeżdżamy autem z miasta pod dom,to wylatuje nas przywitać z radością i po lizać.I piszczy i jęczy i zaczyna po szczekiwać już.I na przekór nam,uwielbia zimę i zabawy w śniegu.Mama jest wniebowzięta,bo jak my pojedziemy,to ma Hillary,która jest z nią i obok niej.I razem ciągną psi sznurek na zasadzie,kto ma więcej siły.Dziś na przykład mama rozmroziła schab na obiad.To odkroiła plaster jej i pokroiła drobno i nakarmiła ją a my udaliśmy że nie widzimy nic i nie słyszymy nic.A tak je konserwy psie,kabanosiki psie chrupie.Wysuszone ucho świńskie już ząbkami próbuje zgryźć.Wojtek jeszcze kupił jej specjalne witaminki dla małych piesków w tabletkach i kruszy jej na drobno i codziennie wkłada do pyszczka.Tak że pieska ma u nas ciepły kąt i ciepłe serducha i jak potrafi,tak się odwdzięcza na swój psi sposób.Jest prze śliczna.TYLE. :-D :-D

OJ.NIE JEDEN CZŁOWIEK NIE MA TAK, JAK MA NASZA HILLARY.

Witamy serdecznie w ten mroźny dzień. Dał się on odczuć naszej Hillary, kiedy wyszła na moment do ogrodu. Chwilę pochodziła i zaraz zimno i zaraz piszczy. I szybko uciekła do domu z powrotem. Ald ważne że juz tylko zdarzy się jej na starą szmatę położoną na posadzce w przedpokoju na sikać. A tak już skuczy i piszczy koło nogi, że chce iść do pola. Jest dobrze. Wczoraj zaliczyliśmy weterynarza. Nawet nie wiedzieliśmy, gdzie tu na wsi jest taki lekarz od zwierząt. Ale baba zy wsi stanęła do raportu. Wojtek tęgim głosem krzyknął na nią że nie tylko bajki po wsi ma roznosić ale podpowiedzieć też. Tak więc wsiadł Wojtek z mamą w auto i psinka na tylnym siedzeniu i pojechali ją zaszczepić. Po mimo że ja mówiłem że ona nie będzie miała tak styczności z innymi psami, to jednak oni zrobili po swojemu. Książeczkę zdrowia jej już wypisał PAN doktor.. Wkleił naklejki ze szczepionek, którymi była zaszczepiona i do zobaczenia za rok. Przy okazji wizyty u doktora, Wojtek zakupił od razu komplet witamin i minerałów dla niej. Do tego szampon przeciw pchelny no bo skrobie się ona co jakiś czas. I jak wrpcił, to oznajmił, że mamy rasowego psa rasy SHIT SU bez rodowodu .Że czasem się tak zdarza, że q miocie zamiast dwóch malych piesków, wychodzą trzy i ten trzeci nie dostaje rodowodu w Związku Kynologicznym.Że tak powiedział lekarz weterynarz. No i pomyśleć, że ktoś bez świadomości iż posiada rasowego psa,pozostawił takie małe pieski pod drzewem w lasku… -dodał lekarz. Nie mniej Wojtek już zaliczył plac targowy i stoisko z wyrobami wikliniarskimi i kupił jej psiak, czyli taki niski a długi koszyk do spania dla naszej Hilary. Potem jeszcze po kupował w zoologicznym sklepie saszetki z karmą mokrą i jakieś paszteciki z przeznaczeniem strikte dla szczeniaka. Do tego wątróbek drobiowych w markecie pól kilo i podzielił na cztery razy je.Do tego plastikowe miseczki specjalnie dla niej. Takie wielkości salaterki na budyń. I tak całą miseczkę pełną ugotowanych na miękko i pokrojonych drobno wątróbek piesia zjadła. Do tego pełna miseczka Tawarisza suchej karmy.Trochę za duże te dropsy dla championów, jak na jej małą mordkę, ale jakoś daje radę. Do tego gryzak sznurek z supełkami jej kupił, żeby nie podgryzała różnych materiałów w domu. Do tego takie duże suszone świńskie ucho. Do tego takie pałeczki mięsne, suche, czy patyczki jak ja ro mówię. W trzecią miseczkę wlał jej wodę mineralną nie gazowana. Koszyk wyścielił kawałkiem starego koca, obleczonego białym fragmentem prześcieradła postawił pod oknem u mamy w pokoju. Wieczór jak zjadła miseczkę pełną wątróbek, to nałożył jej całą, jedną saszetkę wołowinki z witaminkami. Mówię do niego, że upasie z mamą to szczenię a oni płaczą mała psinka nie może siedzieć głodna przecież. Waldek był do południa dziś u nas. Posiedział raptem dwie godzinki i stwierdził,że nie potrzebne nam kolejne już zwierzątko. A potem mówił znowu że nowo bogaccy NIS mogą mieć takiego byle kundla a rasowego psa.. A no sprawdzałem i od 800 zeta zaczyna się sprzedaż, do 10 tysięcy złotych. Uh… To wy nie macie na co wydawać pieniędzy? Biedne pieski pozostawił ktoś zostawił w lesie..  W niejedynym domu ludzie tak nie mają jak ma Hillary u nas. I wita nas, ku zazdości Tawarisza. W nie jednym domu ludzie tak nie mają jsk nasza Hillary… 20180206_17443020180206_17435320180206_175049TYLE. 

LADY HILLARY.

Witamy serdecznie. Takie dobre, ukraińskie serce ma Wojtek z mamą. W naszym domu znalazła ciepły kąt i mega dobrą opiekę maleńka Hillary. U mamy w pokoju Wuwuś zrobił jej ciepły kąt. Wstawił ciepły koc złożony w kostkę i opatulił go białym prześcieradłem. Dzisiaj kupiliśmy kilka plastykowych pojemmiczków na picie i jedzenie dla naszej Hillary.I kilka puszek karmy dla szczeniaków z witaminkami. Do tego świeżą makrelę wędzoną. Piesia już chodzi za nogą mamy i przybiega do Wojtka, kiedy jest w kuchni i miauczy, żeby wy żebrać jakieś jedzenie. mama nosi ją na rękach i tuli i całuje a Tawarisz jest trochę zazdrosny. Czasem zdarzy się jej na sikać na ziemię, czy zrobić kupkę. Trochę jestem zły na to, ale mama od razu leci po ręcznik papierowy i ściera i tłumaczy mi, że ona ma dopiero siódmy tydzień życia, to jest jak mała dziewczynka jeszcze. I nic takiego się nie stało. Pełna miseczka karmy z saszetki. Na drugiej sucha karma. Na trzeciej woda mineralna nie gazowana. A na jeszcze jednej drobniutkie kawałeczki wędzonej makreli. Baba zy wsi dziś pytała jak się chowo mała pieska. Wojtek zaśmiał się, że stać nas nie tylko na majątki ziemskie i wykwintne jedzenie, ale też na to, co dziś jest rzadkością, czyli na danie serca i miłości bezdomnemu psu, który jest taki słodki i ma taką śliczną buzię. I zmieści się i ona u nas mimo wszystko i już będzie z nami do śmierci. To wy macie i psa i kota i teraz jeszcze jeden pies będzie? -pytała pani Krystyna.Zalomnisłz pani powiedzieć, ze mamy jeszcze jeża Tuptusia w ogrodzie.      To za tych bezdusznych i bez serca ludzi,co nie potrafią dać miłości takiemu ślicznemu zwierzątku a tylko umią wstawić pod drzewo. Ciekaw jestem tylko jednego… Jakby tak jego, czy ją wstawić w takim kartonowym pudle pod drzewem w lesie i na tym zimnie zostawić,to co by miał do powiedzenia…Może ni mioł mijsca dla tylu psów i nie mioł co z nimi zrobić?-pytała pani Krystyna.Wybitnie mu przeszkadzały. Raz że piszczały mu po nocach. Dwae, to załatwiały potrzeby w domu. A trzy to tyle gębek wykarmić…Chociaż by przy głównej drodze je pozostawił, to ktoś by się nimi zainteresował. A tak gdyby nie my, to one by zdechły z głodu i wychłodzenia. Ale wszystko zakończyło się pomyślnie. I chwała Bogu. Dzięki pani za to, że je w ogóle znalazła i że nas pani powiadomiła. Będzie dobrze.Po łapkach i po sylwetce widać, że ona nie będzie dużym psem. Nie będzie takiego wzrostu co nasz labrador Tawarisz. Ale to jutro weterynarz oceni,bo jedziemy z nią jutro do niego. Założy jej książeczkę zdrowia. Sprawdzi,czy była szczepiona. Jak nie była, yo ją zaszczepi. Zadbam y o nią jak o wszystkich naszych członków rodziny. Spox.20180201_21024820180201_210518Tyle. 

MEGA WZRUSZONA MAMA W MC. DONALD’S

Witamy serdecznie. Bardzo dużo teraz na głowie mamy obowiązków, że  nie mamy tak czasu na zaglądnięcie na naszego bloga a nie tak napisanie na nim czegokolwiek. Ale wreszcie znaleźliśmy teraz czas, że możemy odpocząć i na spokojnie podzielić się kilkoma nowymi faktami z naszego życia. Pierwszy to taki, że w niedzielę wybraliśmy się NS miasto na krakowski rynek. Poszliśmy do bazyliki Mariackiej na mszę świętą niedzielną. Potem odwiedziliśmy chłopaków w kiosku. A potem Wojtek wszedł na genialny pomysł, żeby zabrać nas a głównie mamę ukochaną na lunch śmieciowych yypu fast food do MC. Donald’s. I tak weszliśmy do zatłoczonego środka. Z trudem znaleźliśmy wolny stolik. Nie lubię czegoś takiego, ale cóż… Wojtek oczywiście na dużym ekranie automatu, złożył zamówienie. Po krótkim czasie, poszedł ze mną po odbiór tych produktów. I dwie tace pełne rozmaitości. I porcje frytek. I podwójny Big Mack. I jakiś Wieś Mack. I jeszcze jakieś tam hamburgery, czy coś w tym stylu. Do tego mocne ekspresso z kubkiem wody do niego do przepicia. I szejk dla mnie. Wszystko zanieśliśmy do stolika i po rozkładaliśmy co dla kogo. Tak miło sobie siedzieliśmy i kosztowaliśmy tych amerykańskich specyfików fast food. I oczywiście Wojtek co chwila pytał mamę, czy jej smakuje. Mama odpowiadała że smaczne to jest i dobre. Za którymś razem zapytsł znowu, jak jej smakuje. Na co mama zareagowała gromkim płaczem. No i mogę teraz powiedzieć, że mamy wolność, bo jesteśmy w oryginalnej, amerykańskiej restauracji. Z kraju, gdzie dawno już mają wolność. I ja… Nawet nie pomyślała bym nigdy w życiu, że dsne mi… będzie kiedykolwiek siedzieć w takim wyjątkowym, ekskluzywnym lokalu jak ten. Włożyłem tekturowe opakowanie po frytkach i plastykowy kubek po kawie expresso do kieszeni od kurtki, żeby dać potem mamie w domu na pamiątkę. Wyszliśmy z MC. Donald’s i podeszliśmy do chłopaków do kiosku, ale co za wiele przez to małe okienko z nimi pogwarzysz. A poza tym klient za klientem coś od nich chciał…Mama ze wzruszeniem zdołała się tylko pochwalić wizytą w MC Donald’s. Byłam w lokalu, gdzie wolność jest tam priorytetem.Ale to dzięki odzyskaniu przez Polskę wolności, ta restauracja amerykańska jest.-mówiła mama. Okay. Odwiedziliśmy jeden salonik, potem ten dalej położony od rynku, gdzie na wózku inwalidzkim Rafał sprzedaje i nie płacze, że musi w niedzielę być w pracy i że tyle aż godzin.20180109_130651-1Stamtąd poszliśmy w kieruku Wawelu, żeby wsiąść z Alei trzech wieszczów w mini busa w kierunku naszej wsi. Po kwadransie już podjechał mini busik i jechaliśmy już do domku. Udało nam się, bo to niedziela i rzadko kursują one. UF..  Od razu Wojtek zabrał Tawarisza na długi spacer po wsi. A tak z godzinę go kis było na pewno. Po godzinie wrócili. Wojtek nerwowo szukał dużej torby z Auchan. I ma być już. I już Mariusz ubierasz się z powrotem i ty mama też będziesz nam potrzebna. Ale o co chodzi, pytałem. W odpowiedzi usłyszałem, że sprawa grubej wagi, życia i śmierci. Za furtką czekała już baba zy wsi, która nas prowadziła na drugi koniec wsi. Dotarliśmy aż pod mały lasek. Tam doszliśmy tym małym laskiem do misjsca, gdzie w kartonowym pudle siedziały i piszczały 3 maleńkie szczeniaczki, koloru czarnego  co to ktoś bezduszny wyniósł na takie zimno takie maleńkie szczeniaczki i pozostawił w kartonowym pudle bez ciepłego koca, bez picia i bez jedzenia. I do tego pośród drzew, z dala od głównej drogi. Zrobiliśmy dziury na ręce z obu stron kartonowego pudła i tak zanieśliśmy je do domu ponad 4 kilometry idąc. Pani Krystyna poczekała przy głównej drodze na zewnątrz aż pstrykniemy fotkę jednemu z tych piesków i wrzucimy na lapka i wydrukujemy ogłoszenia do powieszenia po wsiach i zamieszczenia ogłoszenia na portalach ogłoszeniowych na necie. Dostała od nas baba zy wsi 30 kartek z ogłoszeniem o oddaniu w dobre, kochające ręce owych piesków i rolkę taśmy klejącej. I tak w szybki sposób zadziałały ogłoszenia na necie. Bo odzew był nieomal natychmiastowy. Tyle że dzwoniący wielcy państwo, chcieli by, żeby przywieźć im na miejsce wszystkie 4 pieski a oni sobie wybiorą jednego z nich. Nie dość, że nie muszą za pieska płacić, tylko dostają za darmo, to jeszcze mamy im przywieźć? No sorki. A chociaż zrób krok i rusz tą swoją wielmożną dupcie i przyjedź tu na wieś mini busem. Przecież to tylko 10 zeta w dwie strony koszt i 5 minut niecałe drogi od mini busa do naszego domu… Ale dwa pieski już w poniedziałek zabrali ludzie w podobno ciepły, kochający dom. Została jeszcze suczka, ale jest mały problem, bo mama nie pozwoli nam jej wydać i pyta się, czy możemy wycofać te ogłoszenia na necie. Mamy psa maści biały labrador, który poszedł utykając na jedną łapkę za Wojtkiem kiedyś tam, na krakowskich plantach. Ktoś go zostawił na plantach z dopiskiem czekaj i se poszedł. A teraz jest z nami Tawarisz. Mamy czarnego kota Bonifacego. Jest jeż Tuptuś w ogrodzie. Znaleziony na poboczu drogi i opatrzoną łapkę u weterynarza miał. Chyba wystarczy… Ale ten maleńki,czarny szczeniak już łazi za mamą do kuchni i je marchewkę ugotowaną z zupą. Je karmę dla kota z saszetki i kawałki mięska gotowanego dla nas do obiadu. Siedzi mamie na kolanach, gdy mama siedzi w salonie i ogląda telewizję. Wychodzi z nią do ogrodu za potrzebą. Sama idzie na noc do sypialni do mamy w środku nocy i kładzie się na dywanie w bliskiej odległości od jej wersalki. Już powoli reaguje na wabienie. I jest od kilku dni z nami jest już Hilary. A mama podpuszcza ją, żeby poszła do nas i nas polizała, czy przytuliła się do nas. Nasz PAN Wowka ma bardzo dobre serduszka i zgodzą się, żeby śliczna Hilary z nami już dozgonnie została. Taka jest retoryka naszej mamy. Z jednej strony, to ona jest prze śliczna. A z drugiej, to my już mamy zwierzątka… Na razie mama o nią dba i narazie jest u nas owa lady Hillary. No nie wiem, co o tym wszystkim sądzić? Chlopaki nie mają czasu dla takiego, ślicznego zwierzątka…20180128_22380920180129_205926TYLE